Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2017

2420

Monsieur O., zwany roboczo Okoniem, którego pole orne graniczy z naszym ogrodem i któren był uprzejmy w 2015 roku, w ramach tańca świętego Wita na kombajnie, skosić nam płot, chyba wytrzeźwiał. Aż miło popatrzeć, jak on orze na traktorze, trzymając się od naszej siatki na odległość czułą.

Inna sprawa, że się nie rzucaliśmy. Nie żądaliśmy odszkodowań. Nie windykowaliśmy mu majątku i nie nachodziliśmy w domowych pieleszach, choć wiemy, gdzie to jest. Określiliśmy oczekiwania na wymianę siatki z zapasem jednego przęsła z każdej strony. Zakończywszy prace polowe, Okoń po prostu przyjechał i wymienił. Nie miał z tym wielkiego kłopotu, bo tego typu płoty ma tu co drugi mieszkaniec i łatwo nabyć części w lokalnym budowlanym. Nie miał tez przesadnych kosztów. Rozstaliśmy się w pokoju.

W kolejnym sezonie Okoń przybył na swym wielokonnym, stalowym rumaku, podjechał nam do płota, aż zamarliśmy w niemym oczekiwaniu, a następnie ustawił się równolegle ze stosownym zapasem i jął żąć. Dojechawszy do…

2419

Jakem obiecała niektórym, tak czynię. A że z poślizgiem, to z bonusem.

W ubiegłym tygodniu kot marki Zofia odwalił numer w niektórych kręgach zwany Numerem Karola, a ci, którzy o tym nie czytali, po obecnej lekturze mogą sobie resztę dopowiedzieć. Otóż nadchodził mrok i w dodatku dżdżenie się wzmagało, więc zaproponowałam stadu, by wróciło do domu. Z uwagi na wzmiankowane wzmaganie wszyscy powrócili szybko i bez zbędnych ceregieli, nawet kot marki Edward, któren tylko odrobinkę zamarudził pod samochodem, by następnie rzucić się ochoczo ku drzwiom i matce, gruchającej ku niemu słodko wew tych drzwiach.
Wszyscy, prócz Zofii.

Ja się z Zofią znam od lat bez mała dwunastu, choć ostatnio ciuteńkę mi się wiek dzieciątek poptasił i chodzą plotki, że nawet od trzynastu. Po pierwsze wiem, że Zofia lubi żyć wygodnie, co nie obejmuje moczenia futerka bez potrzeby. Po drugie wiem, że Zofia jest kotem. Właściwie to Zofia jest kwintesencją kotowatości i mogłaby stać w Sèvres pod Paryżem tuż obok wzo…

2418

Z uwagi na porzucenie przez męża, co się bezpośrednio wiąże z pobytem w domu samosześć, rzuciłam się do różnych czynności, bo co tak tu będę sam siedział*. Skutkiem czego nie mamy już nic do wyprania (czy wysuszenia) ani do umycia i schowania w szafkach. Posunęłam się nawet do pielenia w ogrodzie oraz - mimo całkowitego braku wiary we mnie - napaliłam sama w piecu i nagrzałam sobie wodę (może się z nudów wykapię w wannie). W odruchu rozpaczy i poszukiwania zajęcia zlikwidowałam również barek. Nie, no co Wy?! Nie, że zlikwidowałam całkowicie, przecież nie jestem szalona, tylko przeniosłam wszystko, co w nim było, w inne miejsce, uprzednio rzeczy z innego miejsca przenosząc w inne miejsce. Tym samym przysięgłam sobie:
a. nie kupować żadnego alkoholu (wyjąwszy wino), póki nie wypijemy wszystkiego, co zgromadziliśmy obecnie w spiżarni**,
b. kupić wymarzoną kolonialną szafę na wina, którą obwąchuję od - bez mała - roku.

W celu realizacji powyższych śmiałych planów:
a. wypiłam resztę Metaxy…

2417

Obraz
MUSI to robić.


2416

Dzień szczepień

Wetka: Chciałam ci powiedzieć, że buty* robią furorę.
Łoterloo: No, ja myślę.
Wetka: Więc powiedziałam mężowi, że dzisiaj jadę do ciebie na kawę, żeby się nie martwił, że mnie tak długo nie ma.
Łoterloo: Ucieszył się?
Wetka: Błyskawicznie zareagował: "Do połykacza jedziesz?".
Łoterloo: Właściwie to powinien powiedzieć "do połykaczy". W końcu pierwszym pacjentem po połyku był u was Lesiek. Tylko on to wysrał.
Wetka: Jeeezuuuu, ale wiesz, jak teraz o tym myślę, to on powiedział "do połykaczy". Ma pamięć, cwana jucha!
Łoterloo: Kojarzę mu się z zawartością psich żołądków i drenażem przez ciebie portfela. A tak się starałam.



* Namówiłam ją na irregularki. Właściwie to nie musiałam długo namawiać.

2415

Obraz
Dziś będzie o sprawiedliwości. Czyli o czymś, co nie istnieje.

Jak już wszyscy wiecie, bo o tym pisałam, postanowiliśmy liczne korzyści, wynikające z zawarcia związku małżeńskiego, przekuć nieegoistycznie na coś dobrego dla innych. W związku z tym poprosiliśmy naszych weselnych gości, aby nie kupowali nam kwiatów i prezentów, a zamiast tego wyskoczyli z gotówki, którą zamiarowaliśmy przekazać naszemu ulubionemu ośrodkowi, czyli lecznicy dla zwierząt Ada przy Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu (albo odwrotnie). Plan ten doszedł do skutku.

Napisałam list:

Najdrożsi!

Nie znacie nas – jesteśmy jednymi z tysięcy, którzy z zapartym tchem obserwują Waszą piękną, szlachetną, pełną miłości pracę. Możemy więc powiedzieć, że to my znamy Was i poczytujemy to sobie za dumę – gdyby nie najnowsze technologie, być może nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że istniejecie. Dzięki Bogu za Internet i za Facebooka, niech żyją!

Od lat staramy się w miarę możliwości wspierać Waszą działalność. P…

2414

Uwielbiam tę robotę.

Szefostwo nieobecne. Spotkanie poranne.
Kolega Zastępujący Szefa: Odpowiedzcie mi na kilka pytań.
Sala: Dajesz.
KZS: Czy jesteśmy świetnymi fachowcami?
S: BA!
KZS: Czy umiemy się uwijać z robotą?
S: BA!
KZS: To może się dziś uwiniemy i wyjdziemy godzinę wcześniej?
S: Dwie godziny!!!
Łoterloo: Już idźmy!!!
KZS: Ale nie przeginajcie, cholera i ruchy, ruchy, ruchy.

2413

Obraz
Gdzie nos twój (wskazuje), tam żarcie twoje.

Poza tym nie wiem, czy Państwo zauważyło, że wychodząc naprzeciw oczekiwaniom różnych grup społecznych, posty umieszcza się dublem na blogu i na fejsie. Nie musicie dziękować, ale też się zbytnio nie krępujcie.

2412

Och, zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, strzeżcie się łatwych i pobieżnych ocen. Dzisiejszy wpis sponsorują Dorota Zawadzka i Małgorzata Kalicińska, czyli jak stałam się sławna, bo zrobiło mi się smutno i stać mnie było na szczerość, choć doktor House mawia, że wszyscy kłamio.
Państwo sobie wyobrazi, że nieznanymi ścieżkami na cichy, skromny fanpejczyk zabłądziła sława telewizorów, kobieta, która WIE – Zawadzka Dorota. (Psycholog. Doradca rodzinny. Niezależny ekspert. Wykładowca. Doradca RPD. Szkoleniowiec. Superniania – tak o sobie pisze). Znaczy… mam podejrzanych, ale nie powiem, bo już raz się niechcący wyraziłam i dostałam w ucho, żebym się jednak nie wyrażała z uwagi na interakcje międzyludzkie, zwłaszcza w zakresie Osób Sławnych, więc ego. Skądinąd słusznie dostałam, bo to mi przypomniało, że mamy dwoje uszu i jedne usta prawdopodobnie nie bez powodu, więc tym razem pobiegłam kurcgalopkiem po widelec i podrapałam się w język zawczasu.
No, dobra, dobra, już przechodzę do adremów. Otó…

2411

Zuzia wybrała emigrację.

Zbieram z ziemi kawałki połamanego serca i w milczeniu niżę na nitki, żeby upleść kanwę zupełnie nowego życia. Pomiędzy wkładam koraliki cierpliwości, słuchania w milczeniu, czekania w pokorze, niemądrzenia się, radości z krótkich chwil kontaktu. Przyklejam do nich myśli: "Czy zdążyłam wszystko przekazać?", "Czy przed wszystkim ostrzegłam?", "Czy będzie nosić czapkę, ciepłe majtki, rękawiczki?". Kto jej ugotuje kluseczki? Kto zrobi herbatę? Kto poskłada w kosteczkę wyprane ubrania? Czy jej ktoś nie oszuka, nie skrzywdzi, nie urazi? Do kogo pobiegnie ze skargą na zły los, wrednych ludzi, nieszczęsny splot zdarzeń? Komu się wyżali? Czy będzie szczęśliwa?!

Stoję w jej - nagle takim pustym - pokoju, czubkami palców przesuwam po miękkich pędzelkach do makijażu wetkniętych w wazonik, wącham perfumy porzucone na półce, przygładzam załamania ubrań na wieszaku i myślę, że wcale na to wszystko nie jestem gotowa. Że gdzieś mi umknęło te z gó…