29 lipca 2010

Chowam się po kątach i chichoczę przebiegle

gdyż ponieważ przede mną całe dwa tygodnie i jeden dzień urlopu!
Nie powiedziałam: „wolnego”, tak? Wiem, że będą dzwonić i mailować. Ale nie będę wstawała o 5.35. Nie będę zakładała szpilek. Nie będę wysłuchiwała jakichś debili i czytała ich wypocin.
Niech żyje wolność, wolność i swoboda!

Wybywam.
Wobec powyższego chwilowo: wyszedłemk, zamkniętyk.

27 lipca 2010

Potomstwo, jak wspomniałam, pojechało do Poronina

Dopiero co, konkretnie w piątek.
Wczoraj zadzwoniło. Ma anginę…

Nie chciałabym wspominać, że miało anginę 3 tygodnie temu. Najgorsze jest to, że w ich ośrodku są problemy z zasięgiem i żeby zadzwonić, musi wyjść przed budynek. Wiem tylko tyle, że była tam wczoraj lekarka i chciała jej zapisać antybiotyk, a mała miała na tyle przytomności, że przyznała się do poprzedniej choroby. Pani doktor miała z kolei na tyle przytomności, żeby zapytać o poprzedni antybiotyk. Ja miałam na tyle przytomności, żeby w tej sytuacji wpaść na pomysł zadzwonienia do przychodni i zapytania, co to było. A przychodnia miała na tyle przytomności, żeby mi tej informacji udzielić telefonicznie.

Mam numer do jej koleżanki i łudzę się nadzieją, że go nie zmieniła. Wyślę dziś sms, żeby do mnie zadzwoniła, bo inaczej odgryzę sobie podeszwę z buta.

25 lipca 2010

I jeszcze wierszyk mi się przypomniał

Jedna ze zwrotek (zaznaczona pogrubieniem) męczy mnie przez całe życie.
Prawda, ze piękny?

Janusz Minkiewicz
„Lenin w Poroninie”

Lokomotywa poci się, sapie,
Podróżnych górski owiewa wiatr.
Pociąg pod górę stromą się drapie,
Przez okna widać już szczyty Tatr.

„Patrz! – mówi ojciec – oto Świnica
Ta w samym środku, najwyższa z gór!”
Lecz Jurka bardziej jeszcze zachwyca
Giewont, co właśnie wyjrzał zza chmur.

„Tam pod Giewontem, jest Zakopane-
Powiada ojciec- lecz chciałbym dziś
Wysiąść o jeden wcześniej przystanek
I resztę drogi piechotą iść”.

Na małej stacji w wiosce Poronin,
Gdy pociąg stanął wśród zgrzytu szyn,
Wysiadł z wagonu ojciec, a po nim
Raźno wyskoczył na peron syn.

Wyszli na drogę. Wesoło idą.
Wartko, radośnie płynie im czas,
Gdy podziwiają wspaniały widok:
Góry i chmury, strumień i las.

Ożywczy strumyk chłodził im mile,
Przez kładkę przeszli na drugi brzeg.
Ojciec przystanął, pomyślał chwilę
Spojrzał na syna i tak mu rzekł:

„Tu, po tych dróżkach, dawno już temu
Za moich młodych dziecinnych lat
Chodził na spacer człowiek, któremu
Nową epokę zawdzięcza świat.

Wiesz, o kim mówię?” „Wiem, o Leninie.
Czy Lenin tutaj mieszkał, tu żył?”
„Tak, na tej ziemi, tu, w Poroninie
Przed żandarmami cara się krył.

Nim rewolucja wstrząsnęła światem,
Zanim się carski zawalił tron,
Lenin dwukrotnie mieszkał tu latem,
Tu swe zwycięstwa obmyślał on.

Tu przemyśliwał nad tym jak skruszyć
W ojczyźnie swojej ucisku rząd…
Tutaj przyjmował proletariuszy
I swe wskazania dawał im stąd”.

Zamilknął ojciec. I zamyśleni
Obaj w skupieniu i ciszy szli
Podgórską ścieżką, po której Lenin
Być może chodził za dawnych dni.

Wyszli na drogę i przed oczyma
Piękny, góralski dom wyrósł im.
„Teraz muzeum jest tu Lenina,
Lenin przebywał w budynku tym”.

Dom ocieniony jest, zaś w pobliżu,
Mieniąc się w słońca promieniach,
Lśni postać Lenina wykuta w spiżu,
Pomnik wzniesiony ku jego czci.

Właśnie skupiła się pod pomnikiem
Wycieczka dzieci z Tarnowskich Gór.
Stąd do muzeum, za przewodnikiem,
Powoli wchodzi młodzieży sznur.

Rzekł ojciec: „wejdźmy za tą wycieczką”.
I przeszedł z synem muzeum próg.
„Do przewodnika przybliż się, dziecko,
Byś jego słowa usłyszeć mógł”.

„W tej pierwszej sali wiele pamiątek
Mamy z najmłodszych Lenina lat.
Oto widzimy tu, na początek,
Dom, w którym Lenin przyszedł na świat.

Ramka za ramką, za zdjęciem zdjęcie-
Mówią, jak wielki zawsze żył duch
W dziecku i w uczniu pilnym, w studencie,
Co wszczął w uczelniach podziemny ruch.

Zląkł się skromnego tego studenta
Sam samowładny tyran, car:
Kazał go śledzić, deptać po piętach,
Chciał go zastraszyć groźbami kar.

Tak to we wczesnym życia zaraniu,
Ledwo wkroczywszy w swe męskie dni,
Pierwszy raz znalazł się na zesłaniu
Lenin w odległej, odludnej wsi.

Mijają lata. Kończy się kara.
Znów tam jest Lenin, gdzie cierpi lud,
Znów się ukrywa przed zemstą cara
I znów pracuje, działa jak wprzód.

Na tajnych zbiórkach, wiecach w fabrykach
Do walki wzywa Lenina głos.
Słowo Lenina z broszur przenika,
Ucząc, jak zmienić zły ludu los.

Na fotografiach w następnej salce
Czytamy dalszą historii treść:
Lenin przy pracy i Lenin w walce,
Znów zsyłka, Sybir, zapadła wieś…

Lata zesłania, powrót ze zsyłki…
Znów na wygnanie przyszło mu iść…
Ludowi oddał swoje wysiłki,
Mowę i pióro, serce i myśl…”

Słowa o Wodzu padają w ciszę,
A na słuchaczy patrzą ze ścian
Uczniowie jego i towarzysze,
Bo Lenin w trudzie swym nie był sam.

„Ten oto obraz nam przypomina
Fakt, jakich mało historia zna:
Lenin młodego wita Stalina,
Gdy się poznali owego dnia…

Przy swoim wielkim nauczycielu
Stanął towarzysz wierny i druh…
I do jednego zmierzając celu
Wiedzie narody tych wodzów dwóch.

Kiedy decyzji przyszła godzina,
By rewolucji zapalić lont,
Lenin u boku mając Stalina
Stworzył z nim pierwszy ludowy rząd.

Kiedy w zaciętej domowej wojnie
Chciał rewolucję obalić wróg,
Serce Lenina biło spokojnie,
Bo Armię Stalin do boju wiódł”.

I oto kończy się już w muzeum
Opowieść z pięknych Lenina dni…
Jest w środku Moskwy mauzoleum,
W którym na wieki wielki wódz śpi.

Chociaż od zgonu jego daleki
Okres ćwierćwiecza dzieli nas dziś,
Żyje i będzie żyła przez wieki
Myśl nieśmiertelna, Lenina myśl.

Myśl ta się wznosi nad świat jak orzeł,
Który się wzbija nad szczyty skał.
Lenin na świecie socjalizm tworzył
I fundamenty trwałe mu dał.

Z tych fundamentów, z owych podwalin,
Które przez życie swe Lenin kładł,
Gmach socjalizmu zbudował Stalin.
Stalin, to Lenin dzisiejszych lat.

Wyszła wycieczka z ostatniej sali.
Ojciec i Jurek jeszcze zostali.
„Wróćmy na chwilę. Ta oto sala
Lenina pobyt w Polsce utrwala.

Patrz! Dom w Krakowie tutaj widzimy,
W domu tym Lenin spędził dwie zimy.
Tutaj narady trwały u niego,
Tutaj Stalina gościł młodego.

Stąd, by w ściślejszym działać sekrecie,
Do Poronina przyjeżdżał w lecie.
Niejeden z gazdów spod Poronina
Jego tu pobyt dotąd wspomina.

Przy wyjściu księga jest wyłożona
Gruba, oprawna. Zawiera ona
Podpisy wielu tysięcy osób,
Które dać wyraz chciały w ten sposób

Swojej głębokiej czci dla Lenina.
Dziś przybył podpis ojca i syna:
Wacław Kowalski. Górnik węglowy,
Jerzy Kowalski. Uczeń z Dąbrowy.

18 lipca 2010

Poznajcie Państwo kogoś ciekawego

Musi mieć niezwykle silną osobowość, bo nie zrobił niczego, poza łaskawym pojawieniem się, a decyzja zapadła w ułamku sekundy. Dwoma głosami (na dwóch decydentów): BIERZEMY.

Teraz musimy tylko wytłumaczyć to jakoś ktosiowi. Bo on się nigdzie nie wybiera.

10 lipca 2010

Nikt mnie nie przygotował

na zupełnie niespodziewane wzięcie jednego dnia urlopu w piątek, więc budząc się z pominięciem budzika o przyzwoitej porze, czułam się dziwacznie. Szczęśliwie dzień cały poświęciliśmy na pracę w stowarzyszeniu, co nie do  końca jest pracą, a w dużej mierze przyjemnością, zwłaszcza ze względu na wspólnotę interesów i doświadczeń z małżeństem eM. Najfajniejsze z całej pracy było siedzenie przy kawce na tarasie restauracji z widokiem na jezioro, czyli: nie ma to, jak dobrze się urządzić, by łączyć hobby z przyjemnością.
Najmniej oszalały ze szczęścia był Prezes, któremu w pewnym momencie przypadła rola społeczna pchacza. Trasa wycieczkowa, którą „obrabialiśmy” do informatora, wiodła w fazie pierwszej przecudnie równym asfaltem, o którego istnieniu pan eM zapewniał nas, gdy ruszaliśmy w fazę drugą. Realia ukazały wyjątkowo urocze leśne widoki oraz wyjątkowo urocze leśne dróżki – znaczy ostro pod górę i kamiory. Co prawda wraz z panią eM natychmiast zaproponowałyśmy, by porzucić pana eM u stóp wzgórza, dramatycznie zwisającego z wózka inwalidzkiego, ale nie przeszło, bo ów zaczął zagrzewać do boju Prezesa, któremu nie wypadało się wykręcać.
W zaistniałych okolicznościach, wraz z panią eM, wyżęłyśmy Prezesa, rzężącego na ławce w cieniu na szczycie „równej, prostej, asfaltowej ścieżki” (jeśli się ktoś nie zorientował, to cudzysłów znamionuje tu ociekanie ironią i sarkazmem). Niezrozumiałe w tej sytuacji stało się radosne nastawienie do życia pana eM, którego nie omieszkałam poinformować, żeby w miarę możliwości nie rozpędzał się w komentarzach, albowiem może nadejść chwila, gdy w trakcie pokonywania jakiegoś ostrzejszego zjazdu zupełnie niespodziewanie utracę kontakt cielesny z rączkami wózka, co predystynuje go do rozpoczęcia ćwiczeń w zakresie zgrabnego przeciągania okrzyku „Jerooooonimooooo!!!”. Oraz uprzejmie wskazałam skarpę, która gwałtownie kończyła się kilkumetrowym uskokiem do zbiornika wodnego. I tak to, w związku z równym traktowaniem niepełnosprawnych, dopuściłam się ohydnego szantażu, co oczywiście zostanie mi zadośćuczynione w piekle.

Ogólnie niemożliwie wprost odpoczęłam psychicznie i mam nadzieję na więcej.

5 lipca 2010

Staram się unikać wtrętów politycznych

ale od wczorajszej nocy nie opuszcza mnie literackie skojarzenie.

(…) Wspólnym wysiłkiem ządu i społeceństwa
pozbyliśmy się zabiego bezeceństwa.
Panowie! Do góry głowy i syje!
A społeceństwo: Zecywiście,
dobrze, ze tę zabę złapaliście.
A teraz wsyscy ksyknijmy: Niech zyje!

2 lipca 2010

Wielkie szczęście zapanowało w rodzinie

gdyż Potomstwo wyrekrutowało się do wybranego przez siebie liceum. Mam więc w domu licealistkę i trzy lata przerwy do następnego kosmicznego stresu, jakim będzie matura. Mam nadzieję, że do tego czasu przybędzie pańci nieco rozumku i przy maturze nie będzie już takich jazd, jakie matka miała w roku bieżącym.
Oczywiście nie wiążę się z tym pragnieniem jakoś obsesyjnie, ponieważ jestem rozsądna.

Oprócz miejsca w liceum, Potomstwo posiadło przecudnej urody ropne zapalenie gardła wraz z wysoką gorączką do kompletu. Jako że zawsze lubię – metodą Pollyanny – w każdej rzeczy znaleźć coś dobrego, cieszę się, że przynajmniej wiem, gdzie obecnie przebywa (zwykle nie wiem, bo ona ma prawie 16 lat, matki nastolatków zrozumieją, o czym piszę). Mianowicie w dużym pokoju, snobistycznie określanym mianem salonu. Leży tam na kanapie i głęboko przeżywa swoje nieszczęście, łamane przez: śpi, gra na PSP, ogląda telewizję, inne.

Nie wiem z kolei, gdzie przebywa Prezes, gdyż – jak wiadomo – jest w permamentnej delegacji. Myślę, z czego się wobec tego cieszę….
Myślę…
Myślę…
No dobra, jak go nie ma, to nie skwierczy mi nad uchem. Zawsze coś.