31 sierpnia 2012

1044

(A imię jego czterdzieści i cztery ;o)  )

Oddaję się ostatnimi czasy, choc może słowo „oddaję” to zbyt wiele powiedziane, czytywaniu publiczystyki na portalu Frondy. Jestem w pewnym sensie produktem naszych czasów – nie potrafię pogodzić się z filozofią katolicką, w której zostałam wychowana. Nie potrafię się też pogodzić z tym, że kościół psuje się od wewnątrz. Czuję, że i jedno, i drugie usiłuje wcisnąć mnie w przyciasne buty, w których kompletnie nie mogę się poruszać.

Jestem zwolenniczką takiego pojmowania przynależności, która akceptuje przyswojoną ideologię w całości, z dobrodziejstwem inwentarza. Staję wtedy po określonej stronie i staram się bronić idei, uznanych za własne. Ponieważ przynależność jest zjawiskiem „do grupy”, czuję się współodpowiedzialna za zachowania i wypowiedzi innych jej członków. Nie potrafię udawać, że oni nie istnieją, że jestem samotną wyspą, a to, co dzieje się wokół, jakby mnie nie dotyczy.

W związku z powyższym nie czuję się katoliczką. Nie mogę udawać, że nie widzę tego, co dzieje się obok mnie. Nie mogę bronić zachowań ludzi, którzy identyfikują się z przynależnością do kościoła katolickiego. Zastanawiałam się nawet nad formalnym zeń wystąpieniem. Powstrzymała mnie lektura, określająca warunki, jakie należy spełnić, by tego dokonać. Szczególnie jeden: należy złożyć oświadczenie, że jest się osobą niewierzącą. Otóż ja nie jestem.

Dawno temu moja nieżyjąca już babcia, niepowstrzymana badaczka natury ludzkiej, zapytała mnie: z czym kojarzy ci się słowo „chrześcijanin”? Z dobrocią – odpowiedziałam – z umiłowaniem bliźniego, z pokorą, cierpliwością… A słowo „katolik”? Z uczestnictwem w obrządku oraz, niestety, z powiedzeniem „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. A nie sądzisz, że to powinno być tożsame? – zapytała z błyskiem w oku i przewrotną satysfakcją.

No właśnie. Powinno. A nie jest. Myślę, że wtedy właśnie kropka nad „i” została postawiona.

Z przykrością stwierdzam, że większość katolików, z którymi rozmawiałam, uważa, że Bóg jest idiotą. Lepi go na swój obraz i podobieństwo, przypisując mu własne cechy, małości i ograniczenia. Nieustannie unosi się pychą, nie potrafi kochać nikogo prócz siebie i skrycie tęskni do czasów inkwizycyjnych. Nazbyt pospiesznie odbiera Bogu jego rolę sędziego, uzurpując sobie prawo do zastąpienia go w przekonaniu, że posiada stosowne kwalifikacje. Od lat budzi to moje zadziwienie, smutek i, co tu kryć, również obrzydzenie.

Jednak odziedziczona najwyraźniej po babce żyłka badacza nie pozwala mi ustawać w wysiłkach, mogących pomóc mi dociec, o co właściwie chodzi. Stąd lektura Frondy, która przecież, jako sprzeczna z moimi przekonaniami, powinna być mi obca. Na początku byłam poniekąd zafascynowana zarówno wypowiedziami publicystów (słabych w większości, co z przykrością stwierdzam, i nie chodzi tu o ideologię, a o warsztat), jak i komentatorów. Spodziewałam się, że większość tej drugiej grupy stanowią przekonani, natomiast resztę (odsetek) – walczący przeciwnicy. Z punktu widzenia tych będących pro – trolle. Nie omyliłam się (zasada jest ogólna). Jednak to, co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Nienawiść wylewa się zewsząd, zarówno z publikacji, jak i z komentarzy. Ponieważ portal Frondy jest prowadzony w systemie blogowym (kawiarenkowym), autorzy publikowanych tekstów czasami biorą udział w toczącej się poniżej dyskusji. Chciałabym napisać „najczęściej”, ale prawda jest taka, że „zawsze” zniża się ona do poziomu, którego wolałabym nie oglądać nawet w rynsztoku. Trolle (pozwalam sobie dla ułatwienia) zajmują się wkładaniem kija w mrowisko, praworządni katolicy – opluwaniem wszystkiego, co niezgodne z ich filozofią. Nikt niczego nie tłumaczy. Nikt nie odnosi się do przedmiotu dyskusji, wycieczki osobiste zaczynają się już w pierwszych komentarzach pod tekstem. Czasem uprzedzając nawet wpisy opozycjonistów. „Lecz się” to zdecydowanie pocisk najlżejszego kalibru. Nienawiść i jad w takim nagromadzeniu, że odczuwam wstręt.

Gdzie, pytam, miłość bliźniego? Gdzie Chrystusowe przykazanie? Gdzie cierpliwość i pokora? Gdzie potrzeba zaświadczania własnym przykładem prawdziwości głoszonych idei?

Od czasu rozmowy z babcią minęło dwadzieścia lat z okładem. Moje zdanie tylko się ugruntowało. Czasami ogarnia mnie smutek – jak łatwo zniszczyć najpiękniejszą ideę na świecie.

1043

Techniki wychowawcze.

Potomstwo do Zośki, która właśnie wsławiła się stłuczeniem Edka aż sierść poszła po całym mieszkaniu:
- Proszę natychmiast do pokoju i odbywać karę!

29 sierpnia 2012

1042

Uwaga, proszę Państwa! Proszę Państwa, uwaga! Teraz, teraz, teraz… JUŻ!

Ruszyła akcja promocyjna Macierzyństwa bez lukru 2. Pierwsze jaskółki zniżyły loty ku ziemi i można je zobaczyć TU. Zapraszam serdecznie. Polecam ostrzenie zębów – to naprawdę DOBRA KSIĄŻKA! Wiem, co mówię, znam ją prawie na pamięć.

21 sierpnia 2012

1041

Nie umiem pisać. Zostałam całkowicie zdominowana przez MbL2.

Na szczęście z naprawy powrócił mój róziowy laptopik. Tęskniłam za… rozmiarem. Otóż okazuje się, że kobiecie w moim wieku trudno już wmówić, że rozmiar nie ma znaczenia. Otóż ma. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech popatrzy na panoramę Tatr przez dziurkę od klucza. 

Chociaż wiem, że istnieje taki trend w fotografii. Robi się zdjęcia przez rulonik. A na końcu jest mała dziurka i obiekt. Nie wiem tylko, jak ma się do tego duży obiekt.

Że mi odbija? No troszkę. I nie ma się co dziwić.

12 sierpnia 2012

1040

Oglądam „Korczaka”. Wiem, że będę żałować. Właściwie już żałuję.
W takich chwilach ze wszystkich sił staram się myśleć o opowiadaniu mojego taty, że raz na Plantach żołnierz Wehrmachtu dał mu cukierka i pogłaskał go po głowie. Że oni też byli ludźmi.

A im bardziej się staram, tym bardziej jestem przekonana, że są na świecie rzeczy, o których nigdy, przenigdy nie wolno zapomnieć.

10 sierpnia 2012

1039

A wczoraj poszłyśmy z dziewczynami na kawę. Betowen też poszedł i dzielnie (bez ziewania – mimo, że facet) dotrzymywał nam towarzystwa.

Photobucket
Betowen bardzo ułatwia zamawianie w barze. 
- Kawę, herbatę i sok poproszę.
- Do którego stolika przynieść?
- Do tego z kotem.
- Aaaa, z kotem! Zaraz przyniosę.

9 sierpnia 2012

1038

Macierzyństwo bez lukru 2 finiszuje.

O Boszszsz… Policzyłam, ile dziś wysłałam maili. I wyszło mi, że pierdylion milion osiemset sto pińcet osiemnaście. I co? I natychamist zaczęły przychodzić odpowiedzi. Rzuciłam się więc do drukarki, kompletować dokumentację formalną.
Obłęd.

W tym momencie Basia Niechcic na ekranie powiedziała do Lucjana:
- Lucjanie, źle wyglądasz. Nic nie pijesz.
- Ooooo! – pomyślałam, bo mi natychmiast zadziałała siatka poznawcza – Ooooo! – pomyślałam i poleciałam do barku. Ja jestem typem prymuski i dwa razy nikt mi nie będzie powtarzał.

Metaxa mi się skończyła. Quo vadis, świecie??

3 sierpnia 2012

1037

O jeżu malusieńki, po raz pierwszy w życiu utknęłam na korekcie. I nie o to bynajmniej chodzi, że iż mam monopol na rację oraz wiem wszystko (polonista tym się różni, że częściej sięga do słownika), lecz o fakt, że poradnia PWN nijak się do mojego problemu ustosunkować nie chce. (Podła. Na pasku kłamstw mnie wiodła).

Uderzam do Chudej. Czuje brzemię. Jak dobrze mieć kogoś, kto w takiej sytuacji nie ucieka, dygocząc z przerażenia. I już po wymianie sześciu maili zdajemy się na kompetencję językową. 

Sądzę, że nasza obopólna kompetencja językowa w tym zakresie to całkiem niezła średnia.

1 sierpnia 2012

1036

Udział biorą:
Prezes 
prezesowa

Czas akcji:
wieczór

Miejsce akcji:
salon

Prezes (zmęczonym tonem stulatka): I znowu trzeba wstać o szóstej, i iść zarabiać na was pieniądze.
prezesowa: Prawda, jaka radość, że wreszcie pozwoliłam ci odkryć twoją misję życiową?