30 sierpnia 2015

2123

Zamieszkały z nami:
- tuje sztuk 16*,
- jałowce płożące sztuk 6,
- pigwy sztuk 4
- oraz rododendron.
Prezes odnalazł swoje powołanie. Jest nim ogrodnictwo. Pobił również rekord koszenia, który wynosi 1:1, czyli 1 działka w 1 godzinę. Szok. Faktem jest, że wyglądał potem jak szmata.

Tymczasem strona obywatel.gov.pl donosi, że w Urzędzie Miasta oczekuje na mnie nowy dowód. Zatem nie damy mu tęsknić zbyt długo i skorzystamy z dobrodziejstwa pracy urzędowej w poniedziałki do 17. Następnie tour de instytucje, ciekawe, o czym zapomnę. I dlaczego tak drogo w sądach.

Przyjmujemy też kolejnych gości, również z noclegiem. Wizja odwiedzenia najbliższego sklepu IKEA celem nabycia dużego łóżka gościnnego staje się coraz bardziej realna. Oraz i także materaca.

Dziecko przybywa 11 września nocą. Nie mogę się doczekać.

Koty pragną biec w dal.
Figę.

W ogóle to mam tak strasznie dużo pracy, że chyba umrę. W razie czego o pogrzebie zawiadomi się PT Czytelników w osobnym poście.


* Potrzebujemy jeszcze tylko 284.

27 sierpnia 2015

2122

O Tacie na wesoło.

- Wybrałem się do centrum...
- Znowu łazisz po mieście z zamiarem wypierdzielenia się? Może tym razem na twarz?
- Cicho! Wybrałem się do sklepu z laskami.
- Co dolega obecnej?
- Czuje się samotna. Elegancki mężczyzna w moim wieku powinien mieć jakąś laskę z klasą.
- Matka odpowiada temu opisowi.
- Ale problem, by się na niej wesprzeć, z uwagi na rwę kulszową i ślepotę.
- Coś w tym jest. Kupiłeś?
- Zamówiłem, na stanie nie mieli.
- Czyli jakaś wyuzdana!
- Metalowa.
- Cała metalowa?!
- Słuchaj no, ja się zawsze szczycę, że jesteś inteligentna po mnie, ale dostrzegam braki, naprawdę.

Normalnie WSZYSTKIE zalety mamy z Zuzią po nim.
(Jedynie cierpliwość po Mamie, ona tylko wznosi oczy ku niebu słuchając tych farmazonów).

Z laskami w ogóle jest zabawa.

- Słuchajcie - oznajmiam w fabryce. - Sprawa wygląda tak, że potrzebuję probówki. Z zatyczką.
Po czym, obficie gestykulując oraz okazując artefakty, informuję świat, że w lasce Taty jest dziurka, w dziurce probówka, w probówce procentowy zestaw ratunkowy. I właśnie szlag go trafił. (Nie, nie Ojca). Bez wsparcia etanolu ani rusz.
Jak ludzkość słyszy takie historie, to się rzuca do sprzętów.
Mam pięć. Różnych.
Ja mu dam braki!

23 sierpnia 2015

2121

Rodzice byli - pojechali. Prezes ich przywiózł i zawiózł.

Patrzę na tego mojego tatusia i nie wiem, kiedy to się stało. Dziadziuś. Po ostatnim wypadku nie rozstaje się z laską. Powolutku chodzi. Przed schodami się zastanawia. Poszłam kawę zrobić, mama w tym czasie poleciała z Prezesem ogród teoretycznie urządzać, to siadł sobie w salonie w fotelu i podśpiewywał (ułan z zamiłowania). Trochę mi zeszło. Wracam z kawą na tacy, a on szczęśliwe oczy na mnie podnosi i...
- Patrz - mówi. - Wszystkie koty do mnie przyszły. A Karolek na stole się położył i pogadaliśmy.
Ano, dobry człowiek, to przyszły.

Taki kruchy się zrobił.
Ciasta mu dałam. Chcesz ogóreczków? Chcę. A grzybków? Też. Grzybków zawsze - lubi. Koniaczku się napijesz? No, pewnie! Opowiada, opowiada - złotousty. Głowa jak wiadro, stareńka, a tyle w niej wiedzy, że niejednego profesora, specjalistę w jakiejś dziedzinie by zawstydził. Dobrze ci tutaj na tarasie? Dobrze - piękny widok na łąki. A co byś jeszcze chciał, tatusiu? Kiełbaskę z grilla bym zjadł. I wódeczką popił.
No i masz! Grilla nie kupiliśmy, jakoś nie udało się wybrać odpowiedniego. I prędzej się u nas kiełbasę znajdzie niż wódeczkę. Gdyby wina chciał - cały stojak. Ale trzeba będzie lecieć prędko, kupić jedno i drugie. Kto tam wie, co mu pisane.

Tatusiu? No co, co? To ja tego grilla jeszcze kupię w tym sezonie, dobrze? Kup! Ławeczkę z tyłu domu we wtorek postawimy, gdyby było ciepło, to zawsze w cieniu posiedzisz. I wódeczkę kup, bo ja bym się napił pod tę kiełbaskę, a nie mam z kim, mama nietrunkowa, coś okropnego, jakie człowiek ma ciężkie życie. Kupię ci, kupię. To ja przyjadę. Ja cię przywiozę - jeszcze byś czegoś chciał? Noooo... Czego, tatusiu? Jak chłodniej będzie, żebyś w kominku napaliła, ja sobie naprzeciw ognia cicho posiedzę, nie będę przeszkadzał. Nigdy mi nie przeszkadzasz, napalę, nie martw się - teraz za ciepło.

W lutym kończy osiemdziesiąt lat. Zawsze był takim mądrym człowiekiem, dalej jest. Był też ważny, miał wpływ na wiele istotnych spraw, może wręcz sam decydował. Pokolenia fachowców wychował, już o tym pisałam, zawsze pięknie o nim mówią. A teraz - staruszek. Nie jestem z długowiecznej rodziny - mruczy, żebym nie myślała, że się będzie narzucał. Tylko babcia długo żyła, wszyscy wcześniej umierali. Na własną prośbę umierali, dyscyplinuję go, zwłaszcza twój ojciec, nie idź w tę stronę, tyle jeszcze książek do przeczytania. O, fakt - cieszy się.

Kiedy patrzę na mojego tatę, w szczególny sposób dostrzegam upływ czasu. I zawsze ściska mi się serce, bo uświadamiam sobie, że to już mniej niż więcej. I że właściwie w każdej chwili. A tu tyle spraw do omówienia, zdjęć do opisania, miejsc do wysiedzenia, widnokręgów do wypatrzenia. I tej wódeczki trzeba się napić, ożeszty, jak nie lubię, ale co tam.

W rękę mnie pocałował na pożegnanie. Jakbym przynajmniej jakąś poważną panią była. A tu ledwie czterdziestka. No, dobra, z hakiem.

22 sierpnia 2015

2120

- Kochanie, poznałaś następnego sąsiada?
- Tak. Dał mi brzoskwinie. Popatrz, jakie piękne.
- A ty wzięłaś?
- No, pewnie.
- Wzięłaś zamiast powiedzieć, że już masz męża?
- Kiedy właśnie nie mam.

16 sierpnia 2015

2119

Filmy o dzikiej naturze kręcimy w kuchni. Bo wiecie, człowiek wstanie rankiem w niedzielę, przeciągnie się, oczęta przetrze, a świat nie czeka, tylko... dzieje się.


- Normalnie myszołów wpierdziela mysz mi tu - wymruczał Prezes, czając się z telefonem za lodówką.
- To nie jest mysz - odparłam, wyglądając partyzancko zza blatu i kontemplując wirujące piórka. - A to nie jest myszołów.
Po czym zgodnie rzuciliśmy się do internetów. No, jacieżpierdzielę, sokół. Olśniewający.
Taką mamy wiochę.

A sokół wygląda tak.

11 sierpnia 2015

2118

Dzisiejszą notkę sponsoruje piętnaście lat pożycia. Normalnie prawie jak




Mój Boże...
Kiedyś byłam taka piękna i młoda!
I goła.
Włosów siwych nie miałam ani cellulitu.
Ani doświadczenia.
I tak łatwo mnie było zranić.

A teraz?!
Teraz jestem stara i gruba.

Na większość rzeczy mam wyjebane.
Wytrzymałam 15 lat z jednym facetem i to w tym samym lokalu. Chyba się nawet pobierzemy.
Dziecko mi się udało wychować na dobrego, wrażliwego, mądrego człowieka.
Jestem ironiczna, sarkastyczna, zaradna i cholernie inteligentna.
Umiem zrobić takie rzeczy, że normalnie nie ogarniam.
Nie boję się wyzwań - uwielbiam je, bo potem mam satysfakcję, że wszyscy mogą mi naskoczyć.
Mieszkam sobie w zielonym domku, a w jego papierach widnieje moje nazwisko.
Jeśli chcę, przysposabiam dowolne zwierzę i umiem być za nie odpowiedzialna.

O, kurde! Teraz jest lepiej!!!

No to wszystkiego dobrego z okazji piętnastolecia dla nas, progenitury, protoplastów, wychowanków wszelakiej maści i konstrukcji genowej oraz tych, którzy mają ochotę. Co im będę żałować.

9 sierpnia 2015

2117

A u Zuzi 22 stopnie. Owszem, Celsjusza.

Wraca wcześniej niż zamierzała. Bardzo się cieszę. Tak mi jej tu brakuje, że jak jasna cholera. Dzielenie różnych przyjemności z własną córką jest bezkonkurencyjne. I Zośka się ucieszy, zwłaszcza że nie będzie się już musiała wspinać po drabinie na zuziowe łóżko. Obecnie Zośka jeszcze nie załapała, który jest jej pokój.
Pilota do bramy dziecku trzeba kupić. Szafę poskładać. Biurko. Resztę ogarnie sama.

A tymczasem trwa orka na ugorze. Orka z Olką. Olki nie usuwam, bo Olka się potem piekli, że została wycięta z rodziny. Raz wycięłam, to wiem i mi wystarczy. Więc Państwo paczy, jak się bawi elyta. W robocie.


Nawiasem mówiąc - co ta Olka taka chuda?! Do domu nie wpuszczę, cholerajasnapsiakrew!

8 sierpnia 2015

2116

Teraz jest właśnie ta chwila, gdy - jeśli do tej pory miałam jakiekolwiek wątpliwości - upewniłam się, że podjęłam najlepszą decyzję w życiu. W domu wciąż ciepło, choć pewnie i tak nie ma porównania z atmosferą blokowisk, a ja na tarasie, usadzona na leżaczku, w jakiejś bawełnianej szmatce, z kieliszkiem białego, musującego wina i wifi w zasięgu jabłuszka. Temperatura idealna, wieś powoli usypia, gdzieś w oddali poszczekuje pies, wokół mnie jak szalone grają świerszcze, migają pojedyncze latarnie, bo w końcu moja wieś to jednak miasto.

Zrozumiałam nawet, że literackie określenie "kobierzec traw" nie jest w żaden sposób naciągane. Jeszcze półtorej godziny temu zanurzałam bose stopy w niczym innym, jak właśnie kobiercu, który okrywa cały mój ogród. Ponieważ  nie mam ani ogródka, ani trawnika, tylko rozległą łąkę - która tętni życiem mimo niewiarygodnych temperatur, przycichając jedynie w omdlewającym upale i budząc się wraz z zachodzącym słońcem - nie znam, co to żółte, suche, nieprzystojne placki wokół domu. Moja trawa jest zielona, gęsta, wilgotna i miękka. Stopy zapadają się w niej, choć skoszona; wędruję po pieszczącym stopy kobiercu i jestem bezbrzeżnie szczęśliwa.
Dopóki nie natrafię piętą na oset.
Bo wtedy to: kurwa.

Wreszcie poznałam się bliżej z czterema drzewkami owocowymi, które są uprzejme nas zaszczycać. Przyjrzałam się umęczonym gorącem listkom, pogłaskałam je lekko, przeprosiłam za zaniedbanie i obiecałam poprawę. Dziś kupiliśmy wreszcie węża na gustownym wózeczku. Wcześniej Prezesowi, mimo wezwań z mojej strony, nie chciało się napełniać wiadra, żeby podlać młode, rachityczne istotki. Uparłam się więc przy tym właśnie zestawie, a ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ja potrafię się uprzeć, choć nieczęsto to czynię. Wiedziałam co robię - pięćdziesięciometrowy wąż dociera nawet do najodleglejszych zakątków ogrodu, bo dom stoi pośrodku działki. Standardowe dwadzieścia metrów można sobie ewentualnie w dupę wsadzić.

Wyczekałam ten dom i wymyśliłam go. Serdeczna atmosfera przy kupnie ciągnie się nadal - naszymi najbliższymi sąsiadami są rodzice zbywców: mili, sympatyczni, weseli państwo koło sześćdziesiątki. Doceniają i szanują ustępstwa, które poczyniliśmy na okoliczność wygody ich dzieci, służą pomocą i dobrą radą - a tej wysłuchujemy bez zarozumiałości, wręcz o nią zabiegając. Wierzymy, że wspólnie tworzyli tu wszystko sercem, dla siebie, a nie "pod sprzedaż" - nie zaburzamy więc naturalnego w pewnym sensie rytmu istnienia całości. Przyjmujemy ich z uśmiechem, ciepło, machamy sobie z oddali (bo u nas nie istnieje pojęcia domu przy domu), przystajemy przy płocie na papieroska i krótkie komentarze, pozbawione jakichkolwiek tematów, która mogłyby nas skłócić. A oni pilnują naszego domu, jakby nadal był własnością ich dzieci - ot, choćby dzwoniąc, że nadciąga burza, a tu okna pouchylane, więc wracajcie prędko, jeszcze wam przeciąg coś poniszczy.
Trawnik skoszą.
Przy piecu pomogą.
Poradzą, gdzie co kupić, żeby było dobrze i nie za drogo. My przecież tego nie wiemy, więc można nas wydutkać bez litości.

- Furtkę - mówię - furtkę tutaj, między ogrodami, panie Heniu, trzeba było zostawić, po co pan ją wyjmował, przecież byłoby łatwiej.
- Aaaa - macha ręką - nie chciałem, żeby pani myślała, że my zachodzimy, gdy was w domu nie ma.
- Nie myślimy tak.
- Ano teraz wiem.
- W razie czego zawsze możemy wstawić - uśmiecham się i on odpowiada mi uśmiechem.
- Pani powie mężowi, żeby na dolnym ruszcie palił do grzania wody w lecie. Węgla szkoda. Ja też taki sam piec mam i przez lata sprawdziłem. Pokażę, gdzie kupić najtaniej opał.

Gdy będziemy sadzić tuje, miejsce na furtkę zostawimy wolne. Może się przydać.

2115

Odkrywczo powiem: gorąco. Nawet ja wymiękam, a lubię. Koty też wymiękają.
Jeszcze wczoraj pojechałam po zakupy, przywiozłam torbę - taką z IKEI - postawiłam, Edek do niej wlazł, poszperał i wybulgotał gdzieś z wnętrza:
- Gdzie mięso?
- Zgłupiałeś? Upał jest. Jemy tylko warzywka.
Aż głowę wystawił, by spojrzeć na mnie ze świętym oburzeniem.

Dziś chodzę po domu i jak mantrę powtarzam: połóż się, najlepiej na kaflach i to w dolnej łazience. Myślę, że naszą pierwszą inwestycją będzie jednak klima.
Poza tym mamy mnóstwo pomysłów na wydanie pieniędzy. Powstrzymuje nas jedynie brak pieniędzy. A w łazience są bardzo nietypowe żarówki i nie mam koncepcji, gdzie dokupić brakującą.

Był już pan, który plombuje wodomierze i nam zaplombował. Tym samym zyskaliśmy dostęp do wody za pół ceny, bo bez odprowadzenia ścieków. I śmieci segregowane wywieźli. Chciałam niniejszym obalić mit o wrzucaniu wszystkich segregowalnych na jeden samochód. Otóż nie. Tutaj się odbiera przez trzy dni z rzędu. Najpierw plastik, potem makulaturę, a na końcu szkło. Przybywa taka nieduża zgniatarka, panowie wrzucają worki, ściskają i jadą dalej. Do nas nawet nie podjeżdżają, tylko przechodzą przez żywopłot. Bo my mamy z 50 m własnej drogi dojazdowej, a sąsiedzi też. One są właściwie jedną drogą, tylko na środku stoi żywopłot. To się może okazać całkowicie z sensem, szczególnie zimą. Gdyż cosik mi się widzi, że wiatr głównie od strony sąsiadów, więc ich część drogi będzie zasypana śniegiem, a nasza nie, bo tuje zatrzymają. Genialne w swej prostocie.

Urlop mi się skończył, nad czym ubolewam. Przeczuwam bowiem, że Szef stoi w blokach startowych, by mnie dopaść i zagospodarować. A ja nie mogę sobie przypomnieć, jakobym pragnęła być zagospodarowana. Przynajmniej dopóki tak ciepło.
Nawet opalona nie jestem, bo komu by się chciało ryzykować udar słoneczny.

A Prezes powiedział, że od łąk nie życzy sobie żywopłotu, bo mu widok skasuje. Wizjoner.

3 sierpnia 2015

2114

Życie na wsi dostarcza nam licznych atrakcji. A to sąsiad trawę skosi, a to kombajn w płot wjedzie (serio, serio), a to w końcu wyjdzie człowiek przed dom, patrzy - najeźdźca (germański, kurwa, oprawca).

Ekonom. Pilnuje porządku.
Rozbuchani pracownicy ze związków zawodowych.
Ta czarna kura najbardziej po prawej nagle na mnie spojrzała, rozdzierająco powiedziała miau, po czym udała się do sąsiadów, nie korzystając wcale z furtki.

- Chcecie swoje kury? - wrzasnęłam kulturalnie na pół wioski.
- Kto wypuścił, niech se teraz goni - równie kulturalnie odpowiedział sąsiad.
- Zabrać? - zainteresował się zięć sąsiada.
- A co mi kury przeszkadzają... - wzruszyłam ramionami.
(Może zniosą jakieś jajka, to nie oddam - kury są ekologiczne).

Jutro wywóz śmieci segregowanych. Jestem wielce przejętą.

1 sierpnia 2015

2113

Rozmowa przez płot.

- Niedługo ci trawa do pasa wybuja.
- Wyobraź sobie, że kupiliśmy kosiarkę, skosiliśmy kawałek na próbę i kosiarkę szlag trafił.
- Nie gadaj! A co to za sprzęt?
- NAC.
- Całkiem niezły. Ale zanim ci naprawią, to się nie pozbieracie.
- Wzdycham, bo co mam zrobić.
- Ja ci powiem: od poniedziałku mam urlop - ja daję traktorek i robociznę, ty paliwo, a wieczorem się dogadamy.
- I po co do poniedziałku czekać, jak ja mam argumenty do dyskusji na dziś?
- No, popatrz! Otwieraj bramę i idź po grabie.

1/3 działki mam już skoszoną. Sąsiad szaleje na swoim rumaku. Prezesa posłałam po grabie. A ja się napiję, bo trzeba rozpocząć trening przed wieczorem.