Posty

Wyświetlam posty z etykietą kuchnia

2498

Obraz
 #KącikKulinarnyCiociŁoterloo Czyli mówię: SPRAWDZAM. Bardzo często w przepisać dotyczących dań wegetariańskich i wegańskich pojawia się informacja, żeby dodać bulionu warzywnego. Różne strony, zajmujące się kuchnią na poważnie, podają znakomite przepisy na taki bulion i oczywiście warto z nich skorzystać, ugotować sobie na zapas, trzymać w słoiku w lodówce lub nawet w zamrażalniku i wyciągać wedle potrzeb. Ale wszyscy wiemy, że Wasza ciocia Łoterloo jest leniwą bułą, a jej pierwsze kuchenne przykazanie brzmi "Byle się nie spocić". Jeśli więc jesteś osobą fit, bardzo dbałą o jakość pożywienia i prozdrowotną, natychmiast przewiń dalej bez czytania. Natomiast podobne mnie leniwe buły zapraszam serdecznie do testowania bulionów warzywnych, dostępnych na rynku. Na pierwszy ogień idzie firma Winiary z jej bulionem warzywnym oznaczonym jako odpowiedni dla wegetarian. Tak na marginesie - zachęcam do czytania etykiet. Może się okazać, że bulion warzywny, który kupicie, opiera swój do...

2495

Obraz
Parę dni temu widziałam taki filmik edukacyjny z któregoś z krajów Dalekiego Wschodu (nie pamiętam którego). Była to rejestracja zajęć przedszkolnych dla najmniejszych maluszków. Dzieci bawiły się w środek lokomocji, powiedzmy autobus. Jeden maluch był kierowcą, reszta pasażerami. Autobus jechał, pasażerowie grzecznie siedzieli na swoich krzesełkach. Przystanek. Do autobusu wsiadła pani z białą laską (niewidoma). Co zrobił jeden z pasażerów? Ustąpił pani miejsca, a sam stanął obok i złapał za wymyślony uchwyt, zwisający z sufitu. Następny przystanek. Wsiadł pan z dzieckiem na rękach (a właściwie w chuście). Co zrobił jeden z pasażerów? Ustąpił panu miejsca, a sam stanął obok i złapał za wymyślony uchwyt, zwisający z sufitu. Następny przystanek. Wsiadł pan w ciąży (miejcie trochę wyobraźni, dobra?). Co zrobił jeden z pasażerów? Ustąpił panu miejsca, a sam stanął obok i złapał za wymyślony uchwyt, zwisający z sufitu. EDUKACJA-OD-NAJMŁODSZYCH-LAT. Taka jest najskuteczniejsza, bo wpojone w...

2494

 Dziś #KącikKulinarnyCiociŁoterloo, czyli podziękowania dla Matki Ziemi. Witam serdecznie wszystkich radiosłuchaczy, szczególnie liczną grupę nowych, którzy za kilka tygodni będą zachodzić w głowę, po co to wogle polubili. Mam na imię Asia, bloguję od niepamiętnych czasów (ostatnio częściej na Fejsie niż w porcie macierzystym), jestem stara, gruba i mam na wszystko wyrąbane. Mieszkam z mężem mym małżąkiem, zwanym słusznie Prezesem oraz nadmiarem zwierzyny dwojga gatunków (plus dochodzące niezliczonych gatunków) w zielonym domku na krańcu świata, a konkretnie zbiegu województw śląskiego i małopolskiego. Dziecko odchowane, wykształciło się na nasz koszt, po czym wyemigrowało na antypody i uporczywie nie chce przysyłać pieniędzy. Mieszka tam sobie z drugim dzieckiem, przysposobionym i podobno cała mamona jest im do czegoś potrzebna. No, ja nie wiem. Wymądrzam się na każdy temat, gdyż myślą przewodnią tego narodu jest "nie znam się, to się wypowiem". Ja tam się na niczym nie znam...

2468

Obraz
Długo oczekiwana recenzja robota kuchennego. Nie mogłam wcześniej, bo ciagle miałam niesprawdzoną jedna nakładkę. Wstałam więc dziś rano z myślą, że coś zmielę i w końcu napiszę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Omawiamy robota kuchennego BOSCH MUM model 58420. Opis producenta: do częstego gotowania i pieczenia ochrona przed przeciążeniem zabezpieczenie przed włączeniem urządzenia w przypadku złego podłączenia wyposażenia dodatkowego łagodny rozbieg funkcja EasyArmLift automatycznie ustawia mieszadła w położeniu neutralnym dla komfortowego montażu narzędzi automatyczna funkcja stand-by do łatwego napełniania miski planetarny, trójwymiarowy ruch mieszadeł praca pulsacyjna schowek na przewód silikonowe przyssawki zapobiegają przesuwaniu się urządzenia podczas pracy możliwość indywidualnej rozbudowy wszystkie elementy z tworzywa sztucznego wolne od BPA Dane szczegółowe: Pojemność: 3.9 l Liczba prędkości: 7 Moc urządzenia: 1000 W Waga: 6.4 kg Wymiary: 282x280x27...

2410

Bardzo pocieszny przepis dla jedzących mięso. Twoje dziecko będzie zachwycone! Dzieci uwielbiają śmieciowe żarcie i jeszcze się taki nie narodził, który przywołałby na świat progeniturę z zapałem pałaszującą brukselkę i gardzącą czekoladą. O, kurczę! To ja. Stworzyłam potwora!!! Na szczęście odrobinę się nawróciło i teraz wciągnie desery w każdej ilości. Ale trawę równie chętnie, a nawet chętniej. W każdym razie: zasadniczo dzieci uwielbiają wszystko, co niezdrowe, niezbilansowane, kaloryczne i w dodatku zakazane przez wszelkie mądre księgi. Zakazany owoc, jak wiadomo, smakuje najlepiej. Więc do rzeczy. Weź parówki. A nie mówiłam?! Parówki! Paskudztwo!!! Pies zmielony z budą. A więc: weź parówki i pokrój je na wałeczki, mniej więcej równej wielkości. Wielkość dobierz sobie samodzielnie. Ja kroję na sześć, ale można na więcej - nawet niegłupio. Potem weź makaron do spaghetti i do każdego kawałka parówki powbijaj kilka sztuk tak, żeby nie połamać. Uzyskasz długowłose jeżyki, a nawe...

2398

Obraz
Ze świątecznej książki kucharskiej Łoterloo. Składniki : Nie, nie wiem, czy musi być Wyborowa. Taką ktoś kiedyś do nas przyniósł, leżała z pół roku w zamrażalniku, czasem jakiś gość upił kieliszek. Nie znam się na wódkach. Nie znam smaku innych mas kajmakowych, więc weźcie tę z Gostynia. Obecnie do nabycia w Biedrze. Proces : Wraź do mieszadełka masę. Ilość wyznaczamy metodą prób i błędów. Dolej wódki. Ilość: jw. Wykorzystaj józiowe mieszadełko, co se kupiłaś w Lidlu, chociaż bez problemu obchodziłaś się bez niego. Dziś znalazłaś zastosowanie, z którym NIKT nie będzie dyskutował. Zakręć do uzyskania gładkości. Gładkie wygląda tak. Spróbuj trzynaście razy, czy aby nie za słodkie. A Wy? Co zrobiliście na święta? Bo ja nie zdążyłam zrobić paznokci. HAPPY EASTER!

2249

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam gotować. Nie znoszę tylko jednej rzeczy i na pewno już o tym pisałam* - konieczności codziennego wymyślania nowych potraw. Bo moja rodzina dwa razy z rzędu nie zeżre tego samego, takie rozpasanie. W związku z powyższym już dawno tupnęłam nogą i podzieliliśmy się obowiązkami: Zuzia sprząta, a gotujemy z Panem Architektem tydzień na tydzień. Reguła ta lekko zluzowała, gdy przeprowadziliśmy się do domu. PAT wykonuje bowiem wiele czynności, których ja w ogóle nie tykam**, a nawet nie zaprzątam nimi swojej ślicznej główki. Przynajmniej nie wtedy, gdy koniecznie nie muszę***. Na tę okoliczność gotuję częściej niż on bądź też olewam temat i nie jemy obiadu. W końcu mieszkają tu trzy dorosłe osoby, a zwierzyniec wciągnie chrupasy. Ale do rzeczy. Najbardziej więc męczy mnie konieczność wymyślania dań, a także brak pomysłów na coś szybkiego i smacznego. Oczywiście korzystam z podpowiedzi internetów, ale jestem w tym względzie okrutnie kapryśna, mało co mnie...

2127

Pozostawione w damskim gronie - nie licząc kotów - postanowiłyśmy się nażreć. Na tę okoliczność rozpaliłyśmy grill, zakupiłyśmy pstrągi, sporządziłyśmy sałatkę i otwarłyśmy wino. Znaczy wszystko ja zrobiłam, a ona przyjdzie na gotowe, gdyż dzieci to zakała i wrzód na zdrowym organizmie, jak wiadomo*. Pstrąg się piecze, sałatka oczekuje, a wino wprost przeciwnie. Pstrąga robi się następująco: Bierze się pozbawioną flaków padlinę, obsypuje pieprzem cytrynowym i zostawia w zlewie, przykrywając szczelnie deskami do krojenia, bo koty już się zgromadziły. Kiedy "przejdzie", trochę się soli (lub nie), do środka wkłada pokrojony w plasterki czosnek, kawałeczki masła i posiekaną natkę (której nie miałam, więc nie włożyłam). Bierze się boczek, kroi w cienkie plastry i owija nimi pstrągi. A potem zamyka w łódeczki z folii aluminiowej. Jeśli ktoś ma, bo ja jeszcze nie, to wkłada takiego gotowca w specjalne grillowe trzymaczki do ryb. I na grilla z nimi. Po przepis na sałatkę leci s...

2047

Obraz
Normalnie... możecie się śmiać, ale odkryłam Vafini . Nie wiem, od jak dawna są dostępne, ale ja poznałam je dzisiaj. Istnieją dwie wersje: - jajeczka - i yin - yang Odkryłam i przepadłam. Wpycham do nich różne rzeczy i obżeramy się bez przyzwoitości. Jejku, jakie to fajne. Tych drugich mi nie starczyło, a chciałam zostawić nafaszerowane w lodówce i zobaczyć, jak długo wytrzymają przed rozmięknięciem. Na opakowaniu stoi, że godzinę. Zakładam margines bezpieczeństwa, który dał sobie producent, żeby mu ktoś potem oczu nie wykłuwać na okoliczność rozciapciania. Więc pewnie ze dwie godziny. To badanie jest mi niezbędne z powodu dzikiej chęci podania rożków waflowych przy okazji najbliższej imprezy. Bo w domu, to wiadomo. Zuzia przyjęła bez większych wzruszeń, pochłonęła i udzieliła cennych uwag, związanych z jakością farszu. Prezes pochłonął z niebywałym entuzjazmem, on uwielbia takie rzeczy (i, oczywiście, w niczym nie pomógł - w sensie wybierania fajnych kompozycji), pewnie...

2027

Walnęłam na fejsbuniu status: #3dobrerzeczy 1. Piątek. 2. Faszerowane bakłażany. 3. Musujące Prosecco. Po prostu piękny, idealny wieczór. Mam też odmóżdżający serial ( Lost girl ) oraz domóżdżającą lekturę (Skynner R., Cleese J. [tak, TEN], Żyć w rodzinie i przetrwać ) i mogę wybrać, dostosowując ten wybór do chwilowych preferencji. Świat jest piękny i w dodatku wszędzie koty. W związku z powyższym postanowiłam powrócić do tematu kuchennego i zaproponować Wam post pt. Jem, a nikt nie umarł . Oczywiście rozumiem, że nie oczekujecie proporcji. Po raz kolejny powtarzam: dajcie szansę swoim kubkom smakowym, wyobraźni i wiatrowi we włosach. Gotowanie to sztuka - a sztuki nie tworzy się wg przepisu. Bierze Państwo bakłażany w ilości, którą rodzina zamierza zeżreć. Myje, odcina czapeczki, zamachiwuje się i rąbie na połowę wzdłuż. (No, dobra, nie musi być połowa, może być coś mniej więcej). Jak ktoś ma ułańską fantazję, to może też w poprzek, w ćwiartki oraz inne kształty. Ja tnę w...

2000

Święta się zbliżają, więc nadeszła pora na sernik po wiedeńsku. O ile sobie przypominam, on w końcu nie zaistniał, a jest wart wzięcia pod uwagę. Mnóstwo osób mówi, że sernik nigdy im nie wychodzi, bo się - dajmy na to - zapada, więc sprzedam Wam sposób, jak temu przeciwdziałać. Najistotniejsze w całych przygotowaniach do pieczenia tego pysznego, wyjątkowego ciasta jest to, żeby gnojka lekceważyć! Przez lata się napinałam jak cholera, chuchałam, dmuchałam, do serca przytulałam - zawsze dziura. Pewnego dnia coś we mnie pękło i zaczęłam olewać temat. Przepycham produkty z poczucie wyższości, piekarnik nogą zamykam, nie wpatruję się czy rośnie. Od tego czasu - jak malowany. Zostałam główną specjalistką do spraw sernika i to nie tylko w rodzinie. Więc tak - proponuję, jak zwykle, zacząć od wina. Tym razem całe będzie dla Was, bo idzie tylko "pod" ciasto. Rąbnijcie sobie kielonek ZANIM zabierzecie się do czegokolwiek, włączając wyjęcie produktów z lodówki. To stwarza dystans. ...

1981

Obraz
Przypomniała mi się owa sławetna zupa cebulowa, więc piszę z rana, może ktoś ma wolne moce przerobowe i zapragnie miąchać łyżką w garze. Bo widzicie - z cebulą jest tak, że można uzyskać niezwykłą głębię smaku, a jej sekret tkwi właśnie w wolnym, spokojnym gotowaniu. Trzeba mieć cierpliwość i czas. Oraz trochę miłości. Żeby nie było zniecierpliwienia, bo to szkodzi jedzeniu. Ja się naturalnie nie upieram i nie mówię, że inna cebulowa jest gorsza. Żeby była jasność. No to bierzemy tę cebulę i kroimy w cienkie wiórki. Im cieńsze, tym lepsze, bo miksowania nie będzie. No co? Nie zawsze skłaniam się ku najważniejszej zasadzie kuchennej - lubię gotować i gdy mnie zbierze, mogę to robić godzinami. Rzadko mnie zbiera, ale jednak. Więc wiórki są najlepsiejsze. Lepsiejsze niż siekanina. Nie wiem czemu, ale to trochę jak z czosnkiem - można przez praskę i robię to w 99. przypadkach na 100. Ale ten jeden, jedyny raz - siekam drobniutko i tak jest bardziej. Potem dusimy cebulę na maśle,...

1973

Nie ma samotności na tym świecie. Człowiek się nawet w spokoju sam nie urodzi, bo zaraz przyjdą KORESPONDENCJA i PANDEMONIA (stare rury) i powiedzą, że one też się urodziły. I jak tu poświęcić notkę pięknej i młodej AUTORCE? No, jak? Nijak. Dupa zbita. Trudno - trza brać, co dają, nie ma to tamto. Zacznę od odpowiedzi na pytanie "???" z komentarza pod poprzednią notką. Otóż pokusiłam się o stwierdzenie, że wywar na kościach to trucizna i nie wycofam się z tego, za to wytłumaczę, w czym rzecz. Wszystkie grzeczne dziateczki wiedzą, że głównym filtrem w organizmie ssaka są nerki. Nie z każdą substancja jednak sobie radzą, w związku z czym różne śmieci odkładają się w kościach. Do największych gówien, o których mowa, należą metale ciężkie, węglowodory i hormony.  Z węglowodorów wymieniłabym tujon (tak, nazwa pochodzi od tui), który zwierzęta jedzą pod postacią np. bylicy pospolitej, szałwi lekarskiej, ewentualnie piołunu (choć pewnie rzadko) czy wreszcie rzeczonej ...

1972

Obraz
Laureatką dzisiejszej nagrody w postaci notki dedykowanej jest EFKA. Enjoy! Może o czymś innym niż koty? Mnie to naturalnie pochłania całkowicie, ale podejrzewam, że Wam się już odbija. Tymczasem Allegra Walker w komentarzu do poprzedniej notki poświadczyła, że migrujemy sobie w zamknietym kręgu, czyli przyleciała tu od koleżanki Dodo (albo i też odwrotnie, co nam pewnie niebawem wyjaśni), na blogu której nieopatrznie wysypałam się z oświadczeniem, że mogę ugotować 18 zup i się nie spocić. Ano mogę. Pewnie nawet więcej, gdyby mi się oczywiście chciało. Jednakowoż zamieszczenie 18. przepisów w jednej notce mogłoby spowodować tak silne przeżarcie, że nawet ja - osoba pozbawiona sumienia - mogłabym mieć wyrzuty. W związku z tym proponuję notkę o filozofii gotowania zup, popartą przykładami. Na życzenie mogę później zamieszczać inne przepisy. Filozofia gotowania zup opiera się na kilku niezwykle istotnych prawach: 1. byle się nie spocić, 2. kostka rosołowa najlepszą przyjació...

1931

Obraz
Robię przerwy, bo mnie Oisaj zryczał, że za szybko piszę i on nie nadanża. Pozwoliłam mu więc wziąć oddech i zająć się rodziną, bo dzieci płaczą, że tatuś nic, tylko śledzi te posty Łoterloo. Nie będę przecież przeciw dzieciom występowała! Tymczasem gdy Państwo spało, u Prezesostwa włączono linię produkcyjną pierogów. Po 130. zabrakło mi ciasta i nie miałam sumienia kazać Prezesowi dorabiać. Nie o 21:00. Zadzwoniłam do mamy: - Chce ci się kleić pierogi? - A co? - Został mi farsz, mogę go podarować protoplastom z pożytkiem doczesnym i wiecznym. - Dajesz. Mąkę mam, śmietanę mam, mogę porzeźbić. I sprawa załatwiona. Kupiłam sobie dyńkę, bo dotąd nie faszerowałam pierogów dyńką. Soczewica to must have dziesięciolatki. Ruskie - podstawa bytu. No i szpinak - lubimy, ale domowe, bo muszą być doprawione, a większość "zewnętrznych" szpinakowych jest po prostu trawiasta. Facebook zripostował, że cztery farsze to skandal i orgia, po czym zalał się żółcią z zazdrości. Mama Piotr...

1923

Obraz
Zupa miała być! Na początek napiszę, żeby się nie zniechęcać od razu. To jest zupa dziwnych zestawień, ale efekt uzyskuje się naprawdę zadowalający. Przepis ściągnęłam przed laty z Makłowicza. Niestety nie podam Wam żadnych ilości, bo ja wszystko w kuchni odmierzam ręką. Zresztą sądzę, że w taki sposób najlepiej dopasowuje się smak pod własne potrzeby. To lecimy. FRANCUSKA ZUPA BABSKA Otwieramy butelkę białego wina i nalewamy sobie kieliszek. Por(y) myjemy i kroimy w plasterki. W trakcie gotowania trochę się rozpadnie, ale pamiętajcie, że to jest szybka zupa, więc nie ma żadnego grzania godzinami. W związku z powyższym ja kroję cieniutko. Pamiętamy, żeby po umyciu rąk napić się wina. Kiedy już pokroimy, rzucamy do gara na rozgrzane masło, dolewany odrobinkę wody, żeby nam nie przywarło i zajmujemy się ziemniakiem (lub ziemniakami). Obieramy i surowy/e kroimy w talarki. I znów - ja kroję cienko, ale z gustami się nie dyskutuje. No to łyczek z kieliszka. W tym czasie por j...

1782

Obraz
Zuzia wróciła do domu i, pominąwszy "dzień dobry", pisnęła od drzwi: - Zostały dla mnie jakieś pomidorki?! Fenomen pomidorków. Przygotowałam więc instrukcję obrazkową (dorabiając dla niej pomidorki, w końcu to jedyne dziecko, jakie mam), ponieważ ja nigdy do żadnego przepisu nie podaję ilości - wszystko w kuchni robię na wyczucie w dłoni. A to nie ułatwia zainteresowanym przepisem. Wobec tego - proszę. Oto ilości. 1. Pokrojone i osolone pomidorki. 2. Czosnek przeciśnięty przez praskę. 3. Na to majonez (ja daję kielecki, bo innych nie lubię). 4. Top: tarty ser. U mnie akurat mozarella, ale basic to żółty. PS Moi kuzyni okradli staruszków z sernika. Jestem minimalnie zażenowana.

1088

Dzień pierwszy po końcu świata. Drogie Panie! Kuchnia należy dziś do nas. Zacznijmy od nalania sobie kieliszka wina. Na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc, kiedy szlag nas trafi. Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że mąż bądź niewielkie (lub wielkie, choć to mało prawdopodobne) dziatki zechcą się tu plątać w poszukiwaniu atrakcji, miski do wylizania czy lodówki do eksplorowania. Jest na to niezawodny sposób. Zapytajcie uprzejmym, pełnym słodyczy głosikiem: - Chcesz pomóc, kochanie? Efekt gwarantowany. Szczególnie mężczyźni poruszają się naówczas z prędkością światła. Mają przecież swoje, niezwykle ważne i niecierpiące zwłoki sprawy (na przykład napierdalanie do Niemców* z szybkostrzelnego działka). Problemem mogą być małoletnie – bardzo małoletnie, bo to szybko przechodzi – dziatki. Te możemy bez żenady zesłać mężowi na głowę, roztaczając mglistą obietnicę gigantycznego wora prezentów, które otrzymuje wyłącznie bardzo grzeczna progenitura. Czyli taka, co to się pod nogami nie pląc...