Posty

2513

Obraz
I znów upłynęło kolejne morze czasu.  Lolusia odeszła w styczniu. Przeżyła z nami pięć pięknych lat - stary, ślepy, zaniedbany molos odmłodniał od miłości, czerpał z życia garściami. Mam nadzieję, że wynagrodziliśmy jej wcześniejsze, niefajne życie, bo ona okazała się psem-ideałem. W zeszłym roku, wraz ze śmiercią matki, definitywnie skończyło się moje dzieciństwo. Dołożyłam wtedy wszelkich starań, by odzyskać kontakt z bratem, który przez większość mojego życia za sprawą matki praktycznie nie istniał. Nie jest to dla mnie łatwe, bo brat wyjątkowo specyficzny, pierwszy się nie odezwie, jednak jeśli ja to zrobię, spotyka się ze mną chętnie i jest bardzo życzliwy. Pewnie tej wyrwy, co nas dzieli, nie da się już zasypać, ale biorę to, co przynosi życie, nie narzekam i jestem wdzięczna. Za trzy tygodnie przytulamy kolejne psie dziecko, pewnie już ostatnie, bo zwierzęta (dzięki opatrzności) żyją z nami długo i musimy mierzyć siły na zamiary. Mam nadzieję, że w tej (obecnie) kruszynie od...

2512

Długo tu nie zaglądałam, więc dla porządku należy się aktualizacja. Przez ostatnie trzy lata przez moje życie przetoczyło się prawdziwe tsunami chorób i umierania. Najpierw odeszła Zosia, potem tato, po nim mój młodszy brat stryjeczny Grześ, mama, Edzio, Karolek i Lesio, by na koniec zdzielić mnie w twarz drugim udarem Loli. Nigdzie o tym nie pisałam, ale w pewnej chwili było ze mną już naprawdę źle. Depresja została członkiem z ramienia wysuniętym na czoło, miesiącami siedziałam w kącie, przestałam robić cokolwiek - w szczytowym momencie miałam nawet problem z wejściem pod prysznic. Kropkę nad i postawiło przedwczesne odejście Lesia, na myśl o czym do dzisiaj nie wytrzymuję "na sucho". Na szczęście totalizator wylosował dla nas dwie malutkie koteczki i całkiem pokaźnego szczeniaka, które to osoby zostały kolejnymi plasterkami na poranione serca. Uspokoiłam się odrobinę, planuję wizytę osobistą u Doktora, a ten z pewnością zmieni mi leki na jakieś grubsze. Poza tym guz w pier...

2511

Obraz
 Do naszego stada dołączyła Maryja. Ładne to, malutkie, mordercze i szerzące rozpierdol. Na temat Marysieńki piszę na Fejsie prawie codziennie, gdyż uporczywie odblokowuje coraz to nowe poziomy wyposażenia. No. Cieszymy się niezmiernie.

2510

Taka niespodzianka. Zaledwie 18 lat (no, prawie) blogowania i jest! Kącik sponsora! Wybierz swój prób, swoje nagrody i nie krępuj się kupić weterynarzom Mercedesa! Albo przynajmniej smaczki. Albo wino dla mnie. Tak, przede wszystkim wino dla mnie!  

2509

Obraz
  Dziś Dzień Kobiet. Bez względu na to, co myślicie o tym święcie, pamiętajcie, że jego geneza sięga czasów, gdy kobiety znajdowały się w sferze przedmiotowej, a więc - jak można by dziś ująć - ich ważność orbitowała gdzieś między pralką a lodówką. Wtedy zapewne raczej między stołem a drzwiami. Dzień Kobiet powstał po to, żebyśmy nigdy nie zapomniały, że żadne prawo nie jest dane na zawsze, trzeba więc traktować je z należnym szacunkiem i o nie dbać. Dzień Kobiet przypomina nam także, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii równouprawnienia i że z szacunku do tych, które szły przed nami, zawsze powinnyśmy mieć w zanadrzu jakąś parasolkę. Wszystkim niedowiarkom i heheszkującym polecam wysłuchanie uzasadnienia projektu zmiany w Kodeksie karnym, które wygłosiła z okazji Dnia Kobiet (zbieg dat nieprzypadkowy) pani posłanka wnioskodawczyni Anita Kucharska-Dziedzic, a także stanowiska klubu Prawa i Sprawiedliwości i koła Konfederacja. Wprowadzenie do Kodeksu karnego zmiany w zakres...

2508

Obraz
Znowu przegapiłam urodziny bloga i w chwili nieadekwatnej skonstatowałam, że nieuchronnie zbliżamy się do pełnoletności. Okazuje się, że jestem wyjątkowo stała w uczuciach: stary blog, mąż, samochód, stare koty i psy, nawet dziecko stare i w Imielinie mieszkamy już dziewiąty rok. Jaki z tego wniosek? Tak, trzeba będzie pomalować. Nie blog - niech mu patronuje Zofia, za którą tęsknię nieustannie - ale przynajmniej piętro. Napomknęłam o tym ostatnio Prezesowi i zemdlał. Gdy tymczasem samo się nie pomaluje, nie ma to tamto. Znów trzeba się będzie pomodlić do aniołka, bo czasem miewa w dupie. Ostatnio na weterynarza, więc liczę, że i na malowanie się uda. Żeby nie było, że nic z tym nie robię. Zagrałam! Wygrałam 24 zeta, więc poszłam do lumpa i kupiłam sobie sweter, a dziecku piżamę w pieski. I to by było tyle z szaleństw, dziękuję za uwagę, zapraszam na fejsa.

2507

Obraz
 Tak rzadko tu zaglądam, że zapominam wrzucać nie tylko na Fb ważne notki. A ta na pewno powinna się była tutaj znaleźć. W czerwcu. Lepiej później niż wcale. Pierwszy w życiu Dzień Ojca, w którym nie składam życzeń. Mój tato był zdecydowanie najinteligentniejszym człowiekiem, jakiego znałam. A ponieważ przekroczyłam pięćdziesiątkę, czyli mam z górki, ta opcja raczej nie ulegnie zmianie. Trochę już za późno na szukanie nauczycieli, zwłaszcza gdy samemu jest się osobą, do której wiecznie wszyscy przyłażą z głupimi pytaniami, mimo że uporczywie ich zniechęcam nieuprzejmym zachowaniem, niemiłym charakterem i opryskliwością. Jestem gotowa nawet przestać się myć, żeby zniechęcać zapachem, jeśliby to odniosło skutek. Miał też tato poczucie humoru oraz dystans do siebie, choć naturalnie nie zawsze. Ale dość mu przeszkadzało, gdy jakiś rozmówca rzeczonych przymiotów nie posiadał. Przy tym był popędliwy i nie przebierał w słowach. Jednak mogę śmiało założyć, że w kompaniach przeróżnych bardz...