Posty

Wyświetlanie postów z 2019

2487

No, więc... koty. Koty są cudowne. Zofia umarła dziś dwa razy, przez co ledwie żyję. A było tak.
Rano nikt nie został wypuszczony do ogrodu, bo Prezes pojechał do biura, a ja też musiałam. Niby na 2-3 godziny, ale jednak. Nie wypuszczamy zwierząt na zewnątrz, gdy nie ma nas w domu, co niezmiernie cieszy wszystkich kurierów. Nie wypuszczamy szczególnie w taka pogodę, żeby ktoś udaru nie dostał przypadkiem. Wiecie - niby ze schroniska, ale od razu do pięciogwiazdkowego hotelu.
Przyjechałam jakoś o 10:30, pieski jak zwykle oddały mi honory wyjąc jak opętane, gdy tylko znalazłam się na drodze wewnętrznej. A już jak otwarłam drzwi... Tumult, histeria, skoki, padanie na glebę i dziki galop. Otwarłam drzwi, niech wszyscy idą. Poszli. W domu było chłodno, bo klimę odpaliłam zdalnie, więc zniechęcali się po kolei do wolności i swobody: najpierw Morganek, bo on zawsze i wszędzie z mamusią, potem koty, psy, Edka nie liczę, bo to powsinoga (w dodatku rasowa, podobno z hodowli, ale dokumentów nie ok…

2486

Obraz
I znowu będzie długa notka, już mnie tak to nudzi, że dajcie spokój. Niech ja wezmę się czymś zajmę, a nie tylko siedzę w tych internetach.
Właściwie nie tylko, ale bez spojlerów.

--
Nabrzmiała wreszcie kwestia przekopów pod płotem. wymieniliśmy płot, co na nic się zdało, a właściwie odniosło skutek połowiczny, ponieważ Leśkowi trudniej się przecisnąć. Ergo - szukamy jednego, a nie dwóch psów. Ponieważ różnica jest z naszego punktu widzenia znikoma, Prezes usiadł, poprosił o chwilę do namysłu i już po roku rzekł do mnie w te słowa:
- Ułóżmy chodnik wzdłuż płotu. To zapobiegnie wykopkom.
60 metrów. Ale dobra. Pojechaliśmy do budowlanego.

Jedna, słownie: jedna, płytka chodnikowa kosztuje minimum pięć złotych. 60 metrów. Ja się wolno wyprowadzam z równowagi, ale się udało. Więc mówię:
- Bóg co rozum odebrał?!
Na takie dictum Prezes poszedł oglądać droższe płytki chodnikowe. W zaistniałej sytuacji znalazłam regał z łopatami. A że to już niemal 20 lat razem, to Prezes, zwany również robocz…

2485

Magia kobiet

Moja mama miała udar. Dlatego nie piszę. W pierwszym odruchu chciałam w ogóle zamknąć blog – od dłuższego czasu mam średnią parę do historii, praca wymaga ode mnie pisania, co wyczerpuje temat i dodatkowo nie chce mi się z ludźmi, szczególnie gdy weźmiecie pod uwagę mój problem z rozintegrowaniem sensorycznym. Niestety terapia SI nie obejmuje dorosłych, więc od lat radzę sobie na co dzień tak, jak inni ludzie w mojej sytuacji, czyli unikam bodźców. Obecnie nie mam możliwości ich unikać, więc zdarzają się chwile, że wychodzę skądś bez słowa, ponieważ nie mam siły tłumaczyć ludziom mojej dysfunkcji. Po prostu czuję, że jeśli spędzę gdzieś jeszcze minutę, to znajdę najbliższe okno i przez nie wyskoczę. Wybieram drzwi. Dlatego nie pytajcie, jak mama. Nie mam już siły o tym rozmawiać, bo nie jest to jedyny kłopot, który teraz mam. Jak mawiał Szwejk: jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.

W całej tej sytuacji po raz kolejny w życiu zaznałam siły, która tkwi w kobietach. Kie…

2484

Obraz
Oglądam "Listę Schindlera". To już 25 lat, uwierzycie? 25 lat i zawsze te same emocje.

Ta scena, gdy Stern zapomina dokumentów i pakują go do pociągu. Nie ma mowy o tym, dokąd jedzie pociąg, ale my wiemy. To będzie krótka podróż, stacja docelowa - Płaszów.
Pociąg odjeżdża, kamera przenosi się do hali.
"Proszę opisać czytelnie swoje bagaże. Bagaże dojadą później".
W hali pracownicy sortują rzeczy. Przed nami piramida butów. Okularów. Przy stole siedzą mężczyźni i ważą. Złoto. Kamienie. Plomby z zębów. Przed nimi te wyrwane zęby z koronkami, góry zegarków, bransolet, obrączek. Ważą. Oglądają kamienie przez lupę. Znamy te piramidy. Wszyscy je widzieliśmy. Od dziesiątków lat jeździmy na obowiązkowe wycieczki. Ja byłam w chyba I klasie liceum. Nie wiem, jak Wy. Miałam 15 lat. Nigdy nie wróciłam. Wystarczyło.

Stern mówi: „Przepraszam, zapomniałem dokumentów. Jestem głupi”.
Schindler wściekle: „A co, jakbym przyjechał 15 minut później?!”.
W Ameryce może nie wiedzą, co. My…

2483

Obraz
Wiem, że powinnam coś napisać i idę za tym obowiązkiem, ale z ciężkim sercem i pustką w głowie.

Gramy z Orkiestrą od kiedy pamiętam. Teraz, po 27. latach nie potrafię już powiedzieć, czy zagrałam w każdym finale. Pewnie nie grałam w styczniu 1995, kiedy miałam w domu dwumiesięczne niemowlę, a na zewnątrz panował mróz. Choć... nie mogę przysiąc, bo w końcu chodziłyśmy na spacery. Więc nie wiem, naprawdę nie potrafię z czystym sumieniem tego powiedzieć.

Orkiestra mnie zachwyca. Przez ćwierć wieku śmieszny, niewysoki facecik w czerwonych okularach jednoczył nas wszystkich ponad wszelkimi podziałami. Wydobywał z nas dobro. Pokazywał, że istnieją ideały, dla których warto codzienne spory wsadzić w kieszeń choć na chwilę. Wiem, zawsze istnieli przeciwnicy, ale tak naprawdę to w końcu zwyciężało. Odeszło jedno pokolenie, przyszło następne i znów wyciągnęło rękę do drugiego człowieka.

Przez ćwierć wieku w ten jeden, jedyny dzień w roku - wcale nie w wigilię - wszyscy rozumieliśmy, że przyszło…

2482

Ktoś opowiadał o tym, jak mu Roomba wjechała w psie gówno i rozprowadziła to równiutko po całym salonie. No, więc dziś kot Edward...

---
W tym miejscu pragnę przypomnieć, że kilka lat temu kot Edward zatkał się tak skutecznie, że nawet lewatywa go nie ruszyła. A jeśli w ogóle chcecie rozmawiać o sportach ekstremalnych, to lewatywę u kota zdecydowanie polecam. Niezapomniane wrażenia.

Kiedy już w końcu udało nam się kota odetkać, coś mu się najwyraźniej zmieniło we florze bakteryjnej. Na zawsze. Podawaliśmy mu probiotyki, manipulowaliśmy dietą - bez skutku. Kot Edward jest rześki, zdrowy, apetyt mu dopisuje, nie tyje, ale gdy wydali, to klękajcie narody. Mogłabym sprzedawać te kupy CIA, żeby stosowali do tortur. Stuprocentowa skuteczność. Od czasu lewatywy nazywamy kota bombą biologiczną.

W opisanej sytuacji szalenie się cieszymy, że kot Edward lubi zostawiać miny u sąsiadów.
Pieski natomiast płaczą z tego powodu, ponieważ Edwardzie guano jest ich przysmakiem z najwyższej półki.

Ale pow…