27 stycznia 2008

Grzeszę

Pracuję nawet przy niedzieli. Inna rzecz, że trudno mi się dziwić. Zawsze więcej osób mam szansę zastać w domach w niedzielne popołudnie niż w tygodniu. Szczególnie, że pogoda taka, jak widać. Odwiedzam lokatorów, z każdym zamieniam kilka słów o jego bolączkach. Nie wyobrażacie sobie, jakie to męczące. Zwłaszcza, że nie przychodzę do nich z pieniędzmi, tylko z podwyżkami: woda podrożała, wywóz śmieci drastycznie, zaraz pójdzie w górę ciepło, prąd też poszedł, ale jeszcze nie mam faktury. Same dobre wiadomości. Na pocieszenie opowiadam, że bilans na finiszu i że wyszliśmy znakomicie. Sama cieszę się z tego najbardziej.

Jutro niestety do pracy, a najbliższe tygodnie będą naprawdę trudne. Zdaję sobie z tego w pełni sprawę, ale już jestem trochę zmęczona tym nieustannym kołowrotem. Tak, naturalnie, przetrwam i to, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że potem się polepszy. Ale trzeba wytrzymać. Mam nadzieję, że nie ustaniecie w podtrzymywaniu mnie na duchu.

Na koniec chciałam wam udowodnić, że rzeczywiście zrobiłam ten porządek na półkach z książkami.

Photobucket

Niektórym to się wydaje, że wszystko w domu dzieje się z ich powodu.

Myśl na dziś:
Im mniej ludzie wiedzą o tym, jak robi się kiełbasy i prawo, tym lepszy mają sen.
Otto von Bismarck

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz