13 kwietnia 2008

20 lat i parę kilo później

Spotkanie odbyło się wczoraj. Najpierw w szkole (przybyły aż trzy nauczycielki), potem w pubie, a potem… no nieważne, ale się naspacerowaliśmy. Informuję was kategorycznie, że niektóre lokale w centrum województwa są zdecydowanie przereklamowane.
Około 1.00 jedna z moich koleżanek (obecnie mieszka w Chorzowie) przeciągnęła się i powiedziała:
- Mam dość. Dzwonię po męża. Jedziesz?
- Jasne – odparłam ucieszona wizją darmowego powrotu do domu.
- Zostań jeszcze – nieumiejętnie kusił kolega obok mnie.
- Nie będę miała czym wrócić do domu. Nie znam nawet katowickich numerów na radiotaxi.
- Ale ja znam. Zadzwonię, odwiozę i zapłacę. Zostań.

Wróciłam po trzeciej. Zgodnie z obietnicą, wezwał, odwiózł i… no właściwie nie wiem czy zapłacił, bo wysiadłam pod swoim domem, a on pojechał dalej.

Trzy ibupromy rano były konieczne.
Ale było fajnie. I nawet sobie poskakałam.

Czy ktoś może wie, co to za moda, żeby DJ dymił na ludzi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz