26 kwietnia 2012

1012

Dzieci są niewiarygodne. Obojętne w jakim są wieku, bez litości sprawdzają granice, do których mogą się posunąć.  Kiedy są małe, sprawdzają na przykład, jak późno mogą położyć się spać.
- Dziku – przemawiam czule do Wojciecha Maksymiliana – przestań skakać jak wściekła pchła. Pora spać.
Dzik ma to w głebokim poważaniu. Śmieje się, jak opętany, gramoli się na moje kolana, rozkłada ręce i bezwładnie wali się na łóżko. A następnie podaje mi bosą stopę, ponieważ uważa pociąganie za nią za znakomitą zabawę.
- Dziki dziku – powtarzam – opanuj się, już czas na sen.
Dzik ma to w głebokim poważaniu.

Umęczona pracą na trzech etatach plus opieką nad opętanym dzieckiem matka dzika wyprowadza się z równowagi. Zgrabnym ruchem pacyfikuje potwora, zatyka mu otwór gębowy butelką z mlekiem i usiłuje zaprowadzić go do krainy snu. Nie z dzikiem jednak te numery.
Widzę, że 15-godzinna aktywność na najwyższych obrotach sprawia, że matka dzika jest bliska sprzedaniu go na allegro.
- Spokojnie, zaraz go załatwimy – interweniuję.

Rozkładamy w kuchni krzesełko, upinamy dzika pasami bezpieczeństwa, siadamy przy stole, pijemy kawę i przestajemy na niego zwracać uwagę. Dzik z początku jest zadziwiony. Następnie zszokowany. Potem następuje oburzenie. Kto jest nieważny? Kto? Dzik jest nieważny? Z otworu gębowego dzika do mieszkańców całej kamienicy dochodzą informacje o niewłaściwym traktowaniu niemowląt.
Spokojnie zwracam się do opętanego przez szatana:
- Możesz tu siedzieć z nami cicho albo iść spać.
Następnie zanosimy dzika do łóżka i zatykamy otwór gębowy butelką. I tak trzy razy. Za trzecim razem uzyskujemy to:

Photobucket
Nalewam nam po kieliszku wina. Trzeba uczcić fakt, że dzik nie został krwawo zamordowany.
- Jesteś niezwykle przebiegła – matka dzika bezsilnie osuwa się na krzesło.
- Wybór w zbiorze zamkniętym, czyli pomiędzy A lub B, sprawdza się prawie zawsze. Tylko nie wolno dać się wciągnąć w rozgrywkę, której warunki dyktuje nieletni – uśmiecham się, poklepując ją ze zrozumieniem po dłoni.

Obecnie Wojciech Maksymilian nadal nas sprawdza.
Ale nie będzie nam tu wypierdek dyktował warunków, co nie?
Matki i ciotki na etacie ojca zastępczego muszą byc twarde. Ot co!

22 kwietnia 2012

1011

Jak się tutaj mieszka, można być pewnym, że samotność i zaniedbanie człowieka nie dotknie. Zawsze ktoś jest w pobliżu, ktoś miękki, ciepły, zainteresowany i opiekuńczy. Zwłaszcza w stosunku do szynki.
A czasem w stosunku do innych produktów spożywczych. Bo trzeba być zaradnym. Nie wiadomo, kiedy przyjdą ciężkie czasy.

Szanowne Państwo, na zdjęciach Edward i jego serdeczna przyjaciółka Lavazza.

Photobucket
Photobucket

20 kwietnia 2012

1009

Notka dedykowana Macierzyństwu bez lukru.

Osoby o słabych nerwach proszę o odwrócenie wzoku od monitora.

Chrześniak mój, Wojciech Maksymilian, jak wielu chłopców w różnym wieku, uwielbia wietrzyć nabiał. Ponieważ po matce chrzestnej jest dzieckiem inteligentnym, szybko wykapował, że zmiana pieluchy to idealny moment na błyskawiczną ucieczkę z gołym tyłkiem. 
Matka Wojciecha Maksymiliana opowiada:

- Ranek. Kupa, rozumiesz. Ja wiem, co będzie. Więc myk go zgrabnie na plecki, łaps za rzep na pampersie i… już czuję, że wszystkie mięśnie ma w gotowości. Pociągam za rzep, a ten, jak nie wyskoczy! I wszystko zaczyna dziać się w błyskawicznym tempie… Młody spieprza z obesranym tyłkiem, zostawiając za sobą ślad, jak ślimak. W tym samym czasie kupa – pięknie wypracowana, zwarta, o gładkim obrysie – wypruwa z całą mocą w moim kierunku! Przelatuje mi przez spodnie, przez ręce, wybitnym odbiciem startuje w górę i… wali w stół, a następnie malowniczo osuwa się po jego nodze. Wszystko obesrane, młody radosny jak szczygiełek, a ja na starcie spóźniona do roboty.
I wiesz co? Znaleźć w pracy kupę pod paznokciami… bezcenne.

19 kwietnia 2012

1008

Przed Państwem… TADAAAM! narzędzie zbrodni. Niniejszym otwieram sezon produkcji pigwówki. Można zacząć się podlizywać. Najbardziej kreatywne wystąpienia mogą zostać docenione.

Photobucket

7 kwietnia 2012

1006

Wielka Sobota – dzień przygotowań, czyli: końcowe odliczanie.
Notka w formie luźnych przemyślen i skojarzeń

- Jakąż udręką może stać się ulubienie śliwek kalifornijskich dla osoby, która nie ma żadnych problemów z perystaltyką jelit… – skonstatowała prezesowa, faszerując schab. – Ostatnie wyczyny kuchenne z użyciem kaliornijskich nie skończyły się dla mnie zbyt dobrze.
Co pomyślawszy, zachowała się jak osoba dojrzała i wcisnęła w otwór gębowy wyłącznie jedną, osieroconą śliweczkę.

- Wolicie marchewkę na słodko czy z prażonym słonecznikiem i czosnkiem? – zadane w eter pytanie dosięgło adresatów.
- Ze słonecznikiem! – wrzasnęła Złośliwa @ (dawniej Potomstwo), nim wybrzmiał znak zapytania.
- Mmmmmm! Zachęcasz mnie. – odpowiedział Prezes, niezauważenie wpływając do kuchni, gdzie moje miejsce. – Ze słonecznikiem.
Przynajmniej nie muszę robić dwóch surówek z marchewki.

W ramach życzeń prezesowa otrzymuje MMS z gifem w postaci wyłupiastego kurczaka, wyskakującego z koszyka. 
- Niezwykle nabrzmiałe treścią. – odpowiada – Nawzajem.
Odpowiedź przychodzi niemal natychmiast.
- Nie pękaj, laleczko.
Zaliczam do najoryginalniejszych życzeń tego sezonu.

- Irytuje mnie, że twoje stopy są konglomeratem genów. – stwierdza prezesowa, łypiąc na stojącą boso i rozwichrzoną Złośliwą @ (dawnej Potomstwo).
- Czepiasz się!!! – wrzeszczy Złośliwa @ (dawniej Potomstwo) – Jeden palec mam po ojcu!!!
- Charakterek masz po ojcu. – smacznie stwierdza prezesowa, bo to ją, poniekąd, zwalnia z odpowiedzialności.
- Śmietnik jest przepełniony! – Złośliwa @ (dawniej Potomstwo) łatwo nie rezygnuje.
- Zabierz wychodząc. – prezesowa, nauczona latami doświadczeń, nie traci czujności.
- HA! Nigdzie nie wychodzę!
- No i teraz będziesz musiała pójść specjalnie do śmietnika.
2 : 0!

Na prezesową właśnie spłynęło olśnienie, dotyczące silnego uszczerbku w zastawie stołowej, dokonanego przez rodzinę. A jutro goście. I teraz dylemat: pożyczać talerzyków od sąsiadów czy olać sprawę i udawać, że tak miało być (oficjalnie: ujęcie artystyczne)?

Prezesowa, nabywszy ok. 10. miesięcy temu chrześniaka płci wybitnie męskiej, przeżywa rozterki, związane z nieprawdopodobnymi cenami zabawek marki Fisher-Price. Toż to szaleństwo jakieś! 
A może naiwność osoby odwykłej od kupowania zabawek?

- Dziecko kochane – peroruje prezesowa w kierunku łóżka na antresoli – przypominam ci, że Niedziela Wielkanocna, w opozycji do Wigilii, jest dniem, gdy rodzina zbiera się przy wspólnym posiłku w postaci śniadania!
- Obudź mnie koło wpół do dwunastej – fuczy niezadowolone łóżko.
- O drugiej przybywają na obiad goście – nie poddaje się prezesowa.
- To nienormalne, żeby jeść obiad o takiej godzinie! – łóżko jest coraz bardziej niezadowolone.
Prezesowa ulatnia się, uznając, że powiedziała już wszystko, co było do powiedzenia. I wpominając czasy, tak – wydawałoby się – niedawne, kiedy niektóre skowroneczki były w pełni sił witalnych o siódmej. Rano.

- Warkoczyk! – Złośliwa @ (dawniej Potomstwo) proponuje prezesowej świadczenie nieodpłatnych usług.
- Dobrze, ale wstaniesz jutro, jak tylko cię poproszę.
- Wstaniesz, wstaniesz… – zrędzi Złośliwa @ (dawniej Potomstwo) – Jak nie wstaniesz, to odsłonisz okno, włączysz telewizor, zaczniesz tłuc w kuchni garami, podśpiewywać i wołać: Zuzanko! Córeczko! Wstawaj!
- Ładnie się do ciebie odnoszę, prawda?

Wesołych Świąt Państwu życzę.


5 kwietnia 2012

1005


Od kiedy (czyli od pierwszego) zostałam project managerem (sic!), nieustannie nurzam się w skrajnościach odczuwania własnej sytuacji. Z jednej strony jestem zachwycona: nie pracuję w korporacji, nikt mnie nie gnębi dla idei i nie wydaje debilnych poleceń, wszystko, co robię, służy czemuś konkretnemu, a wymaganie jest tylko jedno – mam być skuteczna. Z drugiej strony: wieloletnie nawyki nie dają się łatwo wykorzenić, a ja nawykłam do robienia bardzo wielu rzeczy w bardzo krótkim czasie i czuję się dziwacznie. No i nie mam styczności z ludźmi, co jest wadą i zaletą w jednym. Znając siebie wiem, że długo pewnie nie wytrzymam, bo lubię ruch i wyzwania. Ale póki co – kulturalnie wypoczywam. Choć przyznam się, że już wczoraj poprosiłam o więcej pracy, bo coś mi mało. Ech, życie. Zawsze dobrze, gdzie nas nie ma.

3 kwietnia 2012

1 kwietnia 2012

1003


Powróciłam. Było atrakcyjnie, o czym w kilku odsłonach.

Odsłona pierwsza
Teść (zezując na prezesową):Teraz w modzie są kobiety bardziej przy kości. (do Teściowej) No jedz, jedz, Terenia.

Odsłona druga
Udaliśmy się przy okazji z wizytą do kuzynki Prezesa oraz jej rodziny. Mąż kuzynki jest muzykiem. Chałturzy na weselach.
Mąż kuzynki: Na początku nie mogłem tego strawić. Teraz uważam, że to niezwykle atrakcyjna robota. Bo widzicie… na ten przykład tropem węża zmierza ku nam (zespołowi – przyp. autorki) gość weselny.
- Panowie. Panowie! A wy mi tu zagracie?
- Oczywiście. A co pan szanowny życzy?
- Toboły!
- Sokoły?
- Toboły!!!
- Jakie toboły???
- No co? Nie znacie??? To tak leci: to boły piękne dni….

Odsłona trzecia
W stronę TAM jechałam solo. W stronę TU z Prezesem. Znacznie atrakcyjniej jest podróżować we dwoje.

Tomasz Knapik: Zwolnij. Za 800 m możliwy patrol policji.
prezesowa: Może Cię zaatakować patrol policji przebrany za grzybiarzy.
Prezes: Za tirówki.
800 m i 1 tirówkę później…
Prezes: Tomasz to wizjoner.
prezesowa: Całe szczęście, że zwolniłeś.

Odsłona czwarta
Tomasz Knapik: Za 800 m radar. Za 700 m możliwy patrol policji.
Prezes: Kumulacja jakaś. Chłopaki pilnują, żeby im radaru nie ukradli.
prezesowa (która tamtędy niedawno jechała): Tam nie ma już radaru.
Prezes: No i nie upilnowali.

Odsłona piąta
Tomasz Knapik: Za 900 m radar. Za 900 m radar. Za 900 m radar.
prezesowa: Co jest z tymi radarami?
Prezes: Otworzyli zakład fotograficzny.

Odsłona szósta
włącza się głupawka
prezesowa (czyta reklamy przydrożne): Patrz pan, szamba betonowe.
Prezes: Przychodzi klient. Dwa szamba betonowe poproszę.
minutę później
Prezes: Na grubym cieście.