23 września 2011

Kot mi się zepsuł

W dodatku ten najważniejszy kot. Mój. Zepsuł się dość drastycznie.

22 września 2011
Godz. 16.00 – przyjazd z pracy. Siku. Próba zapakowania zepsutego kota do kosza.
Godz. 16.15 – kot zapakowany.
Godz. 16.16 – kot zbiega nie zważając na swoje zepsucie.
Godz. 16.17 – ponowna próba zapakowania kota do kosza.
Godz. 16.20 – kot zapakowany, drzwiczki zamknięte. Kot drze się przeraźliwie.
Godz. 16.21 – wędrówka klatką schodową w dół. Kot jest słyszalny poza budynkiem.
Godz. 16.22 – w samochodzie. Wie już cała dzielnica.
Godz. 16.22 i pół – ruszamy. Wie całe miasto.
Godz. 16.23 – 16.40 – mijane samochody ustępują nam z drogi jak karetce. Pewnie ze względu na sygnał dźwiękowy.
Godz. 16.40 – lecznica. Nie ma nikogo w poczekalni. Super!
Godz. 16.41 – 16.55 – oględziny kota, z których nic nie wynika. Pobranie krwi. Kot ma drgawki ze strachu.
Godz. 16.55 – 17.15 – oczekiwanie na wyniki badań. Kot ma nadzieję, że zaraz wracamy do domu, więc milczy zintegrowany z koszem. Mimikra wykręcona do maksimum.
Godz. 17.15 – okazuje się, że kot ma niewydolność nerek. Nadzieje na szybki powrót zostają zniweczone. Kot zostaje dostrzeżony pomimo pełnej integracji z koszem, a następnie podstępnie wywleczony na stół.
Godz. 17.20 – 18.50 – golenie kota. Kot daje do zrozumienia, że nie aprobuje takich zachowań. Wenflon. Kot przenosi się do własnego matrixu i udaje, że nasza rzeczywistość nie istnieje. Kroplówka. Kot odczuwa przenikanie rzeczywistości do matrixu i postanawia z tym skończyć. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. I tak w niekończoność.
Godz. 18.51 – odpięcie kota. Drgawki ze strachu. Kot wraca do kosza, zatrzaskuje za sobą drzwiczki, zamyka zamki i wiesza kłódkę.
Godz. 18.52 – pani doktor uświadamia, że kroplówkę należy zrobić samodzielnie w domu 2 razy i przyjechać jutro. Ja mam drgawki.
Godz. 19.10 – pobieram pół lecznicy sprzętu do nakraplania, strzykawki, igły. Drgawki się wzmagają. Kot mentalnie nieobecny. Pobieram specjalistyczną odżywkę, którą „koty uwielbiają!” oraz strzykawkę na wypadek, gdyby mój nie uwielbiał.
Godz. 19.15 – uiszczam połowę rachunku, bo na cały mnie nie stać.
Godz. 19.20 – 19.35 – powrót do domu. Kot wyje i chce się wydostać. Jak wyżej w drodze do.
Godz. 19.36 – wejście do domu. Kot wyważa drzwiczki kosza i znika.
Godz. 20.00 – kot nie uwielbia odżywki.
Godz. 20.05 – 20.30 – karmienie kota na siłę za pomocą strzykawki. Zaczynam przenosić się do własnego matrixu.

23 września 2011
Godz. 04.00 – budzik.
Godz. 04.01 – chcę umrzeć.
Godz. 04.02 – lokalizowanie kota. Naiwny kot myśli, że ma to za sobą i się nie ukrywa.
Godz. 04.03 – mocowanie pojemnika z kroplówką na oknie. Pacyfikacja kota. Manipulacje podłączające. Kot ogłasza sprzeciw. Wenflon jest zatkany. Chce mi się płakać. Odtwarzanie w głowie komunikatu: jeśli wenflon będzie zatkany, proszę wkłuć się w żyłę i odetkać. Płaczę. Odtykam. Kot nie chce być odetkany. Nierówna walka. DZIAŁA! Wokół kłębią się inne koty, które koniecznie chcą uczestniczyć. Odganiam je wszystkimi kończynami, które nie są zaangażowane w proces.
Godz. 04.15 – 05.30 – kropla na sekundę. Kot nie chce. Inne koty chcą. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Nogi mi drętwieją. Usiłuję zmienić pozycję. Kot nie chce. Inne koty chcą. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja. Kroplówka. Pacyfikacja.
Godz. 05.30 – 07.00 – odpięcie kota. Karmienie innych kotów. Powrót do sypialni i namawianie kota na jedzenie indywidualne. Przygotowanie do wyjścia. Namawianie kota na spożycie czegokolwiek. Karmienie kota strzykawką. Kot nie chce. Inne koty wręcz przeciwnie. Na granicy histerii.
Godz. 07.10 – wyjście do pracy.

Następna kroplówka o 14.00.
Niech mnie ktoś przytuli.

8 września 2011

Ktoś mi zrobił nieoczekiwany koniec lata

A ja odkryłam, że mam jeszcze jedne sandałki, w których nie chodziłam w tym roku. I teraz mi zimno.
A Potomstwo ma gorączkę 38,5. Ja to bym chciała mieć taki rozmiar odzieży.
Mam przeczucie, że aura do końca roku nie będzie mnie rozpieszczać.
Foch.