Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2018

2451

Varia

***
Powoli zaczynam doznawać ataków cyklofrenicznych, bo nie wiem, co napisałam na blogu, a co tylko na fejsie. Jeśli nie napisałam na blogu, że czytam akurat "Lalkę", to czytam. Burzliwe dyskusje na temat owej lektury* można zobaczyć na fanpage'u, do czego serdecznie i nieustannie zachęcam, ponieważ tam życie buzuje i toczy się w czasie rzeczywistym. Niestety tutaj to nie jest możliwe.

* Wiem, że szok, ale SERIO ludzie spierają się o kanon literatury polskiej. Warto było dożyć tej chwili.

***
Zwróciliście kiedy uwagę, że bohaterowie pozytywistyczni nigdy nie siadają w fotelu, jak ludzie, tylko zawsze się nań rzucają? Prusowska maniera - rzucanie bohaterami powieści po dowolnie, acz ze smakiem rozstawionych meblach. Koleżeństwo redaktorstwo (Zacofany w lekturze akurat "robi" nową Kisiel) uczulam, żeby zważało, jak się u nich siada, bo za lat - dajmy na to - 130 jakaś blogerka może na to kręcić nosem.

***
O poranku w wiatrołapie Prezes z nieznanych przyczyn…

2450

Babcie są ważne.

***

Jedną widywałam rzadko, bo mieszkała w Bielsku, a ja w Katowicach. Była duża, ciepła, nosiła wielki kok z czarnych włosów, które obcięła i przestała farbować w chorobie. Wtedy okazało się, że jako jedyna z wnuków mam loczki, jak babcia. Znacznie wcześniej wyszło na jaw, że jako jedyna z wnuków mam zielone oczy. Jak babcia. Myślę, że prócz koloru oczu i loczków zostawiła mi w spadku koszmarną skłonność do tycia.

Babcia była silna i władcza. Przy rodzinnych zjazdach ustawiała wszystkie wnuki w rządku i wołała dziadka, żeby dzielił mamonę. Zawsze, gdy przyjeżdżała do nas w odwiedziny, miała ze sobą czekoladę, na którą podświadomie czekałam. Pachniała lawendą, karmiła i pilnowała, żebyśmy wszystko zjedli. Kochały ją i mówiły do niej babciu dzieci z całego osiedla, na które przeprowadziła się, zwalniając swoje duże mieszkanie w kamienicy rodzinie swojego syna. Ta zaskakująca potrzeba dzielenia się babcią z pierdylionem obcych bachorów istotnie działała mi na nerwy. Wsz…

2449

Musiałam zmienić layout, bo już mi się tamtym odbijało. Wiem, że zmiana zawsze wywołuje opór, ale przywykniecie. Albo nie, oczywiście.

Wybrałam biel i zero dodatków. Jest czytelny, prosty, bezniczegowy. Dziś zmieniłam go na inny, wychodząc naprzeciw zgłaszanym reklamacjom - żeby notki nie układały się w formie kafelek (też tego nie lubię), tylko jedna pod drugą.

Ogólnie gógiel się nie popisał i wybór szablonu jest praktycznie żaden. W dodatku są cienkie jak dupa węża. Najgorsze, co mi zrobili, to likwidacja belki nawigacyjnej, która administratorowi po prostu ułatwiała życie. Próbowaliśmy z Prezesem wryć się z belką w kod html, ale figa, zablokowane. Teraz muszę chodzić dookoła i szukać klucza pod wycieraczką. Taki los. Widać byłam niegrzeczna.

Pamiętajcie, że nowe jest nowe tylko na początku, a potem się człowiek opatrzy i wnerwia go, jak mu ktoś to nowe-stare wymieni na inne. Bądźcież gibcy.


2448

Niniejszym otwieram nową serię i nawet dam nowego taga, taka jestem! Odpalam długotrwałą pozycję „przychodzi baba do... dietetyka“. Enjoy!

Zacznę od tego, że pani jest brzydka, głupia, zła. Podła, okrutna i złośliwa. Po prostu niczego nie mogę zarzucić jej stylowi myślenia. Co mam zrobić z taką dietetyczką, hę? Na kogo zwalę, jeśli mi się nie uda? Czyja będzie wina? Może MOJA?!

Przychodzi baba do dietetyka i oczekuje, że ów ją osaczy, że powie:
- No, nareszcie, babo, przyszłaś. Jeszcze miesiąc i musiałabym pójść do ciebie, bo nie wlazłabyś sama po schodach!
Ale nie.
Dietetyk (czka) mówi, że takie cycki pewnie nie pomagają. (No, nie pomagają). Że ma pacjentów, którzy nie ćwiczą i chudną. Że jak pójdę z psami na niedługi spacer, to będzie po prostu cudownie, ale wcale nie oczekuje, że dam radę. Że faktycznie w moim przypadku ten kawał o tyciu od samego patrzenia to wcale nie kawał. Ale że to się da zmienić i damy radę.

Mówi, że fajna, dojrzała decyzja. Co prawda próbuje sprowadzić rozmo…

2447

Obraz
To już dwa lata!
Od początku było jasne, że gdy kupimy dom, będziemy mieć psa. Pies sam w sobie jest zjawiskiem wysoce pozytywnym, aczkolwiek entuzjazm nieco gaśnie, gdy z nim trzeba, tym psem, wybiegać na siku nocą ciemną, niesłusznie nazywana porankiem, w – dajmy na to – grudniu. Z bloku. Inaczej rzecz ma się we własnym domu, gdzie można ukochanego pisiulka wypchnąć za drzwi do ogrodu zgrabnym kopniaczkiem. Skoro więc posiedliśmy drzwi oraz ogródek – nadszedł czas na psa.

Jesteśmy ludźmi, którzy do wielu spraw przygotowują się naprawdę pieczołowicie. Oczywiście nie zawsze wychodzi nam to, co sobie zaplanowaliśmy (nigdy nie wychodzi – no, dobra, prawie nigdy), ale to nie niweczy w nas rozsądku i woli walki. Do problemu psa podeszliśmy więc w swoim stylu: miesiącami naradzaliśmy się, kogo wybrać, ustalaliśmy, że na pierwszy rzut to przyda nam się rasowy (by wiedzieć, czego oczekiwać), osiągaliśmy porozumienie w kwestii wyboru rasy, by w końcu odbywać rzetelne studia nad wybranym typem…

2446

Każdego roku o tej samej porze biorę nowy kalendarz, podpisuję go, żeby było wiadomo, że mój, a potem na pierwszej stronie umieszczam cytat, który co dnia przypomina mi, jak żyć.

W całej historii ludzkości powiedziano bardzo wiele mądrych słów, z którymi sie zgadzam i którymi się kieruję. Mówili je filozofowie, przywódcy religijni i władcy. Mieli niewatpliwie wiele przemyśleń i doświadczeń, które ich zaprowadziły do tych wniosków. Moje pochodzą wprost od wielkiego poety.

Jak Ci dziękować - żeś mi dał tak wiele,
Iż jestem w życiu jak ów gość przygodny,
Co zaproszony został na wesele
Niespodziewanie i nie odszedł głodny.
 /Leopold Staff/

Później obracam kartkę i na jej rewersie piszę kolejną ważną rzecz.

Tacy, co mogą coś zrobić, powinni wstawiać się za tymi, co nie mogą. A niektórzy muszą przemówić w imieniu tych, co nie mają głosu.
                                             /Babcia Obolała/

I tak oto po raz kolejny upewniamy się, że moim życiem kieruje literatura - miłość, która nigdy nie …

2445

Obraz
Zbliża się nieuchronnie koncert nawiększej orkiestry świata. Gramy zawsze i od zawsze, już o tym pisałam i więcej tłumaczyć nie będę. Za to chciałam Wam coś pokazać i serdecznie zachęcić do wzięcia udziału.

Dziewczyny ze Stowarzyszenia Polskiego Patchworku (jedną znam!) uszyły narzutę, która odebrała mi dech w piersiach.


Można o tym dziele przeczytać TU (klik) oraz TU (klik). Można też je kupiiiiiiiić!!! Uwaga, ołówki w dłoń i piszemu: wu wu wu, kliknij TU.

Bardzo polecam i rekomenduję (a także sama licytuję).

Enjoy!

2444

Dziś mija rok od chwili, gdy Morgan opuścił schronisko. Nie był wtedy jeszcze naszym psem. Tym, których naówczas z nami nie było, przybliżam historię.

6 stycznia 2017 odnotowaliśmy naprawdę duży mróz. Schronisko dla zwierząt w Oświęcimiu śledziło prognozy pogody i już rankiem wiedzieli, że temperatura w nocy z 6 na 7 spadnie poniżej -25 stopni. Zajęli się ewakuacją psów z kojców. Wszystkie, które mogły, znalazły się wewnątrz zabudowań (widziałam, mieli zajęty każdy centymetr kwadratowy), ale okazało się, że miejsca nie wystarczy. Pracownicy zwrócili się do obserwatorów na fejsie z błagalnym apelem, żeby przygarnęli psy, dla których zabrakło wolnych miejsc, na tymczas choć na jedną noc. To był piątek.

Przeczytawszy wiadomość, zawołałam Prezesa. Spojrzeliśmy w komputer, potem na siebie.
- Ile damy radę? – zapytałam i już za chwilę szykowaliśmy ciepłe ubrania i buty.
- Jedziemy – poinformowałam Angelikę ze schroniska, z którą już się znaliśmy, bo to ona przywiozła nam Hankę.
- Zaraz przy…