Wietrzenie Zofii 14.01.2007

Donoszę uprzejmie, że nasza sypialnia posiada okienko dachowe.
Okienko to nie ma wrogów, ma natomiast rzeszę niesłabnących wielbicieli oraz jedną osobę przepełniona uczuciami ambiwalentnymi.
Tzn. mnie.
Z jednej strony rzeczone okienko wywołuje we mnie mnóstwo ciepłych uczuć. Z okienka roztacza się bowiem niczym niezmącony, upajająco-uspokajający widok na lasek.
Z drugiej… Mył ktoś kiedyś okno dachowe? Jeśli tak, tłumaczenie pominę milczeniem. Jeśli nie, pozostawię to wyobraźni.
Do grona wielbicieli okienka dachowego zalicza się Zofia. Dla Zofii bowiem rzeczone okienko jest progiem startowym do zwiedzania dachu. Zofia kilkakrotnie czmychnęła tą drogą na dach, natomiast ani razu nie powróciła stamtąd bezkolizyjnie. Albowiem dach stromym jest. Wobec powyższych argumentów w naszym domu skutecznie utrudnia się Zofii rozwój poprzez zwiedzanie stropu.
Widomym brakiem konsekwencji jest tzw. wietrzenie Zofii. Oto jego etapy:
- otwiera się okienko dachowe,
- woła się Zofię i odczekuje chwilkę, aż przybędzie,
- Zofia przybywa w okamgnieniu, obojętnie: gdzie się znajdowała, co akurat robiła i jak bardzo ją to absorbowało,
- wskazuje się Zofii okienko,
- Zofia wskakuje na okienko (okienko jest dachowe, a więc nie siedzi normalnie, jak na parapecie, tylko na spadzie),
- przechwytuje się Zofię, usadzając jej tyłeczek na swojej klatce piersiowej, ręką blokując jej możliwość tzw. wyprucia,
- wietrzenie właściwe: Zofia rozsiada się wygodnie i rozgłośnie (bardzo śmieszne) węszy wszystkie nowinki z naciskiem na to, co zdarzyło się w schronisku dla zwierząt (z którym sąsiadujemy przez wspominany powyżej lasek) od ostatniego wietrzenia.
Wietrzenie posiada pewne zasady np.:
długość wietrzenia jest wprostproporcjonalna do temperatury na zewnątrz tzn. im zimniej, tym wymaga się dłuższej operacji (a dodatkowo: im zimniej, tym większa kocia kolejka ustawia się za plecami).

Komentarze