18 stycznia 2008

Wniosek urlopowy podpisany

Pierwsze myśli, które pojawiły się w chwili przebrzmienia dzwonka budzika:
- jutro się wreszcie wyśpię!
- ale fajnie, w poniedziałek nie muszę iść do pracy!
No to: ale fajnie! Rzeczywiście pośpimy. Zrobię bilans we wspólnocie i porozliczam lokatorów. Zrobię porządek w najprzepastniejszej szafie w domu i wywalę to całe cholerne badziewie, które tam zalega. Potem w miejsce po badziewiu włożę inne badziewie i w ten sposób wygospodaruję nowe miejsce na książki albowiem stare się wyczerpało. Jak to się dzieje? Wprowadziliśmy się zaledwie 1,5 roku temu i wtedy cieszyłam się, że mam na półkach miejsce na nowe książki. Otóż nie mam już nawet pół centymetra. Książki znowu stoją w dwóch rzędach, leżą jedne na drugich i ogólnie tworzą bajzel. Ale nic to. Zrobię miejsce, a potem udam się na łowy. Ach, łowy, łowy! Gratka.

Oświadczenie.
Oto mowa do wszystkich, którzy nie czytają książek. Nie chcę być faszystowska, ale… współczuję wam, ludzie.
Koniec oświadczenia.

PS Informacja dla wszystkich wątpiących, a w szczególności dla pewnej Krystyny, z którą przerwało mi rozmowę telefoniczną:
Biorę urlop w takim dziwnym momencie roku, kiedy nie ma śniegu i zimowej aury, poniważ moje dziecko ma obecnie ferie. Biorę go, bo chcę z nią pobyć, kiedy mam okazję i nie przeszkadza mi, że w lecie będę miała o tydzień mniej, bo przecież będę miała 2 tygodnie. A może nie dożyję na przykład. I dlatego nie żal mi tego urlopu, bo będzie spędzony w najlepszy z najlepszych sposobów. To mówiłem ja, Jarząbek, trener 2 klasy.
Oprócz tego spędzę całe 9 dni z rodziną i to jest myśl, z której czerpię największą przyjemność. Pojedziemy na wycieczki. Ugotujemy sobie wymyślne obiadki i zrobimy wymyślne deserki. Udzielimy się towarzysko. Po prostu pobędziemy razem. Och i ach.

Tymczasem w pracy znowu zbliżają się zmiany organizacyjne. Im więcej zmian i im dlużej trwają, tym mniej mnie to już obchodzi. Pamiętam swoje reakcje przy reorganizacji numer jeden. Obecne są nieporównywalne. Doświadczenia, nabyte w tym czasie i późniejsze (zwłaszcza ostatnie) stworzyły skorupę, która staje się coraz mniej przepuszczalna.
Nie mam na to wpływu.
Nie mam zamiaru się przejmować.
O wszystkim jestem informowana na bieżąco, bo ja jestem, jak wiadomo, najlepiej poinformowana w zakładzie dla obłąkanych.

Jeszcze tylko wypchnąć wszystko, co się da.
Jeszcze popoprawiać błędy po pracownikach.
Przekazać informacje.
Wysłuchać uśmiechniętych życzeń miłego urlopu.
I spierniczam.
Będę nadawała z domu. Mam nadzieję, że na zupełnie niesłużbowe tematy.

Myśl na dziś:
Natchnienie jest gościem, który nie zawsze przychodzi na pierwsze zawołanie.
Piotr Czajkowski

PS Wyjaśnienie dla wszystkich, a szczególnie dla niejakiej Krystyny, z którą przerwało mi łączność telefoniczną.
Otóż biorę urlop w takim dziwnym momencie, w dodatku pozbawionym śniegu i zimowej aury, ponieważ Potomstwo ma ferie. I nieważne, co będziemy robić. Będę mogła z nią pobyć, a to jest najważniejsze. I dlatego nie żal mi tych pięciu dni, bo przecież w lecie i tak będę miała swoje dwa tygodnie.
Wyjazd na urlop – kupa szmalu.
Ciuchy – j.w.
Zrobić z córką deser na 4 ręcę w umączonej kuchni – bezcenne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz