24 maja 2016

2310

2,5.
A żałowałam 4 na chow-chowa.
Pani z serwisu zakończyła naszą rozmowę prośbą: "Ale nie wyrzuci pani pieska?".

Nie. Zatłukę łopatą.

23 maja 2016

2309

Nasz stróż i obrońca.


Jeszcze se twarz nakryje, żeby go bodźce nie rozpraszały.

***

Wciąż nie wiem, co z komputerem.

***

- Kochanie, muszę ci się do czegoś przyznać...
- Do czego mianowicie?
- Bo jak dzisiaj jechałam do pracy, to jadłam banana.
- I?
- I się zagapiłam troszeczkę.
- W co przyłoiłaś?
- W krawężnik. Ale tak dosyć.
- Mamy koło?
- Zatrzymałam się zaraz i wyleciałam zobaczyć, ale nic nie widać.
- Jak nie widać, to po co się przyznajesz?

20 maja 2016

2308

Pies zniszczył mi komputer i obecnie marzę, żeby porwał go jastrząb. Psa znaczy.
Jesteśmy pokłóceni na śmierć od wczoraj i nie są przeze mnie akceptowane żadne próby nawiązania kontaktu. W tych sympatycznych okolicznościach przyrody pies jest grzeczny jak aniołek. Ale nie daję się zwieść.

Dlaczego przyszło Ci do głowy, żeby mi powiedzieć, że szczeniaka nie zostawia się samego z przedmiotami, które może zniszczyć?

Lesiek nie potrzebuje niczyjej pomocy ani pozwolenia. On popełnia przestępstwa w naszej obecności i przytomności. Jest dzieckiem szatana i kropka. Dziś dowiem się, czy naprawa wchodzi w grę, a jeśli tak, to ile będzie kosztowała. I potrącę mu z wyżywienia. Przypuszczalnie rozpoczął właście pięcioletnią głodówkę.

16 maja 2016

2307

Lesiek chciałby coś sobie z Państwem wyjaśnić.


Otóż on nie zamawiał. On teraz zrozumiał, co to jest dopisek drobnym druczkiem i dlaczego w schroniskach separuje się szczeniaki od dorosłych psów. Chodzi mianowicie o obieg informacji! On nie przeczytał i trudno go za to winić, miał niespełna cztery miesiące, toż to nie można wymagać od kogoś takiego, żeby czytał dopiski drobnym druczkiem. A może by nie skorzystał! Może by się nie przeprowadził! Zwykła ludzka podłość.

I teraz musi leżeć, taki biedny, w tym swoim legowisku w groszki, na tym swoim kocyku, okryty ręcznikiem. I cierpieć. Cierpieć okrutnie, gdyż zdeptano jego dumę, znieważono go, porzucono, a w dodatku musiał się posrać i porzygać. Do tego odkryto go w lecznicy, gdy siedział w kącie z glutem wiszącym do ziemi! Opinia zszargana dokumentnie!!!

I jakby tego było mało, to Karol do niego zagadał ze współczuciem, zamiast obrzucić Leśka stekiem wyzwisk. Na domiar złego, gdy już pogodził się z taką zniewagą, to przyszła Zocha. I. Się. O. Niego. Otarła. Do czego to doszło! Musi cierpieć. Musi. Żeby wszyscy o tym wiedzieli i poznali, że są mali i podli. Bo zwęszył. Zwęszył, że pod ogonem coś jest nie teges, a po to musiał się kręcić w kółko, co było u-po-ka-rza-ją-ce!

Nie wie, jak zniesiecie to pełne wyrzutu spojrzenie.


Nadto został konikiem!!! I chce, żebyście poznali bezmiar swoich win!!!


Jakby było mało tych tam cudów z rentgenem.

Podłość.

***

A przecież sąsiedzi sami nie nie obszczekają, a koty same się do domu nie zagonią.

2306

W sobotę przegrała z rakiem Paniusia. Autorka najlepszych, z największym na świecie dystansem opowiadanych krotochwil o sobie samej. Nie było jej w pracy już półtora roku, ale chyba nie przywykłam. Zostało puste miejsce, w pamięci jej roześmiane oczy, historie o niespodziewanie puszczanych bąkach i o tym, jak się babcia ze śmiechu posikała, kiedy Ulka posrała się w gacie. A to wszystko po śląsku.
I wreszcie córka, która się Paniusi przytrafiła na czterdziestkę. To musi być naprawdę koszmarne, tak patrzeć, jak umiera mama. Szczególnie gdy masz 16 lat.

Pożegnamy ją w środę.

Grzej mi tam krzesło obok siebie, Paniusiu. Prędzej czy później wyskoczymy znowu razem na fajkę.

13 maja 2016

2305

Proszę bardzo. Kto chce poznać Leśka DOGŁĘBNIE?


2304

Obożebożenko, jakież mam atrakcyjne życie, to ustawa nie przewiduje.

Pies zjadł szpilkę. Szpilka znajduje się w żołądku. Aby to stwierdzić, należało wykonać cztery zdjęcia psa, ponieważ pies jest nadpobudliwy. Przemiły małżonek naszej wetki (przypadkiem zupełnie również weterynarz) po trzech próbach się poddał i wykonał focię z doskoku, bez zabezpieczenia. Siebie. Poświęcenie zostało docenione i szpilka ujawniła się w pełnej krasie.

Scenariusze mamy cztery.
1. Szpilka zostanie wydalona, po naszemu wysrana (mój ulubiony, Zuzia na ochotnika rozgrzebuje gówna, po naszemu kupy).
2. Szpilka się rozpuści, bo jest mała i pusta (ten też OK, ale mniej, bo nie mamy dowodu zbrodni).
3. W kale, po naszemu kupie, pojawi się krew, co oznacza, że szpilka wbiła się w jelito. Podobno usunięcie z jelita jest łatwym zabiegiem. Przy okazji, jako karę za nieodpowiedzialne zachowania, psu utnie się jądra, po naszemu jaja.
4. Pies zacznie wymiotować, po naszemu rzygać. I to już niefajne, bo znaczy, że dowód zbrodni utkwił w żołądku. Można go usunąć wyłącznie endoskopowo, co jest jednak obarczone sporym ryzykiem.

Osoba, która nakarmiła psa szpilką, siedzi u siebie na górce i pochłania kompulsywnie pół litra lodów. Lody są dobre na poczucie winy. Są lepsze niż płakanie. Wcześniej zrobiła psu kisiel, na co pies przystał ochoczo. Odruchowo nakazałam też nakarmić go chlebem, za co zostałam pochwalona przez specjalistę.

Czekamy.
Czekajcie z nami.
Kciuki, jak zwykle, gdy chorują nasze zwierzęta, nie są od rzeczy.

10 maja 2016

2303

U nas w gościnnym mogą nocować tylko ci, którzy nie zdiagnozowali jeszcze alergii na kocio sierść.


Swoją drogą - ciekawe, że pies tam nie leży.

9 maja 2016

2302

No co mi się dzisiaj przydarzyło, to przechodzi ludzkie pojęcie!

Jadę sobie spokojnie do pracy, patrzę, a tu korek w bardzo dziwnym miejscu. Ki grzyb? - myślę, poruszając się w ślimaczym tempie, gdy nagle dostrzegam na poboczu zaparkowany radiowóz. Aha! Znaleźli nowe miejsce do badań trzeźwości! Zupełnie inne miejsce niż te, w których uporczywie odmawiano mi kontroli, choćbym tamtędy jechała pińcet razy. Tu mnie jeszcze nie znają!

Jestem znaną fanką badań trzeźwości, więc nastroiłam się pozytywnie, jednym zamaszystym klikiem otwarłam okno, przybrałam radosny wyraz twarzy i...
- Dzień dobry! - wypaliłam do pana władzy optymistycznie.
- Do widzenia - odparł pan władza, machnął na mnie ręką i zatrzymał wszystkie samochody z tyłu.
A z przodu też.

TO SIĘ NIE GODZI!!!

***

- Wyglądasz obrzydliwie trzeźwo - podsumował Pan Architekt, któremu sprawozdałam rzecz z oburzeniem.
- A co, jeśli po prostu obrzydliwie? - zapytałam.

2301

Najdrożsi!

Oto jest - z dawna wyczekiwana przez najwierniejszych fanów - czwarta część Macierzyństwa bez lukru: Macierzyństwo bez Photoshopa. Tym razem w wersji papierowej, na półkę i z gołymi babami. Teksty też w nim są, a ja jak zawsze wszystkie popsułam, żeby mój wypadł najlepiej. Chitre, c'nie? Ja to się mam.

Piękna, wzruszająca, zabawna, bliska sercu wielu kobiet. Nie wierzycie? To sprawdźcie czy uda Wam się w niej odnaleźć! Książka JEST DOSTĘPNA W PRZEDSPRZEDAŻY. Dochody wszystkich autorów zasilą - jak zawsze - konto Mikołajka w Fundacji Zdążyć z pomocą. Nie obawiajcie się pomagać, bo to piękne. I dobre. I sensowne. I potrzebne.

Z całego serca zapraszam Was do świata 20. autorów płci obojga. Znam każdy z tekstów, które napisali i wierzcie mi: tak pięknie pozwalają nam wszystkim zajrzeć w swoją prywatność i to tę najtajniejszą, bo dotyczącą cielesności, że aż wzruszenie chwyta za gardło. A dziewczyny na zdjęciach są... piękne. Bo wszystkie jesteśmy piękne, tylko musimy się nauczyć to w sobie dostrzegać.

Dajcie się porwać i zawieść w głębię dusz wyjątkowych kobiet i świetnych facetów. Nie pożałujecie.
Ruszcie z nami raz jeszcze w podróż z pomocą Mikołajkowi. On czeka!

6 maja 2016

2300

Oj, jak mnie dziś wetka rozśmieszyła, nie wyobrażacie sobie.

Dzwonię do niej, żeby umówić Leśniewskiego na odjajczenie. Taka malusia zemstusia na męskim rodzie. Wetka wykazuje pełen profesjonalizm i, choć wie, że ja wiem, a ja wiem, że ona wie, że ja wiem, poucza mnie o konieczności bycia na czczo przed zabiegiem.
- Proszę dać Leśkowi kolację poprzedniego dnia, a potem zabrać miseczki i zostawić tylko wodę. No i niech mąż podrzuci go nam koło dziesiątej.

Ludzie! Ona myśli, że u nas jakieś jedzenie w miskach leży!
Ha.
Ha.
Ha, ha, ha.
Ha, ha, ha, ha.
Ha.
Ha.

Gdy tymczasem Leśniewski... wsys. Zajmuje mu to gdzieś tak około 0,000047865 sekundy.

***

Gdy nie je, wykorzystujemy go do kopania schronów na placu defilad. Idą ciężkie czasy.

5 maja 2016

2299

Słów kilka o pożytku z masowego rozmnażania.


Łoterloo: Nie przywiązujesz tej wierzby do kijka?
Pan Architekt: Przywiązuję. A Lesiek odwiązuje. Wyjątkowo jest na nią cięty.
Łoterloo: Może przywiąż jeszcze raz, co? Ona taka delikatna.
Pan Architekt (w lewo): A podasz mi nożyczki?
Łoterloo (w lewo): Jasne. Zuziu, podasz mu nożyczki?
Zuzia (w lewo): Podasz mu... Cholera, powinnam mieć jakieś młodsze rodzeństwo.

3 maja 2016

2298

HA!!!


Z okazji Święta Konstytucji Pan Architekt ukonstytuował w ogrodzie. Suszarka domowa udała się na zsyłkę do garderoby. Zsyłka potrwa do września - października, kiedy to skończą się możliwości suszenia na zewnątrz. Chociaż pamiętam, że w zeszłym roku suszyłam pranie na tarasie również w listopadzie.

Białe wiaderko wywodzi się z sera na sernik i robi za przejściowy pojemnik na klamerki.
Jestem bardzo zadowolona z życia.
Lesiek pomagał i też jest zadowolony z życia. Koty mają to w odwłoku.
Idę poczytać oraz napić się wina na tarasie. Miłej wtorkowej niedzieli.

2 maja 2016

2297

Od czasu do czasu tutaj lub na facebooku powstaje nieśmiała dyskusja na temat moich emocji w stosunku do Leśka czy też umiejętności wychowania go. W związku z powyższym złożę oświadczenie, będziemy mieć sprawę raz na zawsze załatwioną, a kilkoro z Was z czystym sumieniem będzie mogło przestać czytać.

Lesiek jest naprawdę sympatycznym zwierzątkiem. Bardzo inteligentny*, pogodny, pozytywnie nastawiony do ludzi, cieszy się całym psem i wielokrotnie rozbawia nas do łez. Każdy, kto miał lub aktualnie ma w domu psa, wie, o czym piszę. Ale Lesiek ma też wady. Jest cholernie nadpobudliwy i przejawia mnóstwo zachowań, które trudno zaakceptować. Robi to, mimo że doskonale zna moje zdanie na ich temat. Co wynika, jak przypuszczam, z nadpobudliwości właśnie. I choć czasem mam wrażenie, że głowa mi eksploduje, nie winię go za to.

Niektórzy z Was myślą zapewne, że nie mamy doświadczenia w wychowywaniu psów i po prostu nie radzimy sobie. Ja się nie spieram, bo najzwyczajniej mi się nie chce. Jednakże zdanie to, dość powszechne i znamionujące potrzebę szufladkowania, zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy ktoś pobędzie u nas parę godzin. Ludzie niestety opuszczają nasz dom z ulgą.

Lesiek się nie męczy. Jego baterie nie ulegają wyładowaniu. Porusza się nieustannie, nawet gdy stoi, to drepcze w miejscu, co nazywam stepowaniem. Ta niewyobrażalna wprost aktywność jest po prostu trudna do zniesienia. Owszem, mogłabym go gdzieś zamknąć i chwilę odpocząć, ale ja tak nie robię. U nas w domu szanuje się zwierzęta i nie wymyśla dla nich głupich kar. Największym cierpieniem naszego psa jest konieczność przebywania w tzw. budzie, czyli odsyłka na karnego jeżyka. Podkreślam tutaj, że owa buda znajduje się w kuchni, a kuchnia jest otwarta i nawet siedzenie na karnym jeżyku nie nie izoluje psa od nas, bo coś takiego uważam za okrucieństwo. Po prostu nie wolno mu stamtąd wychodzić, ale cały czas uczestniczy w życiu rodziny, dziejącym się dookoła. A że nasza rodzina jest - wbrew pozorom - bardzo ustabilizowana emocjonalnie, ma czas, żeby się trochę wyciszyć i uspokoić. Po odbyciu kary pozbawienia wolności pies najczęściej wychodzi z legowiska (żeby nie było, że nie może wyjść albo - nie daj Boże - chce tam pozostać) i kładzie się metr obok niego, dalej obserwując "dzianie się". O tym, że operacja jest skuteczna i działa, świadczy fakt, że leży. Bo normalnie to on drga.

Lesiek ma u nas najlepsze warunki, jakie można sobie wyobrazić. Cały czas wokół niego kręci się stado. Praktycznie nigdy nie zostaje sam, a jeśli już nie uda nam się zgrać planów, to każdy gna na złamanie karku do domu, żeby pies przebywał w zamknięciu jak najkrócej. A przecież i tak w domu są trzy koty! Poświęcamy mu mnóstwo uwagi. Głaszczemy, przytulamy, skaczemy, gonimy, rozmawiamy. Ma ogromny teren do biegania, kopania, gryzienia, wyrywania i niszczenia, co robi z podziwu godnym zaangażowaniem (tzw. architektura krajobrazu). A my niespecjalnie czynimy mu z tego powodu wyrzuty i nieszczególnie się tym przejmujemy, ponieważ w hierarchii ważności pies stoi zdecydowanie ponad wypielęgnowanym ogrodem. Nie wyobrażam sobie po prostu, że mógłby mieć lepiej. O dbałości o dietę nawet nie piszę, bo uważam to za śmieszne.

Lesiek ucieka. Wygryza się, wykopuje, przepycha, przeskakuje. Uciekanie jest dla niego niebezpieczne. Włamuje się do sąsiadów, kradnie i żre wszystko, co mu się nawinie, więc sraczka jest stanem permanentnym. Poza tym boję się, że ktoś zrobi mu krzywdę, bo Lesiek go wkurzy. Jego ucieczki są stresujące. Jego nieustanna aktywność jest stresująca. Opychanie się świństwami z kompostownika jest stresujące. Niszczenie, darcie ryja, gonienie kotów, szczypanie i gryzienie jest stresujące.

Lubię tego psa mimo wszystko. Jest słodki, gdy przekrzywia główkę i nadstawia uszu, rozbraja mnie jego radość z naszego spotkania, choćbyśmy się nie widzieli całe pięć minut. Cieszą mnie jego postępy, pokonywanie kolejnych barier, to, że wyraźnie nam zaufał, polubił jeżdżenie samochodem, nie boi się już strzepywania prania. Lubię go, ale nie kocham i nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło**.

Za to zapewnię mu najlepsze życie, jakie tylko mógłby mieć***.




* Kochani psiarze! Prawda jest taka, że nie ma porównania czy też wspólnej intelektualnej płaszczyzny pomiędzy psem a kotem. Tam, gdzie kończą się możliwości najmądrzejszego psa, znajduje się średnio rozwinięty koci nastolatek. Owszem, pies przyjdzie, gdy się go zawoła (nie zawsze), ale kot też przyjdzie, jeśli go nauczyć. Chodzi o sposób radzenia sobie z przeciwnościami, że tak to nazwę z braku lepszego określenia.
** Lesio bardzo mnie męczy po prostu. Nie sądzę, by to było domena wszystkich psów. Ot - wyjątkowy egzemplarz.
*** A na początek dam obciąć jaja ;o) Tak, to już.

1 maja 2016

2296

Przed przyjściem gości pies wytarzał się w jakimś gównie i jeszcze tym zakąsił. Co było przedmiotem jego uwielbienia - nie wiem. Faktem jest, że roztaczany aromat powaliłby nawet słonia.
Z plusów: stoi spokojnie w kąpieli.
Z minusów: po kąpieli musi skakać Karolowi na głowę i szczekać. Pewnie ze szczęścia, że przeżył.


Czy to się musi dziać w takich chwilach?!