26 lipca 2012

1035


Jestem u teściów. Ręka do góry: kto tęsknił? Ja też tęskniłam i, jak zwykle, nie nadążam notować. 

Udział biorą: 
Terenia 
Wojtuś 
Prezes (milcząco potwierdza teorie Tereni) 

Czas akcji: 
wieczór 

Miejsce akcji: 
kuchnia 

Terenia (czule patrząc na Prezesa): Wojtuś… dziecko śpiące. 
Wojtuś: A bo to słabe takie. Jakby mu przyszło ciężko fizycznie pracować, jak ja, to rady by nie dał. 
Terenia: A ty to co? Ciężko pracowałeś? 
Wojtuś: Pewno. 
Terenia (do Prezesa): Synku, a ty pamiętasz, żeby tata ciężko pracował? 
Prezes (uśmiecha się enigmatycznie) 
Terenia (do Wojtusia): A widzisz, Wojtuś, nie pracowałeś. Jakbyś pracował, dziecko by pamiętało.


Udział biorą
Terenia 
Wojtuś 
Prezes i prezesowa (milcząco chłoną aktualności) 

Czas akcji
wieczór 

Miejsce akcji
kuchnia 

Wojtuś od pewnego czasu ma działkę alternatywną nad jeziorem, w pobliżu ośrodka wypoczynkowego. Dużo tam pracuje, jak to Wojtuś, więc czuje się zaprzyjaźniony i wchodzi na teren ośrodka bez becalowania. 

Terenia: Tata to tam na portiernię chodzi. A na portierni taka pani siedzi. I ciągle go zaczepia. 
Wojtuś: Bo to wdowa jest. Tak z sześćdziesiątkę ma. I widzi – chłop niczego sobie, robotny, to chciałby takiego. 
Terenia: Kulawa. 
Wojtuś: A co to przeszkadza? 
Terenia: Racja. Nie ucieknie ci.


Udział biorą
Terenia 
Wojtuś 
Prezes i prezesowa (milcząco jak zwykle) 

Czas akcji
poranek 

Miejsce akcji
kuchnia 

Wojtuś: Do lasu pojadę. 
Terenia: A po co ty tam pojedziesz? 
Wojtuś: Wilka ciągnie.


Udział biorą
Prezes i prezesowa 

Czas akcji
poranek 

Miejsce akcji
kuchnia 

Prezes: Ten dom to jest zbudowany na… hmmm… jakby to ująć… Co jest przeciwieństwem czakry? 
prezesowa: Pojęcia nie mam. Antyczakra? 
Prezes: Na takiej antyczakrze. Wysysa z ciebie całą energię. A jakbyś zobaczyła to samo miejsce na drugiej stronie osi, to tam dopiero jest czakra. Wszystko stąd wyssane tam się gromadzi.


Udział biorą
Prezes i prezesowa 

Czas akcji
poranek 

Miejsce akcji
łóżko 

prezesowa: Może wstaniesz? 
Prezes: Mowy nie ma. Jak wstanę, to mama będzie mi kazała jeść.


Udział biorą
Prezes i prezesowa 

Czas akcji
południe 

Miejsce akcji
pokój Tereni (odstąpiony gościom) 

Prezes alienuje się poprzez wetknięcie słuchawek. 

prezesowa: Dlaczego? 
Prezes: Dlaczego co? 
prezesowa: Dlaczego nie dzielisz się ze mną muzyką? 
Prezes: Bo nie słyszę basu. (Podchodzi, siada obok i wtyka prezesowej jedną słuchawkę do ucha). 
prezesowa: Trochę niewygodnie. 
Prezes (tonem mędrca u schyłku życia): Jak ludzie się kochają, to wszystko jest wygodnie!


Udział biorą
Prezes 

Czas akcji
9:45 

Miejsce akcji
kuchnia 

Prezes (wstało 9:00): Nudzi mi się.

22 lipca 2012

1034

- Ces ciastkooo? – prezesowa poszukuje u Potomstwa usprawedliwienia zgubnego nałogu łakomstwa. W dodatku przez okno poszukuje. Z drugiego piętra.
- Na górze, na suszarce, jest szmata. – ripostuje Potomstwo z karnego jeżyka przed domem, odpracowując zagubione onegdaj pińć dych. – Rzuć mi.
- Ale na górzeeeee? – jęczy prezesowa, która – gdyby jej się tak chciało, jak jej się nie chce – byłaby najpracowitszym człowiekiem w mieście.
- No już. Hops, hops! – ponagla Potomstwo, powodując u prezesowej napływ refleksji na temat „jak do tego doszło, do diaska???”.
- Ale ces ciastkoooo??? – przecież prezesowa nie pojedzie do cukierni, żeby się uszczęśliwić i nie mieć na kogo tego zwalić.
- Jedź. Ale na pewno nie tym samochodem. Ten będzie stał w garażu, żebyś go nie pobrudziła! – Potomstwo zarządza personelem oraz okazuje niespotykany szacunek dla własnej pracy.

Pewnie, że pojadę. Samochodem Prezesa. On ma brudny, a nie potrafi wywołać u Potomstwa wyrzutów sumienia.

1033

W piątek wieczorem pojechałam do Z., który – na swoje własne życzenie oraz na swoje osobiste nieszczęście – zamieszkuje w prywatnej kamienicy. Właściciel rzeczonej, roboczo zwany jest Gupim, co określa niejako jego byt i świadomość. I chciałabym z tego miejsca podkreślić, że Gupi nie jest bynajmniej zwany Gupim, gdyż pobiera czynsz. Zawsze ktoś pobiera czynsz. Sama pobieram czynsz. No po prostu taki byt.

Kamienica, w której Z. zamieszkuje od epoki kamienia wydłubanego, jest – mówiąc wprost – familokiem. Kto był na Śląsku, ten wie. A kto nie był, to sobie Kutza poogląda. W tym familoku Z. posiada przystojne mieszkanie w amfiladzie, dostosowane do rzeczywistości, ergo posiada łazienkę, a nawet dwie, co jest niemożliwym i niegodnym wypasem. I ktoś to powinien to ukrócić. Tak przynajmniej sądzi prezesowa. A posiadanie łazienki w familoku nie jest wcale oczywiste, gdyż kible planowano na półpiętrach.
Co prawda prezesową o dreszcz rozkoszy przyprawia konieczność przelecenia się w amfiladzie z jednego końca 100-metrowego mieszkania na drugi, ale… każdy ma, co lubi. Może to sposób na krzewienie kultury fizycznej i sportu.

Ale ja nie o tym.

Otóż przed kamienicą Gupi posiada miejsca parkingowe. Posiada, co prezesowa wie z reklamy szeptanej, bo znaku Gupi nie wykupił, gdyż nie jest rozrzutny. Wobec powyższego prezesowa nie wie. Te miejsca parkingowe rozmieszczone są debilnie z uwagi na wysublimowane zagospodarowanie przestrzeni architektonicznej kasztanowcami oraz betonowym słupem ogłoszeniowym, na którym się nie ogłasza, ale za to zajmuje tzw. wpizdu miejsca.

I teraz tak.
Prezesowa przyjeżdża Szafą. Szafa, poza słuszną szerokością, ma też 4,5 m długości. No to prezesowa potrzebuje trochę miejsca na zaparkowanie. I wcale nie wynika to z braku umiejętności. Ileż to czasu zajęło prezesowej nauczenie Prezesa wjeżdżania Szafą do garażu! Wjeżdża wreszcie, ale lusterka składa do tego, bo się boi obedrzeć. Z drugiej strony… niech lepiej składa. Inna rzecz, że co było do obdarcia, to już obdarł, ale nie bądźmy małostkowi, bo jak Prezes patrzy na prezesową, która nigdy nie składa lusterek, wjeżdżając do garażu, bo jest tak leniwa, że mogłaby stać w Sevres pod Paryżem koło wzorca metra i kilograma, to jest przepełniony nabożnym podziwem i wyraża. W tej sytuacji prezesowa staje się jednostką o wysokim współczynniku wybaczania.

I znowu poszłam w dygresje. To powróćmy do adremów.
Prezesowa przyjeżdża Szafą. Widząc miejsce koło rzeczonego słupa, wpasowuje się w nie radośnie. I nie byłoby o czym pisać gdyby nie fakt, że Gupi uważa, że to są dwa miejsca parkingowe. W dodatku jego własne, które udostępnia swoim lokatorom. W związku z powyższym czyha na prezesową celem umożliwienia jej usłyszenia Głosu Boga (Metatron), mającego zamiar skarcić ją po ojcowsku (w miarę możliwości rózeczką). Czeka, bo kto cierpliwy, się doczeka.
Gupi przydybuje prezesową, opuszczającą lokal nocą ciemną.
- A! To pani! – ożywia się na widok wychodzącej prezesowej, jakby ją widywał trzy razy w tygodniu. – Wyjeżdża pani?
- Wyjeżdżam.
- To dobrze, bo zajęła pani dwa miejsca (wysuwa się rózeczka)!
- Owszem, proszę pana. Zajęłam tyle miejsca, ile potrzebuje Szafa na zaparkowanie…
(Tu Głos Boga bierze głęboki wdech, żeby przyłoić rózeczką w sposób, pozostawiający krwawą pręgę na plecach).
- …Ale chciałam pana zapewnić, że jak tylko przesiądę się do Cinquecento, to zobowiązuję się solennie zajmować pół!
(Szach i mat).
- Cha, cha, cha… – nieoczekiwanie rozbawiony Gupi daje się wciągnąć w niecną rozgrywkę.
Korzystając z okazji prezesowa uprzejmym uśmiechem mówi „do widzenia” i znika, jak sen złoty.

Mierz siły na zamiary, bo jak się przesadnie napompujesz powietrzem, to potem w nocy, w łóżku, żonie będzie przykro.

19 lipca 2012

1032

My tu pitu pitu, a tymczasem w przydomowym śmietniku zamieszkali obcy. Kolor zgodny. Rozmiar lichy. Wyraz twarzy durnowaty.

Photobucket

17 lipca 2012

1031

Prezes wziął urlop i pojechał nurkować w najbardziej pogodny rejon Wielkiej Brytanii (trzy dni słoneczne w roku). Upraszany o prowadzenie sprawozdawczości na okoliczność pozostawania przy życiu, już z lotniska donosi… „orzeł wylądował”.

Ach, wy orły, sokoły!

11 lipca 2012

1030

TO DZIECKO w swojej bezczelności osiaga już szczyty Himalajów.

Do ukończenia osiemnastego roku życia (jeszcze pięć minut), muszę z nią jeździć na odczulanie, bo bez matki ni hu hu. Obecnie jesteśmy w takiej fazie, że szczepimy raz na 4 – 6 tygodni.
I wyobrażą sobie Państwo, że ONA się pozwala użądlić osie przy wejściu do przychodni. Dzięki czemu szczepienie bierze w łeb.

A mogłam nie wstawać z kanapy.

9 lipca 2012

1029

Występują:
prezesowa
Potomstwo
Prezes (milcząco)

Czas akcji:
wieczór

Miejsce akcji:
przestrzeń mieszkalna

Potomstwo: Jest!!! Jeeeeeest!!! Mamoooo!!! 3:2! Jest smutny.
prezesowa: Brawo! Ciś tam! (do Prezesa) A kim ty grasz?
Potomstwo: Białymi.

Geniusz piłki nożnej.

1028

Występują:
Dariusz Szpakowski
prezesowa
Potomstwo

Czas akcji:
wieczór

Miejsce akcji:
przestrzeń mieszkalna

Dariusz Szpakowski: Rzut wolny.
Potomstwo: Jest! Jest!
prezesowa (z salonu na dole): Jak ty w to grasz w ogóle? Kumasz, o co chodzi?
Potomstwo: Nooo… eee… bramki mam strzelać?

1027

Występują:
Prezes
prezesowa
Potomstwo

Czas akcji:
wieczór

Miejsce akcji:
przestrzeń mieszkalna

Potomstwo z prezesem na górze grają w FIFĘ. Trwa etap wyboru drużyny.
Prezes: Nie wybieraj sobie drużyny amerykańskiej, ona jest słaba. Weź sobie Włochy, Hiszpanię…
prezesowa (z salonu na dole): Hiszpania mistrzem Europy.
Potomstwo: Skąd wiesz?

1026

Występują:
prezesowa
Potomstwo

Czas akcji:
wieczór

Miejsce akcji:
salon

prezesowa: Dzisiaj jakiś taki śmieszny grypsik nam wyszedł. Nie pamiętasz, co to było?
Potomstwo: Nie! Nieeeeee!!! Nic ci nie powiem! Nie będziesz tego wszędzie opisywała!

1025

Występują:
prezesowa
Potomstwo

Czas akcji:
niedzielne popołudnie

Miejsce akcji:
salon

prezesowa coś tam zawile chromoli, bidulka
Potomstwo: Patrz! Patrz!!! Niżej już rąk nie mogę opuścić.

7 lipca 2012

1024

Warunki są ciężkie. Szczególnie myślę w takich sytuacjach o osobach starszych, dzieciach i zwierzętach. My, dorośli, w pełni sił, możemy sobie jakoś z upałami poradzić. No i JAKOŚ sobie radzimy.

Najgorszy jest kompletny brak życzliwości. Staram się teraz w dwójnasób. Raz – jest rzeczą dla mnie oczywistą, że (mimo starannie wystudiowanej niechęci i ograniczenia własnych potrzeb do minimum) muszę się ruszyć z domu i jechać do rodziców. Po to, żeby oni nie musieli wychodzić z domu i ograniczać swoich potrzeb. Dwa – staram się mówić mniej niż więcej zakładając, że w upale o cierpliwość wszystkim jest równie trudno. Marzy mi się, żeby inni też o tym pomyśleli.

Zamiast skupiać się na tym, że jest nam gorąco, duszno i nieznośnie, zastanówmy się czy w sąsiedztwie komuś nie jest czasem trudniej. Czy naprawdę takim wielkim problemem jest napełnienie wodą plastikowej miseczki i wystawienie jej przed dom? Czy nie zapomnieliśmy zapukać do tej starszej pani z pierwszego piętra i zapytać, co jej przywieźć ze sklepu, do którego jedziemy po napoje i lody? Czy konieczne jest pokrzykiwanie na psa lub kota, który namolnie pcha nam się na kolana i patrzy w oczy z nadzieją, że my – wszechwładni – zrobimy coś wreszcie z tą temperaturą? Czy na pewno musimy nawarczeć na te osoby, które muszą pracować, kiedy mamy wolne (kierowcę w autobusie, ekspedientkę w sklepie, kelnera w knajpce)?

Jakie jest, moim zdaniem, najlepsze lekarstwo na upał? Postarać się choć na chwilę o sobie zapomnieć. Pamiętajmy, że już za moment zacznie lać i przyjdzie jesień, a za nią zima – by niepodzielnie zapanować na większość roku. A życzliwości nigdy nie za wiele.

2 lipca 2012

1023

Jeśli beza nadal – ZŁOŚLIWIE – nie będzie się udawała, kotom na tych żółtkach wyrośnie naprawdę piękne futerko.

1 lipca 2012

1022

prezesowa (do pindrzącego się Potomstwa): Opuszczasz mnie?
Potomstwo: Jak Cię opuszczę, będziesz miała wentylator tylko dla siebie.

Patrzcie Państwo, a więc to wszystko dla mojego dobra.