22 lutego 2011

Potomstwa przypadki

- Kiedy mieszkałyśmy na Brzozowej – peroruje Potomstwo wieczorową porą, apetycznie zwinięte na fotelu pod kocysiem – nie chodziłam w nocy sikać, bo się bałam potwora spod łóżka.
Zrywam się z fotela naprzeciwko i lecę przytulać.
- Nic nie wiedziałam – łkam dramatycznie w kocyś.
- O sikaniu?
- O potworze spod łóżka. Mam wyrzuty sumienia.
- No co ty! Nie powiedziałam ci.
- No właśnie!!!

I tak to po latach człowiek się dowiaduje, że ma dwóję z macierzyństwa.
Nie wiedziałam nawet, że mieszkamy z potworem. A gdyby złapał mnie za nogę???

16 lutego 2011

Dziś miałam Przygodę

Otóż nie udałam się do pracy, bo byłam z Potomstwem
umówiona do lekarza (tak, do kolejnego). Zadowolona z siebie i wyspana wbiłam się w obuwie
oraz 15483215866 warstw odzieży, by udać się w kierunku lecznicy i wtedy
okazało się, że Prezes zamknął mnie od zewnątrz. Mój klucz ostatnio
nawala, więc niniejszym zostałam uwięzioną w wieży księżniczką.

Mało mnie szlag nie
trafił.

Zadzwoniłam do Prezesa, nawrzucałam mu od ostatnich, co jednak nie rozwiązało mojego
problemu. Skok przez okno z drugiego piętra nie wchodził w grę. Koty
były bardzo zainteresowane (grupowo) moim miotaniem się po domu i
wykrzykiwaniem wyrazów obelżywych. Po 15. minutach
bezowocnych prób wydostania się przez normalne wyjście doznałam
olśnienia niczym pomysłowy Dobromir. Toż na górze posiadam
wejście/wyjście awaryjne! Pytanie tylko czy w domu są klucze… Onegdaj
Prezes mi je zabrał, bo opowiadałam wszystkim znajomym, że to są
specjalne drzwi do wpuszczania i wypuszczania kochanka w sposób bezkolizyjny – otóż Prezes wchodzi po pracy dołem, a
w tym czasie kochanek opuszcza zebranych górą tak, by panowie nie
musieli się spotykać, bo to kłopotliwe.

Spocona już nieco oraz zdyszana, naubierana i na
szpilach walę schodkami promującymi trzeźwość na górę, jak
mantrę powtarzając „oby były, oby były, oby były”. Były… Jeszcze tylko szarpanina
z kolejnymi, rzadko używanymi drzwiami i wpadam wprost do schowka,
zawalonego gratami pod sufit, próbując sforsować następne drzwi, tym
razem na korytarz. Udało się! Banda z tyłu już czeka, by się wymknąć.
Pohukując zatrzaskuję im drzwi przed nosami i galopem ruszam z
trzeciego w dół, próbując w międzyczasie zawiadomić Potomstwo telefonicznie o stanie
rzeczy.
Zdążyłyśmy.

A ktoś mógłby uznać, że mam nudne i monotonne życie.

13 lutego 2011

Czasami trudno mi pogodzić się z faktem,

że świat tak naprawdę jest zupełnie inny niż chciałabym, aby był. O ludzi głównie mi chodzi.
Myślę o dojrzewaniu do widzenia świata prawdziwie, jak o bolesnym odzieraniu ze skóry złudzeń. Niebezpiecznie zbliżam się do czterdziestki (o Boże!!! powiedziałam to!) i wciąż nie ma we mnie zgody na zakłamanie. Każdą utratę postrzegania ludzi przez kolorowe szkiełko przeżywam długo i boleśnie. Trawię tygodniami i miesiącami tę niezgodność pomiędzy „chcę” a „jest”. Zawsze boli tak samo.

I wcale nie piszę tego dlatego, że przeżywam obecnie jakieś rozczarowanie. Ot, refleksja.
Ale taka, która rodzi postawę pełną rezygnacji.

Co za szczęście, że niedługo wiosna. Z każdym rokiem czekam bardziej.

9 lutego 2011

No i odnalazłam to moje waterloo

Poległam.
Gardło ał.
Kaszel ał.
Katar ał.
Gorączka… nie mam pojęcia, bo ktoś pożarł wszystkie termometry. Ale mój termometr organiczny mówi, że tak.

To odwalę raz dwa to, co muszę dziś zrobić i spróbuję dotrzeć do jakiegoś lekarza. A następnie zamierzam nie oglądać Zakładu dla obłąkanych do poniedziałku.
Za to zamierzam się wybyczyć. Oprócz dzisiejszego popołudnia, bo niestety muszę z Potomstwem na szczepienie oraz do lekarza.
Nie skrzypieć – samo nie może pójść, bo jej nie przyjmą z powodu nieletnia.

4 lutego 2011

Rodzina jest głęboko przekonana, że wszystko trafia na blog

Występują:
prezesowa
Potomstwo (co to skończy w tym roku 17 lat)

Czas akcji:

popołudnie

Miejsce akcji:
salon

Potomstwo (międląc w dłoni niezidentyfikowany zeszyt): Musimy o czymś porozmawiać.
prezesowa (zezując podejrzliwie na międlony zeszyt): Dostałaś uwagę?

Chwila ciszy zakonczona radosnym kwikiem zgromadzonych.

Potomstwo
: Ach, jaka będzie piękna notka na blogu!

Dzienne Polek rozmowy

Z udział biorą:
prezesowa
zastępczyni osobistego dyrektora prezesowej

Czas akcji:
ok. 9.00

Miejsce akcji:
gabinet dyrektorki

prezesowa (w nastroju depresyjnym): Mówię ci, do niczego się nie nadaję. Nic mi nie wychodzi. Jestem złą matką – nie umiem wychować dziecka. Jestem złym kierownikiem – nie udaje mi się osiągnąć wyznaczonych celów. Jestem złym pra…
dyrektorka: Dobrze się czujesz?
prezesowa: No właśnie źle. Dlatego to wszystko mówię.
dyrektorka: Ale ja się pytam, czy ty się dobrze czujesz umysłowo.

1 lutego 2011

Były miętowe.

Nigdy nie miałam miętowych szpilek. Piękne.
Udawałam, że się nie znamy.
Ale kiedy trzy półki później uśmiechnęła się do mnie malusia torebeczka w tym samym odcieniu…

No dobra. Uległam.
W końcu schudłam 8 kilo i coś mi się należy w nagrodę.
Zwłaszcza, że z godnością ominęłam stoisko Grycana.