Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2016

2210

Obraz
Ale że co? Że pora na nowy kapciuch? JUŻ?!


Biedny, biedny pies. Nawet miejsca do spania nie ma w tym hotelu.
Tak, pod psem są SKARBY.

2209

Eduś wyraźnie chce się zakolegować.
Zosia i Karol tolerują obecność Leśniewskiego, żywiąc przy tym głęboką nadzieję, że nigdy nie zostaną zmuszone do kontaktu cielesnego. A Eduś odwrotnie. Dochodzi ostatnio do niesłychanie gorszących scen: Leśniewski gnije na kanapie, Edzio wokół krąży, krąży, zacieśnia krążownik, sterczy przy kanapie wąchając Leśniewską stopę i wszystko dążyłoby ku szczęśliwemu finałowi (konfetti, rozbłyski gwiazd, rzygające tęczą jednorożce), gdyby nie Leśniewska nadpobudliwość.
Pies porusza się w sposób, który koty irytuje.

W każdym razie z prawdziwym zainteresowaniem obserwujemy rozwój sytuacji.

***

A jutro Dzień Gracza.
Poranek być może przywitam Kalmsem.

2208

Obraz
Pozbyliśmy się funkcji prezesa i członka zarządu (to ja)! HURRRRAAAAAA!!!

2207

Obraz
Jak donoszą dobrze poinformowane źródła, Karol przywlókł z garderoby podkoszulek Prezesa i podarował go Leśniewskiemu. A ten oczywiście - do skarbca.


Ostatnio sypia jak smok - na swoich skarbach. Ma wtedy pewność, że nikt mu niczego nie rąbnie, gdy tylko zmruży oko.

2206

Obraz
A gdy już wszystko zje, obiegnie, rozszarpie, obszczeka i obszcza...


Państwo zwróci uwagę na stopki złożone na podusi.

2205

Obraz
Z rzeczy pierwszych - Leśniewski otrzymał swój pierwszy gotowany posiłek (mięsko, warzywka, ryż) i wrąbał go z takim entuzjazmem, że wióry szły. Nie, no co Wy - Prezes się złamał. Z uwagi na smród. Następnie Leśniewski padł na ciepłą podłogę i odpalił program "Szczęście in progress".
Koty jedzą na piętrze lub na ćwierćpiętrze, czyli na blacie kuchennym. Póki co - nie ma opcji, żeby jadły jak ludzie, czyli na podłodze, bo odkurzacz.
Eduś nadal bardzo pomocny.
Wszystkie koty dość widocznie wyluzowały, co napawa mnie radością.

Prezes donosi, że w ciagu dnia Leśniewski zaadaptował do swoich potrzeb kapciuch. Pewnie sądzi, że pańskie oko konia tuczy i trza dobytku strzec, bo wokół sami podli złodzieje, co to się na pewno na jego przecudnej urody obmamlaną owcę połaszczą.

Zuzia zakończyła kolejna sesję i wszyscy jesteśmy bardzo szczęśliwi. Choć trzeba przyznać, że nieźle szło jej gotowanie zastępcze. Gdyby coś zawaliła i załapała poprawkę, mogłoby się wręcz skończyć na myciu okien…

2204

Uprzejmie informuję, że współpraca psa marki Lesio z kotem marki Edzio w sprawie kradzieży z włamaniem oraz spożycia z folią parówki firmy Morliny jest NIEDOPUSZCZALNA.
Nie, żeby mi było jakoś szczególnie szkoda parówki, ale folia jest po prostu niezdrowa.
I ten rodzący się układ też jest niezdrowy, szczególnie że Eduś zabawia się w filantropa i rzuca psu całe paczki przysmaków-gryzaków. A pies nie jest od tego.

No, ludzie...

2203

Obraz
To jest pies.
Pies ma kapciucha.
W kapciuchu pies ma skarby.
I Wielką Kość.


Dziś pies stanął przed ogromnym wyzwaniem. Dostał swoją pierwszą w życiu Ogromną Kość (taki gotowiec ze sklepu) i od razu kazano mu zrozumieć, że musi oddać. I to w najlepszym możliwym momencie - kiedy była już troszkę nadgryziona, cudownie ośliniona, taka pyszniutka i wyjątkowa. I tak pachniała...
A ona wtedy przyszła, powiedziała "oddaj" i zabrała. Jacy ludzie są podli, to ustawa nie przewiduje.

Za pierwszym razem pies warknął, więc usłyszał potężną reprymendę. Na wszelki wypadek wymiękł. Potem było już tylko lepiej.
- Każdy, kto przechodzi, odbiera psu kość - zarządziła ona-zła. - Pies musi oddać kość każdemu domownikowi, nie tylko mnie.
I pies oddaje. Bo co ma zrobić, biedny pies.

***

Pies został dziś sam z kotami na dłużej, bo rodzina pojechała na pogrzeb. Po powrocie Zuzanna zastała:
- miskę na kanapie,
- kupę w kuchni,
- brak skarpetki, która gdzieś powędrowała,
- swoją mysz do komputera w sta…

2202

Obraz

2201

Czego nauczył się Lesio przez tydzień?

Po pierwsze, że kot to nie jest śliczna, mięciutka, futrzana zabawka na szybkich łapkach. A oberwał od Karola tylko raz i to bez strat w ludziach i sprzęcie. Co prawda jest kocimi lokatorami zafascynowany do granic wytrzymałości i chętnie by przytulił oraz odgryzł te pyszne, sterczące, malutkie uszka, ale stara się jakoś wytrzymać.

Po drugie, żeby nie lać i nie robić kupy, gdzie popadnie. Chodzimy z nim na spacery najrzadziej co dwie godziny, załatwia się w ogrodzie i jest bardzo z siebie dumny.

Po trzecie - sprzątać zabawki. Ma swój kącik ze skarbami, czyli osławiony kapciuch, w którym oczywiście nie spoczywa, ale przechowuje. Czego tam nie ma! I piłeczka, i kosteczka, i sznur do gryzienia, i miska (co tak będzie pusta stała). Jak mu ośmiuset piłek braknie, to idzie do kociego drapaka i jakąś sobie odgryza. Albo wyciąga nową z tzw. dziupli. I do kącika. Czasem zanosi gdzieś miskę, a następnie układa w niej piłeczki - wtedy ma czego strzec jak oc…

2200

Obraz
Z cyklu: pieskie życie.



Na tej kanapie tak niewygodnie, to się na mnie uwalił.
I sapie.

2199

Przepraszam, że się nie odzywam, mamy wiele barwnych, a nawet mrożących krew w żyłach przygód, ale wczoraj odszedł po długiej chorobie dziadek Dzika - tata mojej ukochanej przyjaciółki. No i smutno.

Poproszono mnie, żebym go pożegnała na pogrzebie, więc zbieram się w sobie. Nie chodzi wcale o to, że  nie wiem, co powiedzieć - był szalenie barwnym człowiekiem i mogłabym o nim gadać godzinami, tylko w takich sytuacjach mówić trudno, bo klucha. Chciałabym się nie rozbeczeć na forum publicznym, a pewnie mi się nie uda.

Źródła donoszą, że umarł z uśmiechem na ustach i do ostatniej chwili wariował - cały on. Bardzo go lubiłam, był świetnym kompanem do wódeczki, pełnym pozytywnej energii, dobrych, ciepłych uczuć do bliskich i to było widać. Sam bardzo ciężko chory od lat, zawsze myślał o szczęściu i bezpieczeństwie całej rodziny. Był najdłużej żyjącym w Polsce pacjentem, leczonym Glivekiem.

Zupełnie nie potrafię sobie przypomnieć czasów, kiedy był dla mnie ojcem przyjaciółki - panem Zygmunte…

2198

Obraz
Przydybałam, ale na schodach. Karol załapał się jedynie na drugi rząd, bo Edward jest żądny widowiska, jak - nie przymierzając - rzymska hołota.


Przeżyliśmy skandal kiełbasiany.
Otóż Eduś ma pewne nawyki. Na przykład uważa, że gdy ja kroję kiełbasę, to jestem zobowiązana rzucić mu kawałek, a on za nim pobiegnie, dopadnie, zamorduje i pożre. Zamyśliłam się, zapomniałam, że jest trudna sytuacja i sięgnęłam po wędlinę. Eduś przybył natychmiast - kiełbasa jest silniejsza od wielu lęków. Przybył, to rzuciłam. Eduś skoczył, dopadł i już miał zamordować, gdy nagle Lesio skoczył i też zapragnął dopaść, a jest dwa razy większy i ma rozdarty ryj.

Zakotłowało się.

W wyniku kotłowaniny Edek otrzymał swoją kiełbasę na schodach, które przebiegają przez obrzeża kuchni (jak widać na załączonym obrazu). Konkurencja w dostępie do kiełbasy została znienawidzona.

2197

Obraz
- Jestem twoją wymarzoną kobietą, prawda? - rzucam w przestrzeń, spoglądając na swoje odbicie przed wyjściem na spacer z psem.
- Uwielbiam patrzeć na was przez okno. Te turbolacie, w które masz wsadzone spodnie z dresu, jak u Jakuba Wędrowycza. Kaptur na głowie, absurdalnie niepasujący do tego wszystkiego płaszcz, obowiązkowy pet i ten pojebany pies, okrążający cię pięćset razy. Zawsze wtedy myślę, żeby skoczyć po telefon, nakręcić film i zamieścić w sieci z opisem: "Bezdomni kręcą mi się po ogrodzie".


***

Padły ostatnie szańce - Eduś doszedł do wniosku, że zbyt wiele z Big Brothera go omija. Okazuje się, że pierwszy rząd został zaplanowany na trzy koty. Muszę uchwycić taki moment, kiedy one z zapałem śledzą z kominka psie poczynania. Będą Państwo zachwyceni.

Pies jest za to zachwycony, bo byłam w mieście, gdzie są SKLEPY i przywiozłam mu różne pyszności. (Tak, kotom też przywiozłam, co za pytanie!). Dostał nadziewaną kosteczkę wielkości mikro i był nieobecny przez godzinę. …

2196

Obraz
O, Wy sępy bezlitosne! Macie! Tak, sam się tak urządza - szlachta!


2195

Postępy w relacjach są przeogromne. Jak to nie należy między zwierzęta wpychać paluchów! Lesio jest u nas zaledwie czwarty dzień, Zośka drzemie w gabinecie Prezesa na dole, Karolek wykupił abonament (miejsca w pierwszym rzędzie) na widowisko life pt. "Pies w domu" i nawet Edzio, bardzo uprzejmie poproszony i przekupiony chrupkami, schodzi kilka stopni, ale zaraz ucieka. Faktem jest, że pies po prostu genialny: na górę praktycznie nie wychodzi. W związku z tym koty mają azyl, w którym zawsze mogą się schronić. I wcale nie muszą uciekać pod łóżka, wystarczy rozłożyć kota w pościeli.

Zosia postanowiła wrócić do żywych ignorując psa, choć oczywiście bacznie go obserwuje. Karol jest Lesiem po prostu zafascynowany (nie podejrzewałabym). Ma przy tym niezbędną dawkę ruchu, bo z pierwszego rzędu na kominku widać albo salon, albo hall. A przecież trzeba znać całość odcinka, więc gdy ja stoję w hallu i rzucam piłkę do salonu, to pies jest to tu, to tam. Więc Karol łazi po kominku zgodn…

2194

Moi Drodzy!

Ja tu wyjaśnię oficjalnie, co już napisałam w komentarzach. Otóż nie martwcie się, że z Lesia wyrośnie jakiś Lech. Mnie jest naprawdę wszystko jedno. Z chwilą, gdy jakiekolwiek zwierzę przekracza próg naszego domu i zostaje laluńkiem mamusi, jego wygląd, wzrost i zarost nie mają żadnego znaczenia. Przecież i tak wiadomo, że członkowie mojej rodziny są najpiękniejsi na świecie.

Nie szukaliśmy małego gabarytowo psa. Ani dużego. W ogóle nie szukaliśmy nikogo konkretnego, skoro upadł pomysł z ryżym lwem. Po prostu postanowiliśmy komuś pomóc, dać dom, przytulić do serca i wygląd nie ma z tym związku. Zależało nam jedynie na szczenięciu - a to ze względu na wprowadzanie do domu kociego. Nie mamy doświadczenia z psami, co oświadczam z pełną pokorą, więc nie bardzo mam pomysł na adopcję dorosłego psa. Szczeniak się nauczy, gdzie jego miejsce (na kanapie z mamusią), koty ustawią go odpowiednio i wszystko będzie git.

Nie mamy więc doświadczenia, ale mamy duże serca. A przy tym mamy …

2193

Obraz
Trzydzieści kilo?
TRZYDZIEŚCI KILO?!

Przepraszam bardzo, ale muszę ochłonąć po wizycie u weterynarza.

Poza tym koszmarny maminsynek. Kroku beze mnie nie zrobi. Wchodzę do domu, Prezes wychodzi i woła tumana, żeby poszedł się wysikać, a ten nie. On z mamusią będzie siedział na fotelu. Albo na kanapie, najlepiej na mojej głowie.

W lecznicy zrobił taką bardachę, że wstyd się znowu pokazać. Szmata go zaatakowała. Wielka, zła szmata chciała go pożreć i musiał dramatyzować przez piętnaście minut. Ale żebyście widzieli, co zrobił po zastrzyku! No, jak żyję, nie trafiłam na taką histerię. Wył, płakał, rzucał się na plecy, gryzł, co mu się napatoczyło - a to wszystko służyło wyłącznie do wlezienia mi na ręce. Z tej mianowicie pozycji świat w ogóle nie jest groźny.

Ale kino przy wychodzeniu z gabinetu... W każdym razie musiałam go nieść do samochodu na rękach. Jego. Karmę. Leki. Książeczkę. Telefon. Portfel.
Psa se do domu przyniosłam.
To mam.

***

Niestety biegunka jest na tyle niepokojąca, że …

2192

Odcinek piąty.

Odkryłam nową jakość życia, zawierającą łażenie w ciemnościach po śniegu w piżamie. Zawsze marzyłam, jak zapewne rozumiecie. W dodatku będzie to moje stałe zajęcie, bo wstaję pierwsza, a pies musi się przecież wysikać. Wobec powyższego mój poranek wygląda następująco.

Wstaję. Jest ciemno i do dupy. Łóżko działa jak gigantyczny elektromagnes.
Wydaję kotom śniadanie, mam niedaleko, bo obecnie miski są w sypialni.
Idę się wysikać, żeby mieć cierpliwość i żeby mi oczy nie pękły.
Schodzę na dół.
W ułamku sekundy zostaję ofiarą tajfuna energii, który przez noc mało nie umarł z tęsknoty.
Na piżamę zakładam bluzę i kurtkę, na bose stopy buty Prezesa, bo swoich nie chce mi się wyciągać z szafy. Trochę kłapią, ale ojtam.
Pacyfikuję tajfun, żeby założyć mu obrożę. To nie jest łatwe. Tajfun marzy, żeby wejść mi na głowę i zalizać na śmierć.
Biorę smycz (nie jest potrzebna, ale chodzi o gest) i idziemy.
Głowa odpada mi z zimna w ciągu ułamka sekundy.
Samodzielnie funkcjonujące strun…

2191

Obraz
A tu, prawda...


Gdy tymczasem...


No, no, no...

(Paczom się na siebie).
(Tak, doszło do pyskówki).

2190

Obraz
Odcinek czwarty.

Jest dobrze. Lesio zapędził się na górę i chyba oberwał po nosie od Karola. Obaj bardzo to przeżyli. Obecnie na widok Karolka Lesio wycofuje się popiskując. I tak ma właśnie być. Jest najmłodszy, ma najkrótszy staż ze wszystkich domowników i nie może wybijać się na dominującą pozycję.

Zosia sama zeszła na schody i leżąc na stopniu obserwowała Lesia z góry, korzystając z jego nieświadomości. Kiedy ją zauważył, zaczął szczekać, więc kazałam mu zostawić. W odpowiedzi Zośka nawarczała na świat i poszła do Zuzi. Ale statecznie.

Oba objawy uważam za znakomite i bardzo się z nich cieszę. Pamiętajmy, że pies jest w domu od niespełna 24 godzin. Nie jest agresywny, tylko ciekawy, ale koty nie są przyzwyczajone do tego typu żywiołowości. Muszą znaleźć jakąś drogę do wspólnych relacji i na pewno tak będzie. Potrzebny jest tylko czas.

Psiur załatwia się na zewnątrz i uwaga! nawarczał (jeżąc sierść na karku) na kretowisko. Zdrowy objaw! Naturalna pułapka na krety in progress. Nie u…

2189

Obraz
Odcinek trzeci.

Wczoraj wieczorem pies narobił bardachy. W charakterystycznym dla niego szale wpadł do pokoju Zuzi, gdzie zgromadziła wszystkich przerażone koty, rzucił się do miski z wodą, walnął w nią, rozbryznął na świeżo malowane przecież ściany, po czym się w to wszystko wywalił. Pies demolował, Zuzia krzyczała, koty zachowywały się histerycznie, pandemonium.

W końcu irytacja Zuzi obróciła się przeciwko psu. Ten, niewiele myśląc, z podkulonym ogonem rzucił się do wyjścia, zbiegł po schodach, przygalopował do kanapy, na której leżałam, przeskoczył mnie i padł od strony oparcia jak martwy - łapami do góry. Po prostu spał tu od tygodnia. Kiedy Zuzia zeszła po schodach gestykulując obficie, machając rękami i wykrzykując, gdzie jest miejsce psa i dlaczego nigdy w życiu nie wejdzie do jej pokoju, Lesio leniwie otworzył jedno oko i spojrzał na nią mętnie oraz całkowicie bez zrozumienia.
Cwana gapa, rzec by można.

Poza tym noc przespał na kanapie w salonie, bo tak sobie wybrał. Odprowadz…

2188

Odcinek 2

Pies wyszedł z Prezesem na spacer po ogrodzie. Rośnie nam kolejny entuzjasta - trzeba go było wynieść. Wypisz-wymaluj nasze koty. Po czym  oczywiście zlał się w domu. Doceniam uprzejmość, że kupę zrobił na środek kafla. Łatwo się sprzątało.

Pies został wykąpany, bo walił jak gówno w przeręblu. Teraz wali po prostu mokrym psem. Za to przestał się drapać.

Koty wypierają to wszystko pod łóżkiem w sypialni. Jest bardzo atrakcyjnie. Edek skorzystał z faktu, że Lesio jest kąpany i nieopatrznie zszedł na dół. Obecnie frontowi jedności pod łóżkiem przybyło argumentów.

Pies opanował chodzenie po schodach. Jest przeszczęśliwy. Koty wpadły z tego powodu w depresję. Już nigdzie nie są bezpieczne.

Pies ma na 100% ADHD. I musi uczestniczyć we wszystkim. Najbardziej rozdarty jest w chwili, gdy Prezes idzie do gabinetu, Zuzia na górę a ja do kuchni (gdzie moje miejsce). Przecież się nie rozerwie!!!

Bieganie wokół kominka okazało się sportem kultowym.

2187

Obraz
Odcinek 1

Opętaniec. Tyle Wam powiem.

Najgorsze, że drze mordę, więc koty się go boją. Myślę, że musi upłynąć jakiś czas, zanim pies przyzwyczai się do domu i przestanie szaleć oraz koty przyzwyczają się do jego psiej obecności. Panie w schronisku uprzejmie nas uprzedziły, że dzicz i mamy nie dać sobie wejść na głowę. Robimy, co możemy, również w sensie dosłownym.
No i leje jak z cebra. Oraz pierdzi.



2186

Prezes: Co teraz czytasz?
Łoterloo: "Moje córki krowy".
Prezes:...
Łoterloo: Wyobrażasz sobie taką sytuację, że przychodzisz i pytasz, co teraz czytam, a ja mówię NIC?
Prezes (odrobinę nerwowo): Nie, nooooo... Możesz akurat być między książkami*...

***

Prezes (z ulgą): Mamy już wreszcie wszystkie Lapidaria, z czego tom piąty dwa razy. Uspokoiłem się.


* Co to znaczy "być między książkami"?


Na marginesie.
Prezes: Trzeba kupić legowisko.
Łoterloo: Przecież mamy. Gdzie dałeś kapciuch**?
Prezes: O, w garażu jest.
Łoterloo: To przynieś. Co prawda pies nie spędzi w nim nawet pięciu sekund, ale niech się nazywa.
Prezes: Położę je pod schodami, koło kominka i tam będzie spał.
Łoterloo: Hahhahahahahahahahha.
Prezes: Ja go nauczę!
Łoterloo: Tak, jak Edka nauczyłeś***? Kapciuch jest po to, żeby mógł go poszatkować.


** Takie legowisko z gąbki, wiecie. Wszystkie koty się z tego śmieją.
*** Bo to było tak. Jak kupiliśmy Edka, to on był zsocjalizowany, ale wieczorami kładł się na fotelu na dole i …

2185

Rodziców trzeba zawiadomić.

Zadzwoniłam wczoraj, tato odebrał, a ja doszłam do wniosku, że mama jest lepszy odbiorcą.
- Mamy nie ma. Poszła z koleżankami na koncert do NOSPRu.
No to zaczęłam od czytnika e-booków. Że Prezes przeprogramował, wszystko jest w porządku i w sobotę im przywieziemy. Tato się ucieszył w imieniu mamy i zapragnął wiedzieć, o której ich uszczęśliwimy. Wzięłam głęboki oddech i poinformowałam, że przed południem odbieramy pieska, to przyjedziemy ich zapoznać. Oraz przywieźć czytnik.
- Skąd ten piesek? - zapragnął wiedzieć.
- Ze schronu. Malutki. Ktoś go wyrzucił w zimie, został znaleziony na działkach.
- Ze schronu? To jedźcie, jedźcie, czekamy na was.

Dziś zadzwoniłam, żeby pogadać z mamą.
- Ojciec ci wszystko powiedział?
- Żebyś wiedziała jak! Wróciłam do domu przed 23, a on do mnie: usiądź sobie wygodnie, nie denerwuj się, Asia dzwoniła, muszę ci coś powiedzieć. No to od razu się zdenerwowałam, jak rozumiesz. Co za głupek.
- Ej! Sama go sobie wybrałaś na męża, t…

2184

Obraz
I jak się Wam podoba?


Odbieramy w sobotę. Nie, jeszcze nie wiem, jak go nazwiemy, ale to się wyklaruje.

2183

No i mamy sprawę załatwioną.

Prezes dostał maila od pani z hodowli, żeby porozumieć się telefonicznie. To zadzwoniłam. Omówiłyśmy wszystkie szczegóły, psy mają być do odbioru w kwietniu. Na koniec zapytałam o cenę.

- Dobrze, że to ty zadzwoniłaś - podsumował w późniejszej rozmowie Prezes. - Ja bym zemdlał.

Kto tam apelował, żeby wziąć psa ze schroniska?
- To ja wolę uratować komuś życie - stwierdził Prezes.
Wobec powyższego mamy ustalone. Będzie testowanie naszych prozwierzęcych umiejętności na żywym, nieznanym całkowicie organizmie. Ale ja tam się nie martwię. W końcu to nie słoń.

2182

Prezes, niosiony falą sukcesu, zdążył nawet psa nazwać i to zanim wróciłam do domu. Czynność sama w sobie była absurdalna, bo skoro zwierzę głuche, to mu nie zależy, ale w końcu po chałupie nie może plątać się nikt bezimienny. Właściwie to Prezes z Zuzią poinformowali mnie, że ogłoszenia już nie ma - czli śledzili. Lubię to.

Przy okazji powstało pospolite ruszenie i Prezes wysłał maila do wybranej przez nas wcześniej hodowli, która planuje miot na wiosnę tego roku. Zobaczymy, co odpiszą. Reproduktor jest odjazdowy, jak machnie szczeniaczki podobne do siebie, to będziemy mieli psa wszech czasów. Jeśli ktoś jeszcze nie jest zorientowany, to wybraliśmy rasę chow-chow i odbyło się to po wielu studiach, dotyczących psich charakterów. Tym, którzy niepokoją się, że to krnąbrne psy, przypominam, że my mamy koty w ilościach hurtowych. Nie istnieje pies, który przebiłby w czymkolwiek Zośkę, wierzcie mi. Ja właściwie nie spodziewam się żadnych problemów z dogadaniem się, ponieważ jeszcze się tak…

2181

Wśród podbić na fejsie trafiłam dziś na rozpaczliwy apel o pomoc. Obiektem był piesek. Pękło mi serce.

Napisałam mail do Prezesa o treści:
Kochanie... czy możemy zaopiekować się starym, chorym, brzydkim, ślepym i głuchym pieskiem? Jeśli my tego nie zrobimy, to jego już nikt nie zechce.
I załączyłam link.

Po chwili zadzwonił Prezes. Trochę się obawiałam, że każde mi się stuknąć w głowę. Ślepy i głuchy? Jak się z nim porozumieć?!
- Tak? - nieśmiało rzuciłam w słuchawkę.
- Wcale nie jest brzydki.

Kocham tego faceta i jestem przekonana, że nie mogłam trafić lepiej.

A apel dotyczący pieska zniknął. Pani, której numer telefonu widniał w ogłoszeniu, nie odbiera. Ufam, że ktoś zdążył przede mną i piesek szczęśliwie dotrwa do końca swoich dni w miłości, cieple i z pełnym brzuszkiem. Czego mu z serca życzę.

2180

Obraz
Wygrałam internety z powodu spozycjonowania.




2179

Obraz
Należę do tego szczęśliwego odsetka osób, które nigdy nie skorzystały z pomocy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie skorzystałam ani ja, ani nikt z moich bliskich. Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami - nie dotknęło nas wiele rzeczy, stających się udziałem znanych mi osób: ból, strach, marzenie, żeby to wszystko się nie wydarzyło. Farciarze.

I dlatego, TYM BARDZIEJ, będę grała z Orkiestrą do końca świata i jeden dzień dłużej.

Jestem mamą. Wiem, co to lęk o dziecko, choć mam piękne, mądre, zdrowe i dorosłe. Wiem, co to czuwać nad czyimś snem, sprawdzać w nocy czy oddycha, chłodzić rozpalone czoło, płakać po cichu w łazience, kiedy na moment zaśnie, że je boli, a ja nie mogę pomóc. Ale przecież nie doświadczyłam wielu rzeczy, będących udziałem beneficjentów Orkiestry. Nie doświadczyłam osobiście i jestem za to ogromnie wdzięczna.

W imię tej wdzięczności, ale też dla dzieci, ich rodziców, dziadków, bliskich, przyjaciół - będę grała z Orkiestrą. I nie ma takiej siły, która mogłaby mn…

2178

Obraz
Buachachacha!!! Hu, ha! Niech no tylko pogoda się polepszy!!!


Boskie, nie? Tak, podeszwa też w kwiatki.

2177

By stosownie opowiedzieć o klęsce żywiołowej, trzeba cofnąć się nieco w czasie do chwili, gdy latem ze snu wyrwał mnie jakiś dziwny dźwięk. Z nagła przebudzona zastygłam, oczy wytrzeszczając w ciemność i wstrzymując oddech. Następnie szturchnęłam Prezesa łokciem.
- Obudź się. Ktoś się włamał do domu! Obudzony śródnocnie Prezes zwykle nie wykazuje woli współpracy. - Zwidy masz. Śpij. - Ale ktoś tu jest! I nas zabije! Idź i sprawdź!!! Poszedł. Wrócił i wytłumaczył mi, co on ewentualnie może zrobić, jak jeszcze raz obudzę go w środku nocy.
Z niedzieli na poniedziałek obudził mnie dziwny dźwięk. Z nagła przebudzona, zastygłam - oczy wytrzeszczając w ciemność i wstrzymując oddech. Trzask - trzask, powtórzyło się bardzo wyraźnie. Po krótkiej analizie uświadomiłam sobie, że to piec, a konkretnie podajnik. Jakby się zaciął. Oczyma wyobraźni natychmiast ujrzałam nas, ofiary zatrucia czadem, wynoszonych przez przedsiębiorstwo pogrzebowe w zgrabnych workach koloru noir. Jednakowoż pomna ostrzeże…

2176

Obraz
- Chodź na spacer - powiedziałam do Prezesa i oboje zastygliśmy w niemym przerażeniu.
Gdyż mnie się takie koncepty zasadniczo nie imają. A tu niespodzianka. Poszliśmy.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, że odwykliśmy wszyscy od zimy, więc te kilka stopni poniżej zera dały nam popalić. Szczególnie że okoliczne pola, lasy i łąki nie posiadają właściwości miejskich zabudowań, więc temperatura odczuwalna zdecydowanie niższa.
Szliśmy sobie uliczkami naszej dzielni, komentując zapamiętale wszelkie zabudowania (gdyż oboje jesteśmy od lat paru fanami zabudowań jednorodzinnych i nie przepuszczamy okazji do burzliwej dysputy) i dotarliśmy w końcu do jednego z moich ulubionych domów. Od samego początku myślę, żeby zrobić zdjęcie i Wam pokazać, ale jakoś do tego nie doszło. A skoro dziś na nogach, to nie myśląc wiele wyciągnęłam telefon i...


Odpowiadam na niezadane pytanie: tak, tam są okna. Widać je, gdy się stanie na drugim końcu budynku. Między oknami a żywopłotem jest jakieś 40 cm prześwitu. Ni…