12 marca 2008

Wyraźnie wiośnieje

Wnoszę po tym, że moja higieniczność nabiera rozpędu. Nadal mam potrzebę drobnych korekt dookoła koła. Dentysta przyjmie moją siódemkę dopiero 25 marca niestety, zatem trzeba działać na innych frontach, bo pleśnią zarastam. Wczoraj postanowiłam pocierpieć za miliony i udałam się do kosmetyczki, która zeszmaciła mnie jak ostatnią. Twarz dziś jakby nie moja, choć wygląda znacznie lepiej niż czuję, że powinna. W ogóle byłam zaskoczona, jak spojrzałam w lustro po blisko trzech godzinach spędzonych w pozycji horyzontalnej. Całkiem przyzwoicie było i można ludziom fizis pokazać. Za to uczucia – protiwpałożne. Miałam wyciśnięty mózg. W ogóle nie lubię tego pobywania u kosmetyczki, koszmarnie się nudzę, czytać się nie da w takiej sytuacji i mam uczucie koszmarnego marnotrawstwa. Najlepiej, jakby mnie ktos uśpił i obudził po. I to wcale nie dlatego, że boli.

Tymczasem w sprawie sprawy nie dzieje się  nic. Właściwie to pewnie się dzieje, lecz nie jest to namacalne dla szaraczka (czyli dla mnie). Siedzą gdzieś tam na górze i radzą, a tak naprawdę, to boją się podjąć decyzję. Jakby te prolongaty mogły coś zmienić. I tak będzie trzeba się w końcu zdecydować. Zaczynam się martwić, że cała Polska ruszy w nowym planie od 1 kwietnia, a my nie, bo Warszawka nie podejmie kluczowych decyzji.
I znów, jak wiele razy przedtem, rozpoczynamy nową działkę, kompletnie nieprzygotowaną. Męczy.

Myśl na dziś:
Nic tak nie sprzyja spokojowi ducha jak brak własnego zdania.
Georg Christoph Lichtenberg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz