28 września 2009

Wiele mnie już nie zdumiewa, a jednak się zdarza

Rozpoczęłam tydzień w sposób najgorszy z możliwych. Jedna z moich pracownic na koniec działalności zrobiła wszystko, co się tylko dało, żeby wymigać się od gaszenia światła i zwalić tę pracę na innych. Nie myślałam, że będę musiała coś takiego zrobić, ale wezwałam ją, wyraziłam swoje niezadowolenie, udzieliłam reprymendy i odebrałam premię.

Tak gdzieś po dwóch godzinach przyszła z prośbą o rozmowę. Ucieszyłam się – znaczy dotarło.
Usiadła i powiedziała:
- To już mi zostaw trochę tej premii, co Ci zależy.

W takich chwilach wiara w człowieka mi siada.

27 września 2009

No i wyszło szydło z worka

Okazało się w całej rozciągłości, że koszmarnie wolno „łapię”. Trzy lata zajęło mi domyślanie się, czemu Zofia wieczorami przynosi do sypialni różne przedmioty (gąbka, myszka). Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie fakt, że rozważania nad tym problemem były grupowe, a założenie niewłaściwe. Otóż wszyscy przyjęli, że ona przynosi PRZEDMIOTY. Jest zupełnie inaczej.
Zofia przynosi wieczorem do gniazda wyimaginowane DZIECI.
Wobec powyższego wczoraj uczyniliśmy ją matką wielodzietną.
Sprawdziło się. Wszyscy nocowali w łóżku.

Szanowni Państwo: Zofia wraz z przychówkiem.
Voila!

20 września 2009

Ku radości

postanowiłam podzielić się z Wami jednym z moich ostatnio najulubieńszych zdjęć.
Betowen był kibicem na Tour de Pologne w Zakopanem. Jak wspominałam onegdaj, z powodu szczątkowej sierści słońce przypieka go tam i owam.
Babcia Krynia znalazła na to sposób.
Betowen nie protestuje.
Rozwałka.

17 września 2009

Czytam artykuł o biustach

i stanikach. Wiadomo, o co chodzi – temat był już eksplorowany.
Na koniec autor podsumowuje, że faceci i tak nie patrzą głównie na biusty, raczej na nogi, twarz i sylwetkę.

- No to jak z tym jest? – pytam Prezesa, bo jestem w tym wieku, że już naprawdę chciałabym wiedzieć.
Prezes bierze głęboki wdech…
- Muszę zdradzić ci wielką męską tajemnicę. Faceci nie leca na cycki. Ani na nogi. Ani na nic innego.
- Nie??? To na co lecą? Bo ja już nic nie rozumiem.
- Na nic. Rozważają to pod kątem: da się puknąć, nie da się puknąć.

No i teraz wiele myślę o moim związku.
DA SIĘ PUKNĄĆ???!!!

16 września 2009

Krótko i w biegu

Pacia mnie dręczy, bo faktycznie nic o sobie nie piszę. Ledwo żyję i nie zapowiada się, żeby miało być lepiej.

W całkowitym skrócie:
- zakład dla obłąkanych jest w likwidacji;
- termin: 30 września;
- ostatni okres był dla mnie wyzwaniem – zagrożenie bezrobociem;
- przetrwałam;
- alokowałam się;
- będę pracowała w innej jednostce, też w Katowicach;
- zmieniam dział kompletnie – nowe wyzwania;
- no dobra – nie całkiem nowe, już tego dotykałam, ale i tak siwy dym;
- obecnie muszę zamknąć na zawsze swoją działalność, co się wiąże z niezłą jazdą: wszyscy pracują na akord;
- od 1 października będzie tylko gorzej;
- jestem tak zmęczona, że wjechałam dziś rano na skrzyżowanie na czerwonym świetle, prosto na czołówkę;
- nie, spoko, nic się nie stało, ale ten pan z naprzeciwka mnie nienawidzi i słusznie.

W domu wszystko w normie (mało bywam), tylko z mamą pat – byłyśmy w Łodzi u lekarza, niestety okazuje się, że doszliśmy do kresu możliwości medycznych, teraz już wszystko w rękach Szefa. Na szczęście wciąż wierzę, że mi tego nie zrobi.

Mam w tyle głowy kilka zabawnych notek (mimo wszystko), jak dam radę, będę uzupełniać.

11 września 2009

Czy z przeproszeniem

ktoś byłby uprzejmy mnie uświadomić, skąd się nagle wzięło tyle nowych osób?
Istnieje umiarkowane podejrzenie, że gdzieś ktoś poleca.
Gdzie i kto?
Zeznawać mi tu zaraz, jak na spowiedzi!

PS Nie odsyłać do statystyk, bo jakby w statystykach w odsyłaczach było, bym się gópio nie pytała którędy na Rzeszów.

7 września 2009

Absolutli fabiulołs

Historyjka autentyczna.

Pani była gościem ślubnym i weselnym pewnej młodej pary. Ślub konkordatowy, odbywa się w kościele. Dochodzi do przysięgi małżeńskiej. Na nieszczęście księdzu „zapomniało się” imię pana młodego. Odchyla więc dyskretnie mikrofon i pyta:
- Jak Pan się nazywa?
Mimo odchylonego mikrofonu „publika” słyszy, ale zdenerwowany pan młody nie.
- Jak Pan się nazywa? – pyta ksiądz ponownie, troszkę głośniej.
Zdenerwowany pan młody przytomnieje*, przysuwa do siebie mikrofon i pełnym głosem odpowiada:
- Pan się nazywa Jezus Chrystus!

KURTYNA

* To znaczy… nie mam pewności.

2 września 2009

Pasjami uwielbiam

te fascynujące przedmioty, które ludzie trzymaja w swoich ogródkach. Zawsze, gdy na to patrzę, budzi się we mnie ośliniony z pożądania socjolog, który natychmiast chce wydrzeć tajemnicę potrzeby posiadania krasnala ogrodowego. Kimkolwiek by nie był.