Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

2295

Horror przeżyłam. Dlaczego mnie się ciagle takie rzeczy zdarzają? Hę?!

A było tak. Wracam z roboty do domu, wjeżdżam na plac, pies wpada w histerię - niezauważenie przeszedł od fazy "nigdy dobrowolnie nie wsiądę do samochodu" do "ja będę jechał, ja, ja, jajajajajajaja i pierdnę, gdy tylko tam wlezę" - ponieważ jego zdaniem zbyt wolno otwieram drzwi, a tu się trzeba witać, biegać i skakać (z naciskiem na skakać), lizać, szarpać i piszczeć. W całym tym rozgardiaszu jakaś część mojego mózgu rejestruje kocie miauczenie. Mało tego! Ona rejestruje edkowe miauczenie!

Wyparowuję z auta, rozglądam się... a tu przez ogród sąsiadów wlecze się mój ukochany koteczek, laluniek, syneczek mamusi, kalafiorek, serduszko i ptyś. Wlecze się ku mnie na trzech łapach, czwarta sterczy groteskowo, wygięta pod jakimś dziwacznym kątem, a on patrzy mi w oczy z przerażeniem i krzyczy "matko, pomocy!!!". Białko w mózgu mi się ścięło. Mamusi ukochany koteczek, laluniek, syneczek, kala…

2294

Obraz
Lesiek, jego karabin, a nad nimi wierzba. Płacząca.


A myślałam, że nie mam talentu do zdjęć. Po prostu cza być czujnym.

Dzię bobry. Idę męczyć się w fabryce na siedząco.

2293

Sprawa wygląda tak, że wstałam wczoraj o czasie, nalałam do miski świeżej wody, wzięłam szczoteczkę, komputer i telefon, a następnie leniwie udałam się na dół. Pies za mną, gdyż oto zaczęliśmy nowy dzień, będziemy biegać, skakać i okazywać radość życia.
Szłam sobie spokojnie i statecznie, aż tu nagle zakłuło mnie w kostce bólem nieznośnym. Odruchowo podciągnęłam nogę, żeby ją odciążyć i...


Spierdzieliłam się ze schodów.


- Ale jak to zrobiłaś, że nie wypadł ci ani komputer, ani telefon? - zapytała troskliwa córka, która jeszcze niedawno czyniła mi zarzuty, że spadając spowodowałam hałas wpływający negatywnie na jakość jej snu.
- Nie wiem. Mam wkodowane, że komputer kosztował więcej niż moja pensja, a telefon wciąż niespłacony. Poza tym byłam skupiona na ręce, gdyż mi się zdawało (w tej straszliwej męce), że mi się złamało.
- Ale nie złamało ci się? Gdyż, nie wiem czy wiesz, ale matkę mam tylko jedną.
- No co ty nie powiesz?!

Och, gdyby nie resztki przyzwoitości, zamieściłabym tu zdjęci…

2292

Obraz
Przemieszczasz się, człowieku, z łazienki do sypialni. Jest bardzo późny wieczór, a może nawet noc. Pod pachą niesiesz książczynę, żeby jeszcze chwilkę poczytać, w dłoni telefon, bo rano trzeba wstać. Leniwie otwierasz drzwi i...


- Jestem twoim malutkim sceniackiem ze schlosniska. Pats, jak uska klapnięte mam. Bzusek, bzusek. I siusiaka. Kochas!

Musiałam gada zepchnąć, bo ogłuchł i nie reagował na uprzejme prośby typu "wynocha, śmiedzielu".

2291

Monologi (aż palce świerzbią, żeby napisać "waginy").

Łoterloo: Zjadłeś?
Lesiek: ...
Łoterloo: Smakowało ci?
Lesiek: ...
Łoterloo: Lubisz krowie ucho?
Lesiek: ...
Łoterloo: Będziesz teraz leżał?
Lesiek: ...
Łoterloo: Co mnie trącasz?
Lesiek: ...
Łoterloo: Mówił ci ktoś, że łażenie za kimś krok w krok i trącanie go ciągle w nogę jest przereklamowane?
Lesiek: ...
Łoterloo: Czyli nie mówił.
Lesiek: ...
Łoterloo: A mógłbyś mnie bez przerwy nie popychać?
Lesiek: ...
Łoterloo: Aha. Nie mógłbyś.
Lesiek: ...
Łoterloo: Wiesz, że istnieją psy, które leżą?
Lesiek: ...
Łoterloo: Tak! Leżą i kontemplują! Nie ruszają nogami, paszczą i się nie kręcą w każdej milisekundzie swojego życia.
Lesiek: ...
Łoterloo: No, daję ci słowo!!! To jest możliwe.
Lesiek: ...
Łoterloo: Możesz nie ciamkać mi palca?
Lesiek: ...
Łoterloo: Czyli nie możesz. A wiesz, że ja zaraz zwariuję?
Lesiek: ...
Łoterloo: No, tak. Masz to gdzieś.
Lesiek: ...

I nagle położył się i zasnął!
A wtedy przyszła Zocha i na mnie wlazła. Nie chcecie wiedzieć, w ja…

2290

Pan Architekt od siódmej rano z łopatą w ogrodzie, ja od czternastej, bo lubię się wyspać, a i zakupy trzeba było zrobić. Drzewka posadzone, krzewy też, wysiane na grobku warzywka, kwiaty w skrzynkach na oknach. Pan Architekt oczywiście nie zgodził się na kwietne skrzynki, więc nie wzniecałam sprzeczki. Zwyczajnie: kupiłam, posadziłam i są. Będę sobie podlewała koneweczką, jak ogrodniczka z obrazków, bo kto mi zabroni.

W międzyczasie słońce zaszło, a my wyciągnęliśmy grill oraz wino. Ponieważ obróbka cieplna trwa, a wino wchodzi niepodgrzane, czekam sobie cierpliwie, w czym istotnie pomaga mi czerwone wytrawne.

PAT: Co ona tam pisze?
Zuzanna: Notkę na blogu. Niby niezainteresowana, a cały czas podsłuchuje, o czym rozmawiamy i na gorąco leci.
Łoterloo: ...
Zuzanna: I żodyn nic nie powie. Żodyn.

***

Łoterloo: Babcia dzwoniła. (Relacjonuję przebieg rozmowy).
Zuzanna: Oesuuu. Ale to TWOJA matka. Moja jest bardziej normalna.
Łoterloo: Noniegadaj!!!

2289

Telefon do wetki.

Wetka: No, co tam? Co tam?
Łoterloo: Mogę podać temu świrowi Nifuroksazyd?
W: Sraka?
Ł: Wykopuje się gnojek do sąsiadów, kurom wszystko wyżera, kompostowniki czyści, gnijącym śmieciem nie pogardzi. I tulipany. I dereń. Trawa, kijek, worek, szyszka, koci kloc. Kupa w spray'u.
W: O, fuj.
Ł: No, fuj. Mamy tu zasieki, jak w czasie działań wojennych, a i tak znajdzie wyjście.
W: Z psami tak bywa, niestety. Teraz Nifuroksazyd i Smectę. Przegłodzić. Wieczorem Nifuroksazyd i Smectę.
Ł: Będzie bardzo szczęśliwy na okoliczność braku posiłku.
W: Haha, znam go, więc wyobrażam sobie bez trudu!

Pytanie pierwsze. Skąd wetka po słowie "świr" od razu wie, o kim mowa? Pytanie było retoryczne.
Pytanie drugie. Jak podać psu Smectę, która jest w proszku? Odpowiedź: wysyp na dłoń i pozwól oblizać. Działa szczególnie w sytuacjach, gdy nie cierpisz lizania i umożliwienie rzeczonego jest dla psa prawdziwym świętem. Opłacało się uciekać przed jęzorem.

2288

Obraz
No, dobra.

Towarzystwo nie wytrzymało, więc i ja uchylę Wam rąbka tajemnicy. Szanowne Państwo... nadchodzi Macierzyństwo bez lukru 4! Tym razem, wyobrażo sobie, w wersji papierowej i z gołymi babami!!! Będą mogli ustawić na półce.


I ja tam byłem, miód i wino piłem, na zdjęciach mnie nie ma, ale jak zwykle popsułam wszystkie teksty. Wiadomo - redaktor najgorszą wersja człowieka.

Także tego... szykujcie zaskórniaki. Kiedy konkretnie i za ile - nie wiem. Ale jak zawsze DLA MIKOŁAJKA.

2287

Obraz
Uwaga, drastyczne zdjęcia!
MORDERCA!!!


Kaczuszka nie zamawiała tej usługi.

UPDATE
Ciesz się, że nie szczekasz - taka była impreza!


2286

Obraz
Mój pies - na permanentnej ucieczce.


Od nas do sąsiadów się przekopuje pod płotem. Później wykorzystuje system nieszczelności pomiędzy ogrodzeniami. I proszę bardzo - ochotnik do przejechania traktorem. Nie mam już siły do walki.

Tymczasem zakwitły pierwsze panuarchitektowe tulipany.


Niestety dugo nie postoją, bo niektórzy czują presję, żeby ich stale doglądać.


W tym czasie inni wykorzystują tę pasję na swój sposób.


W każdej innej sytuacji inni są zaganiani do domu, ponieważ Leśniewski uważa, że miejsce kota jest wewnątrz. Przyzwoity kot, który pragnąłby przewietrzyć futerko, musi zorganizować psu przekop do sąsiadów, rzucić mu tam piłkę i... można wypoczywać.

Obroże, póki co, sprawdzają się. Żadnych nowych kleszczy nie odnotowano.

2285

Obraz
O, proszę bardzo, jak piesek pomaga w ogródku.


Sąsiedzi bardzo się ucieszyli, że wyczyścił kompostownik i pomógł kurom z jedzeniem, bo strasznie kapryszą. Poprosiłam Pana Architekta, żeby nie zakopywał dziury, bo to nie ma najmniejszego sensu.

A poduszka na krzesło wygląda tak:


W rzeczywistości ma ładniejszy kolor.

2284

Moje dziecko - miszczyni galaktyki.

Osoby:
Zuzanna (lat 21)
Łoterloo, jej matka (trochę starsza, ale niedużo)

Miejsce akcji:
łazienka

Czas akcji:
w tej chwili

Łoterloo: Pamiętaj, gdybys kiedyś musiała wyjąć kleszcza, to trzeba go wykręcać w stronę przeciwną do wskazówek zegara.
Zuzanna: Ty mi wyjmiesz.
Łoterloo: Ale jakbyś była beze mnie.
Zuzanna: To ja kiedyś będę bez ciebie?!!!

Zuzanna: Spuść kleszcza w klozecie.
Łoterloo (spuszcza w umywalce).
Zuzanna: Fuuuuj!!! To nie jest klozet! Gdzie mam teraz umyć ręce?!
Łoterloo: W dupie.
Zuzanna: Ale tam nie ma wody!!!

Łoterloo: Zafarbuj mi włosy, co?
Zuzanna: I co? I co jeszcze? Może z frytkami?!


UPDATE
Zuzanna (do psa): Czemu pierdzisz? Czemu przychodzisz tu i pierdzisz?!!! Musisz się wyprowadzić! Może nawet uronię łzę.

UPDATE2:
Zuzanna (w trakcie farbowania): Te uszy! Weź te uszy! Po co ci te uszy! Do niczego nie służą, a tylko przeszkadzają!

2283

Drogie dziatki!
Dziś odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego nigdy nie dojdzie do porozumienia pomiędzy grupą walczącą o całkowity zakaz aborcji (anti-choice*), a zwolennikami prawa wyboru (pro-choice). Nie, nie mam zamiaru analizować wszystkich argumentów. Zajmę się tylko jednym, ale za to koronnym, co pomoże wszystkim zrozumieć, że rozmawiamy o zupełnie różnych sprawach i nici porozumienia za cholerę tu nie będzie.

Aborcja to morderstwo, bo zarodek to człowiek.
Aborcja to aborcja, bo zarodek to zarodek.

Różnica pomiędzy poglądami grup anti- i pro-choice w tym względzie bierze się z operowania zagadnieniem człowieczeństwa na zupełnie innych poziomach. Jeden z nich jest stricte biologiczny: dostrzega człowieka w zarodku, dąb w żołędziu, kurę w jaju. Z tego punktu widzenia teoria jest słuszna. Rzeczywiście nie podlega dyskusji, że z ludzkiego zarodka magnolii nie będzie, a ze strusiego jaja nie wylęgnie się korzeń mandragory. Kiedy przedstawiciele grupy pro-choice mówią, że zarodek to nie…

2282

Z cyklu: Złote myśli Dzika*.

Mycie uszu mnie upokarza.


* Informacja dla osób, które trafiły tu niedawno: Dzik jest moim chrześniakiem. 16 czerwca ukończy latek pięć. Czas leci, że tak westchnę odkrywczo. Dopiero co go rodziłam.

2281

Obraz
Oskarżony odbył karę pozbawienia wolności na mocy wyroku sądu dwudziestoczterogodzinnego, wydanego w trybie przyspieszonym. Przestępstwo w postaci wypicia wysokiemu sądowi kawy było ciężkie i niewybaczalne. Oskarżony został osadzony w tzw. kapciuchu, gdzie smutnie wzdychał, pojękiwał i skąd próbował zbiec w trakcie odbywania zasądzonego wyroku.

Po uwolnieniu wyszedł z kapciucha, machnął ogonem, zrobił dwa kroki i się położył. Tylko dwa kroki od celi, ale był wolny! Był wolny i SAM mógł decydować.
A nie mógł się położyć nigdzie indziej, bo tam właśnie stałam i wieszałam pranie. Z miejsca odosobnienia byłam tak samo widoczna, ale niech żyje wolność, wolność i swoboda.

Wszystkich, którzy pragną zarzucić wysokiemu sądowi okrucieństwo, informuję, że szklanka z kawą była ustawiona na stole. Pies na stole z ryjem w mojej latte jest  nie do przyjęcia. Koniec, kropka.
Pies na stole bez ryja w kawie też jest nie do przyjęcia.

PS Oto inne przejawy przestępczej działalności.


2280

Obraz
Baleriny wyglądają tak.


Ale to jeszcze nie koniec. Gdyż albowiem udało mi się to, co udaje się niezwykle rzadko, a właściwie to prawie nigdy. Pierwszy raz, konkretnie. Udało mi się kupić ICki do kompletu!!!


Buty są złote i torebka jest złota, a do tego na fajki i kartę kredytową. Albo może i nie na kartę, kiedy będę gdzieś szła w tych butach i z tą torebką, to w ramach karty wezmę ze sobą Pana Architekta. Niech wie, jakie ma szczęście w życiu.

Pod butami i torebkami znajduje się nasz najnowszy stół ogrodowy, z którego jesteśmy bardzo dumni, chociaż dziura za mała. Gdy Pan Architekt przestanie mieć gorączkę, to powiększy tę dziurę. I co? Sprawdziła się zapowiedź Manufaktury? Skreatywniałam od nietypowych sytuacji? Pomyślałam i znalazłam rozwiązanie! Wzięłam, kazałam PATu zrobić i będzie zrobione. Geniusz w czystej postaci.

Tylko kto zgasił słońce, bo nie wiem. I nie mogę korzystać z parasola. W ogóle nie mogę korzystać z nowych mebli ani nawet z tarasu, bo zimno jak w psiarni. ZUO.

2279

Obraz
Brawo ja.

Wynorałam w internetach, że Jysk pragnie wyprzeć w moją stronę parasol ogrodowy o średnicy 3 m za jedyne 100 zł (plus podstawa kamienna 135 zł). Normalnie pomyślałam sobie: wstanę. Wstanę, naciągnę na dupę coś bardziej wyjściowego niż dres, postaram się nie kaszleć, pojadę, kupię. Nie, żeby mi przez myśl przeszło jakąś urodę sobie namalować, skąd! Albo inne szpilki. Ze wsi jestem, to zobowiązuje, więc się wystroiłam w baleriny z Biedry*. Z zeszłego sezonu, bo pies nie zdążył.

Dygresja
Ten pies jest niezmordowany. Dostał gryzaka i zasuwa od dwóch godzin. A co się nasapie!
Koniec dygresji

Nie chciało mi się jak jasny gwint, ale trzy metry parasola za stówę i w dodatku na korbkę... (Korbka w cenie). Kolor - jasna zieleń. Znaczy parasol, nie korbka. Ja mam dom kolor jasna zieleń, więc wiecie. Pojechałam.
Pani w sklepie została zaskoczoną propozycją wyparcia parasola ogrodowego o średnicy 3 m za stówkę. Ale ja jestem twarda. Wypierali informacyjnie w internetach? To co nie ma, jak m…

2278

Drogie dzieci! Dziś opowiem Wam o tym, jak się rodzi plotka.

Rozmawiam z kolegą K. na korytarzu.
Ł: Co trzeba zrobić, żeby się przenieść do innej przychodni?
K: Nic specjalnego. Po prostu idziesz, wypełniasz deklarację. No i wybierasz lekarza.
Ł: Ja to pewnie jeszcze położną środowiskową. Gdyż podobno jestem w wieku rozrodczym, haha.

W tym momencie mija nas moja pracownica M. Zatrzymuje się i wybucha entuzjazmem.
M: Jesteś w ciąży?!
Ł: JA?!
M: Bo mówiłaś, że wybierasz położną...

W tym momencie mija nas koleżanka A.
A: Jesteś w ciąży?!!! Słyszeliście? Asia jest w ciąży!
Ł: Kurwa. Jeśli gorączka i kaszel są objawami ciąży, to tak, jestem w ciąży.
K: Gdybym ja się dowiedział, że moja żona jest w ciąży, to na pewno dostałbym gorączki. I kaszlu. I chyba jeszcze bym wymiotował. Więc tak - to SĄ objawy ciąży.
A: Ooooo... Ja też bym wymiotowała. I może zemdlała. I umarła. Tak, to są objawy ciąży.
Ł: Święta naiwności! A ja tylko chciałam zmienić przychodnię...

2277

Z cyklu: Złote myśli Dzika.

Najgorsza jest ta psia ślina.

Babcia Dzika: Poczekaj chwileczkę, babcia się tylko uczesze i możemy iść.
Dzik: Nie czesz się. Jak na starą babę, to całkiem dobrze wyglądasz.

***

Zaległość primaaprilisowa.

Jedziemy samochodem, w radiu dzieci opowiadają, jak nabierały rodziców. Jedno mówi, że przestawiło matce budzi z szóstej na piątą, haha, ale się mamusia zdziwiła.

Łoterloo: W przyszłym roku też ci tak zrobię.
Pan Architekt: Dziękuję, ja już miałem swój Prima Aprilis. O trzeciej rano obudził mnie potworny smród. Wyszło na jaw, że Lesiek zesrał się w gościnnym. Co było robić? Sprzątnąłem. Kiedy skończyłem, przeszedł Lesiek, powiedział Prima Aprilis i zesrał się w tym samym miejscu.
Łoterloo: Może ci się wydawało?

***

Dzięki, że pytacie - czuję się potwornie. Jutro idę do pracy tylko po to, żeby po niej udać się do lekarza celem pozyskania tzw. L-4. W dupie to mam.

2276

Obraz
Kochani!

Bardzo dziękuję za życzenia: i te urodzinowe, i dotyczące zdrowia. Przepraszam, że nie odpowiadam na Wasze komentarze, ale nie mam siły. Informuję uprzejmie, że mimo gorączki zdobyłam się na wzięcie udziału w wiekopomnym wydarzeniu i polecam to i Wam. Panie piszą o sobie, panowie mogą pisać o swojej trosce o bliskie kobiety. Kopiuję tu wszystko bez formatowania, bo nie mam siły formatować.

Na fejsie założono wydarzenie Trudny Okres. Tym, którzy z fejsa nie korzystają, kopiuję treść:

Rząd pragnie kontrolować nasze macice, komórki jajowe i ciąże. Czy to nie miłe, że tak o nas dba? Ułatwmy mu zadanie - informujmy Panią Premier Beatę Szydło o szczegółach naszych cykli.
Tak, jak zrobiły to Amerykanki w stanie Indiana ( http://www.dose.com/health/28000/Women-Troll-Indiana-Governor-With-Hilarious-Calls-About-Their-Periods )- zasypmy naszą Prezes Rady Ministrów informacjami, pytaniami lub wątpliwościami związanymi z naszym cyklem miesiączkowym, miesiączką, owulacją, upławami. Niech ma …

2275

W ramach prezentu urodzinowego Zuzia zaraziła wszystkich.
Umieram na gorączkę.
Nie ma nam kto szklanki wody podać.

2274

Obraz
Hapi berzdej tu mi.

W ramach prezentu zrobiłam sobie ławkę.


Ugotowałam zupę, zrobiłam pranie, pozmywałam i jestem bardzo zadowolona. Zuzia ma infekcję z atrakcjami w postaci skoków temperatury do 40 stopni, więc odmówiłam wszystko, co chciało być na dziś umówione i usiłuję co rusz przekonać ją, by coś wypiła lub zjadła. Czasem (nieprzesadnie często) mi się udaje.

Lesiek założył dziurę w płocie, uciekł do sąsiadów, wyjadł wszystko kurom, a potem udał się do szopki, ukradł suchy chleb i uciekł. Sąsiedzi odnieśli się do tego ze zrozumieniem.
Jest tak pięknie, że nie życzę sobie niczego więcej. Abyśmy tylko zdrowi byli.

2273

Obraz
Poszłam się podpisać na liście.

Zawsze było tak, że każda grupa zawodowa miała listy w teczce innego koloru. Moja była akurat błękitna. Idę, patrzę - kadry doszły do wniosku, że teczki się wyszmaciły, więc wymieniły na nowe. Teraz wszystkie są niebieskie.

No to gryps - pomyślałam. Codzienne poszukiwanie, która moja. Poszukiwanie poprzed studiowanie nazwisk. Ale nie! Opisały!
Rozgarnęłam kupkę i padłam.

Bo niby wszystko jest jasne.


Aż tu nagle...


Szefa nie ma, to myszy harcują.