20 marca 2017

2395

Uprzejmie informuję, że różnica pomiędzy zużyciem prądu w marcu ubiegłego, a tego roku - a wzięłam pod uwagę wyłącznie stawkę zmienną (bez opłaty za przesył i innych, złodziejskich manipulacji) - wynosi na niekorzyść 2017 - 5,35 zł.

Oczywiście może to zależeć od różnych czynników. Np. w lutym obu lat mieliśmy zużycie identyczne co do 1 kWh, a przecież wymieniliśmy część źródeł światła na ledowe. Albo świecimy więcej, albo przybyły pożeracze prądu (i nie mam tu na myśli suszarki, bo jej jeszcze nie było). Zasadniczo utrafić w punkt się nie da, ale mamy rząd wielkości. Zatem obalam niniejszym mit o drożyźnie. Załóżmy nawet, że cała ta kwota należy do suszarki - a będę rzecz badać dalej - to nam daje zawrotną kwotę w zaokrągleniu...

65 zł ROCZNIE.

I to pod warunkiem, że w lecie brudzimy tyle, co w zimie i wszystko suszymy w suszarce. Pomnożyłam rzeczonego piątala z groszem przez dwanaście.

Podsumowując:

  1. nie mnie,
  2. nie niszczy,
  3. nie żre prądu
  4. i tak, nadal jest głośna, a to się nie zmieni.
Więc kto tam ma jeszcze wątpliwości, tego ich pozbawiam. Grzejcie ku sklepom z suszarkami - jednymi z najlepszych przyjaciół pani domu. Szczególnie tak chujowej, jak ja. Howgh.

16 marca 2017

2394

Pomijam wyniosłym milczeniem, że psy wykopały się na świat w dwóch miejscach i wczoraj biegały po świeżo nawiezionych polach, a dziś goniły Edka po ogrodzie sąsiadów. Pomijam, bo jestem ponad to. Areszt do powrotu Prezesa, który zatka dziurę numer dwa. Dziura do obornika została zatkana wczoraj. Hanusię prano dwukrotnie.

***

Poszłam na spacer z dwoma psami płci męskiej, ponieważ Hanka nie potrafi chodzić na smyczy i zaatakowana tym podłym narzędziem siada, gdzie stała i trwa w stuporze. To niech siedzi w chałupie. Na pewno wymyśli, gdzie wykopać kolejną dziurę.
Spacer z dwoma psami jest bardzo pouczającym doświadczeniem. W sumie nie było specjalnie trudno, bo Morgan chodzi luzem i na wszelki wypadek nie spuszcza mnie z oka. Lesiek też chciałby chodzić luzem, ale poinformowałam go, że jest debilem i dopóki nie nauczy się pilnować mnie jak największego skarbu, którym w istocie jestem, znajdujemy się obligatoryjnie na dwóch końcach sznurka. Myślę jednakże, że po dziesięciu spacerach z Morganem może nabyć tę interesującą umiejętność, gdyż instynkt stadny. Wnioskuję również z Prezesa, którego w ogóle nie trzeba było uczyć, choć wybitnie nie posiada orientacji w terenie, a i tak ogarnął.
W każdym razie Lesiek bryluje w innej sprawie, a mianowicie ujrzawszy samochód oczekujący pod bramą, natychmiast galopuje do drzwi, aby być wpuszczonym do domu i nie uciekać na ulicę. W ten oto sposób chroni się sam przed sobą, co gorąco pochwalam. Porwane jego przykładem Hanka i Morgan również galopują do drzwi, gdyż instynkt stadny.

***

Ojciec pod nieobecność matki (sanatorium) urządził męską imprezę - średnia wieku 80,5 - i przeżył. Aczkolwiek jest nieco rozżalony możliwościami, lub raczej ich brakiem, w zakresie spożywania napojów wyskokowych. Przez pięć godzin obrócili jedno wino i więcej nie mogli. Powiadam Wam: pijcie póki czas!

***

Matka Dzika odprowadzając go dziś do przedszkola - gdyż uznano, że pójdzie do szkoły jako siedmiolatek - została zaatakowana pytaniem, zadanym słodkim, dziecięcym głosikiem*:
- Mamo, a co to jest kutas krzywy?
Jak widać przedszkole w edukacji dzieciątek niczym szkole nie ustępuje. Zatem nie ma żalu.

***

Dzik został pochwalony przez panią, że pięknie czyta i pisze. Na tę okoliczność pani przekazała Matce Dzika karteczkę, na której jej syn jednorodny zgrabnie, nie pozostawiając wątpliwości interpretacyjnych wykaligrafował KURWA. Wniosek ten sam, co powyżej.

***

Ból głowy z zeszłego tygodnia, na który o mało nie umarłam, okazał się być bólem ucha. Cały czas się waham, czy wziąć antybiotyk. Przejdzie czy nie przejdzie? Oto jest pytanie!



* Sznapsbaryton od kiedy pamiętam.

5 marca 2017

2393

Wysłuchałam z uwagą i prawdziwą przyjemnością podrzuconej mi przez brata audycji Dwójki Polskiego Radia i poczułam nostalgię, jakiś wewnętrzny smutek i rozczarowanie.

Z jednej strony uświadomiłam sobie, jak rzadko mam ostatnio okazję rozmawiać o sprawach absolutnych. Jak rzadko mam okazję rozmawiać o literaturze! Prawie wcale, poza domem własnym oraz rodziców, nie rozmawiam o książkach! Książki nie są tylko do czytania, na Boga! One są od zmieniania nas w nas, a to zakłada dyskurs, dzielenie się, a więc mnożenie znaczeń i sensów. I nie ma w tych działaniach matematycznych żadnego paradoksu. W jakimś nienamacalnym zupełnie momencie przekroczyłam ów próg mieszczańskiego poczucia bezpieczeństwa, o którym mowa w audycji. Żal i tęsknota.

W chwilę później nadeszła refleksja, że nie tylko mam ochotę, by rozmawiać o sprawach - że tak je nazwę - wyższych, ale potrzebuję w tej dyspucie zająć pozycję ucznia. Czyli jednak tęsknię za autorytetami! No i ciagle, niezmiennie mam apetyt na wiedzę oraz coraz większą świadomość, że w miarę upływu lat tej wiedzy coraz więcej, a czasu coraz mniej. Od tej myśli już tylko krok do truizmu niemalże: oto własne życie udowodniło mi prawdziwość twierdzenia "wiem, że nic nie wiem".

Zupełnie nie potrafię sobie uświadomić, kiedy z pozycji ucznia zostałam przesunięta, niejako wbrew mojej woli lub w stanie nieświadomości, do roli mistrza. Zawsze śmieszyło mnie, że ludzie przychodzą i pytają o opinię czy radę kogoś takiego, jak ja. Teraz zaczęło mnie to dodatkowo przerażać i rozczarowywać. Zrozumiałam bowiem, że powrót do poprzedniej sytuacji może być absolutnie niemożliwy. Jak nie zasiądę już w szkolnej ławie, tak coraz mam mniejsze szanse, by trafić w środowisko osób, które zobaczą we mnie nie panią Joannę w wieku silnie postbalzakowskim, ale ciekawą Joasię z otwartą głową. I zechcą coś do tej głowy wcisnąć.

I to jest, Moi Drodzy, jak się okazało, post o przemijaniu.
Czy więc całkiem bez mojej woli znalazłam się w świecie po apokalipsie?