30 września 2012

1058

I może sobie Kiełbasińska opowiadać, ale na chwilę obecną na Allegro nastukałam już ponad 250 zł. Kosztów nie ma nawet dychy. I to wszystko na drobnicy.
Oczywiście jeszcze te dwie i pół stówy przeklnę, wysyłając przesyłki. A wprzódy – pakując. Ale… z niczego nie ma nic, jak mawiała Świętkowa. Mam nadzieję zrobić jutro parę zdjęć i wystawiać dalej. Obym tylko nie wpadła w szał i nie sprzedała wszystkiego, z farbą ze ścian włącznie.
O, byłabym zapomniała. Zaaplikowałam. Może mam dobrą passę? MOŻE POWINNAM ZAGRAĆ??? Przemyślę to do jutra.

29 września 2012

1057

Dziecko się przeuroczo wyglebiło ze schodów. Normalnie już wyglądało, że mam z głowy te skumulowane wydatki. Ślizg, jak na olimpiadzie, aż żal, że nie miałam w pogotowiu aparatu (bynajmniej nie rentgenowskiego). Leży i jęczy. Myślę sobie: masz ci los, jak ja ją będę wpychać na to łóżko na antresoli? Człowiek taki niedojrzały.
Siniaki zaczynają żyć własnym życiem. Pierwszy ujrzał światło dzienne ten na pośladku – o ile można powiedzieć, że ujrzał. Właściwie to mam nadzieję, że nigdzie gołym tyłkiem nie świeci (o, święta naiwności!). Drugi, jakby ośmielony postępowaniem pierwszego, wylazł na kolanie.
Swoją drogą… to interesujące – nabić sobie siniak na kolanie, zjeżdżając w dół na odwłoku. Zawsze uważałam, że moje dziecko najzdolniejsze.

A co poza tym… Nadal rzężę, bardzo dziękuję. Wciąż się wyprzedaję – odnotowując niejakie efekty. Że tak powiem: z przyjemnością. Jako hedonistka oczekuję więcej przyjemności z tej półeczki.

Szanownym Państwu natomiast, tym, co to jeszcze nie wiedzą, pragnę również zapewnić chwilę przyjemności. Zaleca się czytanie do końca, bo rzecz jest rozwojowa. Komu się spodoba (jak się komuś nie spodoba, proszę mnie koniecznie powiadomić), to później przechodzimy TU. Naturalnie wskakuje do linków po prawej.
Dziękuję za uwagę.

27 września 2012

1056

Z ogłoszeń dla poszukujących zajęcia.
„Oferujemy niereformowalny czas pracy”.

1055

Notka dla wytrwałych.
Co mówi mężczyzna ukochanej kobiecie, gdy widzi ją pierwszy raz po trzydniowej przerwie (praca w rozjazdach)? No proszę, jakieś propozycje? Przewidziano atrakcyjne nagrody dla zwycięzców! Tak? Słucham?
Otóż mówi on z rozbrajającym wyrazem twarzy: „Wdepnąłem w g…o”.
Kurtyna.

PS Nagrody wracają do puli. Widzi mi się – będzie kumulacja.

1054

Dziecko wybrało przedmioty maturalne i złożyło deklarację. Drukowaną zaledwie trzykrotnie. Co ciekawe, nie musiałam bić jej do nieprzytomności, żeby zdecydowała się na jakieś rozszerzenie. Owszem, na jedno. Zawsze to lepsze niż nic. Obstawiłyśmy korki, dłubię jeszcze przy jednej koleżance ze studiów, bo sama w zawodzie nie pracuję i w żałosnej sprawie matury nie mam nic twórczego do powiedzenia. Mam nadzieję, że wesprze po koleżeńsku.
Oczywiście dziecko znika z domu na długie godziny i nie mam żadnych złudzeń, że w sprawach naukowych. Ostatnio głównie na próby zespołów, które będą przygrywać do kotleta na osiemnastce.
Osiemnastka, odżizas… W ogóle ten rok obfituje w sceny żywcem wycięte z kreskówki „Nemo”. Kto ma dzieci, ten uprzejmie przypomina sobie mewy, latające kupą i wrzeszczące: daj, daj, daj, daj, daj!!! Wczoraj, wykorzystując moją słabość, próbowała wziąć mnie pod siusiu.
- A wiesz, że będziesz MUSIAŁA kupić mi kieckę na studniówkę? – zapytała lekkim tonem i natychmiast dodała z łaski – Pójdę z kimś ze szkoły, żeby nie mnożyć kosztów.
Cwaniara. Że niby miałabym zapłacić za wyszynk dla jakiegoś kolesia? No takiej gorączki nie miałam od dawna.
Dziś pojawiło się kolejne pytanie roku.
- Jak zrobię prawko, będziesz mi pożyczała samochodu?
- Buchacha!!! Niech ci ojciec kupi.
- Nie ma kasy.
- To niech się ogarnie.
Akurat będę chodzić na piechotę, bo mi rozwali samochód. Moją hondziunię, pieszczotliwie zwaną Szafą? Musiałaby najpierw mnie nią przejechać.
Polecam pierwsze słowa refrenu.

26 września 2012

1053

No i masz ci los – aura nas rozpieszcza, a ja, zamiast napawać się okolicznościami przyrody, tkwię w łożu boleści. Tak, opchałam się Gripexem. Będzie git.
Swoją drogą: oto zupełnie przeze mnie zapomniany sposób spędzania czasu. Czuję się źle, więc biorę leki, komputer z filmami, książkę, herbatkę i… kładę się do łóżka. Niby oczywiste – jednak w czasie pracy w korpo zdarzyło mi się raz, 10 lat temu, jak miałam 40 stopni gorączki.
Błogosławiony pomyśle na porzucenie. Chyba wreszcie dorastam.

23 września 2012

1052

Lekkiego szału dostałam, więc w przerwie od zarobkowania postanowiłam pozarobkować. I się wyprzedaję jak leci. To ma swoje plusy dodatnie, bo przy okazji robię porządki w miejscach, do których nawet kurzowi  nie chce się zajrzeć. Co ciekawe, dostałam ataku nawet na torebki, a jest to rzecz bez precedensu. Nieużywane ciuchy? Won. Nieużywane torebki? Won. Jak mi coś nieużywanego w ręce wpadnie – won.
Potomstwo wyjechało do Krakowa. Idealnie, jej pokój znakomicie się nadaje do działań składzikowo – fotograficznych. Manekin Kunegunda, pieszczotliwie zwany Kundzią, wreszcie świadczy jakieś usługi poza hodowaniem roztoczy.
Tak na marginesie – to jest ciężka praca. Piorę, prasuję, wieszam, upinam, fotografuję, mierzę, zdjęcia obrabiam, w sieci umieszczam. Z 8 godzin mi dziś zeszło, a efekt zupełnie nieprzystający. Oby się coś sprzedało, bo inaczej szlag mnie trafi. Przynajmniej koty szczęśliwe – one uwielbiają rozpierduchę.
A przy okazji znalazłam cztery staniki, które oczekiwały lepszych czasów. A właściwie gorszych, bo utycia. Co niestety uczyniłam. Przyznaję się bez bicia.

20 września 2012

1051

Potomstwo rozpoczęło klasę maturalną z hukiem, czyli wzięło się do roboty od pierwszej chwili (tu chciałam polecić notkę z 3 września, ale mi się przypomniało, że napisałam to na facebooku). Dla niewtajemniczonych: UCZYŁA SIĘ już w dzień rozpoczęcia roku szkolnego i to w dodatku po 22. Zaglądam dziś do Librusa, to taki dziennik elektroniczny, a tam: z podstaw przedsiębiorczości 100% i U W A G A z matematyki 80%. Z, rozumiecie, matematyki.
Chwilo trwaj! Zanim ogłoszą oceny ze sprawdzianu z polskiego.
Ja natomiast od jakiegoś czasu chałturzę i już mi oko wylata na klawiaturę, a tyłek niebezpiecznie się spłaszcza od siedzenia przed komputerem. Dobrze przynajmniej, że kazałam sobie kupić laptop – mogę przysiadać to tu, to tam, a najchętniej na fotelach. Spłaszczenie jest wtedy mniejsze – przecież wiadomo, że ostatnio w modzie Brazylia: brazylijskie pośladki, brazylijskie depilacje, a pewnie i brazylijscy żigolacy. Pierwszego nie mam, drugie mnie przeraża (szarpanie nawoskowaną szmatą?), trzecie jest nieosiągalne. Dzięki temu mam z głowy dostosowywanie się do trendów.
- No to do roboty… – westchnęła. I poszła.

15 września 2012

1050

W odpowiedzi na wrednie zadane pytanie: „Idziesz na siłownię?” odpowiadam: „PRACUJĘ!!!”.
Zatkało kakało? HA! Karzące ramię sprawiedliwości społecznej dosięga wcześniej, niżby się człowiek spodziewał. Kazał pracować? Pracuję. Chichocik.
Istotne, zwłaszcza że rodzina niesłychanie dba o moją linię. Kupiłam sobie onegdaj opakowanie (220g) Michaszków (gorsze niż Michałki, więc ostatni raz). Zjadłam jeden. Dziś zaglądam – jeden. Cud dematerializacji.

1049

W ramach ogarniania się sporządziłam listę czynności do wykonania w najbliższym czasie. Listę podzieloną na kategorie (no co? jak coś robić, to porządnie) powiesiłam na lodówce za pomocą magnesu w kształcie misia. Albo kotka. Kto go tam wie.
Prezes, Bardzo Ważny Oraz Wzdęty I Nadęty, powrócił ze 100licy, gdzie wszystkimi rządzi i zarządza, i nuże kontrolować, czy się w czasie jego nieobecności aby nie nudziłam.
Prezes: Co dziś robiłaś?
prezesowa (na dictum tego typu milczy wyniośle oraz enigmatycznie)
Prezes: Bo widzę, że z listy zniknęły dwa zadania. Fryzjer i kosmetyczka!

PS Mam wrażenie, że to coś w powietrzu. Taki wirus. Mężczyźni są jakby na niego mniej odporni. Zadzwoniła Chuda, pobudzona przeze mnie komunikatem, że on-mi-każe. I mówi, że on-jej-każe. Różnica wynosi zaledwie 24 godziny i jakieś 70 kilometrów.

13 września 2012

1048

Nieodmiennie od lat odczuwam przykrość, gdy uświadamiam sobie, że pewne rzeczy po prostu się kończą, a ja nie mam na to żadnego wpływu. Szczególnie, gdy dotyczy to relacji międzyludzkich. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że różne rzeczy można próbować przepychać na siłę, ale jestem przekonana, że to nie przynosi oczekiwanego efektu. Mało tego – czasem tworzy efekt zupełnie odwrotny od zakładanego.
Dorosłam do tego, żeby nie podejmować prób podgrzewania za wszelką cenę. Bywa, że koszty pożrą zyski. Ale smutek pozostał. Szczególnie, gdy ma się to do osób bliskich.
Daleka jestem od przekonywania kogokolwiek (i samej siebie), że człowiek jest zobowiązany do utrzymywania, martwych niejednokrotnie, związków z własną rodziną. Oczekiwania społeczne nie mają tutaj bowiem nic do rzeczy. Nie można wychodzić naprzeciw populistycznym twierdzeniom, że z rodziną należy żyć w zgodzie, że to w końcu więzy krwi. Niezaprzeczalnie można posiadać podobny garnitur genów i zupełnie nie rozumieć się nawzajem. Może lepszym rozwiązaniem niż udawanie, że wszystko jest w porządku, będzie powiedzenie, że nam razem nie po drodze i rozejście się w pokoju. Zanim cały układ eksploduje z hukiem.
No tak, wiem, enigmatycznie wyszło. Okazuje się jednak, że burzą się we mnie niekiedy emocje, z którymi coś muszę zrobić. Blog to dobre miejsce, żeby czasem ulać nieco żółci. Niestety mój blog jest zarówno moją sferą osobistą, jak i strefą publiczną. To nie do końca pisanie do szuflady. Choć, nie ukrywam, wciąż istnieje tutaj kilka wpisów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wszystkie terapeutyczne: pozwoliły mi przelać „na papier” bardzo trudne do udźwignięcia uczucia. Jednak ich przeczytanie (tych szkiców) doprowadziło mnie do wniosku, że nie wszystkie sprawy muszą oglądać światło dzienne.
Obecne ujrzą – na tyle zakamuflowane, że nie do odczytania dla nikogo poza mną. Na tyle jasne, że mnie właśnie pozwolą złapać dystans.
Wszystko płynie – mawiali starożytni. Świata nie zatrzymamy. Ludzie, których nazywamy bliskim, mogą okazać się zupełnie obcymi osobami. I w ogóle nie wiadomo, kiedy to się stało.

12 września 2012

1047

Za udział biorą:
Prezes
Potomstwo
Czas akcji:
wieczór
Miejsce akcji:
kuchnia
Prezes: Dlaczego matka dostała dwie muffinki, a ja tylko jedną??
Potomstwo: 9 miesięcy w brzuchu! A potem mnie rodziła! Wiesz, jak długo? Urodziła mnie!!!
Prezes: Gdybym wiedział, że tego oczekujesz, też bym cię urodził…
Za udział biorą: Prezes, Potomstwo
Czas akcji: wieczór
Miejsce akcji:kuchnia

Prezes: Dlaczego matka dostała dwie muffinki, a ja tylko jedną??
Potomstwo: 9 miesięcy w brzuchu! A potem mnie rodziła! Wiesz, jak długo? Urodziła mnie!!!
Prezes: Gdybym wiedział, że tego oczekujesz, też bym cię urodził…

10 września 2012

1045

Och, jaka będę oryginalna…

Od dłuższego czasu planuję nową notkę. Dziś mnie olśniło i doszła do tego druga. Tymczasem napiszę to, co pisze dziś wiele znanych mi osób. SZLAG MNIE TRAFIA. Błądzę. Zaginęły mi wszystkie linki. Nie wszystkie były oczywiste. Niektórych adresów nie potrafię znaleźć.
Chwilowo nienawidzę tego serwisu.