7 marca 2008

Wędrówki ludów

Apogeum.

Dyrekcja chodzi po korytarzu i opowiada wszystkim, że jeszcze nic nie wiadomo. My natomiast wiemy, że on nie ma szans. Stanął do rekrutacji na stanowisko w jednej z naszych jednostek. Oczywiście „na wszelki wypadek”. Jasne.
Dziś zapadnie decyzja o przyszłości ponad 80. osób w tym budynku i wielu więcej na zewnątrz. A potem rozpoczną się wędrówki ludów, oszalałe szukanie miejsca dla siebie, bo uczciwe obsadzanie stołków w tym zakładzie dla obłąkanych to mit. Czasem odczuwam przejmującą przykrość, kiedy Potomstwo słucha o naszej pracy. Obalamy dogmaty (a jednak to możliwe!), niestety.
Nie ma uczciwego podejścia. Nie ma oceny kwalifikacji, wiedzy, wykształcenia i zaangażowania. Tylko i wyłącznie układ.
Na dłuższą metę to jest zwyczajnie męczące.

Znalazłam niszę rynkową, w którą można by wkroczyć, działać i zrobić pieniądze. Niestety wkład jest niezbędny. Spory wkład, którego nie mamy. W dodatku tę działalność musiałoby pociągnąć (przynajmniej na początku) tylko jedno z nas, bo drugie musi zostać na etacie. Wszak kredyt hipoteczny. I pochodne. Nie mamy żadnych oszczędności.

Czuję nadpływającą woń przełomu. Od 1 kwietnia zmieni się tu wszystko, a bez względu na dzisiejszy wynik, zmieni się całe moje życie. Trzeba się będzie pożegnać z pracą, którą lubię i znam na wylot. Z nawykami i przyzwyczajeniami.
Tak, wiem, koniec jest zawsze poczatkiem.
Ale smutno mi.

Myśl na dziś:
Im starszy jestem, tym lepiej widzę, że jedynym, co nie przepada, są marzenia.
Jean Cocteau

PS
Żenada. Znowu przesunęli termin ogłoszenia wyników dla naszego okręgu wyborczego. Na wtorek. Idę się wyspać, bo może się okazać, że to wszystko odbędzie się w przyszłym roku. To co się będę stresowała zawczasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz