Posty

Lenię się

I już dawno z niczym nie było mi tak dobrze. Radosny nastroik. Law and pis.

Okazuje się, że jeszcze czymś można mnie zaskoczyć

Dziwacznie jakoś wczoraj do południa spłynęły do mnie tylko dwie teczki z korespondencją. Moja dzienna norma waha się w granicach 20 – 40 (sic!). Ponieważ odbywałam mnóstwo spotkanek, jakoś nie pobudziło to mojej czujności w sposób dramatyczny. Około południa jedna z moich pracownic poprosiła o pilne spotkanie w problematycznej sprawie. Po dwóch minutach drzwi się otworzyły i… staneła w nich liczna grupa z wielkim pakunkiem oraz chochocikiem. Pakunek wysunął się na czoło, a zaraz za nim T., oświadczając znad folii, że wypadałoby, abym wstała, gdyż nie będą się ze mną widzieli do świąt i zamierzają mnie obsypać pocałunkami na zapas. Zaskoczona dałam się obsypać, a następnie zapytałam, czy coś się stało z pracą. Chichocik wzmógł się w tylnych rejonach grupy, natomiast T. oświadczył, że strajkują. Ponieważ nie mam zwyczaju być łamistrajkiem, pogoniłam MM po ciastka i zarządziłam kawę. Przebiegając w międzyczasie przez sekretariat zauważyłam sterty piętrzących się MOICH teczek. ...

O tym, czego można zapomnieć

Zapomnieć można właściwie wszystkiego. Ja na przykład nałogowo zapominam, w którym miejscu na parkingu pod sklepem postawiłam samochód. Zapominam kluczy. Oddać Protoplastce jej gary, w których przyniosłam do domu tzw. łaskawą wałówkę. Raz nawet zapomniałam zabrać ze sobą do pracy laptopa. Ale żeby zapomnieć zabrać do domu własnej żony??? Przeanalizuję ten nabrzmiały fakt szczegółowo.

Dialogi na 4 nogi

prezesowa          (14:50) zasada, mój Sancho Pansa, jest następująca: nie kop pana, bo się spocisz MM                    (15:05) niech i tak będzie SINIORITO prezesowa          (15:06) czasem jestem taka dowcipna, że sama nie mogę ze sobą wytrzymać MM                   (15:13) no cóż prezesowa          (15:14) no cóż… oczekiwałam jakiegoś barwniejszego podsumowania mojego zarozumialstwa MM                    (15:21) to może wykonam FALĘ MEKSYKAŃSKĄ – to takie południowe prezesowa          (15:21) BRAWO – uwielbiam TAKIE teksty

Wykrzyknikowo

Szefowa wróciła ze zwolnienia lekarskiego po wypadku! Czuję się cudownie! Jestem radosna, jak skowroneczek i lekka , jak piórko! Nic mnie dziś nie wyprowadzi z równowagi!!! Żegnaj, dyrektorskie pełnomocnictwo! Żegnaj praco ponad siły! Żegnajcie problemy 1400. pracowników! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!! Zaraz oszaleję ze szczęścia!!! Witaj mój zaległy urlopie!!! Tęskniłam.

Reality Show cz. 7 – złoto dla wytrwałych

Z racji obciążenia obowiązkami nie aktualizowałam reality show. Trochę się nazbierało, więc podzielę na odcinki i będę snuć swą opowieść jeszcze przez czas jakiś. Odcinek 7 jest zagadką. Co może zrobić obiekt w dziedzinie służbowej, aby rozbudzać uczucia prezesowej w stosunku do własnej osoby? czas na zastanowienie podpowiedź: Dział, któremu przewodzi prezesowa, zajmuje się m.in. rozpatrywaniem klientowskich reklamacji. W związku z tym prezesowa stale jest nieszczęśliwa, bo wszyscy klienci, którzy do niej trafiają, nienawidzą całego zakładu dla obłąkanych, z prezesową na czele, jako przedstawicielem. koniec czasu na zastanowienie Przychodzi prezesowa pewnego dnia do jednego z pokoi, zajmowanych przez jej pracowników, w którym notabene siedzi MM. Wkracza, od progu radośnie wita się z ludzkością. Ludzkość natychmiast rzuca się na prezesową, ponieważ jest ona, zwłaszcza ostatnio, towarem deficytowym. Prezesowa opędza się jak od przykrego owada, rozbieganym wzrokiem szukając drogi ucieczki...

Dokonało się!

Szumne hasło przywitało mnie w drzwiach mieszkania J., gdzie zostałam wezwana „na jednej nodze” z powodu walenia się świata. - Bardzo się cieszę, podskakuję, gratuluję i całusków moc – podsumowałam, ponieważ znam osobiście szefa J., bardzo go lubię, szanuję i jestem mu dozgonnie wdzięczna za pewne wydarzenia z przeszłości. Wobec powyższego jego zmaterializowana wreszcie habilitacja oddziaływuje na mnie osobiście. - Ale jest problem. – J. przeszła płynnie do rzeczy – Laurka. Westchnęłam. Ciągle tak mam. Była nawet taka chwila, gdy uznałam, że mogę z tego żyć. Po pięćdziesięciu następnych przypadkach zbrzydło mi. - Długopis i kartka! – zarządziłam tonem nieznoszącym sprzeciwu, ponieważ zasadniczo nie odmawiam w takich sytuacjach. A J. nie odmawiam nigdy niczego, bo ją kocham uczuciem całkowicie czystym oraz wypranym z wszelkich negatywnych emocji. Atrybuty pisarza laurek zostały dostarczone w mgnieniu oka, a z nimi kieliszek demi sec, które zresztą przy...