Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2014

1457

Dużo myślę.

I okazuje się, że mam mnóstwo pustego miejsca w środku. Może ktoś ma jakąś koncepcję, by je zapełnić?

Aaaaaaa proozycje przyjmę. Wszelkie.

1456

Wizyta u dentysty całkowicie w moim stylu. Przecierając zaspane oczka (nie mogłam w nocy zasnąć i pamiętam jeszcze 2.00, później przestałam sprawdzać), dotarłam na fotel o godzinie 7.30. Zimno, cholera. Dobrze, że choć nie cimno. Okryłam się kurtką, bo jestem ciepłolubna.

Najpierw wynikł ten problem, co zawsze - nie jestem w stanie roztworzyć paszczy do wielkości standardowej. Niby taka gadatliwa, a słóweczka wypadają malutkie i okrąglutkie, bo otworek niewielki. Rozpoczęło się poszukiwanie tej gumy, której nikt nie umie nazwać (mnie przychodzi do głowy jedynie słowo diafragma, co określa wszakże gumę, lecz montowaną całkowicie gdzieś indziej), w rozmiarze XXS. Nie ma. Mogliby, do jasnej anielki, zacząć produkować wersję dziecięcą. Już pora.

Najmniejsza jaka była i tak dostarczyła mi wielu atrakcji. Bowiem zamontowanie tego w mojej twarzy jest ekwilibrystyką. Coś z gatunku wciskania do butelki wina korka, który został już wyjęty i się rozlazł. Pani asystentka miała dużo dobrej woli i …

1455

Obraz
Wczoraj po południu u dentysty. Remont.
Dziś o poranku (7.30!) u dentysty. Odświeżanie.
Wypiaskuję sobie jamę, a potem się zastanowię nad wybielaniem. Ciekawe, co z tego wyniknie.

Prezes poza domem od środy do niedzieli. W domu cisza, przerywana jedynie krótkotrwałymi wrzaskami Potomstwa na okoliczność schyłku sesji. Oby jej już ta wysypka zeszła, bo to jest silnie związane.

O ile się nie mylę, jutro rozpoczyna się w kalendarzu chińskim rok drewnianego konia. Mam nadzieję, że w moim życiu coś ruszy do przodu. Wszakże w naturze końskiej leży galop.
Oj, wiem, że drewniany. To może nie będzie pędził jak oszalały (jestem za stara na pędzenie przed siebie z klapami na oczach), tylko zwyczajnie popierdalał. A ja z nim, więc przede mną nowe, nieodkryte, zachwycające.

Czego i Państwu.


1454

Obraz
Skoro Matka Chrzestna wychynęła nam z przestrzeni wirtualnej (język babę świerzbił), to myślę, że trzeba przedstawić jeszcze jednego członka jej rodziny. Właściwie od niego powinno się zacząć, gdyż jest najważniejszy. Tak przynajmniej mówi się w niektórych kręgach.

Ponieważ jest już staruszeczkiem (ja tam twierdzę, że idzie na rekord świata), choruje na różne niefajne choróbska. Ma też słabe serce. I tu znajduje potwierdzenie teoria o ważności, ponieważ Matka Chrzestna rozważa przeszczep, przy czym pożądliwie patrzy na Czempiona. Że niby w roli dawcy. Może chodzi o gabaryt.

Pieszczotliwie mówimy na niego: Buś.
Jest azjatą.
Zdjęcie świąteczne.
Z ubiegłej Wielkanocy.


1453

Obraz
Na żądanie martuuhy. Zocha w caaałeeej rozciągłości.


Tak, w roli poduszki - Zuzanna. Bajzel gra sam siebie.

1452

Natchnęła mnie Chuda swą barwną opowieścią o traktowaniu położnic i ich nowonarodzonych dzieci w państwie należącym do Unii Europejskiej w roku 2014. Natchnęła do tego stopnia, że postanowiłam opisać, jak traktowano te osoby w zaściankowej Polsce tuż po eksplozji dzikiego kapitalizmu, równo dwadzieścia lat temu. A także pokusić się o pewne wnioski.

Mam mało doświadczenia, gdyż sprowadzilam na świat tylko jedną istotę. Mamy wielodzietne mogłyby zapewne napisać książkę. Niemniej uważam, że skoro raz mi się udało, to jednak mam coś do powiedzenia. I powiem. Niech mnie ktoś powstrzyma! Nie widzę chętnych, hehe. Brawo - słuszny wybór.

Otóż Drogie Młode Mamy (do Was się przede wszystkim, acz nie tylko, zwracam)! Rozpocznę od tego, że bardzo, bardzo Wam współczuję. Wijecie gniazda w trudnych czasach. Mam tu na myśli ciśnienie oraz obieg informacji, przed którym praktycznie nie można się uchronić. Wymagania, które obecnie stawia się kobietom, są tak wyśrubowane, że przechodzi ludzkie pojęcie.…

1451

Prezes ma nowe HOBY. Ja nie wiem, czy stety, czy niestety.

Niestety, gdyż jest ono kosztowne i zajebiście zbiera kurz. Z drugiej strony... obiecał nie robić wystawek i zakupił stosowne pudełko na efekty swojej pracy. Więc nie jest tragicznie do cna. A jak się dowiedziałam, ile zapłacił za zamówiony zestaw, to zażądałam butów i dostałam perfumy, o czym wcześniej już było.

Stety, bo siedzi w domu i nie ulega wypadkom. (A wiemy, że jest jedynym żywicielem, więc mi nie zależy, by sczezł). Wprost przeciwnie do innego HOBY, kiedy to przebywa pod wodą. Szczególnie pod lodem i w nocy, co uwielbiam pasjami. Też o tym było. Potrafię w czasie tych nurkowań upłynnić dość sporo prawych środków płatniczych, żeby czymś zająć głowę. Czyli - nie opłaca się.
Stety również, gdyż jest cicho. Wprost przeciwnie do innego HOBY, kiedy napierdala na basie, ile pary w piecu. A jak przestaje - to na klawiszach. I podkreślić tu należy, że szkołę muzyczną ukończył bardzo dawno temu, nie ćwiczy regularnie, a ja je…

1450

To jest dopiero historia!

Znajoma wymyśliła sobie, że pojadą z mężem w podróż życia. No i pojechali. Zdaje się do Ugandy. Podobno była to pierwsza wycieczka do Ugandy z Polski ever. I jak to z pierwszymi kotami za płotami, wiadomo. Niedopracowana.
Wygody czy niewygody się zdarzają i pozostaje tylko machnąć na to ręką. Ale w końcu to głęboka Afryka, tak? Różne przykre choróbki, te sprawy.

Jakiś czas po powrocie mąż poczuł się źle. Najpierw lekko zlekceważyli, ale stan się pogarszał, więc rozpoczęli żmudną wędrówkę po lekarzach. Zdiagnozowano zapalenie płuc, włączono antybiotyki, stan wciąż się pogarszał i to z dnia na dzień. Pomijając perturbacje pomiędzy - w końcu wylądowali w Warszawie - Wojewódzki Szpital Zakaźny, Poradnia Chorób Tropikalnych. Malaria. Mocno przechodzona.

Oczywiście że każdemu lekarzowi mówili, skąd wrócili. To są ludzie na poziomie. Zdawali sobie sprawę, że to może być jakaś tropikalna choroba. Nikt ich nie słuchał.

Właśnie wybudzili go z trwającej miesiąc śpiączki…

1449

Obraz
Zuzanna wychodzi na kolejny egzamin. Przed wyjściem, dla uspokojenia, czytam jej to:


prezesowa: W razie, gdyby cię ktoś zirytował.
Zuzanna (z łazienki): Hehe.
prezesowa: Tylko nie ja!
Zuzanna: Ale dlaczego? DLACZEGOOOO?!
prezesowa: Z drugiej strony... masz rację. Ja sobie zawsze wyobrażam, że cię zabijam.
Zuzanna (gwałtownie opuszczając łazienkę): Maaamoooo?!

1448

Obraz
POST TYLKO DLA DOROSŁYCH

Życie intymne (łóżkowe) w południowej Polsce.

Komentarz Zuzanny: - Jeżeli to, kto rządzi, zależy od wielkości poduszki - to ja się nie bawię!

1447

Obraz
Wybory powszechne całkowicie niespodziewanie wygrywa Partia Umiarkowanych, w związku z czym premierem zostaje jej liderka - drobna, nieduża kobietka o zadartym nosku, który już niebawem stanie się przedmiotem licznych medialnych karykatur.

Tak rozpoczyna się znakomity duński serial polityczny Rząd(i jeszcze klikamy tu).


Skończyłam właśnie oglądać drugą serię i jestem zachwycona. Albowiem Duńczycy pokusili się o pokazanie tak wielu poziomów ludzkiego życia, bezpośrednio związanego z władzą, że aż mnie przytkało.

Oto polityka - brudna, pełna zawiłości, z której nie da się wyjść z czystymi rękami.
Oto polityka - rozgrywająca się w kuluarach, oparta na przekupstwach i szantażach.
Oto polityka - niszcząca życie rodzinne, łamiąca kręgosłupy i bariery.
A w niej Birgitte Nyborg. Żelazny charakter, wielki mózg, znakomite wykształcenie, niebywałe wyczucie. Premier, żona, matka. Kobieta. Sól w oku. Zwycięża. Zyskuje. Traci.

Nie mogłam się doczekać kolejnych odcinków. Zachłannie obserwowałam, jak…

1446

Obraz
Urlop od komputera uważam za zakończony. Oczywiście w chwili, gdy siadam przed pudłem, jak zaczarowane ulatują wszystkie zabawne sytuacje, które się wydarzyły. No i pustkę mam w głowie. Ale już się ogarniam.

Moja przyjaciółka, którą odwiedziłam w piątek, przypomniała mi, że nie muszę nazywać jej przyjaciółką, bo już tu występowała i ma swoją ksywę. Mianowicie: Matka Chrzestna. Owszem, przepraszam, popiołem się posypuję w kąciku. Nadajmy im więc ksywy raz na zawsze (bo przecież czytają): Matka Chrzestna i Czempion. Macham do Was kończyną, kochani.

Aby tradycji stało się zadość, przytaczam dykteryjkę.

Matka Chrzestna: Wiesz, ile kolorów rozróżniają mężczyźni?
prezesowa: Pojęcia nie mam, ale niewiele.
Matka Chrzestna: Trzy. Zajebisty, chujowy i pedalski.
Czempion: Ja rozróżniam kolory.
Matka Chrzestna: Tak, on rozróżnia cztery. Czwarty to BOROWY.
prezesowa: A jaki to borowy?
Matka Chrzestna (zerkając na Czempiona z podniesioną brwią): Zobacz, jak jest ubrany*.


* Borowy to wszystkie z tej grupy i…

1445

Obraz
Cały dzień na plotki.

Najpierw przed południem moja słynna przyjaciółka od niesprawiedliwego oceniania mężczyzn. Obiecuję sobie liczne atrakcje. Pewnie znów sobie kogoś niesprawiedliwie pooceniamy. Może nawet jakiś miły osobnik do nas wpadnie, gdy będziemy piły kawę. Ostatnio miała takiego gościa:


Podobno sam przyszedł. Liczę na powtorkę.

Wieczorem z kolei umówiłam się z koleżanką ze studiów. Ostatnio obliczyłyśmy, że znamy się juz 21 lat... Kawał czasu, a człowiek wciąż piękny i młody. Trzeba to wykorzystać, nie wiadomo, jak szybko przeminie, buchacha.

Świecie! Nadchodzę!

1444

Obraz
Nie wiem, czy kiedyś wspominałam, ale uwielbiam ogłoszenia. Pasjami. A że szukam tej roboty, to co rusz natrafiam na jakieś kwiatki. Dziś dwa - tym razem nie pracodawców, a poszukujących zajęcia.






1443

Ponieważ nie wszyscy przytulamy się na fejsiku, podzielę się z Wami filmem, który mnie wczoraj rozczulił. Jestę fankom. Każda kobieta powinna się nauczyć rozluźniać pośladki, naprawdę. (I to nie jest uwaga bez związku).

Bardzo bym chciała umieć wstawić ten film, jak z YT, ale nie umiem. Istnieje nawet prawdopodobieństwo, że blogger nie udostępnia takiej funkcjonalności ;o)
W związku z powyższym musicie sobie niestety przeskoczyć TUTAJ.

Miłego oglądania, miłego rozluźniania pośladków.

1442

Obraz
Nie wiem, dlaczego piesek Wam się nie spodobał. Rasizm!

Ale że temat futer jest nośny, więc pozwolę sobie zaprezentować Szanownemu Państwu Zofię po raz enty. Albowiem Zofia jest niezwykle wdzięcznym obiektem dla fotografa. Gdyż jest tak bezczelnie rozwydrzona, że to przechodzi wszelkie pojęcie. Oto jeden z licznych dowodów.


Luźna jak sanki w maju. Będzie robiła co chce, wtedy, kiedy chce. I nikt jej nie zabroni. A jak próbujesz, to ona na ciebie PACZY. I już wiesz, że to, co dzieje się właśnie w jej głowie, brzmi mniej więcej: - No, śmiało, śmiało. Co tam masz jeszcze do powiedzenia, żałosny pyłku ty? Zmiotłabym cię moją kształtną stopą, ale nie chce mi się podnosić.
Sądząc z kierunku, w którym spogląda na zdjęciu, śledzi coś właśnie w telewizji w saloonie. I wyraźnie ją wciągnęło.
Powiem Wam jedno: UWIELBIAM TEGO KOTA. Jest zołzą nad zołzami. Mamusina laleczka, cium, cium.

1441

Obraz
Ktoś mi zrobił zimę. A myślalam, że była umowa - nie będzie zimy w tym sezonie. Albo przynajmniej nie tu. W górach to niech se. Co mi tam. Ludzie lubią zimę w górach, a jak lubią w mieście, to niech się przeniosą do jakiegoś miasta w górach. To jest bardzo prosty proces - bierzesz, sie przeprowadzasz. I już. Masz widoki, ośnieżone szczyty, oscypek i śnieg. A ja mam święty spokój.

No komu to przeszkadzało - pytam się! Komu?! Kto znowu czuł drzazgę w bucie, że mi auto do podłoża nie przymarza? Czy ja nie mówiłam, że lumpenproletariat nie załapał się na garażowanie i musi kilofem odkuwać? Przepraszam bardzo... czy ja komuś zawadzam? Siedzę sobie cichutko w kąciku, na demonstracje nie chadzam, dekoltem w oczy nie świecę. Bez sensu są dekolty w dresie. Jedną parę butów sobie kupiłam i wielkie mi mecyje - na wyprzedaży. No coooo? Nie będzie mi tu nikt żałował 59,70 zł! Jedne takie były, akurat w moim rozmiarze. Miały się kurzyć w sklepie? Co? Że mam już z pięć par różowych? No mam. Czy ja W…

1440

Obraz
Niosła to dziecko, niosła, a ono było takie niegrzeczne...
I wrzeszczało.
I wierzgało nogami.
Pluło.
Pomstowało.
Szarpało się.

Nie jest łatwo być matką. Szczególnie wielodzietną.
Wielomyszną?

W końcu padła, bo stopy jej się zgrzały z tego wszystkiego!


PS Jak widać, dziecko też padło. Nie ma się co dziwić po takim ataku histerii.
PS2 Tak, wiem, miszczostwo drugiego planu.

1439

Obraz
Ostatnio pachnę uporczywie i fanatycznie. Myślicie, że to jakiś etap dzidzia - piernik?


Niosę więc ze sobą aromat róż w najlepsiejszym wydaniu. W ogóle zauważyłam, że jest jakaś moda na to, bo w perfumeriach zaroiło się od różanych. Lepszych lub gorszych. Co jest, ma się rozumieć, wyłącznie kwestią gustu.

Do końca jeszcze daleko, a już myślę, że chciałabym zestawik. Żeby się komponowało. I nie umim znaleźć. Wszyscy mają perfumy solo. O ile w ogóle mają. Te. Różane. Tymczasem zestawik wygląda tak:


I bym go przytuliła do piersi mej obfitej bez mruknięcia. Bym się wykąpała, namaściła me boskie ciało, a następnie weszła w chmurkę zapachu. Niedużą, co podkreślam, bo po myciu i namaszczeniu to już wiele nie potrzeba.

Odczuwam minimalny smuteczek bytu. Gdyby ktoś gdzieś widział, to proszę dać mi znać.

Tymczasem w trakcie pisania tej notki wyszło na jaw, że Douglas posiada zestaw, niestety zubożony o żel do kapieli. Ale oj tam. Akurat prezes był troszkę niegrzeczny. A to jest dobry moment, by…

1438

Obraz
Biuro Rzeczy Znalezionych

Małe, a cieszy.

1437

Jak to miło i wesoło, gdy do starej kobiety zadzwoni młoda i dziarska martuuha! Takiej martuuhy to się dobrze słucha. Gdy gada do ucha. Wprost z brzucha. A poza tym na koniec mówi, że mnie kocha. Wobec czego chciałam wszystkich zapewnić, że mogą mi często powtarzać, iż darzą mię uczuciem - to się nie wymydla. Można dzwonić oraz pisać tęskne maile, a jak ktoś ucieka od dłuższych form, to luzik: komentarz na blogu też przyjmie. Się.

Obejrzałam właśnie film wzruszający, jak zwykła była mawiać moja babcia, do miękkiego stolca. Gdyby jakby ktoś chciał sobie popłakać, to tędy. Nieeeee, nie jesteście aż takie cyniczne, żeby się obyło bez chusteczki. Nie. Aczkolwiek nie byłabym sobą, gdybym nie podkreśliła, że wolę Betty White w rolach komediowych. Rozpasana babcia staruszka jest jej powołaniem. Howgh.
Chciałam również podkreślić, że to martuuże zawdzięczamy rozwiązanie zagadki, gdyż oczywiście zapomniałam. Brzmi ono: wiadomo że jest sobota, bo Karol się myje. Nie widziałam jak żyję takiego ko…

1436

Wstaję rano.

Syfa na nosie smaruję Sudocreamem, żeby się szybciej zagoił.
Syfa na policzku smaruję maścią ichtiolową, żeby się szybciej wypiętrzył.
Syfa w kąciku smaruję maścią tranową, bo zaczęłam podejrzewać, że to nie syf, tylko zajad.

Dobra, przyznać się. Komu nadepnęłam na odcisk? Poddaję się.

1435

Zainstalowałam sobie onegdaj w telefonie kalendarzyk. Sprawdza się (mniej więcej) jako narzędzie. Nie odczuwałam specjalnych emocji. Aż do dzisiaj. Albowiem właśnie otrzymałam od niego informację o treści:

Zbliża się okres. Zrób dla siebie coś miłego. Zjedz czekoladkę.

Kocham tę apkę.
Idę zeżreć czekoladkę. Jestem w końcu usprawiedliwiona!

PS Może nawet kupię sobie buty. Miało być coś miłego, nieprawdaż?

1434

Obraz
W ramach odreagowania po Chudzinych atrakcjach, w piątek na mieście z dawno niewidzianym kolegą. Cmok, cmok, dużo kawy, stare zdjęcia, aktualne aktualności. Zaledwie po czterech godzinach wstęp do kolejnych spotkań uznano za zakończony. Na dobranoc maść ichtiolowa na osobnym bycie. Działa.

W sobotę o poranku sinym (tak koło 9.30) odkrycie, że zostałam pogrzebiona żywcem. Tony ziemi nade mną, brak możliwości poruszania się. Po uchyleniu powieki - wyjaśnienie:


Trójkącik pomiędzy - miejsce na nogi. Na bardzo mało nóg.
Zagadka: zdjęcie udowadnia bezsprzecznie, że jest sobota. Dlaczego?
Poza tym praca taksówkarza. Ojca na imprezę zawieź. Po drodze wino zakup. Do domu z powrotem odwieź. Zaledwie po pięciu godzinach. Zakupy zrób.
Na dobranoc sałatka eksperymentalna: szpinak w liściach, żurawina, feta, ananas. Bardzo.


Zostało dużo ananasa. Dziś powtórka. Naród żąda więcej fety. Imprezowe takie.

W niedzielę nadrabianie zaległości. A to na blogu, a to mailowo (zaraz idę odpisywać), a to na Maci…

1433

JEST!!!
A więcej Wam nie powiem, bo musimy dać szansę Panu Mężowi :o)
I ochy oraz achy należą się szczęśliwej mamie na jej blogu przecież.

Można oddychać.

1432

Bardzo jestem nerwowa, bo Chuda pojechała do szpitala na siódmą. Oczywiście w głębi mnie tli się to bezwzględne przekonanie, że WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE. Ale jednak.

Ostanimi dniami podnosiły mi się włosy na głowie za każdym razem, gdy dzwoniła. To prawdopodobnie wyczuwało się w tonie, bo Chuda każdą rozmowę zaczynała od: to jeszcze nie ten telefon. A chciałam podkreślić, że kontaktujemy się bardzo często. Bywa - kilka razy dziennie.

Jestem na nogach od siódmej i myślę. Uporczywie pcham w stronę Krakowa energię dobrych rozwiązań. Kilogramami. Sprawdzam blog, bo może tata wróci do domu i, zgodnie z tradycją, obwieści światu narodziny kolejnego potomka. Nie oczekuję, że ona sama, choć wiem, że odezwie się do mnie, jak tylko będzie mogła.

Zrobiłam pranie, obiad, sprzątam. Sprzątam. Sprzątam. Nie mogę się chwycić za pracę umysłową, mimo że czeka.

Pomyślcie o Dorotce ciepło, dobrze?

Idę ogryzać paznokcie.

1431

Dzwonię do mojej przyjaciółki, z którą się wychowałam, znamy się praktycznie od urodzenia. Tematy tabu nie istnieją i pełna profeska w porozumieniu. Dzwonię w zupełnie innej sprawie, ale wykorzystuję okazję, żeby trochę ponarzekać na prezesa, bo odbiorca życzliwy i wdzięczny.

- Wyobraź sobie - mówię - że on robi taki burdel dookoła siebie, że ja nie ogarniam. W dodatku w porażająco krótkim czasie. Skarpetki spadają mu jednym kącie. Gacie w drugim. Koszulka trzy kroki dalej. Ja nie wiem, co to jest w ogóle! Teren zaznacza, do cholery, czy co? I mało tego. Potem idzie Karol. I zbiera te jego zużyte majty i skarpety, i przenosi. Bierze, rozumiesz, czynny udział w aranżacji wnętrz. Idę ci na górę, a tam tak: śmierdząca skarpeta na środku biurka, zużyte majtki fantazyjnie upięte na krześle, środkiem pokoju wije sie w konwulsjach jego piżama, bo oczywiście nie zaniesie do łazienki, tylko wpycha pod poduszkę. I Karolek to sobie wyciąga. I wlecze, bo przecież to kot, nie uniesie. W rulon, psi…

1430

Ahaaaa! Byłabym zapomniała!

Wszystkim, którzy wierzyli, dopingowali, trzymali kciuki, żeby mi ten megasyf zdążył wyskoczyć przed występem w telewizji, chciałam złożyć serdeczne podziękowania. Udało się. Jest.
Troszkę z opóźnieniem, ale za to jaki!

Pokusiłabym się o odważne stwierdzenie, że to jest osobny byt. Żyje własnym, zupełnie niezależnym od mojego życiem. Napierdala mnie jak wściekły. Ma swoje zdanie. Chce iść w lewo, gdy ja wybieram prawo. Wtrąca się do prowadzenia samochodu. Zaczynam wierzyć, że ma duszę.

Dziś, przed wyjściem z domu, próbowałam go nieco zamaskować trzema opakowaniami korektora. Na próżno. Świecił się na czerwono, błyszczał i podszczypywał przechodzące kobiety.

Naprawdę jestem WDZIĘCZNA.

1429

Miła i ciepla atmosfera panuje w domu, gdy powraca dziecko. Tyle miłości. Pełna interakcja.

potomstwo (tonem agresywnym): Dlaczego jesteś w butach?!
prezesowa: Nie zdążyłam zdjąć po powrocie.
potomstwo: Ale dlaczego jesteś w butach w kuchni? Przy zmywace?
prezesowa (wkładając gary): Bo się zajęłam czymś innym po powro...
potomstwo: Ale dlaczego jesteś w butach przy zmywarce? Znowu sprzątasz?! Znowu sprzątasz?! Ciągle tylko sprzątasz!!!
prezesowa: Ale będzie fajna notka.

1428

Ledwie Was na jeden dzień z oka spuszczę, a tu już mi ktoś laurkę napisał. No proszę...
Nieeee, spokojnie. Wiem, że Was uprzedził, że chciałyście, a tu taki zonk. Otóż NIC NIE SZKODZI. Śmiało piszcie, śmiało. Dla mnie nie jest najważniejsze, że ktoś pierwszy dobiegł do mety. Równie przyjemna jest osoba, która do tej mety dobiega wielokrotnie. Na ten przykład - raz w tygodniu.

Pragnę także podkreślić, że ogólnie zadbana jestem. Chwilę przed pojawieniem się laurki umiliła mi bowiem dorenka (pewnie się zwiedziała i chciała jednak to pierwsze miejsce...), dzwoniąc o północy z informacją, że nie potrafi rozmawiać przez telefon. Już o pierwszej piętnaście doszłyśmy do wniosku, że bardzo przyzwoicie ma rozwiniętą tę nieumiejętność. I w zasadzie wcale nie chciało nam się kończyć, lecz rozsądek zwyciężył. I budzik, nastawiony na siódmą.

Poza tym, gdy prezes wyjeżdża, ubarwiam sobie życie, jak potrafię. Na przykład jem w łóżku. Szczególnie rzeczy rozgłośnie trzeszczące i kruszliwe. Bo on mi nie…

1427

Obraz
Jeszcze o języku, ale tym razem ogólnie.

Moja babcia, ta od odlotowego pogrzebu, wieloletnia nauczycielka, zwykła była mawiać, że poloniści mają problem. Albowiem każdemu nauczycielowi zależy, żeby uczeń jego przedmiot znał. Poloniście natomiast - dodatkowo - żeby kochał. Babcia wiedziała, co mówi. W końcu latami tłukła do tępych łbów deklinacje, koniugacje i wszelakie interpretacje.

Jak samo Państwo widzi, ja tam różne rzeczy mam w genach. I od tego się nie da uwolnić. Babcia filolog, ojciec prawnik. I to nie zmienia wcale obszaru zainteresowań, tylko go poszerza. Uczyła mnie babcia w ludzkim się porozumiewać (prawidłowo), oprócz tego po francusku (o ja niebożątko). W rodzinie panowała opinia, że panienki z dobrego domu z fortepianem MUSZĄ po francusku. Mówić, wy świnie!

Fortepianu nie mieliśmy, bo się nie mieścił. Oboje rodzice grali, było więc pianino. Jakoś tak wkrótce po moim urodzeniu doszli do wniosku, że nie będą powielali schematu katowania progenitury gamami i sprzedali. Nie…

1426

Drzewiej obiecałam, że zabiorę się za pewną rodzinną opowieść, tylko filmotekę odświeżę. Odświeżyłam. I zapomniałam. Na szczęście sobotnie, uporczywe rozmowy przy stole braci stryjecznych w postaci taty i Wojtka, wepchnęły mnie na właściwe tory. Tedy spieszę uzupełnić.
Podkreślam niniejszym, że najzacniejsza twórczość komediowa naszej ojczyzny stworzona została przez ludzi znających się na rzeczy. Tudzież - dobrze poinformowanych.

Dziadek mój, rocznik 1898, niekoniecznie zgodnie ze swoją wolą, został wcielony do CK armii. Jako że w poczatkach I Wojny Światowej był pracownikiem kolei (co zresztą kontynuował w Polsce Ludowej do emerytury), CK armia wysłała go pod Udine, czyli byle dalej od ojczyzny-nieboszczki, by strzegł wojskowych transportów. Wraz ze swoim przyjacielem wylądował na jakimś koszmarnym zadupiu, gdzie się owe pociagi zatrzymywało, coś tam sprawdzało i odprawiało w dalszą drogę.

I Wojna Światowa chyliła się ku upadkowi i nawet na rzeczone zadupie w ziemi włoskiej wieści o …

1425

No i pojechaliśmy. Do brata stryjecznego taty.

Wizyta była odkładana z dawien dawna, bo życie pochłania wszystkich. Lubię się tam czasem pojawiać, bo gospodarze wielce sympatyczni i weseli (dużo młodsi od moich rodziców), w dodatku są posiadaczami jednego z najładniejszych domów, jakie kiedykolwiek widziałam. Nie, nie chodzi o to, że jakiś wypas. Po prostu odlotowy pomysł na zagospodarowanie przestrzeni. I choć znam, lubię popatrzeć ponownie.

W trakcie odnotowaliśmy kilka zwrotów akcji, naturalnie humorystycznych.
- Asiu... - zwrócił sie do mnie znad deseru Wojtek, którego nigdy nie umiem w żaden sposób nazwać. - Mam do ciebie prośbę.
- Mianowicie?
- Mianowicie byłbym bardzo zainteresowany, żebyś przemówiła na moim pogrzebie.
- Masz już jakieś skrystalizowane plany, dotyczące terminu?
- Aaa... nie. Jeszcze nie.
- Trudno. W każdym razie - proszę uprzejmie.
- Ale serio?
- Ale serio. Pod jednym warunkiem.
- Już się zgadzam. Pod jakim?
- Że będę mogła powiedzieć, co chcę.
- To taka sugest…

1424

Moi rodzice nijak nie pasują do schematu staruszków. Oboje po siedemdziesiątce, tato właściwie zaczyna już witać się z ósemką z przodu, schorowani, szybko się męczą, wolniej reagują. Powtarzają się. Ale duch... Oj, ten jest żwawy.

Oboje są bardzo ciekawi świata. Chętni do poznawania nowego, choć znający swoje ograniczenia. Nie rwą się do praktykowania spraw, o których wiedzą, że albo nie ogarną, albo będą w to musieli włożyć nieproporcjonalny wysiłek. Co nie znaczy, że nie chcą wiedzieć. Chcą. Starają się zrozumieć i to życzliwie. Nie brak im zmysłu krytycznego, głównie samokrytycznego. Mają ponadnormatywne poczucie humoru. Pasjami uwielbiają dyskusje, słuchają z uwagą drugiej strony. Nie przyjmują niczego na wiarę, sami potrafią wyciągać wnioski.

Mama ubóstwia ciuchy. Śledzi trendy, kombinuje, dopasowuje do siebie. Nie zamierza zostać dzidzią - piernik, ale nie sądzi, żeby nie należał się jej fryzjer, kosmetyczka, profesjonalnie wykonany manikiur i pedikiur. Dwudziesta siódma torebka…

1423

Prezes czyta mi materiały, które otrzymał na szkoleniu nt. oceniania i motywowania pracowników.

I
prezes: Schemat przeprowadzania rozmowy oczerniającej pracownika.
prezesowa: Dobrze się zaczyna.
prezes: A, nie. Oceniającej. Oceniającej pracownika.

II
prezes: Pamiętaj, bądź przygotowany, nie daj się wyprowadzić z równowagi. Trzy razy przećwiczyłem dziś swoją wypowiedź na klatce zanim wszedłem do domu. Tralala, tralala, tralala. I naciskam klamkę.
prezesowa: Więcej ćwicz, bo ci się nie udało. Marsz do kuchni - zmywarkę rozładuj.

III
prezesowa: Doprowadza mnie do szału, że nie odbierasz telefonu. Miałeś dać mi znać, o której wracasz z Warszawy. Nie napisałeś. Piszę, nie odpowiadasz. Dzwonię do ciebie piętnaście razy - nie odbierasz. Myślałam, że coś ci się stało, do cholery!
prezes: Jakby mi się coś stało, tobym zadzwonił.
prezesowa: Szczególnie gdybyś był martwy. Albo leżał nieprzytomny w szpitalu. A za co ja bym żyła?! A, nie, przepraszam, jakbyś leżał nieprzytomny w szpitalu, to miałabym za co ż…

1422

Zaliczyło dzisiaj dwa kolokwia i jest strasznie przemądrzałe.
Grozi, że się wyprowadzi.
To nigdy nie jest realizowane, naprawdę. Może zacznę prowadzić totalizator? Obstawia ktoś coś?



1421

Wypowiem się. To zapewne dla wszystkich zaskakujące, ale wypowiem się.
Wypowiem się, bo już nie mogę, drażni mnie to i przeszkadza. Zęby mnie bolą. Skrzypi mi i zgrzyta.

NIE MÓWIMY* W TEMACIE.

Nie. Nie, nie i jeszcze raz nie.
NIE.

Wyjątek stanowić może zdanie:
W temacie tego rzeczownika dochodzi do pewnych zmian podczas deklinacji.
I to by było - jak mawiał klasyk - na tyle.
Koniec.
Finito.
Fin i end.

Jeśli ktoś nie wierzy mi na słowo, proszę spojrzeć, co na to profesor Bańko (Bańko I Dowcipny).

Mówimy: NA TEMAT lub W SPRAWIE. Wypowiadamy się w jakiejś kwestii. Ewentualnie.
Od dziś nie będę tego tolerowała. Więc ostrożnie, bo oko wykłuję.


* A już na pewno nie piszemy.

1420

Czytam zapiski prenatalne Kaczki. Hurtem. (Uwielbiam). Co chwilę porównuję dane z mailami z danego okresu, bo to niezwykle wzbogaca. I nagle natrafiam na fragment (w zapiskach):

Chciałabym, aby zamiast opłakiwania pozostawionej na tamtym brzegu pracy zawodowej, kanapy, lodówki, czy pralki, zamiast zastanawiania się, ile na tej kanapie zarobi Armia Zbawienia, zamiast pytań, o to jak czuje się pierwsze dziecko oraz drugie dziecko, żebyście wy, tacy bliscy, zapytali, jak mi jest z tym wszystkim, w środku? I żebyście na moje bardzo prawdopodobne ‘tu i teraz fatalnie’ nie spieszyli z ‘och, przecież wiadomo, że sobie poradzisz’, ‘musisz sobie poradzić’, ‘zawsze spadasz na cztery łapy’, lub ‘a dzieci w Afryce mają gorzej’ tylko po prostu przyjęli do wiadomości, że ‘tu i teraz fatalnie’.

Aaaa!!! Z impetem wpadam do skrzynki. Łomatkobosko, co ja do niej napisałam?! A może się mądrzyłam? Złote myśli jakieś? Poklepywanie po pleckach? Jak opętana wertuję dziesiatki maili. Jest co wertować, bo na p…

1419

Obraz
- Patrz na tego śmierdziela. Jakiś taki złachany.
- W końcu cały dzień ciężko pracował. Takie ma zajęcie.
- Jakie mianowicie?
- Przez 24 godziny musi wyglądać uroczo. Żadnych przerw i urlopów. Wiesz, jakie to wyczerpujące?


Poszli sobie.
Posprzątałam chałupę, wyprałam dwie pralki, przygotowałam koryto, ogarnęłam brudne gary, pogadałam przez telefon*, podciągnęłam MbL na fejsie i teraz popracuję. Nareszcie jest normalnie. Ale nie cieszymy się, bo niedługo. Zajęcia na uczelni kończą się za niecałe dwa tygodnie. Niech to piekło pochłonie. Zacznie się sesja, pani maruda będzie siedzieć w domu i zrzędzić, jak jej ciężko. I nic, zupełnie nic się od niej nie wyciagnie, bo przecież się uczy, nie?
O, żesz!


* Zaledwie 35 minut. Z T. Bo był w pracy. My tak zawsze. Urocza żona Anna uważa, że mamy się spotykać we dwoje, bo na normalnych imprezach to się z nami nie da. I tak lądujemy gdzieś w szafie, klepiąc ozorami w zawężonym gronie. W związku z powyższym zarządziła onegdaj, że sami mamy sobie orga…

1418

A jutro...

Wreszcie normalny dzień! I wszyscy pójdą sobie w cholerę! Witaj ciszy. Witaj święty spokoju. Witaj normalny trybie życia. Posprzątamy sobie z Edkiem. Popracujemy.

Cudownie!

1417

Chwytliwe te notki o miłości, nie? Uśmieje się człowiek za wszystkie czasy. No to, ponieważ dziś święto, utrzymam się w tej tematyce i opowiem (martu, wybacz, błagam) o wspominanym onegdaj cichym wielbicielu.

Jak rozumiem, ustaliliśmy już, jaka była w czasie nastoletnim moja konstrukcja psychiczna. Ogólnie rzecz biorąc - żałosna. Poza tym widomym uszczerbkiem na intelekcie, wiodłam żywot dziewczęcia wielce towarzyskiego, miałam nieprzeliczone rzesze kolegów (cóż za nieprawdopodobny zbieg okoliczności, prawda?), z którymi w okresie smarków na twarzy zasuwałam po drzewach i dachach, natomiast podrósłszy - się prowadzałam. Towarzysko oczywiście. Koleżanek miałam znacznie mniej (cóż za nieprawdopodobny zbieg okoliczności, prawda?), bo jakoś do mnie nie pałały (dziwne...), ale to mi nie dawało do myślenia. Odczuwałam jedynie przemożny żal na okoliczność bycia sierotą. Brzydką i nieatrakcyjną towarzysko. Nawet koleżanek nie mam, buuuuu...

Dygresyjka
Jesuuuu... Za żadne skarby świata nie wróci…

1416

Obraz
No, dobra. Temat poprzedni był przyciężkawy i rozumiem, że sporo czytelników usnęło przy trzecim akapicie. Tym większe hophury należą się osobom, które przeczytały. Zrozumiały. I się zasępiły. Ale dajmy już spokój. W promocji proponuję notkę łatwą, lekką i przyjemną, czyli dotyczącą stosunków damsko-męskich. Łatwo będzie mi to opowiedzieć z dystansem, albowiem rzecz działa się w czasach głęboko zamierzchłych. Tedy: mniej się człowiek wstydzi swej głupoty, gdy dotyczy młodości chmurnej i durnej. Przynajmniej może powiedzieć, że wyrósł.

Z góry przepraszam martuuhę (która ma kryzys twórczy - pomóżcie), bo ona opowieść tę zna, w dodatku umieszczoną w kontekście. I odebrała osobiście. Martuuhy bywaja niezwykle przemyślne. Utrzymuję się w klimacie, opowieść jest bowiem sylwestrowa (zabrzmiało co najmniej jak opowieść wigilijna - ale nie aspiruję). No to zaczynam.

Dawno, dawno temu, gdy Łoterloo i jej podobne były nastolatkami, panował pewien pogląd uniwesalny, który ma przełożenie również n…

1415

Miałam pomysł na notkę lekką, łatwą i przyjemną, ale właśnie przeczytałam sobie artykuł w gazecie i naszła mnie inna refleksja. Wobec powyższego tę lekką to może wieczorem. Albo jutro. To zależy, na jakim etapie chcenia będę.
W związku z powyższym niniejszym nadaję tagi: #zadługienieczytam, aczkolwiek #przydatne, #zastanawiające i #frustrujące.

Tymczasem wracam do artykułu. Mówi on o przegraniu przez pocztę przetargu na doręczanie tzw. sądówek na rzecz skumulowanych sił Grupy PGP i InPostu. I nie, żebym miała jakiś sentyment do byłego pracodawcy, ale obudziła się we mnie zawodowa (i zwyczajna, ludzka) ciekawość, co to będzie. Albowiem rzecz jest koszmarnie skomplikowana i to nie przez przepisy pocztowe, ale kodeksy postępowań (cywilny, karny, administracyjny i jeszcze, jakby było mało, Ordynację podatkową). Przy okazji więc macie właśnie szansę się dowiedzieć, jak to wszystko wygląda od podwórka. Bo od frontu klienta szlag trafia, tylko prawdopodobnie na niewłaściwy czynnik. Choć nie …