Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2014

1995

Kolejny raz podjęłam uporczywą i, mam nadzieję, nieskazaną na porażkę walkę z bezą. Beza jest moją piętą achillesową. Złośliwie i uporczywie nie chce mi wyjść. Zawsze, ale to ZAWSZE, w środku ma ciągutka. Świnia. A mnie się, rozumiecie, marzy Pavlova. Zeżreć taka Pavlovą nim nadejdzie diety świt, który jest nieubłagany, albowiem po nocy zawsze przychodzi dzień. Tymczasem beza stawia bierny opór mym staraniom. Wredna, podła, na pasku kłamstw mnie wiodła.

Zaparłam się. Nie będzie mi tu beza. Upiekę. Będę piekła tak długo, aż wyjdzie, choćbym miała wyczyścić rynek jajczarski w promieniu 50. km. Poszukuję obecnie źródła jajek bezżółtkowych. Ile można, panie, majonezu ukręcić czy innego kogla-mogla. Zwłaszcza że surowe żółtko mię brzydzi niepomiernie. Co można jeszcze z samych żółtków?

Jaka ona teraz piękna, ta beza. Taka kształtna, obła, lekuchno przyrumieniona. Jeśli znajdę ciągnące się wnętrze, to ja zadźgam szpikulcem, nie zważając na zalotny loczek na czubku. Gorzej, że się cholerstwa…

1994

Obraz
W piątek Prezes jechał z pracy do domu i kierownica mu się skrzywiła. W wyniku tej klęski dotarł ździebko później. I nie całkiem sam.


Dziękuję, orgia ma się znakomicie.
Czasopismo na samym dole nosi tytuł "Wiadomości ASP". Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego to czytamy. Nie, żadne z nas nie otarło się nawet o Akademię. Ale gazeta ciekawa i zaskakująco tania.
Tolkien jest jakimś starym wydaniem, które zaplątało się w magazynach. Nie ma to jak dokupić brakującą książkę za dychę. Pomijając fakt, że starsze wydania uważam za bardziej wartościowe - kto nie rozumie, czyta poprzednią notkę.
Miłej niedzieli. Korzystajcie nim dopadnie Was trud i znój.

1993

Zastanawiam się często - wiadomo, taki zawód - nad językiem, którego używają osoby piszące książki. Pomijam oczywiście kwestię ewidentnych błędów, jakie jestem w stanie wybaczyć autorowi, ale korekcji i redakcji nigdy, choć z drugiej strony rodzi się we mnie obawa, że autor, który wydał ze dwie, trzy książki, a wydawnictwo na tym zarobiło, zaczyna czuć się tak ważny, że przestaje słuchać redaktora, w miejsce czego informuje, że jeszcze słowo, a zabierze swoje zabawki i wyniesie się do innej piaskownicy. Tak powstaje, jak przypuszczam, większość kulfonów wydawniczych na naszym rynku książkowym. Trudno mi bowiem uwierzyć, choć oczywiście i w tym zawodzie - jak w każdym - zdarzają się fachowcy i zwyczajne palanty, że w miarę doświadczony redaktor czy korektor nie dostrzega ewidentnych błędów, o które potykam się co krok. To jest naprawdę żmudna robota, godziny dziubdziania, ślęczenia nad słownikami i sprawdzania, co na to poradnia językowa. (O błogosławiona elektryfikacjo miast i wsi, kt…

1992

Postanowiłam zrobić Wam poranek do kawy. W pierwszej wersji chciałam napisać, że postanowiłam zrobić Wam do kawy, ale pomyślałam, że zaczniecie się przepychać w kolejce.
Oto przed Państwem Edward i Czesław. Oraz burdel. Burdel robi Zuzanna. A niech ma swój wkład w tę wiekopomną produkcję!


I tera Państwo widzi, jak to jest. Rozwali się taki jak basza i go myj. Bo jak nie, to rozdarty.

Miłej sirody. Siroda jest połową czwartku. Czwartek jest małym piątkiem. Enjoy!

1991

Obraz
Martuuha przypomniała, że nie było sprawozdania z pobytu w sali koncertowej. A ja zrobiłam dla Was zdjęcie! Oczywiście nie jest tak piękne, jak profesjonalne fotografie, które można obejrzeć w internetach, ale łapie chwilę i pokazuje ten ogrom. Uwaga!


Siedzieliśmy w ostatnim rzędzie i już zawsze chcę siedzieć właśnie tam. Odległość od orkiestry jest porażająca - nie bardzo potrafię to ocenić metrażowo, ale sądzę, że osiągnęliśmy pułap (na oko) piątego, szóstego piętra. A akustyka jest taka, że gdy ktoś z parteru, usadowiony naprzeciw muzyków, kichnie, to ma się ochotę powiedzieć "na zdrowie". Jakby siedział obok. Szokujące i porywające.

Słuchaliśmy "Koncertu na fortepian i orkiestrę" Alfreda Schnittkego i "V Symfonii" Dymitra Szostakowicza pod batutą Stanisława Skrowaczewskiego. Pierwsza część była trudna, ale w tym czasie miałam atak dziecięcej fascynacji i prawie wisiałam z barierek, wgapiając się we wszystko. Aha - nie polecam osobom z lękiem wysokości…

1990

Obraz
Otóż są na tej ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom. A przynajmniej mnie. Co prawda należę raczej do gatunku tych, co filozofują, ale źródłosłów wspólny.

Mianowicie, Drodzy Czytelnicy, ja mało chadzam, a to z powodu, że lata temu zostałam homo automobiliticus i nie potrafię przez to przeskoczyć. Człowiek się łatwo przyzwyczaja do dobrego, leniwy jest z natury. Toteż omija mnie prawdopodobnie wiele wzruszeń, które inne osoby potraktowałyby być może zwyczajnie, lecz mój mózg, ukształtowany po części na Latającym Cyrku Monty Pythona, nie potrafi minąć obojętnie.

I tak. Urząd Miasta Chorzowa postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom wyborców, tworząc w różnych punktach kilka Biur Obsługi Mieszkańców (BOM). Ponieważ Urząd Miasta Chorzowa złośliwie nie korzysta z usług Poczty Polskiej, mieszkaniec musi utrafić w jakiś dzień, gdy rzeczony BOM nie pracuje do 13:00 (takie ułatwienie, Państwo rozumie) i odebrać sobie przesyłkę. Utrafiłam i to było dzisiaj. Pomijam, że liścik ów wydawał…

1989

Ja pierdzielę, mówię Wam, ile ten kot może zeżreć, to jest nieprawdopodobne. Nie mam pojęcia, czym to się skończy. Istny odkurzacz. Zważyliśmy go dzisiaj na wadze kuchennej, już 2300. Gdyby był wcześniakiem, 300 g temu wypisaliby go ze szpitala. Nie wiem, ile mu przybyło, bo nie wpadliśmy na pomysł, żeby zważyć drania na wjeździe, ale urósł wyraźnie i zaokrąglił się. Po przebytej w hodowli infekcji ważył pewnie nie więcej niż 1,5 kg - skóra i kości. Biduś był straszny. Przyglądaliśmy się dziś gnojkowi podczas wspólnego, kociego posiłku - ogon ma dłuższy niż Karol!!! Ludzie, to mutant będzie. Ani chybi geny szarpnął po tatusiu. Tatuś był większy niż nasz Karolek... Bydlę po prostu. A ja chciałam małego, smukłego, delikatnego ruska. Co za wtopa.

Je na oko z 10 razy dziennie. On jest malutki, boję się go przekarmiać, a ten cały czas głodny. Może z głodu tak ryczy? Bo go ssie? Ale, cholera, jaki żołądeczek może mieć niespełna półroczny kociak? Jak naparstek?! Właśnie wyjęłam kurze mięso z…

1988

Ponieważ państwo udaje się na koncert do nowej siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia,

PO PROSTU MAGDA
będzie patronowała filmowi o grubaskach, który nie wszyscy widzieli, gdyż albowiem fejsusia nie posiadajo.

Przed Państwem Placówka Zbiorowego Żywienia. Wstępnie uważano, że jeden klient jest niezdyscyplinowany, ale okazało się - dzięki podpowiedziom internautów - że on raczej taki awanturujący się. Internauci sugerowali, żeby zadzieżgnąć krawacik.


1987

Nie, nic się nie stało, tylko miałam dużo roboty. I gdy już ją wykonałam, to nawet nie czytałam blogów, tylko tak sobie bezmyślnie surfowałam po fejsie. Czasem trzeba.

Natomiast wczoraj miałam ciekawą sytuację poznawczą i, prawdę mówiąc, nieco się na niej zawiesiłam. Ponieważ wiem, że ze środka widać najmniej ostro, udałam się do mojej ulubionej koleżanki-psycholożki, nakreśliłam sytuację i zawisłam jej wzrokiem na ustach.
- To teraz mi powiedz, co robię źle - wypaliłam.
- Taka rzecz, która przychodzi mi do głowy na szybko, to - odpowiedział psycholog kliniczny z wyżyn swojego autorytetu - że ty jesteś zbyt normalna. Nawet sobie nie wyobrażasz, jacy ludzie potrafią być zaburzeni. Proponowałabym, żebyś trochę przystopowała. Przestań być taka życzliwa, zainteresowana i serdeczna.

No i klops.

Ja to się z nawyku uśmiecham, bo lubię świat. Staram się cenić każdą chwilę - one są takie niepowtarzalne. Już dawno przestałam zatruwać sobie życie martwieniem się o sprawy, na które nie mam wpływu…

1986

I nadejszła ta wiekopomna chwila! Oto w glorii i chwale objawia się patronka notki szczególnej...

MARTUUHA!
Otóż pragnę przedstawić Państwu kuluary. Gdyż nie wszyscy wiedzą, że istnieją osoby, posiadające wiedzę o mym zastrzeżonym (sic!) numerze telefonu. Jak się okazuje, numer ten lekkomyślnie przekazałam niektórym typom i one mię tera, te typy, dręczom telefonicznie. Mianowicie dzwoniom do mię noco ciemno (czyli koło 19:00), naciskajo i usiłujo wymóc. W beszczelności swej formułują oczekiwania, jakobym miała się do niektórych notek przygotowywać miesiącami, materiały skrzętnie gromadzić, przemyśliwać, komponować. I pewnie jeszcze zatańczyć.

Wała.
Wszak wszyscy wiedzo, że ja stawiam na spontan, z myśleniem u mię kiepsko, planować to ja mogę, co będzie na śniadanie - i to wyłącznie najbliższe. Reszta przerasta mój mały rozumek - aż cud, że dwa zdania do rzeczy potrafię sklecić, a i tak wiadomo, że dla hecy. Potem przychodzo, czytajo i sie śmiejo. Taka karma.

Ale.
Tak się jakoś szczęśli…

1985

Notkę wyborczą poświęcam

ANI i JOLI T.
Obowiązek obywatelski spełniony. Mamy z tym zawsze trochę roboty, bo głosujemy w różnych lokalach wyborczych. Prezes i Zuzanna zameldowani są na stale tutaj, a ja tam. A tutaj czasowo. W związku z powyższym wozimy się po całym mieście.

Tym razem okoliczności są bardzo sprzyjające, gdyż mamy jedną kandydatkę na prezydentę, a przy tym nie z ugrupowań, co do których powzięłam uzasadnioną niechęć. Niestety prawda jest taka, że póki w Polsce obowiązuje obecna ordynacja wyborcza, to nawet na poziomie lokalnym przynależność partyjna ma znaczenie. Każdy z kandydatów wie, że w pojedynkę nic nie zdziała, a jeśli fiknie - to będzie jego ostatnia kadencja. Ponieważ dość się nasłuchałam haseł typu "nie ma woli politycznej" do każdej, najdrobniejszej rzeczy, zbuntowałam się i pokazałam gest Kozakiewicza. W dodatku namówiłam do tego dwie osoby.
- Ona nie ma szans - zmartwił się Prezes.
- Jeśli każdy będzie myślał tak, jak ty, to rzeczywiście nie ma. Al…

1984

Sponsorką dzisiejszego postu imprezowego (krótkiego, acz treściwego) jest

DAGA.
Jako kobieta renesansu, z pomocą rodziny imprezę przygotowałam, odbyłam, posprzątałam i jeszcze w szale kupiłam sobie garnki. Cesarzowi zostało oddane, co cesarskie, aczkolwiek muszę przyznać, że chyba wszyscy się starzeją, bo ani nie żarli jakoś przesadnie, a i alkohole nam zostały, bo dopiero pod koniec imprezy Prezes wraz z Czempionem (partnerem Matki Chrzestnej) chwycili się za wódeczkę, którą zresztą porzucili nie upiwszy nawet połowy. Przy okazji odkryliśmy bardzo dobre wino, więc jutro po spełnieniu obowiązku obywatelskiego kopniemy się z Prezesem do sklepu i kupimy cztery. Z czego jedno podarujemy Dziadkowi, a niech ma - skoro tak mu smakowało.

A skoro już szczątki gości zostały wymiecione, zainteresowałam Prezesa od lat przewijającą się tematyką dogorywających garów i z jego błogosławieństwem dorwałam się do serwisu aukcyjnego i nabyłam komplecik Tefala za złotych polskich 369, przy czym serwis ów …

1983

Piekę sobie. Jutro goście urodzinowi Zuzanny.

Serniczki sobie piekę, babkę sobie piekę i keksik. Sernika musi być dużo, żeby znów nie uruchomił się fatalny ciąg okoliczności, w wyniku którego moi starzy rodzice są bezpardonowo rabowani na ulicy. Niemalże w biały dzień. W dodatku przez rodzonych bratanków. Przy milczącej aprobacie bratowej - to pewnie z powodu, że nie jest rodzona. Więc piekę dwie blachy: dwa kilo sera, dwadzieścia jaj, dwie kostki masła. Szał ciał, a żeby im w bandziochy poszło. Mam wielu asystentów, spośród których na plan pierwszy wybija się kapral Czesław "Zawszegotowybycośzeżreć" Jedziniak. Eduś też nie jest od tego, a Karol z sypialni na piętrze przyleciał, bo wyczuł koniunkturę do wylizywania papierka po maśle. Niby tak przypadkiem się pojawił.

Koty żyją w znakomitej komitywie. Jest dokładnie tak, jak przewidywałam, czyli Edek z Cześkiem wybitnie przypadli sobie do gustu, temperament mają podobny, gonią, szaleją, wariują, skaczą, zwisają z sufitu i zgo…

1982

Och! Gosia z Manufaktury Radości wywołała niechcący temat, to ja sobie narobię teraz wrogów. Z rozkoszą, gdyż pasjami lubię kij w mrowisko. Pasjami. Będzie o alkoholu. (Aż poszłam po kieliszek, bo to się nie godzi, żeby opracowywać TAKI temat bez).

Alkohol jest używką, jak każda inna. I może stać się nałogiem, jak KAŻDA używka i KAŻDE zachowanie. Nałogi to nie tylko przyjmowanie tytoniu, alkoholu, narkotyków czy leków. To również zwykłe, codzienne zachowania, które, wykonywane kompulsywnie, wywołujące potrzebę powtarzania i niewolą nas (owszem, również kultywowanie "zdrowego" trybu życia). Wiem, o czym mówię - palę ponad 20 lat. Kiedy się zastanawiam, dochodzę do wniosku, że to jedyne natręctwo, z którego nie potrafię zrezygnować. No, może prócz czytania. A właściwie potrafię, ale muszę mieć naprawdę dobry powód. W moim przypadku takim powodem było dziecko - zorientowałam się, że jestem w ciąży gdzieś po dwóch tygodniach i natychmiast przestałam palić. Po prostu potrzeba się…

1981

Obraz
Przypomniała mi się owa sławetna zupa cebulowa, więc piszę z rana, może ktoś ma wolne moce przerobowe i zapragnie miąchać łyżką w garze. Bo widzicie - z cebulą jest tak, że można uzyskać niezwykłą głębię smaku, a jej sekret tkwi właśnie w wolnym, spokojnym gotowaniu. Trzeba mieć cierpliwość i czas. Oraz trochę miłości. Żeby nie było zniecierpliwienia, bo to szkodzi jedzeniu.

Ja się naturalnie nie upieram i nie mówię, że inna cebulowa jest gorsza. Żeby była jasność.


No to bierzemy tę cebulę i kroimy w cienkie wiórki. Im cieńsze, tym lepsze, bo miksowania nie będzie. No co? Nie zawsze skłaniam się ku najważniejszej zasadzie kuchennej - lubię gotować i gdy mnie zbierze, mogę to robić godzinami.
Rzadko mnie zbiera, ale jednak.

Więc wiórki są najlepsiejsze. Lepsiejsze niż siekanina. Nie wiem czemu, ale to trochę jak z czosnkiem - można przez praskę i robię to w 99. przypadkach na 100. Ale ten jeden, jedyny raz - siekam drobniutko i tak jest bardziej.
Potem dusimy cebulę na maśle, wciąż mie…

1980

Uprzejmie informuję, że niniejszym stałam się posiadaczką czterech par irregularków. HA! Tak, zrobię zdjęcie, ale za dnia, bo dziś wróciłam dopiero przed osiemnastą, co - jak wiadomo - jest już porą nocną. A oświetlenie w większości domu to my mamy do przyjmowania gości, szczególnie płci przeciwnej i urodziwych. Nie, nie przyjmuję, ale pomarzyć miło. W każdym razie dyskretne oświetlenie, jakby co, posiadam. Teraz trzeba znaleźć jakąś płcię, co to nie ucieknie, gdy ją oblezą cztery koty. I Zuzia. I Prezes - to najtrudniejsze.

Ale, ale. Wyobraźcie sobie, że w poniedziałek dzwoniłam do mamy, żeby zaproponować kawę - nie było jej w domu. We wtorek dzwoniłam, że oboje wypilibyśmy kawę z nimi obojgiem - wychodzili. Myślę sobie dzisiaj: do trzech razy sztuka, podejmę próbę, jeśli odmówią, to ich nie znam, nie jeżdżę, koniec z nami. Matka chyba wyczuła temat, bo odebrawszy telefon, wrzasnęła: TAK! BĘDĘ!
A nawet nie wiedziała, o której.
I była.
Potem wyszło, że mieli do mnie interes. A już się…

1979

Wietrznie.

Chłop pod bramą zakładu produkcyjnego naprzeciwko zmiata liście, co jest czynnością godną Latającego Cyrku Monty Pythona. Naigrawamy się z niego z bezpiecznego wnętrza osobistej lokalizacji, gdy wtem! Dostrzega nas - nie mamy firan, firany we wzgardzie - posyłając mordercze spojrzenie i wraca do swej syzyfowej pracy, a wiatr mu w tym pomaga, ile sił w płucach.
Oprócz tego słońce. I bardzo.

Zważając na święto, postanowiliśmy zaoszczędzić na kawie lub też i herbacie, więc wykonaliśmy połączenie telefoniczne z Protoplastami. A tu, panie, zawód, nic się nie oszczędzi, postanowili ruszyć z manifestacją narodowowyzwoleńczą do swego przyjaciela (wraz z małżonką). Cały misterny plan w gruzach. Chciałam przy tym podkreślić, iż umknąwszy wczoraj z fabryki na półtorej godziny przed czasem (Szef powiedział: miłego świętowania wam życzę, więc poszłam świętować), również postanowiłam zubożyć Twórców o odrobinę kofeiny. I co? Byli absolutnie, idealnie i całkowicie nieobecni. Zatrważające.…

1978

Obraz
Przepraszam. Wsiąkłam chwilowo, gdyż


Tak, znacznie lepsza niż część uprzednia. Aż muszę sprawdzić, kto tamtą redagował. Owszem, dostrzegam, że maniera językowa Musierowicz nieco się rozbuchała i jakby nie miał jej kto przyhamować, a także znajduję błędy, w tym w nazwie łacińskiej (sic! - zabawnie zresztą wyszło), co już jest jakąś ironią, ale mimo wszystko dobrze się czyta. A poprzednią to raczej ze skłonności niż uczucia.

Poza tym, och!, muszę przyznać, że te słuchawki, co to za pół ceny, jednak niezłe są. Prezes mnie podszedł i puścił mi Floydów, a przecież wiadomo, że mam słabość. Uważam, że można ich lubić lub nie, ale nie da się przejść obojętnie. I jeszcze... wyraźnie chciał mnie przekupić ten Prezes, bo w końcu naprawił PSP i, niestety, niestety, przycinam w Loco Roco. Konkretnie w dwójkę, bo ją - z trzech części - lubię najbardziej. Pierwsza jest zbyt prosta, a w trzeciej wszystko pokonuje się skakaniem - nie bardzo mnie satysfakcjonuje takie tempo.

Czuję się rozpieszczona prz…

1977

Obraz
Nie udało nam się wczoraj zjeść obiadu w restauracji, bo zamiast jednej książki kupiliśmy cztery, a Prezes niechcący zabłądził do SONY i wszedł w posiadanie słuchawek. Podobno nie wolno mówić, ile kosztowały, tylko: za pół ceny. No więc kupił je za pół ceny i ja teraz nie mam nawet krzty wyrzutów sumienia, szczególnie że nie słyszę, o co chodzi. Określenie "głębia dźwięku" jest dla mnie całkowicie martwe, choć słuch mam jak pies gończy, o węchu nie wspomnę. I nie jest to uwaga bez związku, bo gdy Prezes wyrywa sobie włosy z głowy, pokrzykując: "Jak to nie słyszysz?!!!", ze stoickim spokojem odpowiadam, że w kuwecie leżą trzy kupy, smród przewraca na podłogę, a on nie czuje.

Skoro już przy kuwetach jesteśmy, to pragnę donieść, iż wytworzyła się bardzo ciekawa sytuacja. Mianowicie gdy Czesław zaczyna się wydzierać, że coś poszło nie tak, to Zośka leci z końca chałupy, żeby go bronić i zrobić porządek. Dzisiaj wlazł mi znowu pod nogi i został nadepnięty, więc Edkowi s…

1976

Dzisiejszą notkę sponsorują

KRUSZYZNA, ANGE76, ABA i AMELIA (oraz 2 koty i 26 kur).
Chała im! Znaczy... chwała!

Wyobraźcie sobie, że znów dziś byłam u szewca. To już trzecie podejście, w tym drugie po odbiór. Pierwszy raz, czyli oddawczy, jest znany. Później pan zmienił podejście i był sympatyczny, ale butów nie zrobił, choć wyznaczył termin. Zaproponował, żebym wpadła dzisiaj. To wpadłam.
Buty nienaprawione.
Trochę się zmierzwiłam.

Delikatnie zasugerowałam, że ja do niego przyjeżdżam ekstra, bo nie mieszkam w tej dzielnicy, i chętnie znałabym jakąś datę, kiedy te buty rzeczywiście odbiorę. Na co pan szewc, w nastroju wyraźnie filuternym, odparł:
- Po prostu chciałbym panią częściej widywać. I jestem gotów dać zniżkę na paliwo.
Taaaaa... Wychodząc, wpadłam na pomysł, żeby nie przyjeżdżać do niego wprost z roboty, gdzie akuracik była duża impreza, więc suknia bez plec - krótki rękaw (jak to mawia mój znajomy), dekolt i szpile. Należy powrócić do dżinsów, laci i nienamalowanej urody. Może…

1975

Dziś notka nieco przewrotna, w sam raz, by poświęcić ją

KACZCE, CHUDEJ i FRANCZESCE.
Wróciłam do pracy. Właściwie jeszcze wczoraj sądziłam, że to okropne, tak skończyć urlop i ruszyć do prac polowych, ale kiedy dziś osiemnasta osoba ucieszyła się na mój widok, a wręcz wyraziła to słowami, przypomniało mi się, że lubię tę robotę i tych ludzi lubię, w ogóle lubię. Koleżanki czekały przed drzwiami, koledzy machali z drugiego końca konferencyjnej, ktoś tam mnie uściskał, ktoś przyniósł cudem zdobyty kupon zniżkowy do mojego ulubionego sklepu i nawet Szef był w dobrym humorze, upewnił się, czy wypoczęłam, zażądał szczegółów adopcyjnych, popartych zdjęciami, oraz ucieszył się, że przypomniałam o sprawie, do której nie miał głowy, a ja pomyślałam, mimo że miałam wolne. Do tego odkryłam, że dał mi premię, choć dyndałam nóżką.
Poza tym w domu czekało 16 łap i 4 ogony, a wszystko to zadowolone z mojego powrotu.
Gdybym zaczęła zrzędzić - przypomnijcie mi numer tej notki.

Ale ja nie o tym. Już jak…

1974

Obraz
No, już dobra. Wiem, że trzy dni trzymałam Was w niepewności. Nadrabiam.

Najtrudniejszy był czwartkowy wieczór i piątek. Czesiek pachniał obcym, więc kotom trudno się dziwić, że tak go traktowały. Myślę, że wielkość Cześka nie ma tu znaczenia, bo np. Karol się go bał. Nie śmiejcie się z Karolka - owszem, jest duży, ale chyba nie do końca ma tego świadomość. taka sierota po prostu. Nie jest agresywny, gdy mały na niego prychnął, to robił minę "mamo, tato, biją mnie" i uciekał. Obecnie nieustannie upewnia się, czy mimo wszystko jest naszym kochanym syneczkiem, a Czesia toleruje z westchnieniem rezygnacji.

Przez dwie noce zamykaliśmy malucha w łazience dla jego bezpieczeństwa. Z czwartku na piątek Zuzia, która śpi na dole, słyszała pyskówki przez drzwi i to oznacza, że nasza decyzja była słuszna. Dużej krzywdy, poza samotnością, Czesio nie doznał, choć mnie oczywiście serce strasznie bolało i spałam po pięć godzin, żeby go nie męczyć. W sobotę rano uwolnione dziecko z impetem w…

1973

Nie ma samotności na tym świecie. Człowiek się nawet w spokoju sam nie urodzi, bo zaraz przyjdą

KORESPONDENCJA i PANDEMONIA (stare rury)
i powiedzą, że one też się urodziły. I jak tu poświęcić notkę

pięknej i młodej AUTORCE?
No, jak? Nijak. Dupa zbita. Trudno - trza brać, co dają, nie ma to tamto.

Zacznę od odpowiedzi na pytanie "???" z komentarza pod poprzednią notką. Otóż pokusiłam się o stwierdzenie, że wywar na kościach to trucizna i nie wycofam się z tego, za to wytłumaczę, w czym rzecz. Wszystkie grzeczne dziateczki wiedzą, że głównym filtrem w organizmie ssaka są nerki. Nie z każdą substancja jednak sobie radzą, w związku z czym różne śmieci odkładają się w kościach. Do największych gówien, o których mowa, należą metale ciężkie, węglowodory i hormony. 
Z węglowodorów wymieniłabym tujon (tak, nazwa pochodzi od tui), który zwierzęta jedzą pod postacią np. bylicy pospolitej, szałwi lekarskiej, ewentualnie piołunu (choć pewnie rzadko) czy wreszcie rzeczonej tui. W zwiększonych…

1972

Obraz
Laureatką dzisiejszej nagrody w postaci notki dedykowanej jest

EFKA.
Enjoy!

Może o czymś innym niż koty? Mnie to naturalnie pochłania całkowicie, ale podejrzewam, że Wam się już odbija. Tymczasem Allegra Walker w komentarzu do poprzedniej notki poświadczyła, że migrujemy sobie w zamknietym kręgu, czyli przyleciała tu od koleżanki Dodo (albo i też odwrotnie, co nam pewnie niebawem wyjaśni), na blogu której nieopatrznie wysypałam się z oświadczeniem, że mogę ugotować 18 zup i się nie spocić.
Ano mogę. Pewnie nawet więcej, gdyby mi się oczywiście chciało.

Jednakowoż zamieszczenie 18. przepisów w jednej notce mogłoby spowodować tak silne przeżarcie, że nawet ja - osoba pozbawiona sumienia - mogłabym mieć wyrzuty. W związku z tym proponuję notkę o filozofii gotowania zup, popartą przykładami. Na życzenie mogę później zamieszczać inne przepisy.

Filozofia gotowania zup opiera się na kilku niezwykle istotnych prawach:
1. byle się nie spocić,
2. kostka rosołowa najlepszą przyjaciółką pani domu,