Posty

1058

I może sobie Kiełbasińska opowiadać, ale na chwilę obecną na Allegro nastukałam już ponad 250 zł. Kosztów nie ma nawet dychy. I to wszystko na drobnicy. Oczywiście jeszcze te dwie i pół stówy przeklnę, wysyłając przesyłki. A wprzódy – pakując. Ale… z niczego nie ma nic, jak mawiała Świętkowa. Mam nadzieję zrobić jutro parę zdjęć i wystawiać dalej. Obym tylko nie wpadła w szał i nie sprzedała wszystkiego, z farbą ze ścian włącznie. O, byłabym zapomniała. Zaaplikowałam. Może mam dobrą passę? MOŻE POWINNAM ZAGRAĆ??? Przemyślę to do jutra.

1057

Dziecko się przeuroczo wyglebiło ze schodów. Normalnie już wyglądało, że mam z głowy te skumulowane wydatki. Ślizg, jak na olimpiadzie, aż żal, że nie miałam w pogotowiu aparatu (bynajmniej nie rentgenowskiego). Leży i jęczy. Myślę sobie: masz ci los, jak ja ją będę wpychać na to łóżko na antresoli? Człowiek taki niedojrzały. Siniaki zaczynają żyć własnym życiem. Pierwszy ujrzał światło dzienne ten na pośladku – o ile można powiedzieć, że ujrzał. Właściwie to mam nadzieję, że nigdzie gołym tyłkiem nie świeci (o, święta naiwności!). Drugi, jakby ośmielony postępowaniem pierwszego, wylazł na kolanie. Swoją drogą… to interesujące – nabić sobie siniak na kolanie, zjeżdżając w dół na odwłoku. Zawsze uważałam, że moje dziecko najzdolniejsze. A co poza tym… Nadal rzężę, bardzo dziękuję. Wciąż się wyprzedaję – odnotowując niejakie efekty. Że tak powiem: z przyjemnością. Jako hedonistka oczekuję więcej przyjemności z tej półeczki. Szanownym Państwu natomiast, tym, co to jeszcze nie wiedzą...

1056

Z ogłoszeń dla poszukujących zajęcia. „Oferujemy niereformowalny czas pracy”.

1055

Notka dla wytrwałych. Co mówi mężczyzna ukochanej kobiecie, gdy widzi ją pierwszy raz po trzydniowej przerwie (praca w rozjazdach)? No proszę, jakieś propozycje? Przewidziano atrakcyjne nagrody dla zwycięzców! Tak? Słucham? Otóż mówi on z rozbrajającym wyrazem twarzy: „Wdepnąłem w g…o”. Kurtyna. PS Nagrody wracają do puli. Widzi mi się – będzie kumulacja.

1054

Dziecko wybrało przedmioty maturalne i złożyło deklarację. Drukowaną zaledwie trzykrotnie. Co ciekawe, nie musiałam bić jej do nieprzytomności, żeby zdecydowała się na jakieś rozszerzenie. Owszem, na jedno. Zawsze to lepsze niż nic. Obstawiłyśmy korki, dłubię jeszcze przy jednej koleżance ze studiów, bo sama w zawodzie nie pracuję i w żałosnej sprawie matury nie mam nic twórczego do powiedzenia. Mam nadzieję, że wesprze po koleżeńsku. Oczywiście dziecko znika z domu na długie godziny i nie mam żadnych złudzeń, że w sprawach naukowych. Ostatnio głównie na próby zespołów, które będą przygrywać do kotleta na osiemnastce. Osiemnastka, odżizas… W ogóle ten rok obfituje w sceny żywcem wycięte z kreskówki „Nemo”. Kto ma dzieci, ten uprzejmie przypomina sobie mewy, latające kupą i wrzeszczące: daj, daj, daj, daj, daj!!! Wczoraj, wykorzystując moją słabość, próbowała wziąć mnie pod siusiu. - A wiesz, że będziesz MUSIAŁA kupić mi kieckę na studniówkę? – zapytała lekkim tonem i natychmiast dod...

1053

No i masz ci los – aura nas rozpieszcza, a ja, zamiast napawać się okolicznościami przyrody, tkwię w łożu boleści. Tak, opchałam się Gripexem. Będzie git. Swoją drogą: oto zupełnie przeze mnie zapomniany sposób spędzania czasu. Czuję się źle, więc biorę leki, komputer z filmami, książkę, herbatkę i… kładę się do łóżka. Niby oczywiste – jednak w czasie pracy w korpo zdarzyło mi się raz, 10 lat temu, jak miałam 40 stopni gorączki. Błogosławiony pomyśle na porzucenie. Chyba wreszcie dorastam.

1052

Lekkiego szału dostałam, więc w przerwie od zarobkowania postanowiłam pozarobkować. I się wyprzedaję jak leci. To ma swoje plusy dodatnie, bo przy okazji robię porządki w miejscach, do których nawet kurzowi  nie chce się zajrzeć. Co ciekawe, dostałam ataku nawet na torebki, a jest to rzecz bez precedensu. Nieużywane ciuchy? Won. Nieużywane torebki? Won. Jak mi coś nieużywanego w ręce wpadnie – won. Potomstwo wyjechało do Krakowa. Idealnie, jej pokój znakomicie się nadaje do działań składzikowo – fotograficznych. Manekin Kunegunda, pieszczotliwie zwany Kundzią, wreszcie świadczy jakieś usługi poza hodowaniem roztoczy. Tak na marginesie – to jest ciężka praca. Piorę, prasuję, wieszam, upinam, fotografuję, mierzę, zdjęcia obrabiam, w sieci umieszczam. Z 8 godzin mi dziś zeszło, a efekt zupełnie nieprzystający. Oby się coś sprzedało, bo inaczej szlag mnie trafi. Przynajmniej koty szczęśliwe – one uwielbiają rozpierduchę. A przy okazji znalazłam cztery staniki, które oczekiwały lepsz...