28 września 2016

2357

Kochani!

Jeźliktochce to można całą łoterloową rodzinę poznać osobiście. Albo też obejrzeć z bezpiecznej odległości, a potem obgadać. W poniedziałek o szesnastej będziemy przed Teatrem Wyspiańskiego w Katowicach: Łoterloo, Prezes i Zuzanna.
Zastanawiamy się, czy wziąć Leśka, żeby olśniewał. I Hankę, żeby wszystkich zalizała.
Zapraszam. Nie zawahajcie się podejść i zagadać.

#CzarnyProtest

25 września 2016

2356

Wiem już na pewno, że nadeszła jesień.

Jesienią światło słoneczne jest zupełnie inne. W mieście nie zwracałam na to uwagi, po prostu cieszyłam się, gdy otrzymałam jeszcze jeden pogodny dzień. Teraz bacznie obserwuję, że zieleń rozświetlona jest pod innym kątem, a jasność ma chłodniejszą barwę. Wciąż jeszcze siedzę na tarasie, suszę pranie na sznurach w ogrodzie, ale już nie przenoszę się do cienia, bo tam króluje przenikliwy chłód.


Na stojaczku do fondue grzejemy sobie - użytkowaną ze stateczną wstrzemięźliwością - herbatę, którą przywiozła w lecie martuuha. Leniwie oszczędzamy ruchy, ciesząc się każdą chwilą. Jestem przekonana, że takich dni, jak dziś, nie zostało już w tym roku zbyt wiele.

Prezes zlikwidował okienne skrzynki i zaczął się odgrażać zabunkrowaniem mebli ogrodowych - przy moim kwiczącym sprzeciwie. W końcu nie możemy być pewni, że już nie będzie się dało posiedzieć na tarasie, prawda? Ja mam na tym tle obsesję i nerwicę natręctw. Jeśli tylko można być na zewnątrz, nic mnie w domu nie utrzyma. A do następnego lata bardzo daleka droga.
Niestety.

21 września 2016

2355

Nie piszę, bo mam kryzys twórczy.
Czasem coś krótko na fejsie, więc wezmo se założą te fejsy, bo nie wiadomo, ile to potrwa.

5 września 2016

2354

Piesek Leszek zabiera ostatnio Prezesa i wyprowadza go do lasu.


I w ogóle jest wzorem psa. Ech, dzieci... tak szybko dorastają. Na wołanie przychodzi, na spacerze nie ciągnie, siada, waruje, łapska podaje, wędruje przy nodze, ograniczył skakanie do minimum - sam miód. Oczywiście wszystko to nieobsesyjnie, ale ja doceniam.
Przy tym świeci przykładem, więc pies Hanka uczy się różnych rzeczy znacznie wcześniej. Obecnie jesteśmy na etapie oczekiwania przy misce w pozycji siedzącej na pozwolenie wciągania. Siadać już umie od dawna i, jak kiedyś pisałam, robi to z wielką zapalczywością. Uczy się również warować i coraz lepiej jej wychodzi. A gdy nie wychodzi, to zmianiam komendę z "Hanka, waruj" na "Hanka, wariuj" i to realizuje koncertowo. Umie też wytarzać się w gównie, na którą to okoliczność została wczoraj wyprana i zniosła to z prawdziwą godnością.

W domu jakby spokojniej i ciszej. Tak globalnie, oczywiście, bo przecież wiadomo, że trzeba się kłębić, gryźć, warczeć i szczekać z dupo na mojej stopie. Na obojętnej stopie zresztą, choć moja jest preferowana, albowiem często przebywa w kuchni, tuż pod ręką, która kroi różne smakowitości.

Hania, jak na Hanię, bardzo urosła. Nie jest już bezradną kuleczką na malusich łapkach, tylko przedsiębiorczą panienką, co to o swój interes zadba, mordę rozedrze* i wszędzie wlezie. Szczeka na labradora sąsiadów, który jest od dniej 20 razy większy i, na szczęście, bardzo wyrozumiały.
Nóżki jej się bardzo wydłużyły i jest chuda jak sto nieszczęść, a przy tym cały czas głodna. Co za szczęście, że kurdupel, bo inaczej nie zarobilibyśmy na jej wyżywienie.


A koty? Constans. Jakoś to wszystko znoszą.

* Wszyscy, którzy uważali, że może wyrośnie na kogoś większego, niech już porzucą nadzieje. Szczeka jak typowy pies zaczepno-obronny, czyli kurdupel, który zaczepia, a potem trzeba go bronić. Gdyby nie fakt, że jesteśmy przeciwni wrzaskom jako takim, to nawet byśmy zgagi nie uciszali, bo jest w tym dawaniu głosu prześmieszna**.

** Lesiek szczeka barytonem "łuf, łuf, łuf", a Hanka wrzaskonem "ałałałałałałałałałałalałałałałałał zamknij się ałąłałałałała cicho cholerny kundlu ałałał".