28 listopada 2012

1080

Sięgam pamięcią najdalej jak potrafię i widzę moją mamę z umalowanymi ustami. Kiedy się nad tym zastanawiam, uzmysławiam sobie, że w tym „najdalej” mama jest chyba moją rówieśnicą. Jak na ówczesne czasy byłam dzieckiem późnym – rodzice moich koleżanek szkolnych mieli dwadzieścia parę lat. Moi – po czterdziestce. Dziadkowie rówieśników byli niewiele starsi od moich rodziców. Bardzo im zazdrościłam tych młodych mam, wyglądających prawie jak koleżanki, tych tatów z długimi włosami, w dzwonach i śmiesznych, szerokich krawatach (potem – w śledziach).
Moi byli zupełnie inni. Mamę lokalna społeczność nazywała „kapeluszową”. Była elegancka, jak na te siermiężne czasy – nikt przecież nie wiedział, że nocami ściboliła ciuchy z tkanin dziwnego pochodzenia i prowadziła rozbuchaną kooperatywę z zaprzyjaźnioną krawcową. Z resztek, ze „spadów”, z przeróbki. Oprócz tego była piękna, co jej zostało do dziś i przez całe życie stanowiło podstawowy powód damskiego ostracyzmu, o czym nigdy nie mówiła. Ale ja przecież jestem jej córką i nie potrzebuję dosłownego wyłuszczania. I zawsze miała umalowane usta.
Innych kosmetyków, zwanych dzisiaj „kolorówką”, nie używała, a przynajmniej tego nie pamiętam. Być może w jakichś zamierzchłych czasach pluła w tusz (dla niezorientowanych: pierwszy sensowny tusz wymyśliła Helena Rubinstein, miał postać suchego czernidła z dołączoną szczoteczką, więc większość kobiet, aby tusz uzdatnić, po prostu do niego pluła), ale w życiu nie widziałam. W czeluściach szafki łazienkowej tkwiły ze dwa niebieskie cienie, ale nieeksplorowane. Regularnie robiła sobie hennę brwi i rzęs. Wszystkie te nawyki pozostały jej do dziś. Jest po siedemdziesiątce.
W porównaniu do niej tkwię po uszy w „malowidłach”. Nie, żebym nie wyszła z domu z nienamalowaną urodą, ale po prostu lepiej się wtedy czuję. Więc kto mi zabroni. Co ciekawe, szminki używam niesłychanie rzadko, prawie wcale. Ale tak się zaczęłam w pewnym momencie zastanawiać, z czego bym zrezygnowała, gdybym mogła pozostawić tylko trzy kosmetyki kolorowe. No i doszłam do wniosku, że chyba nie mogłabym się obejść bez podkładu, różu i tuszu. Resztę pod presją umiałabym oddać.
A Wy?

PS Druga-mamo: Owszem, ta ankieta nie jest dla Ciebie. Wiemy, że nie ruszasz się z domu bez perfekcyjnego makijażu i manikiuru!

27 listopada 2012

1079

U nas Robótka 2012 idzie pełną parą.
Photobucket
A jak u Was?
Chodzą plotki, że część ludzkości (niektórych to z nazwiska znam!) rzeźbi kartki samodzielnie. Tymy rencamy. CZAPKI Z GŁÓW!

19 listopada 2012

1078

Jaka jest najlepsza wiadomość, która może otrzymać Pełnoletnia Młodzież? (I otrzymała).
W bibliografii do ustnej matury z polskiego masz za dużo pozycji!

18 listopada 2012

1077

Za udział biorą: Prezes (P), Pełnoletnia Młodzież (PM)
Miejsce akcji: kuchnia
Czas akcji: niedzielny wieczór
Wprowadzenie: PM robi prawo jazdy.

P: Jakim samochodem jeździsz?
PM: Czerwonym!

Kobieta!

17 listopada 2012

1076

Ta Kobieta, Co Ze Mną Mieszka (dawniej Potomstwo) zadzwoniła koło 16, że jej genialny plan na wieczór opiewa na udanie się celem dzikiego imprezowania do Gliwic. I co ja na to. Wyczuwszy, że pod tym pytaniem odkryję drugie dno, nieopatrznie zapragnęłam szczegółów. Błąd. Tu ostrzegam matki drobiazgu – im bardziej wybujałe (nie chodzi o wzrost), tym podstępniejsze.  Chodziło więc o dowóz. Naturalnie jestem fanką dowożenia pełnoletnich panien na imprezy. Z drugiej jednak strony… mam ją jedną, bez planów na więcej. Jeśli się zepsuje, to pozamiatane. Wyraziłam zgodę pozbawioną aplauzu. Po drodze zgarnęłam jednego sympatycznego studenta, który nazbyt chętnie deklaruje, że mogę do niego dzwonić, kiedy zechcę (owszem, zadzwonię kiedyś o 3 w nocy, niech wie, że mowa jest srebrem) i na miejsce dotarliśmy bez przeszkód.
Wysadziwszy młodzież zaczęłam zachowywać się lekkomyślnie (gdy nie ma w domu dzieci itd.). Ciemno choć oko wykol. Miasto słabo wyeksplorowane, lecz w nieustannej przebudowie drogowej. Zlekceważyłam porady Tomasz Knapika, bo nie kierował mnie na autostradę, postanawiając zaufać drogowskazom. Błąd numer dwa. Z tego miejsca chciałam serdecznie podziękować drogowcom za rozmieszczanie tablic informacyjnych w systemie kompletnie nawalonego Kapelusznika.
Zgubiwszy się po raz trzeci, z niejaką obawą skonstatowałam, że na desce rozdzielczej pojawiało się ostrzeżenie „OPARY”. Oddawszy się refleksji, miast odbijać w prawo, ruszyłam na wprost i wjechałam na obwodnicę, prowadzącą donikąd (czyli na pewno nie do domu). W tym momencie telefon oznajmił, że daje mi ostatnią szansę. Z GPSu wynikało, że jesteśmy w polach, a najbliższy dom znajduje się w odległości 35 km. Pod warunkiem, że znajdę jakąkolwiek drogę. Ciemno jak w d…, znaczy jak w nocy, obwodnica nieoświetlona, na moście, po jednym pasie w każdym kierunku, pobocza nie przewidziano, środkiem podwójna ciągła. Tomasz każe mi zawracać.
- Gdzie mam, #$%^&*, zawracać? – spytałam czule.
Nie odpowiedział.
Opary stawały się rzadsze. Bateria pustoszała. Stan znajomości terenu zbliżał się do wartości ujemnych. Cudownie po prostu. Och, jaka przygoda! A ja w sweterku, bo przecież tylko myk, myk samochodzikiem. I ciemność widzę.
Pierwszy zjazd w prawo przywitałam z dzikim entuzjazmem. Stolarzowice (znam) – do dupy, nie do domu, ale tam musi być jakaś cywilizacja. Mam plastik (is fantastik), zdobędę olej napędowy! I przysięgam… znaleźć się w okolicy dworca w Bytomiu (najbrzydsze miasto świata, nawet kabaret Łowcy.B już to obśmiał) – BEZCENNE.
Telefon naładowany, samochód zatankowany. O 1.30 jadę tam znowu. Naturalnie jestem fanką przywożenia pełnoletnich panien z imprez. Z drugiej jednak strony… mam ją jedną, bez planów na więcej. Jeśli się zepsuje, to pozamiatane. Znów wyraziłam zgodę pozbawioną aplauzu. A gdybym się ponownie zgubiła, na pace będę miała czworo maturzystów/studentów. Przynajmniej nie będzie nudno.

13 listopada 2012

1075

Nie jestem co prawda zwolenniczką nastawania na Boże Narodzenie przed Andrzejkami, ale Robótce należy się wyjątek.
Photobucket

Po szczegóły akcji udajemy się do Kaczki KLIK lub do Bebeluszka KLIK.
Wyzywam Was na kartkowy pojedynek! RACH CIACH!

11 listopada 2012

1074

Kobieta, Która Ze Mną Mieszka*, rzuca (mimochodem) wychodząc:
- Czasem czuję się, jakbym była twoją matką!
Jeden dzień jest pełnoletnia i już wkurwia.

* Dawniej Potomstwo.

9 listopada 2012

1073

9 listopada 1994 o godz. 7.05 przyszło na świat największe szczęście mojego życia…
Photobucket
… i od razu było niezadowolone. To jej zostało na lata ;o)
Na początku było nieskomplikowane. Spało,
Photobucket
jadło,
Photobucket
dziwiło się światu,
Photobucket
śmiało,
Photobucket
miało zamiłowanie do motoryzacji,
Photobucket
nie przetrzymywało nadmiaru wrażeń i płynów,
Photobucket
stawiało świat na głowie (własny i mój także),
Photobucket
uprawiało sporty ekstremalne,
Photobucket
zachwycało urodą,
Photobucket
a nawet chodziło do szkoły!
Photobucket
Moja śliczna, malutka córeczka jest już dorosła.
Photobucket
Wszystkiego dobrego, kochana! Pięknego, wyjątkowego życia.