29 listopada 2011

Dyskusja esemesowa pomiędzy matką a córką

CórkaCzuję się, jakby mnie ktoś przeżuł i wypluł.
MatkaInfekcja, tak?
CórkaNieżyt nosa.
MatkaŁadne słowo taki nieżyt.
CórkaSłowo ładne, wydzielina z nosa mniej.
MatkaLepsza z nosa wydzielina
niż we włosach Twych plwocina*!
CórkaMiła Twoja rymowanka.
Ubliżanie już od ranka.
Dla córeczki takie słowa –
recepta na wagary gotowa.
Plwocina, plwociną,
a tu jednorożce giną.
Matka (musi mieć ostatnie słowo)Kocham Cię. Nieodrodnaś!
* No przepraszam… Uwielbiam słowo „plwocina”. Niebywałe wprost. Nie wiązać z desygnatem.

26 listopada 2011

W sytuacjach stresowych produkuję pożywienie na kilogramy

Należę bowiem do osób, które nie potrafią pozostawać w bezczynności. Z zajętymi rękami lepiej mi się myśli.
W związku z powyższym dokonałam dziś zakupów spożywczych (uwaga! za 100 zł! akcja „O” wdrożona) i wyprodukowałam sześć obiadów. Mogłabym z posiadanych produktów wyprodukować również siódmy (na piątek), ale się powstrzymałam, żeby ewentualnie zająć czymś ręce w tygodniu.
Efektem działań macoszych firmy jest przekarmienie mojej rodziny.

Chciałam tutaj podkreślić, że ja się umiem zorganizować, bo te 100 zł starczyło jeszcze na bieżące zakupy żywieniowe poza ciepłymi posiłkami oraz wino. Za 9,99. I na pewno będzie dobre, już tam się nie bójcie.
Prezesa doprowadzam do regularnego szału straszeniem ubóstwem. Zacisnęłam kościste paluchy wokół jego portfela i nie puszczam, co powoduje u niego odruchy histeryczne.
Nie ma! Dopóki czegoś nie wymyślę i nie zapewnię rodzinie regularnych przyzwoitych dochodów z mojej pracy, nikt tu złotówki nie wyda bez mojej wiedzy. Koniec i bomba.
Tak na marginesie – jeśli zacznę robić przetwory, powstrzymajcie mnie.

22 listopada 2011

Telegram

Szukam pracy. STOP.
Może być ciężka i taka, w której inni się poddali. STOP.
Lubię wyzwania. STOP.

PS Matka Poczta okazała się niestety złą macochą z bajki o królewnie Śnieżce.

15 listopada 2011

Kto tam żądny kocich aktualności??? Voila!


Na co mi przyszło, biednej sierocie?
Znosić bez przerwy kaprysy kocie!
I doprowadzać na skraj ruiny
budżet niewielkiej, lecz MEJ, rodziny!
Każdy poranek – wyzwanie nowe,
koty do tego są wszak gotowe.
Pokarm z Royala to jest policzek
dla kulturalnych panien kociczek.
Dziś jemy tylko wołowe serce,
a świeże zdobyć – trudne to wielce!
Jutro to serce już się nie nada.
Tak mi Tusieńka świtem powiada.
Jutro być może coś z wieprzowiny,
nad sercem bowiem stroimy miny.
A może przysmak z półki Whiskasa
będzie jak znalazł i pierwsza klasa?
A może chrupek pana Winstona?
Może myśl jakaś inna, szalona?
Może coś z drobiu? A może rybka?
Decyzja w sprawie nie będzie szybka.
I mało tego! Wszakże wyzwaniem
będzie posiłku tego podanie!
Bowiem jedzenie w kocim „karmniku”
trudności stwarzać może bez liku.
Jemy w łazience, na parapecie,
co na to, Państwo Drodzy, powiecie?
Może „paciaję” podamy z ręki?
Takie mam teraz za karę męki.
A na dokładkę jeszcze kroplówka.
Od tych kroplówek boli mnie główka.
Plucie tabletką prosto do celu…
Wyzwań mam wiele, Mój Przyjacielu!
O sińcach wspomnę jeszcze, niebożę,
obyć bez tego tu się nie może.
Kot bowiem mieści się gdzieś przy słupkach,
ale nie mieści się tam ma dupka…
Gdy Ci się zdaje, Drogi Człowiecze,
że Ci dzień który przez palce ciecze,
nie czekaj dłużej, spraw sobie kotka!
Kotek to będzie przyjemność słodka!
On Ci pokaże na czym to życie
polegać może – podpowiem skrycie.
On Cię ustawi za to do kąta.
A potem pójdziesz kuwetę sprzątać!

11 listopada 2011

Dzisiejszą notkę sponsorują literki B i D

W wolnej chwili zajrzyjcie na blog mojej koleżanki, współzałożycielki Klubu Gospodyń Miejskich. Tylko nie na głodniaka.
Z czystym sumieniem polecam, również osobom spoza Śląska, bo autorka podróżuje, więc pisze o tym, co zjadła zarówno na miejscu, jak i „w świecie”.
No i sama trochę gotuje.
A oprócz tego ostatnio oszalała przetworniczo.
PS Papryczka była pyszna. Słoiczek zwrócę.

8 listopada 2011

Korekta

Ups. W poprzedniej notce mialo być: „Otrzymuje smsy o treści”.
A nie – maile ;o)

Redakcja przeprasza wszystkich zainteresowanych.

7 listopada 2011

Nieuchronny rozwój

Prezes jest pracownikiem w 100licy zaledwie od dni siedmiu, a już otrzymuje maile o treści:
„Miałam cesarkę, brzuch trochę mnie boli, ale obie z Alicją czujemy się dobrze”.

Drodzy Czytelnicy! Szykuje się ślub!
Wyjdę za niego, bo w chwili obecnej nie mam nawet jak się z nim rozwieść!

2 listopada 2011

Zmiany, zmiany

Prezes został wielkim kierownikiem w swojej centrali. Można więc go często spotkać w 100licy. Np. teraz.
Wyliczyłam mu, że jego utrzymanie na obczyźnie kosztowalo nas dziś 7 zł.
Puści nas z torbami, ot co!

I każe mi rozmawiać ze sobą przez skejpa. A potem się śmieje z mojego wyglądu.
Rozważam wymianę zamków.