26 października 2009

Odcinam kupony

od dokonanej w sobotę drastycznej zmiany w wyglądzie własnym. Ponieważ nie jestem minimalistką, poszłam na całość i obecnie jestem zupełnie innym waterloo niż przez ostatnie… oj, nie pamiętam, jakieś 100 lat. A że jak szokować, to szokować, do zmiany wyglądu założyłam (do pracy!) jeansy oraz martensy.

Zajrzałam do szefa. Podniósł głowę znad pism (moich zresztą), wybałuszył oczy, wstał, wyciągnął rękę…
- Iksiński jestem, bardzo mi miło.
Usiadł, westchnął i dodał:
- Taka jesteś teraz… nie moja.
- Dbam, żeby ci się nie znudzić.
- Ty??? To niemożliwe.

Ludzie przystają na mój widok hehe.
No dobra, jutro już trochę odpuszczę, założę kostium i szpilki.

22 października 2009

Dla wyrównania negatywnych emocji

Na sekundę przed wyjściem z domu do pracy rzucam okiem do lustra, czy wszystko w porządku.
Prezes zerka na mnie, marszczy brew i komentuje:
- Teraz jeszcze cię troche zbrzydzimy i możemy iść.

Kamień z serca…

20 października 2009

Hurtem

I
Po powrocie do domu odkryłam, że biała myszka uczy się właśnie… sikać do kuwety.
Odpadam. Zocha rządzi, słowo daję, ten kot mnie zaskakuje.
Karol dziwnie się zachowywał, co zostało w pełni pojęte, kiedy wyjęliśmy z kuwety myszkę. Zapakował się tam natychmiast i walnął takie kupsko, że skomentowałam to na okoliczność wejścia w posiadanie patentu na broń biologiczną. Normalnie kupę mu się chciało, a kuwetka była zajęta. Istny dom wariatów.

II
Jedziemy samochodem, Prezes strasznie szarpie. W pewnym momencie zaczyna mnie to męczyć.
- Kochanie – ćwierkam uczuciowo – chcesz, żeby mi głowa odpadła?
- Wstyd się przyznać, ale czasami tak – odpowiada mężczyzna mojego życia.
No cóż… jest niewymienialny na żaden inny model, prawda?