Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2013

1199

Ponieważ kaszel, który nastąpił po trzytygodniowym glucie, ma się ku końcowi, a natura nie znosi próżni, w piątek po południu zaczął mnie boleć żołądek. Powiedziałabym dosadnie, co mnie zaczął ten żołądek, ale obawiam się, że słowo "napierdalać" przywabi na ten blog nieupragnione towarzystwo. Więc nie powiem.

Wczoraj wieczorem było już na tyle źle, że nie powędrowałam na noc do sypialni, tylko zaległam na kozetce w dużym pokoju. Ku radości wszystkich kotów, które uwielbiają te rzadkie chwile rozłożenia kanapy, skaczą bez opamiętania po zalegającym na niej delikwencie, urządzają wyścigi i pogonie, by w końcu paść bez ducha. Również na delikwencie. A co się będą.
Miałam więc zapewnione liczne atrakcje oraz bliskość łazienki, gdybym potrzebowała pognać tam jak koń rączy, by zwrócić matce naturze, co mi wcześniej dała.

Z tego powodu byłam przekonana, że obiecany pani Małgosi spacer nie dojdzie do skutku. Ledwo zwlokłam się z łóżka przed 10, wepchnęłam do żołądka trzy łyżeczki ro…

1198

Potrzebuję pomocy.

Czy ktoś orientuje się, w jaki sposób (i czy w ogóle) można załatwić felino- lub dogoterapię z dojazdem? W moim domu mieszka starsza pani. Jest po udarze. Porusza się bardzo niezgrabnie, ale jednak. Niestety nie może wychodzić sama, potrzebuje opieki. Ponieważ ta opieka nie jest zapewniona, ona w ogóle nie wychodzi z domu. Jestem przekonana, że ma depresję. Za każdym razem, kiedy do niej przychodzę, jest gorzej. Dziś rozpłakała się i powiedziała mi, że marzy tylko o tym, żeby już umrzeć i przestać się męczyć. Całymi dniami siedzi w piżamie, mało kto ją odwiedza.

Od jutra zacznę z nią wychodzić na spacery. Nie potrafi się sama ubrać, ale kazałam jej po śniadaniu naszykować sobie ciuchy, pomogę jej to założyć i pójdziemy dookoła domu, bo więcej pewnie nie da rady. Musi wyjść na słońce i do ludzi, bo faktycznie umrze.

Ona kocha zwierzęta. Nie da rady się nimi opiekować, ale gdyby udało się załatwić dojazd kogoś z psem lub kotem, przyuczonym do terapii, to można by pomó…

1197

Obraz
Podobno nie matura, lecz chęć szczera, ale że przezorny zawsze ubezpieczony, to i maturę mamy.
HOPS HOPS!!!

1196

I znów chciałam podkreślić, że nie znam przyczyn, które powodują, że do mego blogu prowadzi wpisane w wyszukiwarkę hasło "jestem cieniasem".

Idę przetrawiać oburzenie.

1195

Obraz
Od czasu do czasu wożę moich rodziców na zakupy do dużego sklepu. Większość sprawunków realizują we własnym zakresie, w pobliskim sklepie Społem i na bazarku, ale mają też swój wybrany Real, do którego podwózki żądają. Proszę uprzejmie. Nasz klient nasz per pan. Mnie tam obojętnie, dokąd ich zawożę i skąd siaty wlokę. A właściwie było mi obojętne. Do dzisiaj.

Ojciec mój jest żwawy jak na osobę dobiegającą osiemdziesiątki. Przystrojony w muszkę udaje się autobusem do centrum handlowego Silesia, gdzie zasiada przy stoliczku w czekolaterii Mount Blanc,


na nos kładzie binokle, zamawia gorącą czekoladę - koniecznie bez śmietany - i zaczyna zrzędzić nad upadkiem prasy, podczytując udostępniany Przekrój. Oraz, naturalnie, wzbudzając sensację. Ale to, PT Czytelnicy, nie jest powód, żeby robić mu krzywdę. Na pewno nie, póki jestem przytomna. (I bardzo, bardzo groźna).

Dziś ja oraz mój samochód rodzaju żeńskiego (Honda) zostałyśmy zakontraktowane do wykonywania zadań. Stawiłam się w punkcie A, …

1194

Dziura nastąpiła, gdyż podeszłam ambicjonalnie do sprawy braku komentarza paci. Tak się wymandrzała, niech teraz komentuje. Nie będzie miała nic do powiedzenia? Nie będzie nowych wpisów. Ha! (A to ją załatwiłam).

Występują:
waterloo
córka Zuzanna

Czas akcji:
tuż przed północą

Miejsce akcji:
dialog międzypokojowy i międzypokoleniowy

Waterloo doczytuje komentarze pod wypasionym wpisem Chudej na temat rodzeństwa.
waterloo: Chciałaś kiedyś mieć rodzeństwo?
córka Zuzanna: Kiedyś chciałam...
waterloo: W jakim wieku?
córka Zuzanna: Starsze.

Nie wiem, jak zniosłabym więcej wybitnie inteligentnych potomków.

1193

Obraz
Martuuha - możesz nie czytać, bo znasz już tę historię :o)

Od kiedy pamiętam, miałam problem z zaakceptowaniem swojego wyglądu. Dostrzegałam jedynie wady i były one tak wielkie, że przysłaniały jakiekolwiek zalety. O ile te drugie w ogóle istniały. Byłam jednym wielkim kompleksem z głębokim przekonaniem, że absolutnie żaden przedstawiciel drugiej połowy świata nie może zwrócić na mnie uwagi. Przynajmniej nie taki przy zdrowych zmysłach.
Sytuacja ta trwała latami i miała się znakomicie. Porównywalnie do gluta, tylko znacznie dłużej.

Jakiś czas temu, z zupełnie odrębnych powodów, trafiłam do psychologa. Ponieważ psychologiem tym była moja koleżanka, sesje nie do końca wyglądały całkowicie profesjonalnie. Już nie wspomnę (przez grzeczność) o czasie ich trwania. Kawa, pięć minut dla bliźnich, przeciągające się do godziny, pitu-pitu na tematy aktualne i... o czym to miałyśmy dziś rozmawiać?
Z problemem, z którym przybyłam, uporałyśmy się stosunkowo prędko. Otrzymałam plakietkę


i w zasadzie…

1192

Obraz
Co roku o jednej porze*, wiosną, na kilka niezwykle krótkich (zawsze ZA krótkich) dni, przed moim domem staje panna młoda. W delikatnej, powiewnej, białej sukience drży przy każdym podmuchu wiatru. Zwykle, z uwagi na porę roku, to stanie kończy się źle - przychodzi deszcz i gwałtownymi kroplami obraca wniwecz wielomiesięczne starania, by choć przez chwilę być najpiękniejszą i skupiać na sobie uwagę każdej osoby, która choćby przechodzi mimo.

Rok w rok oddaję jej należną cześć. Kiedy tylko na gałęziach zaczynają pojawiać się nieśmiałe pąki, wyglądam oknem w niecierpliwym oczekiwaniu na jej przybycie. Zwykle robi mi niespodziankę, szeleszcząc o poranku białą suknią, której jeszcze wczoraj nie miała lub też nie występowała w niej publicznie, pewnie przymierzając w ukryciu. I mogłabym przysiąc, że chichocze z radości. Znowu udało się jej spłatać mi figla.

Zawsze daję jej się wciągnąć w tę zabawę, pozwalam się wyśmiać, bo rozumiem, że to część rytuału. A potem, kiedy tylko mogę, patrzę na …

1191

Obraz
Jadę sobie spokojnie do rodziców, mijam Spodek i... MIŚ! Nie dałam rady. Wcisnęłam samochód w jedyne wolne miejsce w rozsądnej odległości od misia i wyprułam na tę pustynię robić zdjęcia.



Miś jest dmuchany i POTĘŻNY. Jego stopa ma wielkość wejścia do Spodka, które wcale nie jest małe. A uszka mu rozkosznie powiewają na wietrze. Miód, malina.

Aby zrobić zdjęcie panoramy Spodka, musiałam dojść do dawnego przejścia podziemnego (pasażu), dzięki któremu jak świat światem człowiek poruszał się po Katowicach, nic sobie nie robiąc z Ronda. Za czasów całego mojego życia wyglądało ono tak:






Parę dobrych lat minęło, odkąd wszystko przebudowano. Nie byłam tam. Wyprowadziłam się z Katowic w 1994, potem zaczęłam stale poruszać się samochodem i... jakoś tak wyszło. No, ale skoro już dowlekłam się do tego przejścia - grzech nie zobaczyć (35 stopni w cieniu). I co? Jajco! Nie ma przejścia podziemnego. Nie ma pasażu. Dlaczego nikt mi nie powiedział?!


Teraz to wygląda tak. I właściwie pod powierzchnią si…

1190

Obraz
Osobliwie jest czasem popatrzeć przez okno. Ale nie tak całkowicie bezrefleksyjnie. Otóż można naówczas zauważyć, jakie piętno na krajobrazie odciska upływ czasu. Taka, dajmy na to roślinność.

Jakby nieco wybujała.


Jeszcze jedno mi się skojarzyło. W lewym górnym rogu zdjęcia widoczna jest bryła budynku z trójkątnym daszkiem (przy nim dwie anteny satelitarne). No dobra - dwuspadowym. Uważny obserwator dostrzeże w tle tego daszku: na zdjęciu pierwszym drzewa, na drugim - osiedle. Taka niespodzianka. Wstaje człowiek rano, a tu osiedle.

1189

Córka Zuzanna rozgłośnie (czyt. trzy minuty) psika czymś w kuchni.

waterloo (z łazienki, przerażona wizją stężenia): A czym ty tak psikasz?!
córka Zuzanna: Dezodorantem do stóp.
waterloo: Pod pachy?
córka Zuzanna: #$%^&* (bardzo niewyraźnie, ale na pewno o inteligencji).

1188

Oto co znalazłam w przepastnych czeluściach internetu.

W roku 2013 Dzień Łapania za Biust przypada na 5 lipca (piątek)

Do Dnia Łapania za Biust pozostało jeszcze 16 dni.

Z jednej strony święto typowo męskie, z drugiej strony bez kobiet nie sposób go świętować. Łapanie kobiety za piersi powszechnie uważane jest za objaw szowinizmu i skrajnego braku ogłady. Nie przeszkadzało to jednak Samowi Nickelowi, rosyjskiego komikowi, który w 2009 roku namówił 1000 napotkanych na ulicach kobiet, by pozwoliły mu dotknąć swojego biustu. Po takiej wymianie energii, jak twierdził, będzie gotowy uścisnąć dłoń wielmożnemu Władimirowi Putinowi. Prezydentowi pomysł musiał się spodobać – bo na propozycję przystał. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Wiktorii wykazały, że kobiecie piersi to zwykle pierwsza rzecz (właściwie dwie rzeczy), na którą spoglądają mężczyźni. Ponadto wiele osób, w tym również kobiet, postrzega piersi nie tylko erotycznie, ale również w kategoriach przyjemności estetycznej. Dzień Ł…

1187

Przerwa w pisaniu, bo mi się nie chce. Poczytajcie sobie naimę. Artykuł obojętny. Nie zawsze się z nią zgadzam, ale szalenie lubię i szanuję jej warsztat. Prezentuje wszystko to, co u mnie całkowicie zabija lenistwo.

1186

Podjeżdżam samochodem pod dom dziadków. Kątem oka zauważam brykę córki mojej Zuzanny. Zuzanna kątem oka zauważa moją. Wysiadamy.
- Córko!
- Matko!
- Jakże dawno cię nie widziałam.
- Co za miłe spotkanie. Czym przyjechałaś?
- Samochodem. A ty?
- Samochodem.
- Patrz pani, do czego to doszło!
- Niewiarygodne.
- No to misiaczka! Wchodzisz na górę?
- Nie, czekam na dziadka. Drobna podwózka.
- To ja się zajmę babcią. Bez podwózki. Wypiję podwójną kawę - jedna część za ciebie.
- Słusznie, co maja mieć tanio.

Wczoraj zapytałam: czy mogłabyś ewentualnie podrzucić do domu po naszej imprezie niezbyt trzeźwą koleżankę Ka?
Zupełnie nowa jakość życia.

1185

Wojciech, mój chrześniak, popularnie i nie bez przyczyny zwany Dzikiem, ukończył dziś szczęśliwie latka dwa. Na swojej imprezie urodzinowej kilkakrotnie zabłysnął.
- Dużo aut. Dużo. Straż pożarna. O... zepsułem.
- Uwaga, teraz będę szalał.
- Jestem Kubica.
- Baby, chłopy, do domu!
Itd.

Dostarcza dziecina licznych atrakcji, nie można powiedzieć. Jestem wycieńczona.

1184

Infekcja nadal ma się znakomicie. Druga-mama pisała w komentarzu, że mam wyglądać światełka w tunelu, ale nie mogę, bo glut mi zasłania. Jestem tym już zmęczona.

Najgorsze miało miejsce u lekarza, do którego zawoziłam tatę w czwartek. On w gabinecie, ja grzecznie z książką w poczekalni. Przychodnia duża, ze szpitalem, poczekalnia duża, rejestracja duża, rejestratorek z pięć, ja jedna. I nagle to ciśnienie na glut. Nie przerywając czytania, nieświadoma tego, co nastąpi, wygrzebałam z torebki chusteczki i zaczęłam dmuchać nos.

Dziś klasyfikuję to jako kurację odchudzającą. Przy trzeciej chusteczce panie rejestratorki zaczęły na mnie dziwnie patrzeć. Głupio mi się zrobiło, więc wyszłam na zewnątrz i zużyłam jeszcze dwie. Gdy ojciec opuścił gabinet, było mi słabo z tego natężania się. A przerwałam tylko dlatego, że się, jakby to subtelnie ująć, ciągłość skończyła. Mogłam więc oderwać dłoń od twarzy. Wcześniej było mi wstyd.

I ten kaszel. Choć to ma swoje dobre strony (Pollyanna). Na przyk…

1183

Przypomniało mi się, że miało być o pogrzebie. To było tak, to było tak*, jak śpiewał Bohdan Łazuka w Kabarecie Starszych Panów...

Mała babcia była osobą wzrostu nikczemnego, ale za to sporej wagi, z którą borykała się całe życie (tu też dykteryjka mię się przypomniała, ale to inną razą). Przy tym w złośliwości ostrą, jak brzytwa, i genialnie dowcipną oraz na humor, szczególnie sytuacyjny, niebywale wyczuloną.
Zmarło się babuni w dziewięćdziesiątej drugiej wiośnie życia, choć uważam umieszczenie tej informacji na klepsydrze za podłość jej pierworodnego, czyli mego ojca - urodzona w grudniu, skrzętnie jeden roczek całe życie sobie odejmowała. I było się do tej subtelności na koniec przychylić. Tato, skrupulatny, jak to facet, woli matki nie uszanował i pewnie stąd historia cała. Babcia zemściła się z zaświatów na własnym pogrzebie. Naturalnie w charakterystycznym dla siebie stylu.

Zawód mam dziedziczny. Z tym, że babcia uprawiała go z zapałem, niosąc kaganek oświaty wśród maluczkich. B…

1182

Nie wiem, czy wszyscy dostrzegają, jak bardzo się staram. Dawać zadowolenie oraz satysfakcję. Znaczy mam na myśli, że piszę CODZIENNIE. Może nie zawsze wiele, ale systematycznie.
Z pewnością rzecz się przesadnie długo nie utrzyma, bo do tego są w końcu potrzebne bodźce, ale i tak subtelnie sugeruję oklaski.

Przebiłam już rok 2009, 2011 i 2010. Można sprawdzić. Do przeskoczenia jest 2012 i 2008. 2007 się nie podejmuję. Choćby dlatego, że tam są notki z poprzedniego blogu*, który ze względów osobistych (dziecko było małe i sypnęło się na podwórku, więc sąsiedzi zaczęli mnie nachodzić - nie do przyjęcia) musiałam zlikwidować.
Poza tym osiągnęłam szczęśliwie poziom marginesu społecznego, czyli nie pracuję (brak motywacji notkowej z wydarzeń służbowych), ale mam na wino. Dziecko się cieszy, bo wreszcie w 100% potwierdzono, że jesteśmy patologią. Do tej pory rzecz była enigmatyczna i przejawiała się jedynie w dramatycznym informowaniu, że jest z rozbitej rodziny.
Postaram się doprowadzić do…

1181

W poniedziałkowe popołudnie Zuzanna napotkała w Parku Śląskim* (dawne WPKiW) frontmana kabaretu Łowcy.B. Przysiadł się do nich - siedziały grupą, same dziewczyny, średnia wieku 18. Ja się mu nie dziwię.
- Chciałam z nim trochę pogadać.
- Udało się?
- Coś ty, nawalony jak stodoła.
- Cóż... każdy w czasie prywatnym może się nawalić, jak chce.
- Niby tak. A wiesz, że w czasie prywatnym gada zupełnie, jak na scenie?
Spodziewam się. Maski czasem przyrastają do twarzy.
A że był prywatnie? Całkiem możliwe. Przecież przyznaje się uczciwie, że pochodzi z Bytomia. Jak wpadnie do rodziców, to ma blisko.

* Rocznicę obchodzimy. Nieokrągłą, ale imponującą.

1180

Rozumiem, że cioteczka do gustu przypadła. Też ją lubię. Każdorazowo ubaw po pachy. Od kiedy pamiętam.

Ciotka miała zadziwiający dar traktowania mnie od niepamiętnych czasów jako kogoś quasi dorosłego, co było, naturalnie, szalenie nobilitujące. Szczególnie dla dorastającej panienki. Nigdy nie chciałam się zmywać z tych ich imprez - politykowali bez opamiętania, umieli wypić, choć nikt nigdy z krzesła nie spadał, opowiadali sprośne dowcipy, uprzedzając mimochodem: Asia - zatkaj uszy. Oczywiście słuch mi się naonczas wyostrzał niemożliwie. Przy tym grupowo wykształceni, na stanowiskach, potrafili się wypowiadać naprawdę na poziomie. Od urodzenia niemalże byłam więc, że tak powiem, "obstukana".
No i dopuszczali mnie do głosu, co było szczególnie emocjonujące.
Większość tej ekipy zasila niestety okoliczne cmentarze. Szkoda.

- Uważaj, co do niej mówisz - ostrzega mateczka, kierowana źle pojętą solidarnością. - Ona to potem wszystko opisuje w internecie.
A pewnie. Cza się dzielić…

1179

Matula wróciła. Tatko - radosny jak skowroneczek - nawija przez telefon, że żandarm, że zarządza jego życiem, że dręczy i męczy. Siły witalne w niego wstąpiły, poleciał na miasto argumentując, że musi coś tam kupić matuli, bo ona mu każe. Miła to odmiana po niedawnym "ataku serca".
- Matka, koniec podróżowania - obwieszczam po wybyciu protoplasty.
- A to dlaczego? - fuka.
- Przy twoim następnym wyjeździe stary się przekręci.
- Jasne, jasne - burczy pod nosem. - Jak on całe życie był w rozjazdach, to ja się nie przekręcałam.
- Ech... - wzdycham. - Młodość.

W domu rodziców trwa więc sielanka. W moim - atmosfera szukania kąta do zdechnięcia. Zatoki mam zaczopowane całkowicie. Co oczywiście nikomu nie przeszkadza mną szargać.

- Przyjedź na kawę, bo nie pamiętam, jak wyglądasz - ćwierka mateczka czule.
Jadę.
- Zawieź mnie do Danki, bo pada.
Wiozę.
Danka, ulubiona przyszywana cioteczka, lat 77 (nie do wiary, jako żywo), silnie rozwinięte ADHD oraz poczucie humoru, sięgające absurd…

1178

Wreszcie coś pozytywnego.
Przypominam, że z wścibstwa zaglądam teraz w te statystyki, żeby zobaczyć, jak tu ludzkość trafia.
O odchodach świni było. Teraz pojawiło się: co to jest dyplomacja oraz optymistycznie.
Wolę tak.

1177

- Najgorsze, co mnie w życiu spotkało - mruczy Dziecko w przedpokoju - to fakt, że mamy różny rozmiar stopy.
- Najpiękniejsze, co mnie spotkało to fakt, że moje obuwie jest bezpieczne.
- Zło - pomstuje Dziecko. - ZŁO! A te nowe buciki bardzo ładne.

1176

Obraz
Pożyczywszy od drugiej-mamy Chustkę, czytam. W takim stężeniu (czyli wersji książkowej) - skrajne emocje. Śmieję się w głos, by w ostatnich tonach śmiechu rozryczeć się, jak bóbr. Trudno, gdy wiesz, że Chustki już nie ma.

Nos wycieram rękawem, muszę odpocząć. Wychodzę na pocztę, gdzie oczekują kupione na Allegro pantofle.

Idę. Akurat ktoś łaskawie zaświecił słońce. W powietrzu jak szalone wirują pyłki topoli i akacji, chwilowo uwolnione od ciężkich kropel, przygniatających do asfaltu. Wyraźnie lubią się integrować. Szczególnie z moim nosem. Prycham jak źrebak i do szpiku kości czuję, że... (kurwunia) żyję. Wciągam głęboko powietrze, przy okazji kaszląc kłaczkiem, mam standardowy objaw nerwicowy (brak możliwości odetchnięcia pełną piersią) oraz sraczkę myślową. Prócz refleksji bytowych, dominuje myśl: gdzie ja - cura domestica - w tym obuwiu pobieżę. Ale oj tam. Najwyżej będę mieć. Tanio. A lubię.

Wracam do Chustki, targana sprzecznymi emocjami (zrobić przerwę - czytać). Brnę przez nie…

1175

Obraz
Rzęski przybyły. Otóż nie jestem jeszcze taka stara, żebym nie uważała ich za urocze. VOILA!

1174

Powróciwszy ani mruknęłam, a już zostałam obsiądnięta. Bardzo przepraszam, lecz zrobienie zdjęcia w takich warunkach jest niezwykle utrudnione. Państwo sobie tę, no, wyobraźnię wysilą.
Otóż.

Siedzę w fotelu. Skrzyżnie (rodzice wiele trudu włożyli w wychowanie mię na elegancką panienkę - w tym zakresie: klęska). Zimno, cholera. Bluza, sweter. Na kolanach kocyś mój ulubiony. Na kocysiu: na kolanku prawym Ędward, na kolanku lewym Zofia. Karollo na oparciu fotela - dyszy w kark.
Wszyscy mruczą. Ędward do środka, czyli bezgłośnie, ale wibruje.
Mamusi zaledwie dwa i pół dnia nie było w domu.
Zimno.
Cimno.
Z lodówki jedzie.
Głód i wszechobecna żałość.

I wypuść się tu, kobito. Wielodzietna. Wielokotna!

1173

- Kiedy wracasz?
- W środę wieczorem.
- A kiedy On wyjeżdża?
- W środę rano.
- Wy to tacy złośliwi jesteście.

1172

Dziecko się okopuje.

- Masz zbędny koszyczek do bagażnika, żeby mi się wyposażenie nie miotało?
- Potrzebny ci stary GPS? Mnie nie przeszkadza jego wiek.
- Chyba widziałam w twoim samochodzie płyn do spryskiwacza. Akurat mi wyszedł.
- Zatrzymajmy się przy sklepie, co? Odśmierdzacz do samochodu powinnaś mi kupić.
Itd. Etc.

Są też komunikaty z innej półeczki.

- Kto mi tu rysę zrobił?
- Podejrzewam, że babcia.
- A tu?
- Przypuszczalnie babcia.
- A tu na dole?! Tylko nie mów, że babcia!
- To już nic nie mówię.
- Porozmawiam z nią sobie, jak wróci.

1171

Owszem, ja też wyjeżdżam. I też jutro.

I wcale nie jest to uwaga bez związku, hihi.

1170

Dziś po raz pierwszy pojechała SIAMA.
Dojechała.
Przed chwilą dzwoniła, że trochę się spóźni, bo jeszcze gdzieś skoczyła. A woli nie czuć presji.

Dziecko mi dorasta...