2448
Niniejszym otwieram nową serię i nawet dam nowego taga, taka jestem! Odpalam długotrwałą pozycję „przychodzi baba do... dietetyka“. Enjoy! Zacznę od tego, że pani jest brzydka, głupia, zła. Podła, okrutna i złośliwa. Po prostu niczego nie mogę zarzucić jej stylowi myślenia. Co mam zrobić z taką dietetyczką, hę? Na kogo zwalę, jeśli mi się nie uda? Czyja będzie wina? Może MOJA?! Przychodzi baba do dietetyka i oczekuje, że ów ją osaczy, że powie: - No, nareszcie, babo, przyszłaś. Jeszcze miesiąc i musiałabym pójść do ciebie, bo nie wlazłabyś sama po schodach! Ale nie. Dietetyk (czka) mówi, że takie cycki pewnie nie pomagają. (No, nie pomagają). Że ma pacjentów, którzy nie ćwiczą i chudną. Że jak pójdę z psami na niedługi spacer, to będzie po prostu cudownie, ale wcale nie oczekuje, że dam radę. Że faktycznie w moim przypadku ten kawał o tyciu od samego patrzenia to wcale nie kawał. Ale że to się da zmienić i damy radę. Mówi, że fajna, dojrzała decyzja. Co prawda próbuje sprowadz...