14 lutego 2008

Wysoki Sądzie, to się stało zupełnie przypadkiem

Wysoki Sądzie!
Już dwa tygodnie usiłuję dojść do banku. Niby jest niedaleko, ale pogoda nie sprzyja, nie chce mi się wyjść, nawet jeśli mogę. Pewnie bym to już załatwiła, ale przy okazji fuzji kawałka mojego banku z innym bankiem, część placówek sobie poszła i mam teraz nie po drodze.
Trudno więc mi się dziwić, Wysoki Sądzie.
Dziś się wreszcie zdecydowałam i wyruszyłam. Już w trzeciej sekundzie wyruszenia uznałam, że pomysł był ZŁY, bo padze. I to w dodatku coś bliżej nieokreślonego. Jednak głupio się było wycofać. Jak się już zwolniłam u dyrekcji, to nie ma to, tamto. 
Więc brnę. Zabrnęłam. Kolejki nawet nie było, bo pora chyba niechodliwa. Załatwiłam, co było do załatwienia i postanowiłam wrócić inną drogą niż zabrnęłam. Inna droga wiedzie przez główną ulicę handlową, na prawo od rynku.

I chyba nie można mieć do mnie pretensji, Wysoki Sądzie, że sobie kupiłam te buciki, tak?
W końcu ja korzystam z doświadczeń.
A doświadczenia są takie, że nie ma co zbyt długo się namyślać.
Poza tym kosztowały 119 zł, więc nie ma o czym w ogóle gadać.
Mam rację?
To proszę o łagodny wymiar kary.

Myśl na dziś:
Istnieje kilka dobrych zabezpieczeń przeciw pokusie, ale najpewniejszym z nich jest tchórzostwo.
Mark Twain

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz