4 lutego 2008

Mój pobyt w domu jest atrakcyjny

I to nie tylko dla mnie. Bo, że dla mnie, to chyba jasne. Nikt mi nie rzęzi do ucha. Nikt mi poleceń nie wydaje. Głupich przeważnie. Nikt mnie nie posyła niewiadomo dokąd. To plusy. Aha: telefony wyłącznie oczekiwane. To mnie trochę dziwi, ale ok.
Mój pobyt w domu atrakcyjny jest zwłaszcza dla kotów, które uwielbiają, jak ktoś je niańczy całymi dniami. Ostatnio mają dobrą passę. Najpierw Potomstwo chorowało tydzień przed feriami. Potem były dwa tygodnie ferii, z czego jeden spędziliśmy w komplecie. Następnie przez pół chwilki były same nim zaraza ścięła mnie jak młodą brzózkę i znów ktoś siedzi z nimi w domu, niańczy, wysłuchuje przemówień (w nieprzyzwoitej ilości), podkarmia i ogólnie dba.
Nie ma jak być kotem.

Trauma pojawi się w najbliższym czasie, kiedy wszyscy wybędą koło siódmej.
Póki co, Karol zmontował do mnie mowę erudycyjną, a następnie, dla podkreślenia jej wagi, wlazł na biurko, siadł przede mną i miział mnie wąsami po twarzy. A potem ziewnął mi prosto w nos. Koszmar. Co on je?
To są właśnie chwile, kiedy cenię sobie swoje życie zawodowe.
Ot i wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz