Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2017

2387

Obraz
No i przygarnęłam sobie rycerza z bożej łaski, któren to rycerz broni mnie przed całym światem. Głównie przed Leśkiem. No, cóż... jaka królewna, taki rycerz. Dochodzi do przekomicznych scen dantejskich, kiedy to łupię rycerza w wielki łeb poduszką, żeby zamknął warkot i on się do mnie odwraca ze spuszczonymi uszkami i oczami, w których widać miłość całego świata, po czym robi zwrot i charczy, jak nienaoliwiony motorek, żeby nikt mnie nie tknął, nie musnął nawet i nie chuchnął w moją stronę. Przy czym nie jest to jakaś ukonstytuowana nienawiść - na co posiadam dowód liczący minutę. O, proszę:


Chodzi tylko o to, że jestem boginią i jako taka mogę przyjmować hołdy wyznawców tylko z daleka (żeby buciorami nie nadeptali). Aż jestem ciekawa, dokąd to wyewoluuje.

Powolutku uczymy się siadać. Pies, który nie umie usiąść na komendę, jest bardzo uciążliwy. Doszłam do wniosku, że pora na to, bo Morgan zaczął się już spokojniej zachowywać przy wydawaniu posiłków. Wcześniej biegał jak oszalały, te…

2386

Mamy takiego troszkę upośledzonego sąsiada. Nie jest groźny ani szkodliwy, tylko jakby stale naburmuszony. Zawsze uśmiecham się do niego i mówię "dzień dobry", i wtedy on też mówi mi "dzień dobry". Oczywiście jeśli nie powiem, to on też nie powie. Zdarza się nam nawet wymienić po jednym zdaniu, wyłącznie z mojej inicjatywy. Aby nie używać zbyt długich opisów (np. ten śmieszny, trochę upośledzony sąsiad z prawej), bo to nieekonomiczne, mówimy o nim "dziwny chłopek", bo rzeczywiście jest troszkę dziwny i faktycznie jest takim małym chłopkiem. Mówimy to z sympatią, bo nie widzimy powodu, żeby go nie lubić, mimo że jest burkliwy.

Lesiek bardzo nie lubi dziwnego chłopka i dziwny chłopek nie lubi Leśka. Trudno orzec, co było pierwsze. Natomiast dziwny chłopek bardzo lubi Hanię, ponieważ Hania, gdy była mała, zawsze zakradała się do tych sąsiadów przez kocią dziurę w płocie, a potem - pełna radości, optymizmu i miłości do ludzi - biegła do dziwnego chłopka, nie …

2385

Obraz
Racja, racja, z wrażenia nie zaprezentowałam Państwu Morgana. Proszę uprzejmie.

A tu zdjęcie ze strony schroniska - z bardziejszą twarzą.

Bardzo grzeczny piesek, jak na psa schroniskowego, naprawdę. Oczywiście nie wie rzeczy, które Lesiek z Hanką mają opanowane do perfekcji, czyli nie reaguje na komendy (poza "chodź tu" i "nie wolno"), ale to pikuś, bo za jakiś czas się nauczy.

Korzystając z okazji chciałabym coś powiedzieć osobom, które myślą o adopcji zwierzęcia ze schroniska. Pamiętajcie o jednej ważnej rzeczy - nie ma zwierząt bezproblemowych. One nie istnieją. Może się Wam tak wydawać, gdy czytacie u mnie te laurki, ale pamiętajcie, że my mamy do zwierząt specyficzne podejście i na byle głupstwach się nie skupiamy.

Morgan obsikał nam w pierwszy wieczór cały dom: ściany, stół, krzesła, kanapę, kominek - wszystko. Nie jadł suchej karmy i nie jadł z miski. Był nadpobudliwy. Zarzygał mi dokumentnie całe auto, którego nie mam jak wyprać i marzę o wiośnie, żeby poje…

2384

Obraz
Państwo pozwolą...

i...

Jestem wyczerpana.

Morgan (Freeman) jest rezydentem tymczasowym moich rodziców. Bardzo intensywnie szukaliśmy dla niego domu, ale się nie udało. Klamka zapadła - zwrot do schroniska. W połowie drogi pies położył mi łapki na udzie i spojrzał w oczy. A w tych oczach było wszystko. Po prostu rozpłakałam się, wrzuciłam kierunkowskaz i zjechałam prosto do domu. Zostawiłam psa w samochodzie, wpadłam do gabinetu prezesa z tuszem rozmazanym malowniczo po całej twarzy i wysmarkałam:
- Ty go odwieź, ja nie dam rady.

No.
To mamy czipsy.
Koty są zainteresowane. Ale kara na pewno nastąpi.

PS Kiedy usłyszeliśmy podjeżdżający samochód Zuzi, Prezes nagle musiał coś zrobić w kotłowni. I zostawił mnie samą. A ona weszła, popatrzyła i powiedziała:
- Żeby mi tylko nikt nie mówił do niego Murzyn.
No, ale fakt. Jaka miałaby być? Przecież to MOJE dziecko.

2383

Stoję sobie rano przed fabryką (spóźniona jak zwykle) i jaram. Wtem z przeciwka nadbiega ku mnie koleżanka, z daleka macha i zanosi się płaczem. Trochę mnie zmroziło. I to zanim dowiedziałam się, o co chodzi, bo potem zmroziło mnie bardziej.

Otóż jechała do pracy przez centrum miasta wojewódzkiego. Warunki niekorzystne, więc powoli (mówi, że czterdziestką, ale ja ją znam - chciała zabłysnąć, najwyżej 30). Nagle we wstecznym lusterku zamigotały światła zbliżającego się z dużą szybkością radiowozu, więc grzecznie zjechała w prawo, robiąc mu miejsce. Radiowóz minął ją i gwałtownie zahamował, zajeżdżając drogę. No to się zatrzymała i czeka.

Wysiadło dwóch policjantów, podeszli do niej i zaczęli zachowywać się agresywnie. Ona jest miękka i prędzej uwierzę, że przeniosła staruszka przez strumień na własnych plecach niż złamała jakieś przepisy albo komuś odpyskowała. Pokrzykiwali na nią, kazali okazać dokumenty, natarczywie pytali, czemu zwolniła i zjechała w stronę brzegu jezdni. Zgodnie z …

2382

Obraz
A w nowym roku dokładnie tak samo, jak w starym.