27 października 2011

Grubo

Dziś do dyrekcji przyszła… mama pracownika!
Bo on taki więcej nieśmiały.

Widziałam później mutanta. Rzeczywiście jakby więcej.

22 października 2011

Dieta dla kota z nerką

Kot z nerką powinien zjeść następującą mieszankę:
-  60 g gotowanej piersi kurczaka,
- 1 jajko,
- 350 g ryżu,
- 2 łyżeczki oleju.
Plus specjalny proszek, zapobiegający przyswajaniu fosforu.

Pytanie brzmi, czy kot doceni wysiłek, wkładany w gotowanie mu domowych obiadków.
Kot bez nerki marki Edek docenia zdecydowanie. Nie jest dla nas jednak targetem.

14 października 2011

Kultura organizacyjna

Piątek. Za chwilę weekend. Przychodzimy do pracy. Nic specjalnego się nie dzieje. Wobec powyższego przegląd wydarzeń gospodarczych.
News dnia:

Zwolnienia na poczcie. Głębokie cięcia wydatków
Zarząd Poczty Polskiej rozważa ostrą redukcję oddziałów rejonowych centrum Poczty. Z obecnych 62 ma pozostać tylko ok. 20. Redukcje będą dotyczyć kierownictwa oraz personelu administracyjnego. Łącznie stracić pracę może ponad tysiąc osób – informuje „Rzeczpospolita”.

A pod spodem link reklamowy:

Motywowanie Pracowników
Rozwiązania Sodexo dla Motywowania Pracowników – Sprawdź Możliwości!

Czuję się w cholerę zmotywowana.

10 października 2011

Podsumowując powiem tylko:

Bardzo się cieszę.
Naprawdę.
Kamień z serca.
Osobom chorym psychicznie z parciem na władzę Polacy powiedzieli wreszcie stanowcze „nie”*.
Ufff…

* Choć nie ukrywam, że wolałabym jeszcze bardziej stanowcze. Np. miażdżące.

6 października 2011

Aby odbarczyć nieco temat kota…


Normalnie muszę. Milczałam 11 lat. A właściwie 5, bo tyle prowadzę blog. Jak już mnie rozrywało, to pisałam coś enigmatycznie, używając tzw. OKREŚLEŃ, ale to z OKREŚLENIAMI jest takie niefajne. A moja praca to pasmo sukcesów. I najfajniejsi są klienci.

Więc postanowiłam złamać świętą zasadę anonimowości, zwłaszcza  że jest ona wyłącznie teoretyczna, gdyż większość Szacownych Gości zna mnie z imienia i nazwiska, a niektórzy to się ze mną zakoleżankowali na fejsbókó i wiedzą, gdzie pracuję. Niech tam więc! Co mają nie wszyscy wiedzieć.
Rozpoczynam niniejszym cykl o klientach. Zapowiadam, że będzie poczytny.

Bo ja pracuję dla matki poczty. I się zajmuję m.in. rozpatrywaniem reklamacji, co potrafi rozczulać mnie do łez. Szczęścia. Albo dna rozpaczy. Oprócz tego jestem pełnomocnikiem mojego szefa, więc trafiają mi się KLIENCI. Tak, jak ta pani wczoraj.

Weszła i od drzwi zaczyna, że w USC zamówiła sobie 3 odpisy aktu urodzenia. Nieźle, myślę sobie. Jak tak się zaczyna, to się musi rozwinąć w jakąś ciekawą stronę. I nie myliłam się.
Więc pani opowiada mi dalej, że później okazało się, że ona jednak potrzebuje dwa te odpisy. A zapłaciła 66 zł. A przecież trzeba 44 zł. I ma nadpłacone te 22 zł. No to poszła do USC i oni jej powiedzieli, żeby przyszła na pocztę i powiedziała, żeby jej oddać. I nawet jej na kwitku napisali, żeby poczta zwróciła, bo jest nadpłata. 22 zł. O, pani patrzy.
Ja to cierpliwa jestem i nie z takimi miałam do czynienia. No to mówię pani, że poczta nie może jej zwrócić pieniędzy, które należą do USC, bo to nie są poczty pieniądze. Ale jej powiedzieli, że tak ma być i mam jej natychmiast zwrócić. 22 zł. Ona ma kwitek.
Pani mi pokaże ten kwitek. Na kwitku jak byk stoi, że pani w Urzędzie Miasta wpłacała. W kasie. Bo to taki fintifluszek wyrwany nie wiadomo skąd. Więc radzę, by się pani z tym kwitkiem udała do UM, to pewnie jej zwrócą. A właśnie, że nie, bo poczta ma jej zwrócić. Tłumaczenie, że UM to nie poczta i odwrotnie, nie odnosi skutku.
Modlę się o cierpliwość. Wpadam na pomysł, jak pani wytłumaczyć łopatologicznie. I mówię, że tak samo by pani mogła pójść do obuwniczego naprzeciwko, żeby jej zwrócili pieniądze z UM, bo to taka sama relacja. Przykład – było nie było – dość barwny. Na to pani, żebym jej nie traktowała jak głupiej i oddawać pieniądze.

Finalnie wydusiłam z pani pod jaki numer na tej ulicy kazali jej pójść. Więc o 2 mniejszy niż do nas (czyli wejście obok). Szybko przetworzyłam fakty – tam się mieści… kasa UM. Pani to nie usatysfakcjonowało, obraziła się, powiedziała, że jestem nieuprzejma i poszła sobie.
Uważam, że jestem święta.

A dziś opowiedziałam tę historyjkę MM (pamiętacie MM?). I, patrzcie Państwo, on miał lepszy przypadek.
Klient kiedyś do niego przyszedł. Z butami. Podetknął mu buty pod nos i mówi: patrz pan, rozleciały się w całości. Co za dziadostwo. Reklamować chciałem. Tłumaczenia na nic się nie zdały. Okazało się potem, że gdzieś na naszej ulicy jest siedziba rzecznika praw konsumenta. Ale oj tam, co to ludziom za różnica. Budynek poczty okazały, to wszedł. Patrzy na wywieszkę: reklamacje. No to przyszedł zareklamować. Buty.

A ostatnio sąd do nas napisał, żebyśmy w trybie pilnym dostarczyli mu akt zgonu pana Iksińskiego.
W końcu dla sądu to żadna różnica czy USC, czy poczta.
To co się ludziom dziwić.

2 października 2011

No i tak…

Wyniki bez zmian. To znaczy mocznik lekko przekroczony (40 – norma 36), kreatynina też (3,0 – norma 2,4). Czyli nie jest dobrze. Ale w piątek rano kicia obudziła się rześka i pozytywnie nastawiona do świata, przeniosła się z piętra na dół i zażądała posiłku. Serce mi skoczyło, bo w czwartek wieczorem miała kompletną zapaść, nerki praktycznie się zatrzymały, spuchła, osowiała i myślałam, że to koniec. Przepłakałam prawie całą noc.
Na szczęście, jak mawia stare przysłowie: ranek jest mądrzejszy od wieczora.
Nasz wet wyniki obejrzał, zrobił też morfologię (anemia) i powiedział:
- Leczy się zwierzęta nie wyniki. Samopoczucie ważniejsze.
No to walczymy dalej. Nawadniamy podskórnie – niestety nie w systemie stałym, bo czasem puchnie nam lewa łapka i musimy robić przerwy. Zakupiliśmy karmę dla kotów z PNN (25 zł za 500 g. AAAAAA!!!) i cieszymy się, że została zaakcepowana. Karmimy po trochu przez cały dzien bez przerwy, bo niestety z jedzeniem nie jest tak łatwo, jak byśmy chcieli. Kicia uważa, że mamy poświęcać jej maksimum czasu, rzucać po jednym chrupku tak, żeby mogła go upolować. Na szczęście nawadnianie traktuje jak przykry obowiązek i stara się z niego godnie wywiązać.
Kolejne badania w piątek lub w sobotę.

Oczywiście każdy, kto tylko chce, może uważać, że przesadzam. Ale ja kocham moje zwierzęta i będę je ratowała tak długo, dopóki nie cierpią.
Uważam, że jestem Tusieńce to winna za lata całkowicie bezinteresownej miłości. Pokochała mnie bowiem całym swoim małym, kocim serduszkiem w dniu, kiedy schowałam ją za pazuchę zaraz po wyciagnięciu spod maski samochodu.
O, taką.