25 kwietnia 2017

2400

Wstałam któregoś dnia i źle się zaczęło. Było bardzo wcześnie i ciemno, nie wyspałam się, w pracy czekał armagedon, psy i koty właziły mi pod nogi, potknęłam się na schodach i nie chciało mi się żyć. Nie mogłam opanować stada, wszyscy przepychali się do posiłku, popychali mnie, a kiedy wreszcie spacyfikowałam koty i większość psów, a potem próbowałam wydać posiłek, Morgan zaczął podskakiwać, miotać się, piszczeć - całkowicie uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Byłam doprowadzona do ostateczności, krew zalała mi oczy, podniosłam rękę i warknęłam:
- Uspokój się, debilu, bo ci zaraz...
I nagle tknęła mnie myśl: CO JAK, KURWA, ROBIĘ?! Chciałam go uderzyć?! Co mnie opętało, że podnoszę rękę na tego biednego psa?! A jak ma się zachowywać?!!! On chyba sądzi, że mu się to wszystko śni. Z nieba spadł mu dom, gdzie zawsze jest miska pełna pysznego, świeżego jedzenia, a gdy tylko szturchnie miskę "wodną", to od razu ktoś leci, żeby ją napełnić, wokół są ludzie, którzy głaszczą, przytulają i całują, może biegać, skakać i bawić się z innymi zwierzętami bez ograniczeń, kiedy chce - łapie muchy w ogrodzie, kiedy chce - leży na kanapie albo przed kominkiem, śpi w łóżku przytulony do ręki, która nawet we śnie podrapie za uchem. Czego się więc spodziewać, jak nie tego, że on chce wszystkie te rzeczy naraz, szybko, więcej? Doświadczenie życiowe podpowiada mu raczej, że zaraz się obudzi, a ta niespotykana sytuacja zniknie, ustępując miejsca szarej rzeczywistości, w której bicie i głód. Czemu więc denerwuję się na to Bogu ducha winne stworzenie?!

***

W każdym z nas jest złość.

Frustracja, gniew czy złość to takie same emocje, jak każde inne. I - owszem - jak każde inne są nam bardzo potrzebne. Sygnalizują, że coś jest nie w porządku, że naruszono naszą strefę komfortu, że trzeba się zmobilizować, strzec granic lub wyjść poza nie, uciekać, chronić, bronić albo wołać pomocy. Nie jesteśmy złymi ludźmi, bo odczuwamy takie emocje - raczej miarą naszego człowieczeństwa jest to, co z nimi zrobimy. Czasami złość jest wręcz bardzo, bardzo potrzebna. Ale to nie znaczy, że usprawiedliwia każde nasze zachowanie. Dojrzały człowiek zachowyje się adekwatnie do okoliczności. Niedojrzały powinien pracować nad sobą*. Nie dajesz sobie ze sobą rady, a nie chcesz nad tym pracować? Męcz się sam. SAM, co podkreślam. Że niby nie wolno? Wolno. Nie wolno natomiast cedować swoich złych emocji na innych i tam ich rozładowywać.

***

Na temat Piaseckiego nie wypowiadałam się ani na blogu, ani na fejsie, ani nawet w realu. Do dziś, kiedy w oko wpadł mi artykuł cytujący jego następującą wypowiedź:
Małżonka mogła odejść. Dziś zrobiła aferę na całą Polskę. Chciała dokonać samosądu opinii publicznej, zanim sąd wyda wyrok. Przecież mnie już dawno zlinczowano**.

Otóż nie mogła. Gdyby mogła, na pewno by odeszła.

Osoba doświadczająca przemocy nie funkcjonuje w takich samych realiach i schematach, jak syty komentator, bezpieczny za swoja klawiaturą. Jeśli myślisz, że Piasecka mogła tę sytuację przerwać wcześniej, po prostu nie masz pojęcia o tematyce i potrzebujesz lektury. Dużo i dogłębnej. Fakt, że wreszcie zawołała o pomoc zasługuje na najwyższy szacunek, a sama Piasecka WYŁĄCZNIE na wsparcie. Jeśli uważasz inaczej, lepiej utnij sobie język. Wtórna wiktymizacja ofiar jest najgorszym świństwem, na jakie stać ludzkość.

Ważne, by zrozumieć, że w całym problemie nie chodzi wcale o zlinczowanie Piaseckiego, bo nie on jest naszym głównym problemem. Sytuacja w domu Piasecki to wierzchołek góry lodowej, który dzięki nagraniom wyjrzał spod kołderki niczym goła, nieumyta dupa. Tymczasem w setkach tysięcy, jeśli nie miolionach domów w Polsce jest ona chlebem powszednim. Przemoc stała się naszym dobrem narodowym - i to z tym musimy walczyć. Nie wolno przechodzić obojętnie, udawać, że się nie słyszy, bagatelizować czy, co najgorsze, próbować relatywizować sytuację, obarczając częścią winy ofiarę. PRZEMOCY WINNY JEST WYŁĄCZNIE SPRAWCA. A częściowo winni jesteśmy my wszyscy, jako społeczeństwo dający przyzwolenie na takie zachowania. I mówię tu o każdym rodzaju przemocy, nie tylko fizycznej. Zróbcie chociażby rachunek sumienia, ilu alimenciarzy osobiście znacie i podajecie im rękę. A to też jest przemoc - ma nazwisko: Ekonomiczna.

Jest jeszcze jeden aspekt, nad którym warto się pochylić. To głosy z gatunku: mężczyźni też doświadczają przemocy, a nikt z tym nic nie robi. Trzeba uświadomić sobie, że przemoc zawsze ma płeć i jest to płeć męska. Dziwne? Otóż nie. Zwróćcie uwagę, że role społeczne, w których funkcjonujemy, wyznacza dobry wujek patriarchat. To on marginalizuje przemoc wobec kobiet i dzieci, to on narzuca mężczyznom rolę supersamca, to on uważa, że zachowujesz się jak baba, to on głosi, że faceci nie płaczą. Nie płaczą i nie mogą się przyznać, że za zamkniętymi drzwiami... Co? Baba cię bije? Buchachacha!
I z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie.

Każdy doświadczający działań przemocowych, zasługuje na pomoc, uwagę, wiarę i poważne traktowanie. Każdy, bez względu na płeć, kolor skóry, wiek, wierzenia, preferencje seksualne i w końcu gatunek. Kopnij jeszcze raz psa, kota czy inne stworzenie, a znajdę cię.
Znajdę cię, chuju i pożałujesz.

***

Skończyło się dokładnie tak, jak przypuszczaliście: podniesiona ręka opadła miękko na psią głowę, palce podrapały za uchem, zastukały miseczki z jedzeniem i stepujące radośnie pazurki na kaflach. Wszystko w porządku, Morganku. Wszystko w porządku.


* Każdy powinien.
** Pomijam poziom językowy. No, dobra - nie pomijam, ale się nie rozczulam.

17 kwietnia 2017

2399

Filozofia życiowa Łoterloo w pigułce.

Nie sprzątałam na święta. U nas w domu sprząta Zuzia, więc wykonała cotygodniowe, standardowe czynności. Owszem, umyła okna - czasem trzeba, a namawiałam ją od dawna, bo wciąż mi się wydawało, że jest zachmurzenie (a teraz mam pewność). Poza miastem jest inaczej, a nasz problem to raczej piach w łóżku niż spaliny na szybie.

Nie prałam na święta. Pierzemy zawsze w sobotę, więc gdy już wszystko było czyste i leciał ostatni rzut suszenia, Prezes zrzucił firanki (z powodów, jak powyżej). Uwielbiam zmianę firan, ponieważ on za każdym razem zapomina, że mamy dwa małe okienka (jedno w wiatrołapie, a drugie na schodach, oba zamontowane z myślą o doświetlaniu) i tak zabawnie biega potem po całym domu pokrzykując: "Nie mamy takiego okna!". Czasem nawet myślę, żeby dla beki prać firany częściej, ale obawiam się, że sobie zakoduje i całą zabawę szlag trafi.

Nie piekłam na święta. Bez powodu, po prostu mi się nie chciało. Poza tym nie ma tu zbyt wielu odbiorców na ciasto i nie wiadomo w końcu, co z nim zrobić. Kupiłam kawałek, żeby się nazywało.

Zrobiłam roladki z szynki z chrzanem, Zuzia mnie prosiła. I sałatki, ponieważ łatwo wchodzą (jedną z ziemniakami, drugą z ryżem - obie zapychają) i są bezobsługowe. Ugotowałam też jajka i nawet zjadłam dwa. Mam po kokardę na trzy tygodnie.

Przygotowałam obiad (jeden), bo wiedziałam, że rodzice chcą do nas przyjechać. Normalnie pewnie bym nie gotowała, gdyż po tak obfitym śniadaniu ktoś się zwykle ocknie koło 18 i sam sobie coś zrobi (albo wciągnie sałatkę). Nie traktuję tego jako czegoś wyjątkowego, w tygodniu też gotuję. W dodatku skorzystałam z powszechnie dostępnej opcji slow cooking, więc umówmy się, że wrzucenie ptaka do piekarnika nie zmęczyło mnie szczególnie.

Położyłam się na kanapie, wyciągnęłam laptop, odpaliłam filmotekę i wołam herbatki. Mam wolne, odpoczywam i jestem szczęśliwa. Nic nie muszę, bo kto mnie zmusi? Życie jest dokładnie takie, jakim je sobie zaprogramujemy. Nie ma w tym ani grama przesady, poza wypadkami losowymi, w który to zbiór włączam również nagłe przypadki medyczne. Nie, nie mówcie, proszę, że macie małe dzieci. Ja też miałam kiedyś małe dziecko, przy którym wszystko musiałam robić sama, bo przy okazji nie miałam męża (dla równowagi). Jeźlikto posiada męża lub też i inną formę partnerstwa, to wszystkie obowiązki można gustownie podzielić. A z części to nawet zrezygnować. Im więcej wpadnie do worka "olać to", tym dłużej będziecie odpoczywać.

Jeśli czujesz ciśnienie, żeby mieć kunsztowne pisanki w koszyczku z ręcznie wycinaną serwetusią, to przemyśl, co Cię tak ciśnie. Robisz to dla siebie, gdyż uwielbiasz? OK, ale wtedy nie narzekaj. Dla bliskich, choć nie lubisz? Niech se sami zrobią*. Dla kogoś z zewnątrz, żeby dobrze wypaść? Weź pigułkę. Nie ma nic gorszego niż umęczona i zniechęcona kobieta przy suto zastawionym stole. Obżarstwo jest przereklamowane.

Szanujmy się.
Dopóki same nie będziemy się szanowały, nie doczekamy się szacunku od innych.
A wymiar religijny nie ma nic wspólnego z kopą jaj. Serio, serio.


PS Uniknęłam również faz "nie jedz tego, to jest na święta" oraz "jedz, bo będę musiała wyrzucić". W sobotni wieczór do kuchni spłynęła po schodach Zuzanna i zażądała ciasta. Pokazałam jej kierunek kciukiem. Teraz nie wiadomo, co zrobić z resztą. Ciasta, nie Zuzanny.



* Niemowlęta mają w odwłoku pisanki. Starsze dzieci mogą malować. Mężowie (i inne formy) seksownie wyglądają skupieni, z pędzelkiem i w fartuszku.

14 kwietnia 2017

2398

Ze świątecznej książki kucharskiej Łoterloo.

Składniki:


Nie, nie wiem, czy musi być Wyborowa. Taką ktoś kiedyś do nas przyniósł, leżała z pół roku w zamrażalniku, czasem jakiś gość upił kieliszek. Nie znam się na wódkach.


Nie znam smaku innych mas kajmakowych, więc weźcie tę z Gostynia. Obecnie do nabycia w Biedrze.

Proces:


Wraź do mieszadełka masę. Ilość wyznaczamy metodą prób i błędów.


Dolej wódki. Ilość: jw.


Wykorzystaj józiowe mieszadełko, co se kupiłaś w Lidlu, chociaż bez problemu obchodziłaś się bez niego. Dziś znalazłaś zastosowanie, z którym NIKT nie będzie dyskutował.


Zakręć do uzyskania gładkości.


Gładkie wygląda tak.


Spróbuj trzynaście razy, czy aby nie za słodkie.

A Wy? Co zrobiliście na święta? Bo ja nie zdążyłam zrobić paznokci.

HAPPY EASTER!

11 kwietnia 2017

2397

Kilka dni temu Prezes zawołał mnie do swojego gabinetu.
- Chodź - powiedział. - Puszczę ci piosenkę, która zawsze mi się z tobą kojarzy. Od pierwszego usłyszenia.

Noooooo - pomyślałam - po siedemnastu latach to pewnie coś z Dr. Hackenbusha. Ale nic nie powiedziałam (serio), tylko poszłam, stanęłam przed komputerem i...


Wzrusz.

***

Za udział biorą:
Prezes
Łoterloo

Miejsce akcji:
przestrzeń telekomunikacyjna

Czas akcji:
dziś, 14:00

Prezes: (dzwoni)
Łoterloo: No, co tam u ciebie?
Prezes: Chciałbym wiedzieć, czy wracasz do domu zaraz po pracy.
Łoterloo: Owszem, wracam. A co?
Prezes: Nie, nic. Tak tylko.
Łoterloo: Stęskniłeś się? Po tylu latach to już przecież możesz mi normalnie powiedzieć.
Prezes: (milczy) Wszystkie twoje psy uciekły i wytarzały się w gównie. Chcę wiedzieć, kiedy wrócisz i weźmiesz odpowiedzialność!!!


MIŁOŚĆ