ZZZ, czyli zabawne zdarzenia znajomych 27.01.2007
J. opowiada:
Kiedy byłam dzieckiem, moi rodzice mieli niezwykle unormowane życie towarzyskie. Przyjaźnili się z trzema parami, które miały dzieci w naszym wieku. Jako że miesiąc ma cztery tygodnie – u każdej pary impreza odbywała się raz w miesiącu. Dzieci gromadzono w jednym z mieszkań, gdzie uradowane radziły sobie same – często dopuszczając się różnych drobnych przestępstw (no, może wykroczeń), rodzice natomiast balowali do rana.
Po jednej z takich imprez tatuś obudził się bardzo schorowany i uznał, że sushi. Mieszkaliśmy wtedy w Ś., a po drodze do centrum był cmentarz. Tatuś udał się do kuchni celem zaczerpnięcia wody z kranu do czajnika. Jakież było jego rozczarowanie, gdy po odkręceniu kurka usłyszał jedynie bulgot! Sytuacja była naprawdę poważna! W domu nic do picia, a wody nie ma! Niewiele myśląc tatuś wskoczył w lakierki, w których był na imprezie, capnął czajnik i kopnął się na cmentarz – tam woda zawsze była.
Szanowany obywatel.
Wykształcony, inteligentny, kulturalny pan na stanowisku.
W piżamie.
W lakierkach.
Z emaliowanym, czerwonym czajnikiem i obłędem w oczach.
Niedziela.
W Ś.
Nie wiem naprawdę, czy cokolwiek to przebije!
Komentarze
Prześlij komentarz