21 kwietnia 2008

Mąż cierpliwym jest

Złamałam sobie obcas w czarnych pantoflach. To jest zarazem przedziwne i tragiczne wydarzenie.
Przedziwne, bo dłużej biegam na 10 cm szpilach niż na płaskim i nigdy mi się to nie zdarzyło. Z czego wnioskuję, że buty były źle wyważone i obrażam się na firmę Kazar.
Tragiczne, bo czarne szpilki są uniwersalne, a mam (o dziwo) tylko jedne. Znaczy obecnie nie mam ani jednych. Oczywiście, że obcasy szewc może wymienić. Ale konia z rzędem temu, co znajdzie w sklepach obcasy i to w odpowiedniej wysokości. Tak już jakoś jest, że obcasy przymocowane do butów mają standardowo 10 cm, a takie sprzedawane luzem – 9 albo prawie 10. A prawie, jak wiadomo – robi wielka różnicę. Proszę bardzo, niech ktoś rozwiąże tę zagadkę.

Sobotnim popołudniem decyzja zapadła. Potrzebuję czarnych szpilek i nie ma gadania. Przy okazji nieśmiało pomyślalam, że potrzebuję również pomarańczowych. Proszę się nie śmiać. Mam buty w przeróżnych kolorach, a na urodziny dostalam przepiękną pomarańczową torbę z Monnari. A więc imperatyw kategoryczny.

Ponieważ od dawien dawna wspólnie z J. usiłujemy wybrać się do Rybnika, który, jako jedyne miasto na Śląsku, chlubi się sklepem firmowym Nine West, nie wmyśląc wiele, o poranku w niedzielę załadowałyśmy się do samochodu i ruszyłyśmy do boju.
W wyniku tej obciążającej eskapady stałam się szczęśliwą właścicielką pięknych pantofli bez palcow w kolorze starego srebra.
A Cot przecież ostrzegała, że nigdy nie wraca się do domu z tym, co planowało się nabyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz