29 grudnia 2015

2175

Co robi zdrowa kobieta z weterynarzem?
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Otóż zdrowa kobieta z weterynarzem, wśród piskliwych okrzyków, wymienia się na WhatsAppie zdjęciami butów. Albowiem weterynarz, jak niegdyś Kopernik, okazał się jednak być kobietą. I zobaczył w swym gabinecie Łoterloo w obuwiu marki Irregular Choice, na którą to okoliczność Karolka spotkało dłuższe oczekiwanie na badania. Trwało ono do chwili, gdy weterynarz odzyskał przytomność, utraconą uprzednio w wyniku szoku spowodowanego bezpośrednią stycznością z pięknem absolutnym. To jest wydarzenie na miarę wejścia w kontakt z dziełami Michała Anioła, dajmy na to. W oryginale.

Zatem ujrzawszy Łoterloo, weterynarz zapałał dziką żądzą. I nie ustał, póki jej nie zaspokoił. A gdy to się stało, natychmiast musiał podzielić się informacją z Tą, Która Wprowadza w Tajemniczy Świat Królestwa Obuwniczego (w skrócie: TeSKO)

A potem się nam przypomniało, że przecież w szafie mam więcej irregularków, które koniecznie należy obejrzeć, więc umówiłyśmy się na kawę i będziemy ją pić w wiatrołapie, siedząc na podłodze i kwicząc ze szczęścia przy wyciąganiu kolejnych barwnych pudełeczek z mieszkańcami TeSKO.
Teraz wreszcie wiem, dlaczego zamontowano w tej części domu ogrzewanie podłogowe. Czego zasadność była wielokrotnie podważana przez Prezesa.
Tyłki by nam zmarzły, nie?

PeeS Uważam, że firma IC powinna mi już płacić działkę, bo weterynarz nie jest pierwszą osobą zwiedzioną przeze mnie na obuwnicze manowce oraz pokuszenie.

28 grudnia 2015

2174

Kupa mięci, mięci kupa. Na wypadek, gdyby znów wpadł jakiś pisofob i nacierał argumentem, jak to jego ulubiona partia chroni przyrodę ojczystą (tak, to już było). Otóż wniesiono właśnie projekt ustawy Prawo Łowieckie, który wyrzuca do kosza wszystkie postulaty naukowców, obywateli i organizacji społecznych. Ponieważ to projekt poselski, nie będzie poddawany konsultacjom społecznym. Jesteśmy świadkami tworzenia prawa jak za komuny: zero argumentów merytorycznych, ważne że zadowoli garstkę oficjeli. I ich wiernych bałwochwalców.

24 grudnia 2015

2173

W ubiegłym roku udało mi się ładnie Wam pożyczyć (proszę, TU). Istotnym punktem była informacja, że abonament może zostać przedłużony w kolejne Boże Narodzenie. Otóż, wyobraźcie sobie, po niewielkim namyśle doszłam do wniosku, że jesteście dokładnie tak samo fajni, jak rok temu. Co tam! Nawet jeszcze fajniejsi - w końcu wytrzymaliście ze mną następne 365 dni!

Zatem... przedłużam Wam abonamet!!! Czerpcie pełnymi garściami!


Very Merry, Najmilsi!


23 grudnia 2015

2172

O człowieku, który uratował święta.
Tak, był pan i naprawił nam zmywarkę.
Trudno opisać, co czuję.

***

Łoterloo: A co ty tam tak chrupiesz zawzięcie?
Prezes: Rureczki* o nazwie "Ta już na pewno będzie ostatnia".

***

Łoterloo (odkrywając, że na parapecie koło wyjścia nie ma fajek): Bosz, jakie życie jest ciężkie.
Zuzanna: Och, masz takie ciężkie życie, faktycznie. Musisz wyjść w różowej piżamie w sówki na własny ganek przed własnym, nowym domem, żeby zajarać. Po prostu tragedia.

***

Zapomniałam Wam donieść, że odkryliśmy wreszcie pizzerię na telefon koło domu. (Nadal nie wiemy czy tu są taksówki). Odkryliśmy nie tylko teoretycznie.


Punktem odniesienia jest Edek.
Stwierdzenie, że następnego dnia nic nie jadłam, pozostaje jedynie formalnością.

***

W przeglądzie tygodnia musi znaleźć się również ilustracja zagłębia mgieł, o którym już zdaje sie wspominałam.


Jak to, co to jest? To jest dom sąsiadów. Chyba oczywiste. Nasz płot, nasze tuje, nasz sąsiad. W dni mgliste - teoretyczny.

***

Poza tym dziękuję, koty mają się znakomicie. Relacja na żywo.



Ale o co wogle chodzi? Przecież jeszcze nie był.
Dżizas.


* Rurki z nadzieniem waniliowym z Lidla. Niby wszyscy je mają, ale tylko te są dobre.

2171

To się, kurwa, w głowie nie mieści! (klik)

22 grudnia 2015

2170

Makowce upieczone. Zawijańce z jabłkami dochodzą. Zostały serniki i lukrowanie pierniczków. Luzik.

Bardzo dobrze pracuje mi się w nowej kuchni, szczególnie dziś, gdy kupiliśmy dwa garnki i one służą jako podstawka pod laptop, który emituje filmy o wymowie nieświątecznej. Poza tym w otwartej kuchni nie czuję się wykluczona społecznie. I gdyby nie zepsuta zmywarka, wszystko byłoby po prostu idealne. Na szczęście pan naprawiacz dzwonił, że wpadnie jutro w południe, więc jest nadzieja, że ocali święta.

Po prostu uwielbiam, gdy w cichym domu pachnie choinką i pieczonym właśnie ciastem. Gdybym nie była taką chujową panią domu, to piekłabym ciasta częściej. A już choinkę to mogłabym mieć na okrągło, szczególnie taką, jak w tym roku. Spełniła moje marzenia i całe szczęście, że Prezes nie pozwolił mi kupić większej, bo za cholerę nie weszłaby do hallu, musiałby ją urąbać od dołu, na którą to okoliczność mielibyśmy zbiorową histerię. Jego, że musi zostać operatorem siekiery lub piły (choć ma zapędy), a moją, bo na pewno dół najładniejszy, będzie krzywo i wogle ZUO. Więc nabyte za ciężkie pieniądze drzewko okazało się doprawdy idealne. Ucięłam tylko czubeczek, żeby się zmieściła gwiazda i choinka jest gęsta, ogromna, rozłożysta oraz obarczona moją wielką miłością.
- Jesteś szczęśliwa? - Zapytał w samochodzie, gdy wieźliśmy opakowany w siatkę pachnący łup.
Wymruczałam coś potakująco, bo właśnie w środku rozleciałam się z zadowolenia i zrobiło mi się miękko. Owszem - jestem szczęśliwa jak nigdy w życiu. Nawet mi ta zmywarka nie psuje, choć przeszkadza.

Dobrze tak wyskoczyć na fajkę w ciemność ogrodu i potem otworzyć drzwi, dać się otulić ciepłem domu, zapachem ciasta, zobaczyć obłędne drzewko (w tym roku srebrno-niebieskie), potknąć się o kota. I... tego.
I fajnie mieć razem parę dni wolnego.
Lubię.

21 grudnia 2015

2169

Ostatnio przez fejsa przewinęła się taka grafika:


Dziś zastanawiałyśmy się z Zuzią, jak Prezes to wytrzymuje. Bo my jesteśmy spokrewnione. I dość burzliwe. Zwłaszcza w relacjach między sobą.

Więc tu gadamy, tu przepychamy się o głos, za chwilę krzyczymy na siebie, pięć sekund później ryczymy ze śmiechu, czekaj, ja pierwsza, ja ci opowiem, hahaha, ale mnie wnerwiasz, cicho bądź, cicho, wytrzymać się z tobą nie da, to z tobą się nie da, ja jestem u siebie, ja też jestem u siebie, ale czekaj, coś ci opowiem, hahahahahaha, a u mnie jeszcze śmieszniej itd. Na okrągło. No, chyba że się nas od siebie izoluje albo izolujemy się z własnej woli. Będąc w parze gadamy ciagle i produkujemy masę emocji. Przy tym szalenie istotne jest, kto pierwszy wysyczy "bezzzzz ssssenssssu"* lub, ewentualnie, "chyba twoja matka"**.
Zasadniczo można by to przekuć w energię elektryczną, nie? Przynajmniej byłby jakiś pożytek.

Jest więc tajemnicą, jak on to znosi. Istnieje przypuszczenie, że się całkowicie wyłącza. Albo lubi, tylko wstydzi się przyznać.
A grafika, przynajmniej w odniesieniu do nas, bardzo prawdziwa.



* To stały element rozmów, bo Zuzia w latach szczenięcych zwykła była kwitować w ten sposób wszystko. AB-SO-LUT-NIE WSZYST-KO. Robiła urażoną minę i syczała "bez sensu". I nie było można z tym dyskutować, bo żadna logiczna argumentacja mojego dziecka się nie imała.

** "Chyba twoja matka" jest jeszcze lepsze, bo nie wiadomo czy bardziej absurdalne, kiedy ja to mówię, czy kiedy ona.

19 grudnia 2015

2168

Było cudnie. Mnóstwo pozytywnej energii, kilka tysięcy serdecznych, otwartych, uśmiechniętych osób. Wszyscy mili, kulturalni, pomocni. Nie spodziewałam się takich tłumów!

Proszę, jaka byłam wyszykowana!
Kiedy przyjechaliśmy, ludzi było zaledwie kilka setek. I nagle zaczęli nadchodzić. Ze wszystkich stron! Szli od pomnika Marszałka, z jednej i drugiej strony ul. Jagiellońskiej, od Białego Domu, mniejszymi i większymi ulicami. Pojedynczo, parami, w grupach - z dziećmi, na wózkach inwalidzkich, z pieskami. Mnóstwo osób starszych, często w bardzo podeszłym wieku.
- Uważaj, żebyś się nie potknął, tato - powiedziała trochę starsza ode mnie pani.
Odwróciłam się robiąc przejście, za mną stał uśmiechnięty staruszek, dobrze po osiemdziesiątce. Ludzie życzliwie ustępowali mu z drogi, ktoś podtrzymał pod ramię, żeby mógł sobie przejść do samego centrum wydarzeń. Spotkaliśmy moich kolegów z podstawówki, naszą panią weterynarz z poprzedniej lokalizacji, kolegę Prezesa z pracy. A to wszystko pod drzwiami mojej Alma Mutter .

Początek, ludzie zaczynają się gromadzić.
Organizatorzy troskliwie dbali o bezpieczeństwo. Prosili, by mieć baczenie na osoby dookoła siebie, nie potrącić nikogo kijami od flag i transparentów, nie wnosić szklanych przedmiotów.
- Szanowni państwo - nawoływał jeden z prowadzących. - Wiemy, że jest fajnie i macie dużo dobrej woli, ale bardzo prosimy, aby pod żadnym pozorem, nawet w szale największego rozochocenia, nie odpalać rac ani niczego, co mogłoby zrobić krzywdę komukolwiek.
Śpiewaliśmy, skakaliśmy, machaliśmy flagami, przy gromkich wybuchach śmiechu recytowaliśmy "Pana Tadeusza", którego fragmenty - nieoczekiwanie dla niektórych - okazały się niezwykle aktualne i pasujące do sytuacji.

Niektóre transparenty były bardzo zabawne.




Był hymn, przy którym klucha stanęłam mi w gardle (cztery zwrotki!) i "Oda do radości" - tę uwielbiam. Raz jeden ktoś z tłumu się rozkręcił i zaczął minimalnie "jechać" po zwolennikach opcji rządzącej - organizatorzy natychmiast to przerwali.
- Proszę państwa, nie wznosimy takich okrzyków. Jesteśmy tu po to, by się jednoczyć, a nie, żeby znajdować różnice. Nieważne preferencje polityczne.
I już do końca manifestacji nikt nawet nie próbował. Ujęło mnie to bardzo.

Pieski też przyszły coś zamanifestować.


Albo po prostu pobyć.


Mam tu dla Was filmik, żebyście zobaczyli, jak szczelnie wypełnił się katowicki plac Sejmu Śląskiego. Niestety jestem nikczemnego wzrostu, a nie wzięłam zuzinego kijka do selfie, więc sobie to pomnóżcie. Na pewno lepsze filmy będzie można znaleźć, bo nad placem przelatywał samolot - zabroniono używania dronów, żeby nie było dowodów na liczebność tych manifestacji (zachichotała).

video

- Selfika!!! - Wrzasnęła w pewnym momencie moja przyjaciółka.
- Dzióbka! Dzióbka dajesz!

Jak zwykle w takich sytuacjach - miszczostfo drugiego planu.
Ale oczywiście nie, bo torba myśli, że półprofil ma lepszy.

***

- Dziękuję ci, dziecko, żeś tam poszła - oznajmił tato znad herbaty. - To, co się teraz dzieje, ten protest zwykłych ludzi przeciwko zdziczeniu jest naprawdę ważny.
- Następnym razem zabiorę was ze sobą. Możecie rzecz traktować jak sobotni spacer. Wypuszczę was na, rozumiesz, wybieg - uśmiechnęłam się, żeby nie było widać, że nieoczekiwane uznanie w oczach ojca rozmiękczyło mnie całkowicie.

***

To, o co poszliśmy się upomnieć, co poszliśmy chronić jest jedną z największych wartości, jakie mamy. Nie dajmy sobie tego odebrać.

17 grudnia 2015

2167

Pozwolę sobie na zgrabną parafrazę. Otóż, Moi Drodzy i Kochani:

JEŚLI WIĘKSZOŚĆ PARLAMENTARNA PODNIESIE RĘKĘ NA WYPRACOWANY W TRUDZIE I ZNOJU PRZEZ OBYWATELI TRÓJPODZIAŁ WŁADZY W POLSCE, TO JEJ - TEJ WIĘKSZOŚCI - OBYWATELE TĘ RĘKĘ UTNĄ.

Zachęcam serdecznie do wzięcia udziału w proteście. Tym razem nie tylko w stolicy, ale też lokalnie. W naszym przypadku są to Katowice i my idziemy. W celu pozyskania stosownych informacji, należy udać się TU i TU.

Ponad podziałami, ponad preferencjami politycznymi, zainteresowaniami, wzrostem, zarostem, wagą, przewagą - dla Polski. I w końcu dla nas samych, żeby się nam dobrze żyło. Bo na przystanku "państwo totalitarne" nasz pociąg już stał. Nie chcemy, żeby znów się tam zatrzymał. Ani nawet, żeby tamtędy przejeżdżał.

I nie mówcie, że sobota przed świętami.

TRZEBA NATYCHMIAST ŻYĆ. JEST PÓŹNIEJ NIŻ SIĘ WYDAJE!

13 grudnia 2015

2166

W sprawie kretów.
Ja ciągle narzekam na krety, a oczywiście nie ma opcji, żebym skrzywdziła stworzenie boże, co było do okazania na przykładzie myszy. Czy co ona tam za gatunek reprezentowała. Też ryje, dziury zostawia, ale kotu marki Zofia z ryja wydarłam. Bo jakże to tak?
No więc narzekam i wszyscy, WSZYSCY pocieszają identycznie:
ŻEBYŚ WIEDZIAŁA, ILE U MNIE JEST!

Really?


Really?!


REALLY, QUERVA?!!


Jedyną osobą, która zachowała resztki godności, był mój szwagier Marek, co to był głasknął:
- Pamiętaj, że krety ryją tylko w dobrej ziemi.
No, super.
Ale zaraz się poprawił:
- Żebyś wiedziała, ile u mnie jest!

W każdym razie jako jedyny znalazł stuprocentowo skuteczne rozwiązanie.
- Zalej betonem i rozwiń sztuczna trawę.
Hej ho, hej ho, do pracy by się szło... A, nie - przyniosłam dziś cztery wiadra węgla do pieca (Prezes przed wyjazdem w delegację kazał mi nosić jedno dziennie, bo tak trzeba, a potem wyszło na jaw, że sam się nie stosuje i pojechał grać w planszówki) i mi się odechciało. Tak, przy okazji wyniosłam odpady, sprzątnęłam śmieci, zrobiłam dwa prania, przeładowałam zmywarkę, wypchnęłam za drzwi koty, ustałam w miejscu, gdy zderzyły się ze mną wracając w tempie pocisków armatnich. A przecież mamy niedzielę, c'nie? Dzień odpoczynku, jego mać.

***

Choinka stoi w wiadrze z wodą koło domu, bo pod wiatą się nie zmieściła. Co za żal, że nie uparłam się przy największej dostępnej. Jakoś byśmy dowieźli przecież. Najwyżej Prezes biegłby za samochodem. Ruch na świeżym powietrzu jest wszakże człowiekowi niezbędny.

***

Jutro premiera tomu pierwszego...


... więc jadę odebrać te moje 1300 stron.
MNIAM.

12 grudnia 2015

2165

- Gdzie ty jesteś, dziecko?
- No, właśnie. Chciałam to omówić. Pojechałam do Rossmanna do Tychów, bo w Chełmku był już zamknięty. A że pożyczyłam sobie GPSa od Prezesa, to wcisnęłam "prowadź do domu". I wiesz, gdzie się ocknęłam? W Katowicach!!!
- Nie zmienił adresu, a to gupek! Czyli rozumiem, że jesteś obecnie w jakiejś dupie?
- Skąd, jestem koło domu. W dupie już byłam.

***

- Zuziu, proszę tu przyjść natychmiast, musimy omówić pewną poważną sprawę!
- Co się stało?
- Komputer w GPSie podaje średnią prędkość 84 km/h. A maksymalną: 1335. I ja się chcę dowiedzieć, dokąd ty tak zapierdalasz?!!

***

- Mamoooo, w Londynie najfajniejsze są M&M'sy, wiesz?


- A jest jeszcze coś fajnego?
- Tak. Mikołaj w autobusie.


9 grudnia 2015

2164

Czwartek, 9 grudnia

Chyba się porzygam.

Szef: A co ty w ogóle robisz?
Łoterloo: Mapuję procesy.
Szef: Co robisz?!!
Łoterloo: Razem z P. mapuję procesy do tej nowej książki.
Szef: O, Boże! Ty to robisz?! To cudownie! Rób, rób!!!

Wszyscy szczęśliwi.
Wróciłam właśnie do domu, żeby zredagować rozdział do książki. A co? Nie mówiłam, że do procesów doczepiony jest tekst?
I się porzygała.

Państwo audytorstwo zrobiło się po spotkaniu ze mną jakieś nerwowe. A podkreślam, że było to spotkanie kwadransowe, bo ja nie mam czasu na półtoragodzinne pitu-pitu. Z wrażenia chcieli mi wprowadzić do działu procedurę, ale poradziłam, żeby się kopnęli w głowę.

Update
Wyszłam przed dom i nic nie było widać, ale słychać owszem. Packę. Packę przesuwającą się po tynku. Znaczy prace trwają.
I dziecko wróciło z Lądka Zdroju. A, nie! Z Londynu.


2163

Pamiętacie, jak niedawno przychodził tu taki mały, śmieszny człowieczek i dowodził, że oto nadejdzie era PiSu, a nasza kraina zamieni się w miodem i mlekiem płynącą? Na pierwszy rzut poszły w ruch argumenty o lasach państwowych. No to teraz można zobaczyć, co PiS robi z Puszczą Białowieską.

Oto dowód na potwierdzenie teorii, że te świry zniszczą wszystko, co na ich drodze. Zabiją, zadepczą, zaorzą. I wyleją beton.

8 grudnia 2015

2162

Wtorek, 8 grudnia.

Rusztowania u sąsiadów nadal stoją. Na rusztowaniach jakiś człowiek, ale nie widać kto, bo jest ciemno. Nie widać też czy grasuje z werwą. W ogóle nic nie widać. Oprócz wielkiej kuli ze światełek choinkowych, którą powiesili, żeby nas wkurwić.

Pod drzwiami tarasowymi znowu rezyduje Karol sąsiadów i Zofię doprowadza to do białej gorączki. Dziesięć minut temu powiedziała wszystko, co sądzi o tej sytuacji. Bardzo głośno, dobitnie i na pewno ordynarnie. Wnoszę po dużej liczbie spółgłosek syczących.

Grasujemy po sklepach i kupujemy bombki. Czujemy się jak partyzanci, bo zachciało nam się choinki przyozdobionej na niebiesko i teraz dochodzimy do wniosku, że to chyba jakiś niemodny albo zakazany kolor. Niebieski czubek wyrwaliśmy w niedzielę pewnej korpulentnej niewieście. Dla niepoznaki odzialiśmy się do tego czynu młodzieżowo i naciągnęliśmy na twarze kaptury.

W pracy kolega przyszedł i zaczął się łasić, żebym mu zrobiła mapowanie procesu. A ja mam akurat audyt, więc zaproponowałam, żeby kupił mi buty. Zgodził się nader entuzjastycznie, więc od razu zrozumiałam, że czeka mnie wiele godzin dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Ale może będę ją przynajmniej wykonywać w jakimś rzucającym na kolana pantofelku. Albo też i dwóch.

Audyt to jest coś, co wyprowadza z równowagi nawet świętego.

Złamałam sobie paznokieć i boli mnie palec.

Zuzia kopnęła się do Londynu i przysyła selfies. Pierwsze było z przesiadki, a konkretnie ze szczytu Pałacu Kultury. W odpowiedzi zrobiłam takie samo z mojej ostatniej komnaty w najwyższej wieży.
- Ja jestem na 30. piętrze - odpowiedziała. - A ty?
- A ja na najwyższym.
W akcie zemsty dosłała selfie z Big Benem. Po błyskawicznej analizie sytuacji doszłam do wniosku, że z dużych rzeczy mam tylko debet na koncie i tyłek. Zrezygnowała z oglądania.

Na dzisiejszym zebraniu kolega wysyłał mi informacje na WhatsAppie. Kolorytu sytuacji dodaje fakt, że siedział obok. Tak - krzesło w krzesło. Przeszłam załamanie nerwowe. Zawsze odczuwam niepokój, gdy jakiś mężczyzna zwraca się do mnie per "Asieńko". W związku z moją reakcją, dorzucając hojnie wykrzykników, popędzał, bym zamówiła sobie buty natychmiast. Boję się, że potrzebuje tego mapowania na jutro. Jakie to podłe. Ludzie są tacy mali. I płytcy.

Prezes robi w swoim gabinecie coś, co wymaga okresowych okrzyków typu "Hekatomba!". Dla ukojenia nerwów udałam się do kuchni, uzyskując efekt całkowicie odwrotny.
- Słuchaj, jak wróciłam z pracy, to zastałam na blacie pińcet kubków i szklanek z zużytymi torebkami po herbacie. Wywaliłam to wszystko do śmietnika, powkładałam skorupy do zmywarki, wchodzę do kuchni, a tam kubki z zużytymi torebkami po herbacie!!!
- Asieńko*, jesteś taka piękna, gdy się denerwujesz...

Dochodzi dwudziesta, a ja pracuję. Zło czai się wszędzie.

* A nie mówiłam?!

7 grudnia 2015

2161

Chyba zaczną prowadzić taki pamiętnik.

7 grudnia.
Sąsiedzi rozpoczęli remont domu. W sęsię, że tynki*.
o_O
A więc istnieje ktoś, kto wierzy w prognozy pogody!

* Tak, pan z packą napieprza po rusztowaniu w całkowitych ciemnościach o 18:00.

4 grudnia 2015

2160

System szybkiego reagowania w fabrycznych windach działa bez zarzutu.

W ramach przepychanek windowych zdarza się, że ktoś wciśnie niechcący alarm i dziś byłam to ja. Dupo. W międzyczasie winda dojechała do kolejnego przystanku, a że przepychanki nadal trwały, pani automatyczna wygłosiła do nas orędzie:
- Winda nie może ruszyć. Proszę odsunąć się od drzwi.
Naród prysnął w różne strony, a z głośniczka dobiegł chichocik oraz uprzejme pytanie:
- Czy wszyscy już się odsunęli?
- Wszyscy! - Dziarsko zameldowałam.
- Zatem miłego dnia - odpowiedział głośniczek i pojechaliśmy dalej bez przeszkód.

Ci z klaustrofobią mogą w fabryce czuć się bezpiecznie.

3 grudnia 2015

2159

Prezes: Co to jest?
Łoterloo: Pamiętaj, że wścibstwo wiedzie ku nieszczęściu.
Prezes: Niepokoi mnie kształt tego pudełeczka. Czy dostrzegłem skrócik IC?!
Łoterloo: Prostą, prostą drogą. Prostą i strzelistą. Jak autostrada.
Prezes: A więc znowu to zrobiłaś.
Łoterloo: Nie wydaje ci się, że śmierdzi kupą? Koniecznie sprawdź kuwetę NOW.
Prezes: Przyznaj się, ile masz już par tych irregularków?
Łoterloo: Nie wiem.
Prezes: Kręcisz. Zeznawaj mi tu zaraz.
Łoterloo: Ja wiem? Z dziesięć...
Prezes: Dziesięć?!!!
Łoterloo: ...może piętnaście. Kto by tam liczył, gdy życie takie krótkie.
Prezes: Sprawdzę tę kuwetę.