29 marca 2011

Krawcowa… niech jej szczęście sprzyja

Mało tego, że mnie przyjęła, upięła na mnie te wszystkie szmaty (zabrakło jej szpilek), to jeszcze bierze od zwężenia kiecki 10 zł. Tak! Dziesięć złotych. Za 10 złotych ta miła kobieta upina, pruje, tnie i zszywa ponownie. Musiałabym chyba przymierać głodem, żeby tak dziubdziać za dychę. Czapki z głów i szacunku moc.
Tymczasem oddała mi trzy kiecki i widmo świecenia golizną w godzinach służbowych zostało oddalone.

No dobra, przyznam się, że i tak nie wytrzymałam. Wyskoczyłam w sobotę na pół godzinki do centrum outletowego i już po 3. godzinach karta kredytowa odmówiła mi posłuszeństwa. Zakomunikowałam to Prezesowi poprzez sms z komentarzem, że do wypłaty będę jego utrzymanką. A święty ten człowiek przyjął rzecz dzielnie i odpowiedział (uwaga! ręka do góry która ma świętszego męża!) tą samą drogą: „Najważniejsze, że jesteś zadowolona”.
Po czym zamówił mi wymarzoną torebkę u Wojewodzica na urodziny.
Ran jego niegodnam całować.

Samochodu natomiast nadal nie mamy.

22 marca 2011

Jestem niezwykle wprost uzdolniona

I chciałam to podkreślić z całą mocą oraz stanowczością. Otóż w poniedziałek sprzedałam samochód. Był to samochód, który kupiłam w poprzednią sobotę. Sprzedałam go za tę samą cenę, za którą kupiłam.
Knif polega na tym, że w uprzedni czwartek zepsuł mu się silnik.

Ręka do góry, kto uważa, że mam niezwykłe szczęście do kupowania samochodów?

Przy rozważaniach należy niewątpliwie wziąć pod uwagę fakt, że w poprzednio zakupionym samochodzie… wymieniliśmy silnik.

A teraz chwila przerwy na liczne, jak zwykł był to określać Protoplasta, techniczne określenia wojskowe. Dla niezorientowanych – rzut mięsem w dal oraz do celu, jak kto woli.

Właśnie sobie uświadomiłam, że przy zakupie obu tych samochodów upierał się Prezes… A teraz, metodą Pollyanny, znajdźmy w tym jakąś jasną stronę.
Otóż… hmmm… wyrabiam się. Poprzednio nic nie udało mi się odzyskać. A teraz wszystko.
Burzliwe oklaski. Na stojaka.

Uwaga na marginesie. Mamy co prawda pieniądze. Pieniądze piechotą nie chodzą. W przeciwieństwie do mnie. Chyba się oflaguję.

Kurtyna.

PS I chciałam jeszcze dodać, że z okazji awarii silnika złamałam sobie paznokieć. W związku z powyższym uprzedni właściciel samochodu powinien zostać zlinczowany. Pocieszający jest jedynie fakt, że zapłacił za lawetę, niech go piekło pochłonie.
O!

18 marca 2011

Masz ci los…

Zaczęło się od tego, że zobaczyłam swoje zdjęcia z Sylwestra. Miałam przeczucie, że jest źle, ale w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że jest Tragicznie. Było.
Więc postanowiłam to zmienić. Najpierw zmieniłam „muszę” na „chcę”.

No to mam!
Ratunku!!! Nie mam się w co ubrać!!! Dziś rano odbyłam półgodzinną gimnastykę, polegającą na zakładaniu i ściąganiu kolejnych ciuchów, które jeszcze przed chwilą się nadawały. Wszystko można poddać delikatnemu liftingowi, prawda? Wszystko poza… workami.

Grozi mi chodzenie do pracy nago. Nawet majtki mam za wielkie.
Tonę! Tonę!

Na marginesie chciałam wspomnieć, że chwilowo nie posiadam gotóweczki na zakupki. A zadłużać się na sukienusie nie chcę. Ale się porobiło… Oby tylko zaprzyjaźniona pani krawcowa zlitowała się nade mną i powiedziała, że coś z worów da się zwęzić. A jak się nie da? Albo jak ma zajęte terminy?
Jest zimno!!!
Kupiłam jedną parę dżinsów, bo nie mam ani jednej pary spodni, które nadawałyby się do noszenia, jeśliby je związać sznurkiem. Nie mam kiecek, nie mam bluzek, nie mam marynarek. Nie mam płaszcza, kurtki, nic. Nie mam, cholera, majtek i biustonoszy!!! Mam szaliki. Może uda się jakoś nimi obwiązać, żeby goły tyłek nie wystawał.

No tak, oczywiście, że się cieszę. Bardzo. I jestem z siebie dumna. Efekt jest piorunujący. Tylko jak wybrnąć z dołka odzieżowego?

14 marca 2011

Ja rozumiem,

że można nie kochać swojego dziecka i w związku z tym dać mu na imię Ingeborga. Ale żeby Ingeborga Gizdal? A Olimpia Wróbel?

A Olimpia Góra???

Oto pokłosie mojej dzisiejszej pracy. A to tylko jeden z 365 dni w roku.

11 marca 2011

Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że już nie dam rady,

Dobry, Stary Pan Bóg daje mi naukę, a ja staram się pilnie słuchać i wdrażać. Tym razem nauką jest trzęsienie ziemi i tsunami. Czymże są moje prywatne kłopoty w odniesieniu do? Otóż niczem (Nietzschem).
To idę otrzeć nosa i… do roboty. Życie nie będzie czekało, aż się namyślę.

7 marca 2011

Byłam grzeczna

Myłam rączki przed jedzeniem. I ząbki po. Mało tego! Nawet przygotowywałam to jedzenie!!!
Mówiłam: dzień dobry, dziękuję i przepraszam.
Ładnie i schludnie się ubierałam i nawet odchamiłam się w sobotę poprzez bytność w Teatrze Stu.

Więc nie rozumiem zupełnie, czym znowu sobie zasłużyłam, żeby zostać dyrektorem. I to w dodatku na cały tydzień!!! Życie jest skrajnie niesprawiedliwe i koniec.

Przyjmuję kondolencję w każdej liczbie.

PS Jakby kto się chciał poskarżyć, to dziś jestem na dyżurze i przyjmuję petentów. Do 17. Radzę się pospieszyć.

3 marca 2011



Usłyszeć, wypowiedziane przez łzy, zdanie od własnej, szesnastoletniej córki:
 - Mamo, kocham cię najbardziej na świecie.

Bezcenne.

Za resztę zapła…

Za jaką resztę? Reszta nie ma już żadnego znaczenia.