30 września 2014

1928

Widzę, że otwarłam puszkę z Pandorą (w marynacie), więc może nie będę tego wątku rozwijała. Tym bardziej, że mogę się podpisać pod każdym komentarzem.

Jestem uzbrojona.
Metronidazol mam. Kupiłam jedno opakowanie zamiast dwóch, nie będę nabijała kabzy koncernom farmaceutycznym. Tabletki. Po konsultacji z farmaceutą - do dzielenia na czworo, jak włos. Zostanie ponad pół opakowania. Mniejszych nie ma, trudno.
Wankomycynę mam - po znajomości, bo stosuje się ją tylko w lecznictwie zamkniętym. Niech żyją znajomości. Proszek do wykonania zawiesiny. Wankomycynę podaje się wyłącznie w iniekcjach i nie ma postaci doustnej, ale co to dla nas.
Probiotyk mam na dziesięć dni dla każdego. W kapsułkach - do otwarcia i rozsypania na żarciu.
Pipety (zakraplacze) mam. Trochę mnie niepokoją, bo są szklane.
Strzykawki dwójki mam. Plastikowe, jak to strzykawki.
Specjalistyczny środek do wybicia laseczek clostridium mam, też po znajomości.
Rękawiczki gumowe mam. Z Lidla.

I teraz tak.
Metronidazol przez 5 dni po ćwierć tabletki dwa razy dziennie każdy.
Wankomycyna przez 10 po kropli trzy razy dziennie każdy.
Probiotyk raz dziennie, ale długo.
Mieszkanie do czyszczenia albo do spalenia.

Tabletek nie będą chciały.
Wankomycyna jest paskudna w smaku.
Probiotyk pochłoną razem z mokrym żarciem.
Zuzia jutro po zajęciach czyści, co się da. W rękawiczkach. Środek wykazuje skuteczność po minucie od użycia.

Będzie, będzie zabawa, będzie się działo...

25 komentarzy:

  1. Do boju rodzino!
    I proszę szanowne koteczki , niech koteczki będą grzeczne i poddadzą się aplikacjom wszelkim.

    OdpowiedzUsuń
  2. czytam to wszystko i normalnie mi sie jeży włos . Na głowie też. Powiedz ty mi, moja droga skąd ta mała taką wredną zarazę złapała. Ja od kilku dni przeprowadzam inspekcję kuwety po każdej wizycie Morfeusza.Tak na wszelki słuczaj. łatwo mam bo on donośnym miałkiem informuje że był i mamusia musi pochwalić koteczka jaki to grzeczny jest i ze dumna jestem. Kurcze , ciekawe dni przed tobą. Już czekam na relacje. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprawdopodobniej jest to wynik atybiotykoterapii i osłabienia organizmu.

      Usuń
    2. Oraz jak wykazali amerykanscy mikrobiolodzy owa zaraza pochodzic moze, na przyklad ze sklepowej karmy dla kotow.

      Usuń
    3. Ty to potrafisz człowieka podnieść na duchu.

      Usuń
    4. E, jednak częściej po antybiotykach.

      Usuń
    5. Jak ktoś ma pecha, to mu w drewnianym kościele...

      Usuń
  3. Oesu. Normalnie, wojna. Ale skąd przylazło to świństwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ono już tam było. U Ciebie też jest. Ale zawsze możemy poprosić o wykładnię... Kaczkę :D

      Usuń
  4. właśnie! Też mnie zaciekawiło skąd toto, skoro kotecki nie wychodzące??
    (coś mi nie wyszło z poprzednim komentarzem;P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba nigdzie wychodzić, żeby znaleźć to, co ma się w brzuchu.
      W nosie.
      I w d... tego.

      Usuń
    2. Ojacie, zapytaj eksperta, zapytaj kaczke :-) Pewnie niejeden z nas ma, ale sie toto rozbestwia, gdzy go ta uczciwa mikroflora nie trzyma w ryzach.
      I powiadam, na haslo wankomycyna oczy mi ze wzruszenia zachodza wilgocia, siedem lat z tego robilam roztwory i przetwory. Na pocieszenie, swietnie sie rozpuszcza, wiec przynajmniej nie musisz pol dnia mieszadelkiem, elektrowstrzasami, czy falami naddzwiekowymi :-) I jaka fajna czasteczka! (majstersztyk! http://de.wikipedia.org/wiki/Vancomycin)

      Usuń
    3. Grzeczna, milusia wankomycynka ;)

      Usuń
    4. Kaczko, te Twoje przetwory to cudnie zabrzmiało. Tak babcino-słoikowo!

      Usuń
  5. No to sie pobawicie teraz w perfekcyjna pania domu, cel - test bialej rekawiczki zdany na 100%.
    Zycze wytrwalosci "na szmacie" co by nie trzeba bylo palic mieszkania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ono w większej części należy do banku...
      :D

      Usuń
  6. A, i jeszcze tak nie na temat ale musze - ta zupa z pora i ziemniaków byla PYSZNA. Uwielbiam ziemniaki w kazdej postaci, wiec oczywiscie od razu ja zrobilam. Tylko zamiast galki m. dalam tak ze 10 kilo koperku, bo koperek tez uwielbiam. Dzieki za poszerzenie mych kartoflanych horyzontów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo. Aczkolwiek to nie moja zupa, bo zrobiłaś zupełnie inną ;)

      Usuń
  7. Trafiłem tu przypadkiem i zbaraniałem. Jak można leczyć kotki wankomycyną ? To jest często dla ludzi antybiotyk ostatniej szansy. Jak będzie używany do różnych fanaberii to bakterie oporne na niego staną się powszechne. I tak lecząc swoje kotki, myszki itd spowodujecie śmierć ludzi, którym wankomycyna już nie będzie mogła pomóc. Dla mnie dramat, jak można być tak bezmyślnym !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź jest bardzo prosta - tak, jak można ratować życie przyjacielowi, dla którego nie ma innej szansy. Bo o tym nie napisałam, prawda? Że nie było dla nich innego ratunku. I że mogło się nie udać, a - jak mawiał klasyk - czwartej alternatywy nie ma.
      Są tacy, którzy mogliby patrzeć miesiącami, jak zwierzę powoli gaśnie, a potem umiera. Albo je uśpić, żeby nie konało w męczarniach. Ja nie. Zawsze, dopóki nie cierpią, zrobię wszystko, co w mojej mocy. A jeśli się nie uda - pozwolę odejść godnie i bez bólu. Mam wobec nich dług.
      Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Zwierzęta to nie jest fanaberia, tylko żyjące, czujące i cierpiące istoty, którym winni jesteśmy opiekę.
      I zadziwię Cię - dostałam to wanko bez najmniejszego trudu. Bo lekarze też mają zwierzęta. I też je kochają. Innym bym ręki nie podała.

      Natomiast od moich kotów do wniosków o wywołaniu pandemonium clostridium jest dosyć daleka droga. Może pójdźmy nią spokojnym krokiem zamiast biec bez pamięci.

      Usuń
    2. Wbrew pozorom staram się Ciebie zrozumieć ale . . . nie potrafię. Rozumiem, że można traktować zwierzę jak przyjaciela. Ale to "zwierzęcy" przyjaciel. Z jakiegoś powodu wankomycyna jest dopuszczona tylko w lecznictwie zamkniętym. Aby zachować jej skuteczność ogranicza się jej dostępność NAWET dla ludzi. To, że jakiś lekarz dał Ci ten antybiotyk to tylko dowód na jego ignorancję i wiarę, że "przecież nic się nie stanie". Też myślę, że prawdopodobnie tym razem nic się nie stanie ale jednak wg mnie ryzyko (bardzo niewielkie jak sądzę) jest za duże by je podejmować. Ryzyko jest niewielkie ale nie zerowe ! A dla mnie jest zasadnicza różnica w rotowaniu życia zwierzęcia (nawet najbardziej kochanego) i człowieka. Nigdy, świadomie, nie zaryzykowałbym nawet potencjalnej śmierci człowieka aby ratować "kota, myszki oraz psa".

      A propos Clostridium to może Cię to zainteresuje https://nicprostszego.wordpress.com/2013/01/17/przeszczep-kupy/ może ten pomysł pomoże w przyszłości rozwiązać Twoje problemy bez narażania ludzi :)

      Usuń
    3. Hmmm... Lekarz, który dał mi wankomycynę, ma tytuł naukowy w tej dziedzinie. Rozumiem, że podważając jego kompetencje, masz przynajmniej stopień?
      I, hurra! Znalazłeś sposób, jak ocalić ludzkość przed clostridium bez wankomycyny! I to na blogu! Wujek Gógiel to wciąż najlepszy lekarz. Co za ulga, że istnieje.

      PS Mam nadzieję, że w przyszłości ten problem nie będzie nas dotyczył, bo jednak nie jest częsty. Ale gdyby, sięgnę po wiedzę, nie przesądy.

      Usuń
    4. Może mieć i sto tytułów i zostać ignorantem. Ufaj tytułom o rób jak robisz. Mam to gdzieś. Uważam, że robisz źle i nie przedstawiłaś żadnych argumentów abym zmienił zdanie. A jakbyś jednak przeczytała podany link (ale po co, przecież Ty wiesz lepiej) to może dotarłoby do Ciebie, że New England Journal of Medicine to jednak dość szacowne czasopismo ....ale może poziom trochę za wysoki ?? Mnie uczono spierać się na argumenty a nie obrażać rozmówcę więc spadam stąd gdyż zgadzam się ze zdaniem "Nie kłóć się z głupim bo ludzie mogą nie zauważyć różnicy" Bum

      Usuń
    5. Oooo, zabolało, jak widzę. Nie chciało się nosić teczki i kompleksy zostały?
      Nauka zna takie przypadki.

      Usuń