Posty

1332

Wczorajsze popoludnie z martuuhą - cudowne, jak zawsze. Ciepłe, w zrozumieniu własnych i cudzych słabości, zabawne, odświeżające intelektualnie. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że - rechocząc jak wściekła nad posiłkiem - opluła mi salon, SALON!, nie żałując i nie pomijając ścian, a następnie twarz otarła rękawem, a rękaw w fotel, ale oj tam. Nie bądźmy drobiazgowi, wszakże nie wpada częściej niż raz na tydzień. Mitenki - pigwówka. By ukoić uporczywą myśl o malowaniu, przywiozła nalewkę oraz trzy słoiki malin. Naturalnie zakładam dobre intencje - nie musiała myśleć, że jestem na diecie, przecież to nie jej dieta, ona ma odchudzanie w gdziesiu, jest piękna i bez tego. Jak tylko drzwi trzasnęły, rzuciłam się na pierwszy z brzegu słoik (rodzinę wdeptując w kafle), że niby przypadkiem po blacie się potoczył, ratować musiałam, ojezusmaria, pyszne. Nie wiem, na ile herbat mi starczy, rodzina podłączyła się na krzywy ryj, nie ma z nich żadnego pożytku, tylko człowieko...

1331

Obraz
Taki otóż mam nastrój obecnie. W najbardziej walecznych momentach. Proponuję zacząć gdzieś od 2:19. Możecie sobie mówić, co chcecie, ale Chopin zawsze mnie porywa. Jest w nim coś cholernie polskiego.

1330

Jak się w nocy z zimna zbudzisz - stypendium socjalne dla twojego dziecka nieosiągalne. Mówię Wam, droga przez mękę. Nikt mianowicie nie przewidział, że samotna matka może się miotać po pięciu źródłach zarobkowania, a i tak żyć w ubóstwie. Kwestionariusze na oko proste do wypełnienia. Haczyk - żądają kwot netto. Skopałam się z PITem, sklęłam, na czym świat stoi, zadzwoniłam do księgowej. To jest dobra kobieta, wszystko mi w tabelce wyliczyła. Dołożyła tzw. dochody utracone, wszystko netto, składki, sratki, kij ci w oko. Dokumenty w oryginale i kopie (jezusmarianiezgubtego!). Teczka wyszła. Pani w kwesturze nie ogarnęła. Za dużo na jej świat jednego etatu. Więc zażądała więcej. (Gdzie mój wyrok rozwodowy?!). Oświadczenie o alimentach - nie oświadczę, że są, jak nie ma. Wszystko w zgodzie z wszechwładnym PITem. Urząd skarbowy zaświadczenia wystawił, w miłej zresztą atmosferze, bo on jest wzorcowy, ten mój urząd, od czasu, jak się dyrekcja zmieniła. Frontem do klienta. Uczelni...

1329

Obraz
- Wiesz, mamo, zawsze się zastanawiałam, skąd się biorą te zdjęcia na wiocha.pl. A tu przyjeżdżam wczoraj pod dom i patrz. Cóż za zmyślny sposób na przymocowanie rury wydechowej.

1328

Obraz
My tu sobie pierdu-pierdu, a po sąsiedzku na piwnicach stanął parter. Dość wysoki. Se Państwo teraz wyobrażą, gdzie się skończy trzecie piętro, a na nim poddasze. Teraz w budownictwie mieszkaniowym wszędzie takie tempo, czy tylko tu? Bo mię zaciekawiło.

1327

Ciemności kryją ziemię. Cierpię. Będę tak cierpiała gdzieś do kwietnia. Szlag mnie będzie trafiał. Kiedy przychodzi wiosna i na drzewach, krzewach pojawia się sugestia zieleni, jakby filtr, wstępuje we mnie nowy duch. Chce mi się żyć. Wszystko wydaje się takie proste. Niestety zauważam, że w miarę upływu czasu te wiosny są jakby krótsze. Zgodziłabym się, żeby wszystko było krótsze. W końcu to będzie czterdziesta pierwsza wiosna mojego życia, więc jest coś z odczuwaniem upływu czasu. Ale nie. Złośliwie nie. Jesienie i zimy wydłużają się w nieskończoność, a wiosny i lata przebiegają przez moje życie galopem. Nauczyłam sie cenić każdy ciepły, słoneczny, zielony dzień. Rano staję w oknie i myślę: jak pięknie, życie ma sens. Niestety od jakiegoś czasu drugą myślą jest: cholera, znowu się to szybko skończy. Zdecydowanie za szybko. Chciałabym być niedźwiedziem. Albo jakimś innym śpiochem zimowym. Nie patrzyłabym na to świństwo za oknem, a przez uchylone powieki wdzierałoby sie słońce. ...

1326

Jakiś czas temu pisałam notkę z myślą przewodnią " żyłka mi strzeliła ". Chodziło o więcej spraw, ale kluczową był fakt sprawowania zarządu przez moi we wspólnocie mieszkaniowej. Oraz tego, co się wokół owej wspólnoty dzieje. A szczególnie w środku. Po wymianie parunastu maili żyłka strzeliła też mojej koleżance z sąsiedniej klatki, która zawnioskowała o zwołanie zebrania na tę przykrą okoliczność. Podała nawet program. Od tej pory strawiłam mnóstwo czasu na myśleniu, co właściwie przygotować i w jakim kształcie. Pewne dane przeglądowe by się przydały, ale jak to zrobić? Jak? Pomysł dość krystaliczny zaczął mi kiełkować ze dwa dni temu. Dziś przebił się przez glebę, wystrzelił w górę i eksplodował kwiatkiem. Z osiem godzin siedziałam przy komputerze (obiadu nie było, ale nie narzekali). Wysiedziałam prezentację przeglądową przez lat sześć, w strukturalnym ujęciu przychodów i kosztów. Jestem zmęczona. I bardzo dumna. Właśnie to tam widać, co chciałam, by ujrzało światło dz...