7 lutego 2008

Jak utrudnić sobie życie – odsłona pierwsza

Właściwie nic oryginalnego. Wystarczy pojechać do sklepu.

Prezesowa skończyła pracę i w drodze do domu postanowiła (słusznie skądinąd) uzupełnić zapasy żywności. Ostatnimi czasy prezesowa nieco niedomagała, a co za tym idzie – jakość wykonywanych zakupów stała pod znakiem zapytania albowiem, jak wiadomo, Prezesi stworzeni są do innych celów. Już pod sklepem prezesowa odrobinę się skonfundowała odkrywając, że nie ma w ogóle drobnych, więc o wózku nie ma co marzyć, bo to nie Tesco (dla niezorientowanych: w Tesku wózki są bezmonetkowe) i trzeba będzie wlec koszyk. Pilnie dokonała korekty planu zakupów, bo nie jest wielbłądem, a ma jeszcze przecież torebkę tyciusią (jak listonosz). Nastrojona pozytywnie wkroczyła i uczyniła, co należało.
Wlokąc za sobą kosz wypełniony do granic skonstatowała, że dziecko dzwoniło o picie. Chwyciła w zęby dużą butlę i nie ocierając potu z czoła (zima jest, nie? prezesowa nosi płaszcz, a w sklepie jest ciepło), bo nie miała wolnej kończyny, rączym czołganiem zmierzała do kasy. Przy kasie niestety był mały korek, pani z agencji pracy tymczasowej troszkę sobie nie radziła, więc prezesowa, która nie zdążyła jeszcze wypakować góry dobra na taśmę, postanowiła przenieść się do kasy numer dwa. Pełnym poświęcenia ruchem zerwała się do biegu, żeby nikt jej nie uprzedził. I wtedy się zaczęło.
Przed prezesową stali w kolejce mili starsi państwo z bochenkiem chleba i plasterkiem sera, a kończyła się kasować młoda matka z dyszącym, wyrywającym się i wrzeszczącym trzylatkiem. Kasjerka nacisnęła podsumowanie i…
- 65,18 – powiedziała.
- Ojej… – uroczo spłoniła się młoda matka – nie mam tyle. Mam 50 zł.
- To proszę coś odłożyć – zaproponowała uprzejmie kasjerka i zadzwoniła po panią od storna.
O dziwo pani stornowa przybyła bardzo szybko. Ale to nic nie znaczy, bo młoda matka nie mogła podjąć decyzji, co jest jej niezbędne do życia. Po 10-minutowym namyśle odłożyła płatki śniadaniowe, 3 czekolady, ciasteczka kruche za 7,35 zł i jeden jogurt. Było ciężko, wiem. Bez ciasteczek ani dydu.
Kasa się uzgodniła, dziecko zostało unieruchomione i wrzaski zginęły w oddali. Mili starsi państwo załatwili sprawę od ręki i przyszła kolej prezesowej.
- 63,27 – podsumowała kasjerka.
Prezesowa spokojnie podała kasjerce kartę kredytową i zajęła się pakowaniem zakupów.
Uwaga na marginesie: prezesowa rzadko korzysta z jednorazowych siateczek, bo ich nienawidzi, ma zakupione w IKEA piękne papierowe torby (udźwig: 30 kg – ale nie udało mi się wypróbować, bo tyle nie pociagnę), które – niestety – po ostatnich zakupach zostały w domu.
- Karta nieważna – kasjerka wydała wyrok, groźnie spoglądając na prezesową, którą jakby kto ukłuł w tyłek.
- O przepraszam – zachichotała nerwowo indagowana, przypominając sobie, że rzeczywiście, ważność karty upływa z końcem stycznia – Ma pani rację. A ja mam nową kartę.
- Nic nie szkodzi – odpowiedziała kasjerka, przyjmując od prezesowej tę samą kartę, tylko z nową datą.
Prezesowa, wyluzowana, kończyła pakowanie. Tłum za plecami gęstniał.
- Karta nieważna – nieco wyższym tonem oświadczyła kasjerka.
Zza pleców prezesowej ozwał się pomruk tłumu, który gęstniał. I w tym momencie prezesowa (kretynka jedna) przypomniała sobie, że kartę trzeba aktywować w bankomacie.
- Pani poczeka sekundę – pisnęła prezesowa i rzuciła się w kierunku bankomatu, który – szczęśliwym zbiegiem okoliczności – znajdował się własnie obok kasy. Z wrażenia włożyła kartę odwrotnie i wywiązała się szamotanina.
Pomruk tłumu stał się jakby wyraźniejszy.
Na szczęście sytuację udało się opanować, bo tłum gęstniał i prezesowa szczęśliwie opłaciła zakupy. Tłum westchnął. I w tym momencie okazało się namacalnie, że wszystkie reklamówki, których użyła prezesowa, mają wadę w postaci dziury na spawie…
- Cóż, ma pani gorszy dzień, jak widzę – podsumowała kasjerka, a tłumowi przebrało, więc naparł, żądając natychmiastowego kasowania.
Spłoniona wdzięcznym rumieńcem prezesowa zbierała dziadostwo z podłogi, a jej wyjście ze sklepu było po prostu spektakularne. Rekord na setkę z obciążeniem. I pisk opon na parkingu.

Czy muszę dodawać, że w tamtej poprzedniej kasie kolejka wymieniła się zgoła trzykrotnie?

Mysl na dziś:
Pieniądze są lepsze od ubóstwa, chociażby ze względów finansowych.
Woody Allen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz