Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2013

1287

Obraz
Jutro na 8.00 jedziemy z Babcią Sąsiadką do szpitala. Na tę znaczącą okoliczność zakupiłam Babci szlafrok


oraz różowe kapciuszki.

Babcia Sąsiadka była uprzejma oszaleć ze szczęścia. Najpierw nieco się wzbraniała, komentując, że takiej starej nie wypada chodzić w ładnych rzeczach (co za pomysł w ogóle?), ale oko jej błyszczało. Odziała komplet lilaróż i z przewrotną satysfakcją wyginała się przed lustrem.
Przed chwilą wpadłam do niej, by poczynić ostatnie ustalenia, a Babcia Sąsiadka zapytała, czy zechcę jej kiedyś pomalować paznokcie. - Owszem - odparłam. - Ale najpierw wybierzemy się do fryzjera, zrobić sobie kalafiury. Potem machniemy manikiur, a na koniec przyniosę błyszczyk, który mam dla pani specjalnie przygotowany. I na urodziny życzę sobie widzieć wyfiokowaną damę. - Co też ty tam opowiadasz! - Czyli zaproszenie na imprezę nieaktualne? - Jak najbardziej aktualne! - Więc stroimy się i będziemy pić. Przewidziano jakieś picie, czy tylko ą, ę przy kawusi? - Przewidziano! - No to z…

1286

Piszę sobie właśnie artykulik o zaburzeniach erekcji. Dziecko jednorodne zabroniło mi wpisywania weń osobistych refleksji typu:

Zaburzenia erekcji są oczywistą odpowiedzią Matki Natury na trwające pół życia miesiączkowanie, wielomiesięczne ciąże oraz użeranie się z bachorami, partnerami i mężami. Że już nie wspomnę o teściowych. Są odpowiedzią na brak czasu dla siebie, nieustanne wybieranie jako genialnej rozrywki - kwadransika snu. A dobrze wam tak!

Smuteczek. Szkoda.


Update
Zadanie na dziś. Wytłumacz mężczyźnie, dlaczego nie wolno pozostawiać oblepionej mlekiem dyszy do pary w ekspresie na miejscu bez mycia. Można tłumaczyć jak krowie na rowie (bo to niehigienicznie, bo się przyklei i można uszkodzić ekspres, bo nie jestem tu od sprzątania po tobie). W ciągu pierwszych dziesięciu minut nie wolno uderzyć słuchającego. No cóż... nie mówiłam, że dam łatwe zadanie.

PS Klikacie dla Mikołajka? Dziś ostatni dzień! 

1285

Obraz
Psę udało się nam na noc u kogoś umieścić. Niestety nie było szans na pozostawienie jej w domu, bo Zocha odkorkowała emocjonalnie. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Ona niby taka dziarska, ale jak coś się dzieje, to reaguje paniką i robi się agresywna.

Karol po prostu zniknął w szafie. Edek usiłował zbadać zjawisko. Było ciężko, bo psa z przyjaźni do świata goniła go po pokoju (włączając meble) i nie miał szans na spokojne obwąchanie. Prywatnie uważam, że Edek akurat cieszyłby się z tego towarzystwa, bo sunia była młodziutka i chętna do zabawy, a on może szaleć godzinami. Zdążyła opluć nam wszystkie lustra (wyraźnie nie znała zjawiska, bo wpadała na nie), zadeptać dokumentnie łazienkę, wyżreć karmę i złapać za serce.
O szóstej rano zadzwoniła koleżanka Zuzi, która zaopiekowała się psą w porze nocnej i kazała natychmiast ją odebrać. W związku z powyższym nic nie zdążyłyśmy załatwić. U nas w domu nie ma drzwi (tylko do łazienki) i nie da się zwierząt od siebie odizolować, żeby mogły przywy…

WAŻNE!!!

Obraz
Ludzie - Zuzia przyprowadziła do domu psa. Śliczny, na oko czteromiesięczny szczeniak, nie znam się na rasach. Suczka. Jest czarny z białymi elementami, ktoś go ewidentnie wywalił z domu albo zgubił, bardzo lgnie do rąk. U nas zostać nie może, Zośka dostała absolutnego szału, zatłucze go. Pilnie potrzebuję domu dla gnojka. Na tę noc udało mi się znaleźć dla niego lokum, ale zapowiedziano, że tylko do rana.
PO-MO-CY!!!

Dowiozę w obrębie Śląska. Nie jestem w stanie zapewnić mu żadnej opieki, więc jak coś się nie znajdzie, rano wyląduje w schronisku :(


1284

Niech mnie ktoś zreanimuje, bo nie mogę przebrnąć przez ocenę poziomu edukacji pacjentów, dotyczącą trybu życia po transplantacji serca. Materiały mam... papierowe. Stanowisko pracy jest do dupy. Już się nosem podpieram, a tu jeszcze z tyłu dyszy na mnie to cholerne niewzwiedzione prącie...

Solennie postanawiam być zdrowa do ostatka dni swoich.

Zofia wygląda przez okno, trzymając w pyszczku jedno dziecko. Jak się jej nudzi, to je po prostu wypluwa. Z wysokości siedzącego kota. Ciekawe czy robiłaby tak samo z żywym. Macocha.

Zu posiadła swój prezent maturalno - studencki w postaci nowego laptoka. Spała z nim dzisiaj. Ta to się umie wdzięcznie cieszyć. (Poczyniła również karczemną awanturę na okoliczność odarcia sprzętu z folii. Nie, żeby chciała mieć ofoliowany - pragnęła to zrobić samodzielnie).

Klikacie?!

1283

A co ja teraz czytam? Owszem, zdolność wykonywania tej czynności powróciła na szczęście. Nałogowo, czyli wszystko w normie. Treść czytanej publikacji jest przypadkowo jedynie zbieżna z wytwarzanymi, ale mi pomaga poniekąd. Wytwarzane bowiem wynikają z faktu coraz słabszej tolerancji alkoholu, który rozmiękcza mi wolę. Na trzeźwo bowiem uciekłabym z krzykiem. Tymczasem naturalna odporność mi spadła i masz babo placek. Rzeźbię.

Czytam otóż Nieśmiertelność autorstwa profesora Andrzeja Szczeklika (pięknie wydaną przez Znak). Niesłychanie wzruszająca książka, pobudza do myślenia. Dawkuję ją sobie z umiarem i sądzę, że na pierwszym czytaniu się nie skończy.
Nieżyjący od niedawna profesor był twórcą i kierownikiem II Katedry Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, rektorem Akademii Medycznej w Krakowie, która przekształcił w Collegium Medicum UJ. Wielokrotnie nagradzany i honorowany doktoratami honoris causa, łączył eseistykę z filozofią medycyny. A przy tym znano go z improwizowan…

1282

Ukończyłam niniejszym artykuł o jakości życia pacjentów z wyłonioną stomią.
A teraz mała ankietka.

Czy mam ochotę:
a. umrzeć,
b. porzygać się,
c. wyskoczyć przez okno,
d. obudzić się w dniu, kiedy gotowe będą kolejne dwa teksty.

Podpowiedź: jeden traktuje o zaburzeniach erekcji.

1281

Obraz
Proszę bardzo.
Niestety  nie jestem uzdolniona fotograficzką, co stwierdzam z przykrością. Ale są. Moje fuksjowe szpileczki.


A następnego dnia jechałam do mamy i wykończyłam się na kobaltowo (nie daję głowy za określenie tego koloru). I nagle, och, och, przed szafą mą magiczną stojąc, zrozumiałam, że nie posiadam przystającego obuwia. A wtedy nastąpiło olśnienie! Widziałam w lokalnym spożywczaku!
No i rzeczywiście.


Odcienie rzeczywiste różnią się od tych na zdjęciu. Szczególnie na dolnym.

PS Muszę mieć dom, bo mi się buty w szafce nie mieszczą.

1280

I zapomniałabym dodać, że nikt, NIKT poza panem doktorem nie zachował resztek przyzwoitości, widząc moje buty.
Różowe buty.
Na trzynastocentymetrowej szpilce.

Ten, jako jedyny, nie skomentował.

1279

Donoszę uprzejmie, że wczora z wieczora udałyśmy się z Babcią Sąsiadką na konsultację do innego lekarza. Medyk ów, powiadomiony uprzednio o naszej wizycie, wykazał się atencją, przyjaznym podejściem do pacjenta oraz dużą dozą umiejętności w zakresie manipulacji psychologicznej (w postaci np. całowania rączek, na co panie w tym wieku - w przeciwieństwie do mnie, ale zniosłam dla dobra sprawy - bywają łase).

Babcia Sąsiadka została przebadana. Zebrana i usystematyzowana przeze mnie bogata dokumentacja medyczna uległa przeglądowi. Doktor machnął USG, nie tylko piersi, sprawiającej problem, ale także drugiej i nawet tarczycy, zapytawszy wprzódy uprzejmie, czy pacjentka raczy wyrazić na to zgodę. Raczyła. A następnie tonem nieznoszącym sprzeciwu zawyrokował:
- We wtorek rano wpada pani do mnie na oddział. Zmianę usuwamy. Piersi nie usuwamy. Do południa przeprowadzimy badanie mikroskopowe i będziemy mieli pełną informację. W środę z żalem panią pożegnam i wypiszę do domu. Następnie radioter…

1278

Nie
Do
Wiary.

Boli mnie gardło. I ucho. Dawno nic mnie nie bolało (ironia i sarkazm).

Zmykam skontrolować, czy Protoplaści nie uganiają się w miejscu po balkonie, bo są zakusy. A na dwudziestą z Babcią Sąsiadką do nowego doktora.
Czymta kciuki. Doniosę uprzejmie.

1277

Obraz
Lukier na babeczce macierzyństwa.
W życiu piękne są tylko chwile - śpiewa głos w radiu, a ja zdrapuję lukier i oblizuję się z rozkoszą. Nic to, że nieco przeterminowany. Mam specjalny segregator, którego główną funkcją jest zachowanie świeżości produktu. W najgorszych chwilach sprawdza się znakomicie.





I na koniec najsłodszy lukier, jaki otrzymuje się od osoby finiszującej w gimnazjum. Kwiat to rzadki, w pełni chroniony. Przechowuję do dzisiaj.




- Co ty tu fotografujesz? O Jezuuuu...
- Mam tego pełne szafy.
- Znowu będzie się ze mnie naigrawać publicznie?
- Niewłaściwe słowo. Chwalić się będę.
- To zielone... Czekaj, ja też chcę zrobić zdjęcie. Nie do wiary!

1276

Obraz
Ze specjalną dedykacją dla Zmorki. Bo mi się nie chce grzebać w archiwum.

Oto lokatorzy. Dzicy. Żadnych opłat nie wnoszą. Pożerają zasoby portfela. Kradną. Wszędzie rozrzucają kudły. Nieustannie domagają się mojego zainteresowania (szczególnie Edward). Z nieznanych przyczyn wciąż muszą się na mnie pokładać. Czasem grupami.
Okresową śmierdzą paszczą. Niektórzy bardziej.




Oczywiście nie jest to moje ostatnie słowo.

* Autorką tego zdjęcia jest Ania. Kiedyś miałam gdzieś zalinkowany jej blog fotograficzny, ale mi się zgubiło. Więc odsyłam do kulinarnego.

1275

Obraz
Na wietrzną rzeczy pamiątkę noszę w kolejnych portfelach niezbity dowód fatalnej jakości mego macierzyństwa. Naturalnie za cholerę nie potrafię sobie przypomnieć, o co poszło. Istnieje domniemanie, że powodem był brak pociągu do edukacji szkolnej, na co dość jednoznacznie wskazywałaby data wytworzenia dokumentu oraz wybitna koślawość pisma i wstręt do ortografii (córka polonistki).

Tak nam w pamięci zostają róże i puchy, nader łatwo zacierając rodzicielską podłość.


W kolejnym odcinku róż i puch. Dla ocieplenia atmosfery.

1274

Obraz
Ale żeby AŻ TAK?!

1273

Łech, łech, łech!!!
Zatrzasnęła sobie kluczyki w samochodzie. Oraz całe dobro. Torebkę, znaczy. Telefon. Wszystko.

A mówiła mamusia, że to jest dziwny samochód i nie wolno iść na łatwiznę. Nie zamykać zamka od strony kierowcy, gdy się nie ma kluczyków w garści. W ogóle nie zamykać w ten sposób, tylko normalnie.
Albowiem kluczyki już byli dorabiane.
Chyba zadzwonię do mamy. Która jest mistrzynią w zatrzaskiwaniu kluczyków w samochodzie.
Niech wie, że jej geny nie poszły na marne!

1272

...
Trudno mnie znaleźć?

Jak to policja, nigdy jej nie ma, kiedy jest potrzebna, haha.

Ależ my zawsze jesteśmy, tylko w okrojonym składzie.

Taaa... Mocno rozproszeni. Typowa reakcja chemiczna: nasycenie policjantem w środowisku spada i staje się niedostrzegalne.

No. A jak się wreszcie pojawiamy, to nas mylą z listonoszem.
...

- Mamo?
- Tak?
- Dlaczego gadasz z dzielnicowym od ósmej rano? A potem piszecie sobie smski?!
- Pewnie mu się przyjechać nie chce. Widziałaś, jak pada?
- A co on? Na rowerze się porusza?
- Ty się poruszasz samochodem, a chce ci się teraz wyjść?
- No, nie. Ale w końcu wyjdę.
- On też wyszedł.
- Po czym wnosisz?
- Przestał pisać.
- Hehe, nasyca policjantem środowisko!
...

Kiedyś mieszkałam w Siemianowicach. Po jakimś czasie zorientowałam się, że dzielnicowym jest mój kolega z klasy z liceum. Nie wiem, czy mu nie wpływało na wizerunek noszenie mi siat do domu.
W związku z powyższym uważam, że pisanie smsów jest zdecydowanie mniej obciążające zewnętrznie. I obecny dzielni…

1271

Po powrocie do domu dzwonię domofonem Babci Sąsiadki. Ona nigdy nie pyta, kto idzie, tylko wygląda przez okno. Czekam z uniesioną głową.
Patrzy na mnie z góry.
- Hej, królewno! Spuść swoje warkocze - wołam.
Oczy jej się uśmiechają i grozi mi palcem. Wchodzę na górę.
- Zdrzemnęła się pani trochę?
- Tak.
- I co, lepszy humor?
- Nie.
- A co pani teraz robi?
- Płaczę i się boję.
- A ja nie mówiłam, że ma się pani jeszcze nie bać? To przepraszam. Ja sprawdzam kalendarz i poinformuję panią, kiedy należy zacząć się martwić i płakać. Zanim to nastąpi, pojedźmy do fryzjera zrobić się na laski.
- No coś ty. Po co? Jestem stara, paskudna i nikt mnie nie lubi.
- A kto pani takich głupot naopowiadał?
- Nikt mi nie musi mówić. Mnie się już nie da lubić. Zrzędzę ciągle. Narzekam. Wszystko mi się nie podoba.
- Coś takiego. To widać jakaś jestem nienormalna, bo ja panią lubię.
- Wcale że nie.
- Nie? To po co tu przychodzę?
- No nie wiem właśnie.
- Ha! Tu panią mam.
- A przyjdziesz na moje urodziny?
- …

1270

Dobra, dziewczyny. Potrzebuję wsparcia i to szybko.

Rozmawiałam z Babcią Sąsiadką na temat moich wątpliwości co do zalecenia lekarskiego w postaci mastektomii wraz z wycięciem węzłów chłonnych pachowych. Babcia Sąsiadka jest bardzo obciążona, a przecież z pewnością wiem tylko o części jej problemów zdrowotnych, a nic o sprawach dziedzicznych czy czynnikach ryzyka.

Która z Was miała z guzami piersi styczność, która może mnie jakoś pokierować, co mam teraz robić? Babcia Sąsiadka zgodziła się na konsultację u innego lekarza. Nie mam kompletnie pojęcia, jak to załatwić, do kogo uderzyć najpierw, co wymaga skierowań itd. A czasu bardzo mało, bo 14 października ma się zgłosić do szpitala.
Jest ktoś ze Śląska, kto zna jakieś konkretne namiary? Rozpuszczam wici, gdzie się da.
Pomóżcie mi.

W razie czego można pisać na adres: moje.waterloo/at/gmail.com. Jak kto ma adres z nazwiskiem - korzystać. Jak kto ma numer telefonu - wysłać sygnał, oddzwaniam.

1269

Babcia Małgosia ma raka piersi. 14 października idzie do szpitala na mastektomię.
Depresja, stany lękowe, nadciśnienie, cukrzyca i dwa udary to na pewno wciąż zbyt mało jak na jedną osobę?

1268

Ale co? No co?!
Korektoruję. Redakcjuję. Korespondentuję, przyciskam, naciskam, prowokuję, biorę na ambicję. Posunęłam się nawet do grożenia kocią kupą.
Kto nie miał ze mną styczności na tym poletku, ten zuch. I niech sobie pielęgnuje stan ów.

Tymczasem dzwoni Matka Chrzestna.
- Poszłam do ginekologa. Na Kasę.
- We wrześniu?
- Właśnie.
- Mieli jeszcze limit?
- Nie. No to mówię pani w rejestracji, że nie ma sprawy, wezmę wizytę prywatną. Skoro już się zmobilizowałam...
- I co? Bardzo drogo?
- Zaskakująco.
- Zaskakująco drogo?
- Nie. Pani mi odpowiedziała, że doktor nie przyjmuje prywatnie.
- A to dlaczego?
- Bo on się brzydzi brać od ludzi pieniądze.

Fascynująca historia. Ciekawe, z czego on żyje. Pewnie z jedzenia.


Update: I, ach, ach, nie do wiary! Zepsuł mi się bark prawy. Czy ja wyrabiam jakąś normę za całą dzielnicę?!

1267

Wraca przed północą. Wymiana uwag, chichoty. Po chwili spoglądamy na siebie znacząco. I jakoś tak ciągnie nas do kuchni.
Północ. Żremy. Pomiędzy jednym kęsem a drugim na wyprzódki komentujemy, jak to nie powinno się jeść o tej porze.
Wpół do pierwszej. Popychamy czekoladą.

- Wszyscy się ze mnie śmieją.
- Dlaczego?
- Bo jak pojawia się coś nowego do jedzenia, to ja mówię, że ty tego nie lubisz, więc nie ma co próbować, na pewno nie będzie mi smakowało.
- Jesteś klonem.
- Ano jestem.

1266

Obraz
O, żesz... Nie mogłam się powstrzymać.
Dlaczego nikt, uświadomiony muzycznie (np. taka martuuha), nic mi o tym nigdy nie powiedział?!
Istnieją formy życia, o których nie miałam pojęcia!


1265

Bardzo dziwne i trudne rozmowy. Takie, których człowiek zupełnie się nie spodziewa. Z kimś, kogo nie widuje się latami, a jeśli się spotyka, to ma się złe, przepełnione pretensjami relacje. W obie strony.
Nie wiem... Może trzeba było jakoś sensowniej piętnaście, dwadzieścia lat temu.
Nie wiem. Może wtedy się nie dało.
W każdym razie z pewnością mam teraz o czym myśleć. W końcu długie, zimowe wieczory za pasem.

1264

Obraz
Wszystkich, co już na fejsiku, z góry przepraszam. Ale tutaj się rozwinę, więc jeszcze nic straconego.

Tak już jest, że od czasu do czasu w moim życiu pojawia się nieuchronne. Próbuję z tym walczyć, wziąć na przeczekanie, ominąć jakoś, coś tam czary mary. Mowy nie ma. Dopóki nieuchronne dotyczy spraw o profilu: złapać gumę, otrzeć zderzak o ścianę (nie ja, ona), w plecach być połamaną, to trudno. Nie ma rady. Ale czasem ono dotyczy...

Z racji zawodu poznaję przez internet różnych ludzi, współpracuję z nimi i często, przynajmniej na początku, nie spotykam osobiście. Znajomości niejednokrotnie pięknie się rozwijają w formie pisemnej. Oni mi tekścik, ja im poprawki, oni mi focha, ja im cierpliwie, czasem się godzą. A czasem nie i wtedy schody, ale w końcu przeszkody są po to, by je pokonywać.
I tak onegdaj rozwija mi się dyskusja via e-mail z pewnym sympatycznym człowiekiem płci zdecydowanie przeciwnej.
- To co? Reguły mamy ustalone.
- Owszem.
- Więc napisz, co masz napisać, i wyślij mi.

JEST!

Obraz
Wróciła moja kruszynka. Superwoman. I nawet nie krzyczy - przypomnijcie mi tę chwilę za parę dni. Śliczna. Tęskniłam bardzo.

PS Tak, nie było mnie przez chwilę. Jeździłam na szmacie. Kupowałam. Siekałam. Ubijałam. Poddawałam obróbce cieplnej. - Gdzie moja rolada?! No, już grzeję. Już :o)

Update: Zocha szczęśliwa, jak pączek w maśle. Po pierwotnej fazie udawania, że nie wie, kim jest osoba przybyła, nastąpiła faza druga - wędrowanie z uniesioną kitą i dawanie wszystkim do zrozumienia, kto jest szefem.
Włączyłam ogrzewanie. Kto zrobił to zimno?!

1263

Obraz
Byłabym zapomniała. Zdjęcie pochodzi sprzed czasu jakiegoś i wykazuje, że nie ma człowiek w domu bezpiecznego schowka, gdy wróg czyha.

Wiem, że żółte. Mam w kuchni lampę w postaci żółtych kul i tak wychodzi.  Przepraszam, że nie czuję wyrzutów sumienia.
Śniadania dla wychodzących zawsze były wkładane do mikrofalówki. Całkiem się nieźle sprawdzało, aż przyłapałam Edka w pozie: łapy tylne i tylna część kota stoją na, łapy przednie wraz z głową znajdują się w. Całość skręcona pod katem, którego nie potrafię nawet określić.

Dzięki kotom nauczyliśmy się wszyscy porządku z prawdziwego zdarzenia. I jeszcze trochę dzięki mrówkom w poprzednim mieszkaniu. Jak raz zobaczysz ciastko, wędrujące na tysiącu odnóży, to ci się na zawsze odechce pozostawiania żywności na blatach kuchennych. Jedzenia też się odechciewa, ale tylko na jakiś czas.

Tymczasem zdjęcie potwierdza, że nie ma bezpiecznego miejsca na brudne łachy. Bo w pralce grzebie gruby, a w koszu siedzi Zofia. I trzeba cholernie uważać, żeby ko…

1262

Rodzicom niedawno ucięto balkon. Warto podkreślić – w znakomitym stanie (solidna, niemiecka robota, że tak pojadę uproszczeniem), nietknięty zębem czasu od lat bez mała siedemdziesięciu. Albowiem ktoś odkrył, że w pierwotnym projekcie balkony figurowały jako drewniane. Nawet najstarsi górale nie udzielają wyjaśnień, dlaczego budynek ten niezgodnie z projektem wykończono (balustrady metalowe) i oddano do użytkowania. Solidnie zresztą, jak wspominałam, wykończono, bo czas jakby je przeoczył. Te wykończenia.

Protoplastów musiałam związać i porzucić w kącie, żeby nie wybiegali z impetem na miejsce po balkonie. Dodatkowo – demontując antenę – pozbawiono ich dostępu do telewizji. Jaka by tam nie była, przeklęta kultura obrazkowa, to jednak stanowi pocieszenie dla emerytów. I leżą teraz w kącie, pozbawieni kultury fizycznej i sportu oraz wątpliwej rozrywki. Mają za to mnóstwo czasu na przemyślenia, dotyczące bzdurnego wydatkowania ich osobistych środków z emerytur. Gdy tymczasem w rurach nie…

1261

Uważam, że listy motywacyjne to debilizm. Nie rozumiem sensu tej instytucji.

Z uwagi na zmęczenie materiału, piszę coraz bardziej abstrakcyjne. Ciekawe, czy ktoś to czyta. I czy nie dla beki.

Aha! I mleko znowu podrożało, co stwierdziłam wczoraj w sklepie. Co jest z tymi krowami?

1260

A tak w ogóle to idzie zima akurat, chwycił mróz i śnieg już spadł, a ja nie mam płaszcza. Albo jakieś żałosne strzępy sprzed lat zasiedlają mi wieszaki - i nie, żebym była znudzona, ale są już w takim stanie, że śmieją się ze mnie bezdomni - albo inne takie, co to można by w zasadzie jakąś biedę okryć, gdyby nie fakt, że się z biedy wylęgło rozpasanie i musiałabym ją okrywać dwoma. Naraz.

Tak. Urosło mi. Nie piszę, że dupsko, bo ja się brzydko nie wyrażam.
Kiedyś tam byłam w sklepie i widziałam, ile płaszcze kosztują. Więc parówkowym skrytożercom mówię stanowcze NIE! No to znalazłam sobie mimochodem taką stronę, gdzie widnieje płaszczyk, radujący me niedowidzące oko w miarę rozsądną ceną. (Zważmy, że ja jednak noszę latami). I co się okazało? Mianowicie, że łansajz. Czyli coś pomiędzy 34 a 38. I dodatkowo z bawełny, więc to wcale nie jest płaszcz, tylko tzw. narzutka. Czyli czasem chroni w pomieszczeniach, jak od okna wieje. Nie za bardzo wieje, oczywiście.

Do wyboru pozostała mi szma…

1259

Obraz
Świnie.
Płot postawili nieprzejrzysty i teraz się muszę przez okno wywieszać, żeby zrobić zdjęcie. W dodatku z takiej perspektywy zupełnie nie widać, że kopara znajduje się w dziurze jak Berlin. Czyli mamy jasność, gdzie konkretnie stanie blok. Przy śliwce. Z okien będą rwali. Dranie.


W międzyczasie padłam ofiarą wykorzystywania na wszelkie możliwe sposoby. Auto jej umyj. Na przegląd jej pojedź. Zatankuj do tego, bo inaczej nigdzie nie pojedziesz na pozostawionych oparach.
Pa, pieniążku, pa.
- Przyjedź po mnie na lotnisko i zrób na obiad rolady. I kluski. Z uprzejmości nie każę ci robić czerwonej kapusty.
- Och! Doceniam.
- Pragmatyzm. I tak nie zrobisz.

A już się kroiło, że będzie trochę spokoju. Ten pan, co ze mną mieszka, wybywa na tydzień, więc mogłabym pławić się w lenistwie i życiu towarzyskim. Ale nie. Wraca, będzie rozrzucać śmierdzące skarpety, żądać mięsnych posiłków oraz odmawiać wykonywania jakiejkolwiek pracy, powołując się przy tym na wakacje, zmarnowane przy maszynie. A…

1258

Ha!
HA!

H A !!!

Wezwanie z poprzedniej notki się zdezaktualizowało.
Martaaaaa!!!

1257

Pragnąc wyjść naprzeciw oczekiwaniom martuuhy, zasięgnęłam języka u Kaczki, co przetarła szlaczki. Bo Kaczka jakoś tak sprawniej mebelki po pokoikach poukładała i pod obrazkiem ma drzwiczki do różnych, różnistych miejsc. Wiem, że nie tego żądała martuuha - czytelniczka abonamentowa (szczególne ukłony, do nóżek się ścielę) - ale jak spełnić jej prośbę... nie mam pojęcia. Tymczasem otwieram skrócik do dzieciaczków, przekonanych o konieczności budowania toalet, gdzie się tylko da, oraz do lepiejów, co to się nam cudownie rozmnożyły i szkoda byłoby to stracić.

Natomiast postulat martuuhy brzmiał następująco: zrób boksik na ostatnie komentarze. Bo tak się porobiło, że człowiek nie nadanża. Więc proszę bardzo - kto wie, jak to zmontować - rąsia w górę. Albo może ktoś wie, gdzie takiego gotowca znaleźć, ergo dorwać się do kodu HTML, to poproszę o link. Ja sobie wkleję. Chyba. Jak mnie rozum nie opuści całkowicie.

Ze spraw zabawnych - spotkałam dziś kolegę. Samo w sobie zjawisko nie byłoby dz…

1256

Obraz
Rąsia do góry, kto się za Dzikiem stęsknił? Luuuudzieeee... on tak klepie, że dajcie spokój. Dziś zaprezentował mi wywrotowe:
- Ciooociaaa! Na pupie z górki zjechałem!
(Rujnując sobie gatki na parkingu).
- Widziałaś, jaka KOPARA?!
(Wskazując mebel nr 2).

Szaleństwo werbalne.
Największą karą jest dla niego obecnie stwierdzenie: nie będziemy z tobą rozmawiać. Gdyż ma parcie na gimnastykę buzi i języka.

A wygląda tak:



I rządzi. I ludzkość po kątach rozstawia. I nie stosuje się do niczego. Absolutnie.


Update: Cisza się skończyła. Trwa lokalny festyn na pożegnanie lata. Ojacieżpierdzielę...

1255

Cisza.

Lubię to miejsce w niedziele. Przynajmniej lubiłam, dokąd budowa nie ruszyła, bo skutkiem budowy jest zagęszczenie ludności na centymetr kwadratowy i niebawem nawet w niedziele już tu cicho nie będzie. Tymczasem większość lasu wciąż stoi, choć ptaki chyba się spłoszyły, bo słabo je słychać. Wiem na pewno, że coś się stało, bo obudziłam się dziś przed piątą, a o tej porze zwykle strasznie drą ryje. Nie darły. I teraz też jakoś tak...

Siedzę sobie w kuchni na jedynym słusznym zydelku i pilnuję rozmrażania mięsa. Nie żeby tego trzeba było jakość szczególnie doglądać, ale Ędward nie śpi. On jest niezwykle ogarnięty, gdy w pobliżu pojawia się sugestia ścierwa. Zapobiegliwy taki. Potrafi zapobiec zjedzeniu go przez nas. Znaczy mięsa, nie Ędwarda. Po cichu potrafi zapobiec i praktycznie niezauważalnie. Więc trwam na posterunku, bo myślę, że musaka, składająca się wyłącznie z bakłażana i pomidorów może być... yyy... oryginalna w smaku.

Oprócz tego mam komputer i nie waham się go używać…

1254

Ponieważ wczoraj pojawiła się rekordowa liczba komentarzy (głównie dzięki mnie, sama se piszę, a potem prowokuję), dziś czas na schłodzenie atmosfery. Chciałam o książkach, więc mało kto będzie coś mówił - tu zarechotała radośnie i zaniosła się kaszelkiem.

Bardzo lubię czytać beletrystykę, dla której tłem są miejsca mi znane. Niestety nie jestem z Poznania, więc pozostaje mi tylko oblizać sobie nos z zazdrości dla mieszkających tam czytelników Jeżycjady. Tyle książek, rozgrywających się na ulicach, którymi chadzają codziennie. Mniam. Mogą sobie śledzić każdy krok bohaterów - kilku pokoleń bohaterów! Mogą przymnkąć oczy i widzieć budynki, place, parki, słyszeć dzwonki tramwajów, buczenie autobusów, wszystkie odgłosy miasta. Mogą nawet posunąć się do takiego bezeceństwa, by zabrać książkę pod pachę, ustawić się w jakiejś opisywanej akurat scenerii i smacznie podczytywać. No, bardzo.
Nie mieszkam też w Krakowie ani w Warszawie, więc praktycznie cała radocha mnie omija. I to nie jest to s…

1253

Obraz
Ponieważ mitenki była taka uprzejma wrzucić nam powalający link, to ja będę uprzejma podnieść go na stronę główną, żebyśta Państwo se nie musieli kopiować i wklejać.


Cudne. Lepsze niż oryginał (moim zdaniem). Inna sprawa, że ja jestem w Stence permanentnie zakochana od lat, więc pewnie trudno mnie podejrzewać o choćby strzępki obiektywizmu.

Chciałam też nadmienić, że po szczepieniu boli rączka. I teraz. Jeśli jesteś mamusią lub tatusiem nieletniego, który po wizytach szczepiennych psuje ci noce... obudź w sobie współczucie. Jestem duża, a i tak mi przykro. Raczej więc nie oszukuje, podły kombinator.

I ostatnia uwaga. Chyba dziura miała rację, bo koty strasznie pakują. Tak już od trzech dni circa about. Chyba idą słoty, pluchy, zawieruchy. Jednym słowem: ZUO!



Update.
A wicie, że wszyscy śpicie wyłącznie pomiędzy 2 a 4? Zwróciłam na to uwagę w statystykach (tam mam takie przystojne wykresiki). Rzecz się powtarza z podziwu godną regularnością.

1252

Obraz
Rehabilitacja. Tak, zdecydowanie rehabilitacja. Koniecznie powinnam ją sobie...
...wykupić.
Niech mnie pocałują w krąg.
W ramach wykupywania, opłaciłam sobie szczepienie przypominające na WZW. Ale od początku.

Otóż odniosłam wrażenie, że pani doktor była jakby nieco urażona moimi wynikami badań. Prześwietlenie, nie dość, że wyszło i to ostro, to jeszcze nie wykazało zmian z półeczki: złamania, pęknięcia, przemieszczenia, wysunięcia dysków, ograniczenia przestrzeni międzykręgowych itd. Na szczęście pani doktor odkryła odwapnienia, co wpompowało w nią nieco życia i umożliwiło wydanie kilku zaleceń.
Bardzo kłopotliwa sytuacja wytworzyła się w trakcie oglądania wyników badań krwi. Wszystko w normie. WSZYSTKO.
- A ten cholesterol... - zawiesiła głos lekarka, która parę dni wcześniej eufemistycznie* przekazywała mi, że jestem zdecydowanie za gruba i za blada. - Cóż... Niesamowity wynik. Dawno nie widziałam, żeby ktoś miał taki wysoki dobry cholesterol.
- Jak wspominałam, pani doktor, taka b…

1251

Obraz
Ach, strach, strach, rany boskie!
Rany boskie...



Och, służba zdrowia!

Najpierw gabinet zabiegowy w zakontraktowanej przychodni. Pani pielęgniarka miła, mimo że rzuciła się na mnie z ostrym narzędziem.
- Przepraszam bardzo, czy mogę coś zasugerować?
- Proszę.
- Ta. Bo widzi pani, kiedyś robiono mi tomografię z kontrastem i obsługiwał to pewien młody człowiek.
- Odporny na sugestie?
- Owszem. Skłuł mnie potwornie, a i tak się skończyło na tej.
- To ja pominę etap z próbami.
- Jestem niezmiernie wdzięczna.

Cukier 107. Luz bombalina. Reszta wyników jutro.

Następnie RTG odcinka lędźwiowego. Zupełnie inna przychodnia.
- Na którą pani umówiona?
- Na żadną. Dzwoniłam we wtorek i usiłowałam się umówić, bo obecnie oczekiwanie sprawia mi duży problem. Osoba, która odebrała telefon, powiedziała, że nie umawiają państwo na RTG. Trzeba po prostu przyjść.
- Absolutnie trzeba się umówić.
- Proszę pani, ja się ledwo ruszam. Dojechać tutaj, to dla mnie kłopot. Dlaczego udzielają państwo informacji niez…

1250

Wpół do ósmej jeszcze nie odgwizdali, a tu ciemność nadchodzi. Chciałam stanowczo zaprotestować. W ramach tego protestu wrzasnęłam do dziury w suficie:
- Wpół do ósmej jeszcze nie odgwizdali, a tu ciemność nadchodzi.
- Jesień idzie, nie ma na to rady - burknęła dziura filozoficznie.

Rada. Nie róbcie sobie dziur w sufitach, bo one za grosz człowieka nie potrafią podnieść na duchu.

(A dziecko oczywiście milczy).
(Flądra).

1249

Obraz
Budowa trwa. Przyjechali panowie koparkowi i wbili pozostałe słupy. Poczułam atak klaustrofobii.



Za chwilę drzew między słupami nie będzie. Poczułam atak żądzy chlorofilu. Z powodu konieczności uzupełnienia pobłogosławiłam fakt, że przez nieobecność Zuzanny trawniki nie zostały skoszone (a to się ucieszy). Mogę więc iść nażreć się trawy. Roniąc krokodyle łzy, nawilżające pozostałe zieleńce z pożytkiem doczesnym.

Rozochoceni panowie koparkowi przypuścili atak na śliwkę, więc poleciałam ratować. (Poleciałam! Haha!). Widzi mi się, że odsiecz powzięta we właściwym momencie, bo za 3 minuty byłoby po wszystkim i to w sposób wielce niekulturalny, czyli poprzez atak koparką.
Ruiny i zgliszcza.


Zainteresowanym przypominam, że jeszcze niedawno śliwka wyglądała tak:


Z pomocą przybyła martuuha, gotowa osobistą piersią, nieodzianą w stosowny rozmiar biustonosza, bronić do ostatka. Szczęśliwie obyło się bez ofiar w ludziach, bo panowie koparkowi okazali się dość ustępliwi, mimo że nie widzieli w ak…

1248

Obraz
A tymczasem...
...myszy dokonują przeglądu wydarzeń bieżących. Nic takiej myszy nie rusza. Nic. A jak się rozwaliła, niecnota!


1247

Życie jest takie niesprawiedliwe.

Nie dość, że po wizycie w przychodni (okupionej krwią i blizną, dojechać tam i odsiedzieć w poczekalni było koszmarem) leżę martwym bykiem, co i tak nie jest komfortowe, bo zastanawiam się jedynie, czy bardziej mnie boli, jak leżę na lewym boku, na prawym, czy na wznak; nie dość, że rujnuję sobie wątrobę jakimiś koszmarnymi lekami przeciwbólowymi, które i tak nie skutkują; to jeszcze jestem oblegana przez koty, z których każdy chce leżeć ze mną, a najlepiej na mnie*.
A potem nagle trzaska okno i ten kot, co się akurat dorwał do leżenia mi na brzuchu, wystrasza się niezwykle, w ułamku sekundy cały się najeża, podskakuje i zwiewa, w skoku wydrapując mi dziurę w palcu na pół centymetra.
I jakby tego było mało, oglądam film o handlu dziewczynkami, który jest STRASZNY. I nie chcę go oglądać, nie chcę tego wiedzieć, ale muszę. Człowieczeństwo mi każe.

W czwartek jadę na badania i rentgen, w piątek znowu do lekarza z wynikami. Może wątroba wytrzyma.

Oczywiśc…

1246

Kiedyś mi martuuha powiedziała (może konfabuluję, ale nie wydaje mi się, jakoby napisała to w komentarzach), że czasem jak czyta mnie i odwodnika, to się jej myli, kto jest kto.
- Jasne - burknęłam. - JASNE.
Ale oczywiście nie porzuciłam tematu.

Rzadko czytuję blogi na bieżąco. Zasadniczo zaglądam codziennie do drugiej-mamy, ale to z przyczyn osobistych (wiem, że ona robi to samo, bo mi powiedziała, hehe). Wszystkie pozostałe ulubione blogi czytuję zrywami. Mniejszymi bądź większymi. Taki już jestem sobek, zainteresowany jedynie końcem własnego nosa.
Bardzo za to wszystkich przepraszam. Po prostu od dawna już bardziej mnie wciąga życie poza siecią. W każdym razie jestem w miarę na bieżąco, bo zrywy opiewają na nadrabianie zaległości od poprzednich zrywów.

Czyli mamy już za sobą rachunek sumienia (z jakiegoś powodu to piszę) i szczere wyznanie grzechów. Pokutę solennie odbędę, jak mi nawrzucacie. O postanowieniu poprawy prawdopodobnie nie ma co marzyć. Wery sory.
I teraz do rzeczy.
Zeb…

1245

Wyskoczyłam tylko na moment do sklepu. Nic szczególnego, drobne zakupy, nawet bez dźwigania (nie dźwigam, bo mi nie wolno - nie, nie jestem w ciąży!). Nie pamiętam nawet, po co się schyliłam. Właściwie to nie mam sobie nic do zarzucenia, bo zrobiłam wszystko zgodnie z regułami sztuki. Nie tyle się schyliłam, co przykucnęłam. I podniosłam coś zupełnie nie ciężkiego.
I mi chrupło.
Tak w okolicach krzyżowo - lędźwiowych.
Ojacież...

Zysk taki, że siedzę prosto. Ruszam się spokojnie. Nawala, że hej.
I wypraszam sobie komentarze, że w tym wieku to już tak jest. Żeby nie było, że nie ostrzegałam, bo naprawdę teraz nie jestem w humorze. Au, au.

A tu klikamy dla Mikołajka.