24 stycznia 2008

Aktualności

Rano z Potomstwem do lekarza. Dostała jakiejś koszmarnej wysypki na tle alergicznym, walczymy od jakiegoś czasu, ale nie możemy sobie z nią poradzić. Niestety w ruch poszły sterydy. Na szczęście tylko na tydzień, mam nadzieję, że wysypka ustąpi i sytuacja jakoś się unormuje.

Myślę sobie, co udało mi się zrealizować z założeń.
Byliśmy na wycieczce.
Ciasto upieczone, a będzie jeszcze jedno.
Obiadki sobie jemy sympatyczne.
Spędzamy razem czas – śniadamy, obiadujemy i nawet czasem kolacjujemy we troje (plus te cholerne futrzaki).
Posprzątałam w zabudowie, zrobiłam miejsce na książki i nawet pogoniłam Prezesa, żeby ciut posprzątał u siebie.
Sporządziłam, skonsultowałam i klepnęłam nową umowę najmu.
Dziś po południu odbieram mieszkannie od lokatorów, jutro oddaję we władanie nowemu.
Przeczytałam książkę (hihihihi).
Został bilans. FE.

Jutro wpadną do nas znajomi, niestety będziemy bić pianę przez całą ich wizytę (bo z pracy), gdyż sytuacja nietęga i wariactwo kompletne. Dosięga mnie w domu (na ulicy, w sklepie, w przychodni, w aptece i nawet w kopalni) kilka razy dziennie. Wiem, że muszę to przetrwać, ale trochę męczy. I tak się cieszę, że akurat ten tydzień poza pracą. Przynajmniej pierwsza burza przewali się pod moją nieobecność.

To ja póńdę i sprawdzę czy nam wodę włączyli, bo awaria jest, a ja mam Monkowską potrzebę umycia rąk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz