4 czerwca 2008

Notka meteorologiczna

Spadł deszcz i jakoś się ludziom lepiej myśli. Możecie sobie uważać, że to nie ma znaczenia, ale ja mam sypialnię na poddaszu i, choć dach jest przyzwoicie zaizolowany, to jednak skutki długotrwałego i uporczywego nasłonecznienia dają się odczuć. Wczorajsza wieczorna duchota była tak potworna, że nie miałam siły przenieść się z fotela do łóżka, bo po drodze schody.

Do Kryni ze splinkiem: a wyobraź sobie, że musiałabyś iść do roboty…

Dodatkowo do histerii doprowadzają mnie sąsiedzi z domku obok, którzy dokupili sobie nieco gruntu, strzelili płotek i postawili tam basen dla wieloryba (zrobię zdjęcie i wam pokażę). W takich chwilach mam stuprocentową pewność, że posiadanie własnego domu z minimalną choćby działką, staje się kantowskim imperatywem kategorycznym.

Do Kryni ze splinkiem: a wyobraź sobie, że mieszkałabyś w bloku z wielkiej płyty, na szesnastym i zepsułaby się winda…

Jadę sobie samochodem rozgrzanym jak bomba atomowa i mijam młode dzierlatki, ubrane w chusteczkę do nosa oraz dwa rzemyki na stopie. Zbieram ramiona do przodu, żeby wpuścić nieco powietrza pod zbroję (kostium) i zastanawiam się, czy zimą znikną mi koszmarne odparzenia na udach od pasków silikonu w pończochach oraz odpędzam zgubne myśli o wielkich, opuchniętych stopach w pełnych pantoflach na 10-centymetrowej szpilce. Czuję się jak wodnik w przypowieści ludowej.

Do Kryni ze splinkiem: a wyobraź sobie, że istnieje coś takiego, jak kod ubraniowy i nie możesz przed nim uciec…

Z westchnieniem wyobrażam sobie emerytów, którzy nigdzie się nie spieszą, nikt ich nie bombarduje pytaniami, od których cierpnie skóra i  nie muszą z wywalonym ozorem wykazywać swojej inteligencji, swoich kompetencji oraz przydatności do użycia, która w każdej, najbardziej zaskakującej chwili może się skończyć. Myślę o ludziach, którzy wypracowali sobie najniższe choćby świadczenia i nie poświęcają uwagi wściekłym strajkom w ich firmie, które mogą pozbawić ich comiesięcznej możliwości oddania haraczu bankowi.

Do Kryni ze splinkiem: a wyobraź sobie, jakie ma lęki człowiek w wieku produkcyjnym, któremu dowala się gigantyczne oczekiwania, odbierając jednocześnie minimalne poczucie bezpieczeństwa…

I tak dalej, i tym podobne.

Notka meteorologiczna nie ma na celu dokopania Kryni. Ma na celu wyłącznie stworzenie dystansu do zwykłości i codzienności, która może wydawać się upierdliwa, monotonna i bezperspektywiczna.
Umyślnie nie wplotłam w to wszystko wątku zdrowotnego, bo myślę, że jako osoba w wieku produkcyjnym, nie mam prawa do narzekania, ale przypominam, że jestem ślepa na jedno łoko i to się posuwa. Ostatnio również odnoszę wrażenie, że pracodawca uhodował mi jednak wrzoda, ale oj tam.
Życie jest jak papier toaletowy: absolutnie jednorazowego użytku i trzeba się cieszyć, że się człowiek nie musi podcierać palcem.

PS Sama jestem zaskoczona, do jakich można dojść wniosków.
PSS Wstałam o 5.30, wokół była cisza jak makiem zasiał i tylko ptaszki wiodły takie trele, że trudno było się nie uśmiechnąć i  nie mpomyśleć, że to wszystko ma jednak jakiś głębszy sens.
PPS Tak, ja też chętnie pobyłabym na Malediwach.

Dopisek z 19.05.
Ten basen wygląda tak:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz