19 stycznia 2008

Urlop – dzień pierwszy

Jak dobrze wstać skoro świt…

Karol poszedł na całość i zrzygał się w sypialni o ósmej. Zrobił to oczywiście specjalnie, ponieważ miał już ochotę na śniadanie. Niejednokrotnie wspominałam dobitnie, że Karol nie zainwestował w tic-tac’i i nie da się dłużej spać w pomieszczeniu, które zaszczycił zwrotem treści.
Krynia pokazała mi TO.
Oświadczam uroczyście, że tak właśnie Karol budzi Prezesa co dnia. Pozostałe koty są nieco mniej namolne, ale tylko dlatego, że najgorsza robota już jest odwalona, więc mogą zgarnąć śmietankę.
Nie pozostało nam nic innego, jak wstać, więc wstaliśmy i poszliśmy odśpiewać chóralną pieśń o cudzie poranka w pokoju Potomstwa ponieważ jesteśmy mściwi i nie ma tak, żebyśmy musieli chodzić, kiedy ona leży.
Ugotowałam obiad, upiekłam murzynka, zaprosiłam protoplastów i odcinam kupony od przyjemności posiadania wolnego.
Idę, se zagram w scrabble zanim przybędą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz